Wróć do katalogu

Ostatnia wiadomość.

Nadchodzi koniec. Mimo to posłaniec ma ostatnią wiadomość do doręczenia.

Tamer, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Chmury.

Szedł powoli, patrząc na ciemne chmury, które wprawiły go w niepokój. Zaczęło się to przed tygodniem. Zauważył wtedy, że z dnia na dzień robiły się coraz dziwniejsze. Ich kształt, który do niedawna był normalny, zaczął wirować, kręcić i świecić w niespotykanych kolorach. Najgorszą częścią, dla niego, było to że od zmierzchu do świtu zasłaniały słońce .Krótko po tym zauważył też, że wiatr kompletnie zniknął. Wkrótce było to oczywiste, że nie on jedyny odczuwa ten niepokój. Niedługo później, zwykli ludzie i prostsze zwierzęta też wiedziały. Był posłańcem i miał ostatnią wiadomość do doręczenia. Droga przed nim była pusta. Po jego obu stronach były ogromne pola, na nich leżały pozostawione narzędzia. Droga, którą podróżował była mała i dość mało używana, za mało ważna żeby zrobić ją z kamienia. Jedyne co oddzielało ją od pól to okazjonalne płotki czy murki. Mimo to, był szczęśliwy że znowu tutaj był, minęły lata, od czasu ,kiedy ostatni raz szedł tą drogą, mimo to pamiętał to doskonale. Był to ciepły wiosenny dzień. Na niebie nie było żadnych chmur i wiatr powiewał przyjemnie mu w plecy. Przypominały mu się twarze szczęśliwych kupców , którzy przejeżdżali obok niego i zmęczonych rolników, ciężko pracujących na polach. Pamiętał gdzie i do kogo miał dostarczyć wiadomość i ich radość gdy przybył. Teraz nie było tu nikogo. Był kompletnie sam. Wiedział też że po dostarczeniu wiadomości ,nie będzie już kolejnej. Zostaną mu tylko wspomnienia. Przemyślenia przerwał mu widok nieznanego budynku na horyzoncie. Po chwili, zobaczył znak oznaczający karczmę. Z nadzieją, że spotka w środku ludzi, zaczął instynktownie iść szybciej. Po zbliżeniu się, wiedział że nikogo nie spotka w środku, budynek był opuszczony. Mimo to ciekawość kazała mu iść dalej w jego stronę. Drzwi były otwarte, gdy wszedł do środka, zorientował się, że budynek został opuszczony przed ukończeniem. W środku, jak się spodziewał, nikogo nie było. Wnętrze karczmy, mimo przerwanej budowy, wyglądało znakomicie. Budynek nie był zbudowany z drogich materiałów, ale wszystkie zostały wykorzystane w pełni swoich możliwości. Ściany były pokryte wypolerowanym jasnym drewnem. W miejscach, w których była podłoga, zostały już ustawione stoliki i krzesła, które wyglądały na ręcznie robione. W prawym rogu budynku znajdował się bar, a po lewej zobaczył schody, które kończyły się na półpiętrze. Zaczął się przechadzać po wnętrzu i mimowolnie pojawił mu się uśmiech na twarzy. Miał usiąść na jednym z krzeseł, ale w oczy rzucił mu się wszechobecny kurz. Wiedział, że karczma pewnie nigdy nie zostanie skończona, nieważne, ile wysiłku i czasu kosztowała. Chwilowe szczęście od razu wyparowało, zastąpił je tylko żal. Obrócił się i wyszedł jak najszybciej z budynku. Wychodząc, upewnił się, żeby zamknąć za sobą drzwi. Idąc dalej, jedyne, o czym myślał, to jak bardzo było mu żal właściciela, wiedząc, że jego marzenia i lata pracy, które zbudowały tę karczmę, nigdy nie zobaczą jej skończonej. Jakiś czas później doszedł do rozstaju dróg. Wiadomość prowadziła go dalej w prawo, w stronę okolicznego miasta. Zanim skręcił, zatrzymał się i obrócił za siebie. Zobaczył po raz ostatni karczmę. Z takiej odległości wyglądała jak mała kropka na horyzoncie. Nie było widać, czy jest otwarta, czy nie. Odwrócił się z powrotem i skręcił w prawo.

Miasto. Usłyszał miasto zanim je zobaczył. Była to przyjemna odmiana, przez ostatnie dni jego jedynym towarzyszem była cisza, teraz zastąpiona przez gwar w mieście. Gdy w końcu zobaczył miasto był już wieczór, przywitał go znajomy widok - stare kamienne mury i wysokie drewniane domy, które tak dobrze pamiętał. Podobało mu się jak jego jasne światła ładnie kontrastowały z ciemniejącym niebem. Stalowa brama, która pozostawała zwykle zamknięta, była szeroko otwarta. Gdy wszedł do miasta, po raz pierwszy od dłuższego czasu, zobaczył ludzi. Jego zadowolenie nie trwało długo. Kiedy zaczął się rozglądać, dwie rzeczy zwróciły jego uwagę. Pierwszą było, jak bardzo miasto się rozrosło od ostatniej wizyty, drugą zaś, w jakim okropnym stanie się znajdowało. Budynki, ulice, wszystko wydawało się zniszczone i opuszczone. Mimo to, ludzie nie wydawali się przejęci stanem swojego miasta. Założył, że niektórzy z nich sami mogą niszczyć budynki. Potwierdziło się to, gdy zobaczył grupę mężczyzn, którzy rzucali kamieniami w szyby. Oboje wydawali się być pijani, co go nie dziwiło. Gdy poczuł po raz pierwszy nadciągający koniec, założył, że ludzie mogą tak zareagować. Postanowił ich zostawić i pójść dalej. Nie chciał zostawać na długo w mieście, wiedział, gdzie musi iść. Po drugiej stronie miasta znajdowała się przystań, której potrzebował, żeby dostać się na drugi koniec jeziora. W dawnych czasach barka pływała, transportując ludzi wokół jeziora. Przed przyjściem do miasta nie myślał o tym, czy wciąż działa. Jedyne, co mu pozostało, to liczyć na to, że barka nadal działa. Nie był pewien, co zrobi, jeśli okaże się, że jej nie ma. Gdy szedł przez miasto, mała grupa osób wyszła z budynku obok, prawie na niego wpadając. Oboje byli pijani, wystarczająco, żeby przejść, nawet nie patrząc w jego stronę. Zostawili za sobą otwarte drzwi. W środku zobaczył wypełnione ludźmi wnętrze, dziesiątki mężczyzn i kobiet, którzy spędzali ze sobą czas, nie przejmując się tym, co nadciąga. Próbował wejść do środka chociaż na chwilę, jednak panował tam zbyt duży przepych. Mimo to ucieszył go ten widok. Nie wiedział czy po odejściu z miasta zobaczy jeszcze ludzi. Lecz jeśli mógł zapamiętać ich w taki sposób, ucieszonych i szczęśliwych, to mógłby się obejść bez nich. Wiedział, że jest już blisko jeziora, zamknął więc drzwi i poszedł dalej. Mimo braku wiatru gdy się zbliżył, poczuł mocny zapach jeziora. Zobaczył przed sobą ogromne jezioro, które wypełniało cały horyzont. Woda była spokojna i pusta. Przystań wypełniały setki łodzi, lecz miejsce na barkę pozostało puste. Zastanawiał się, czy może wypożyczyć gdzieś łódź, lecz zanim się ruszył, jego uwagę przykuła jedna z nich. Na niej zobaczył dwóch starszych mężczyzn, którzy próbowali łowić w jeziorze. Ich łódź była stara. Z daleka było widać miejsca, w których były wymieniane deski, mimo starej zielonej farby, którą ją pomalowano. Gdy podszedł żeby z nimi porozmawiać, obaj wydawali się zdziwieni. Nie rozumieli, dlaczego chciał się dostać na drugą stronę jeziora, mimo to zaoferowali mu wypożyczenie łodzi. Niedługo później wypłynął. Łódź sunęła powoli po tafli jeziora. Nigdzie wokół nie widział innych łodzi. Wiosłował wolno, nie spieszyło mu się. Obejrzał się za siebie i popatrzył na miasto, był to jedyny jasny punkt na ciemnym horyzoncie. Był ranek, gdy przybił do przystani. Tak jak się spodziewał, nigdzie nikogo nie było. Gdy obrócił się w stronę miasta, trudno było mu je znaleźć, było ono tylko pojedynczą kropką na horyzoncie. Przywiązał łódź i wyruszył dalej prostą drogą.

Wieża. Z daleka zobaczył starą, kamienną wieżę. Był to jedyny wyróżniający się punkt na pustej i opuszczonej drodze. Wieża nie była zbyt duża, ale wydawała się bardzo stara. Jej kamienne ściany porastał gruby mech. W niektórych miejscach zamiast kamienia znajdowały się dziury, które służyły za okna. Gdy podszedł, w oczy rzuciły mu się stare, drewniane drzwi, widocznie przechylone w prawo. Po chwili drzwi otworzyły się i w ich progu zobaczył postać. Była odwrócona do niego plecami i ciągnęła coś za sobą. Przez szaty szybko się zorientował ,że ta postać jest mnichem. Zobaczył też, że ciągnął za sobą baniak z wodą. Podszedł bliżej, żeby zaoferować duchownemu pomoc. Mnich, który początkowo wydawał się przestraszony jego obecnością, po chwili namysłu się zgodził. Ich dwoje pociągnęło baniak za wieżę. Dopiero gdy skończyli, miał okazję przyjrzeć się duchownemu. Miał około czterdziestu lat, nosił schludne, czarne szaty i krótko przystrzyżone ciemne włosy. Mnich usiadł na ziemi, oparł się plecami o ścianę, zamknął oczy, a krople potu ciekły mu po twarzy. Po chwili wolno…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych