Wróć do katalogu

Pan i pani mysz

przepraszam za strumień świadomości, o miłości; jak to wyborcza pisze :"ku przestrodze", enjoy:p

Zenon_Śmietana, opublikowano , 11 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pan i pani mysz

Pan mysz przyszedł na świat w rodzinie arystokratycznej. Był jedynakiem i jedynym spadkobiercą majątku. Ojciec pana myszy był szefem mysiej kompanii kolejowej, matka pisała książki. Dorobili się nieziemskiej fortuny. Ojciec pana myszy wykształcił syna na kupca w najlepszej mysiej szkole handlowej. Młody pan mysz, uchodził w towarzystwie za ważną osobistość. Idylla nie trwała jednak wiecznie. Katastrofa mysiego Titanica odebrała panu myszy rodziców. Został na świecie absolutnie sam. Wydawać by się mogło jednak, że tylko na to czekał. Spieniężył zaraz wszystkie ruchomości, nieruchomości i akcje. Oddał się rozpuście, popadł w alkoholizm, zaczął grać w kasynach. Stracił swoją pozycję wysokiej figury w kręgach mysiej arystokracji. Staczał się powoli na dno. Często lądował w mysich izbach wytrzeźwień, przytułkach, spędzał noce w mysich domach publicznych. Stawał się wrakiem myszy. Nie wiadomo dlaczego, którejś nocy, kiedy był akurat trzeźwy i leżał w łóżku zapragnął spokoju. Zauważył, że nigdy nie miał marzeń, że żył tylko z dnia na dzień i szybko, byle szybciej. Wymyślił sobie niebieskie niebo z chmurami, góry, las przystrojony wiosną, spokojne lustro górskiego jeziora i drewnianą chatkę z bali. Stało się to jego pierwszym marzeniem. Zapragnął zamieszkać w takiej chatce sam i nie widzieć już nigdy żadnej myszy. Następnego dnia spakował niezbędne rzeczy i ruszył w drogę. Na poszukiwanie swojej wymarzonej chatki w górach. A droga była długa. Zwiedził północ, południe, wschód, zachód, przepłynął oceany... wędrował dziesięć lat. Żywił się korzonkami, łapał muchy. Nie tracił jednak wiary. Widok, który co rano malował mu się w myślach, dawał siły na cały dzień wędrowania. I w końcu któregoś dnia, pan mysz dotarł w góry. Wiosna była wkoło, pięknie. Dreptał kamienistą ścieżką, aż zza któregoś pagórka wyłonił się widok, który sobie wymarzył. Niebo, staw, chatka z drewnianych bali. Pan mysz nie mógł uwierzyć, że to już tu, że właśnie spełniło się jego marzenie. A jeśli ktoś już tam mieszka? Okaże się, że cała wędrówka na nic, bo pan mysz wiedział, że taka chatka jest jedna, jedyna na całym świecie, i że właśnie ją znalazł. Z bijącym serduszkiem ruszył w dół ścieżką. Zapukał do drzwi domku, lecz chyba nikogo nie było w środku, gdyż jeśli zastałby jakiegoś mieszkańca, ten na pewno otworzyłby mu i zaprosił do środka. Pchnął więc drzwi, spodziewając się, że będą zamknięte. O dziwo jednak otworzyły się i oczom pana myszy ukazała się schludnie urządzona sionka. Ściany obite były jesionem, na podłodze leżał czerwony dywanik. Pan mysz bez wahania wszedł do środka. W domku znajdowała się niewielka kuchenka, salonik, na górze sypialnia i jeszcze jakiś pokój, w którym pełno było książek. Co uderzyło pana mysz, to urządzenie wnętrza. Każdy szczegół zdradzał bowiem kobiecą rękę. Każdy pokoik stanowił odrębną planetę rządzącą się własnymi prawami. Wszystko miało tu swoje miejsce. Gdyby przez nieostrożność potrącił na przykład stojak na parasole, czar prysłby niechybnie. Wnętrza urządzone kobiecą ręką mają to do siebie. Pan mysz postanowił więc niczego nie dotykać. Nie żeby obawiał się, że właściciel domku może się w przyszłości na niego rozgniewać. Przez szacunek dla piękna po prostu. Pan mysz nie pamiętał już, kiedy ostatni raz widział tego rodzaju piękno. Chyba w domu rodzinnym. Postanowił, że zostanie w chatce dopóki, dopóty nie znajdzie się jej właściciel. Zadomowił się. Zbierał chrust, palił w kominku, raz w tygodniu wybierał się na polowanie. Gromadził zapasy na zimę i składował je w spiżarni. Mijały dni. Przyszło lato. Pan mysz był szczęśliwy. Przesiadywał całymi dniami na balkonie i cieszył się ze spełnionego marzenia. Tak bardzo się cieszył. Co do chatki, to przestał obawiać się powrotu właściciela. Skoro nie przyszedł do tej pory, to znaczy, że nie istnieje, a chatka należy się prawowitemu znalazcy, czyli panu myszy. Tak rozumował. Któregoś dnia jednak, w jesieni już, wróciwszy z polowania, w okienku sypialni dostrzegł palące się światło. W pierwszej chwili myślał, że wychodząc na polowanie zostawił świeczkę, ale nie, zdążyłaby się przecież wypalić. W sionce, obok swojego kożucha, który przyszykował sobie ze skóry niedźwiedzia na zimę, zauważył fioletową pelerynkę, a na podłodze tak samo fioletowe, aksamitne trzewiczki. Z bijącym serduszkiem wbiegł na górę i uchylił drzwi. Na łóżku siedziała pani mysz. Robiła coś na drutach. Kiedy pan mysz wtargnął do pokoju, podniosła na niego wystraszone, czarne oczy. Łapki trzęsły się jej ze strachu, mimo to nie pisnęła nawet ani się nie ruszyła. Pan mysz również przestraszył się nie na żarty. Po pierwsze, dotarło do niego, że jeśli pani mysz jest właścicielką chatki, to on będzie musiał sobie pójść; po drugie, pierwszy raz od wielu wielu lat zobaczył panią mysz. Zapomniał już jaką słodycz przynosił mu kiedyś widok kobiet, jak go fascynowały. Stał dłuższą chwilę w progu, patrząc i nie mogąc się nadziwić. Pani mysz nosiła w sobie piękno. Zrozumiał w tej chwili, skąd ten subtelny wystrój wnętrz... to wszystko płynęło z jej osoby. Poczuł, że chce mu się płakać i natychmiast wyszedł z sypialni. Nie chciał dopuścić do tego, by pani mysz zauważyła jego łzy. Zszedł na dół i położył się na kanapie w saloniku. Postanowił, że będzie mieszkał w chatce dopóki pani mysz nie poprosi go, żeby się wyniósł. Od tamtego wieczora mieszkali razem. Pan mysz chodził na polowania, zbierał chrust, wykonywał cięższe prace domowe. Pani mysz zaś gotowała,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych