Wróć do katalogu

Parentel tir Achara cz. 3

Część 3. Komentarze mile widziane.

Ola R., opublikowano , 23 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Żołnierze wylali na mnie kubeł zimnej wody i dali szmatę do wytarcia twarzy. Usunąłem rozmazaną, zaschniętą krew na tyle na ile mogłem. Kręciło mi się w głowie i ledwo rozpoznawałem kształty w ciemnościach. Irina spała w namiocie, Var rozłożył się u jego wejścia – nie wiedziałem czy chce uniemożliwić jej ucieczkę czy pilnować jej przed podwładnymi. Ognisko wygasało spokojnie, ktoś chyba stał na straży. Oparłem się o pień drzewa i głęboko zasnąłem. Obudziło mnie poranne zamieszanie. Żołnierze zbierali namiot, pakowali koce i przybory. Wstałem, odlałem się i obserwowałem jak var przymilnie rozmawia z Iriną. Przy jego postaci wydawała się drobna i filigranowa. Była ledwie dzieckiem, ale żyłem w strachu, że jej pierwsze krągłości przyciągną zbyt wiele lubieżnych spojrzeń. Wolałem by była słodka, niewinna i zagubiona, by budziła w tych mężczyznach opiekuńczego ducha. Musiałem jednak ufać, że dobrze rozpozna ich serca i sama o siebie zadba. Była Trimaną. A ja byłem bezbronny – jakiś nagły smutek ukłuł mnie w serce. Nie mogłem działać, nie mogłem chronić, musiałem ufać Varowi, że nie złamie przysięgi, Irinie, że nie będzie mnie ratować, mędrcowi, że nie wysłał jej nadaremnie. Bierność nie była w mojej naturze – na próbę chciałem rozerwać więzy, ale trzymały zbyt mocno. Var chciał pomóc wsiąść Irinie na konia, ale odrzuciła jego dłoń i sama wsiadła. Żołnierze odwiązali mnie od drzewa, ale któryś z nich idący za mną trzymał powróz. Mogłem odpocząć od smrodu zwierzęcia i ciągle smagającego mnie po twarzy ogona. Skupiłem się na wewnętrznym wzroku i badaniu moich powracających zmysłów. Każdy krok rozbłyskiwał w ciemności – przez moment dostrzegałem blade skry ziemi, złote światełka roślin i migotliwe punkty robaczków żyjących w danym miejscu. Gdy wytężałem siły widziałem na około metr wokół. Oczywiście ludzkie postaci rzucały cień na moją świadomość, ale nie potrafiłem dojrzeć ich płomieni. Tylko Irinę widziałem jak zamglony ognik gdzieś przede mną. Powoli wspinaliśmy się pod górę leśnym duktem, gdy nagle wierzchowiec z przeraźliwym kwikiem wspiął się na tylne nogi i runął – w jego piersi zanurzony po piórka tkwił bełt. Irina zręcznie zsunęła się z upadającego konia i uciekła w krzaki rosnące po bokach traktu. Var zaplątany w strzemię wykrzykiwał coś. Poczułem luz na powrozie , żołnierze rozbiegli się chowając się za drzewami i na ślepo strzelając w korony drzew. Rycerz tkwił przygnieciony ciężarem zdychającego zwierzęcia. Kolejny bełt utkwił w końskim brzuchu tuż przy wolnej nodze Vara. Przez chwilę wahałem się co robić, ale odruch wygrał. Rzuciłem się w stronę rycerza. Uwalniałem mu prawą nogę ze strzemienia, gdy kolejny bełt rozorał mi wierzch dłoni. Krzyknąłem, ale po chwili już naparłem na końskie truchło z całych sił, póki rycerz nie uwolnił drugiej nogi. Usłyszałem krzyki bólu, ale biegnąc w stronę krzaków i osłaniając Vara rozpaczliwie szukałem myślami Iriny.

- Bezpieczna – dotarło do mnie echo myślowego krzyku

Skryłem się za drzewem i odetchnąłem. Żołnierze otoczyli mnie i leżącego obok rycerza, celując w stronę, z której nadchodziły strzały.

- Trzy grupy po dwóch sprawdzić teren – rozkazał Var oddychając ciężko – Gdzie księżniczka?

- Skryła się w krzakach, zaraz ją znajdziemy. Nic ci nie jest, panie? - żołnierz pochylił się nad dowódcą, ale ten odepchnął go silnie, skoczył na równe nogi i podszedł do mnie, wyciągniętym mieczem celując w gardło.

Świdrował mnie wściekłym spojrzeniem gotów pchnąć. Żołnierze stali oniemiali nie wiedząc co zrobić. Miał jakiś obłęd w oczach.

- Czemu? - warknął – Czemu mnie uratowałeś?

Spojrzałem mu gniewnie w oczy.

- Prosta umowa, ty żyjesz, ona żyje – wycedziłem

Opuścił miecz zdezorientowany. Z krzaków wynurzyła się Irina, podbiegła do mnie papląc w starym języku i przyglądając się ranie.

- Dobrze, że go uratowałeś, ale musiałeś dać się poharatać? Nie waż się śmiać, miałeś być zły i gniewny na mnie. I teraz ani mi się waż zabraniać mi uzdrawiania – paplała szybko i bez składu

- Mam być gniewny to będę – wysyczałem w odpowiedzi

Zrobiła zaciętą i urażoną minę.

- Rozetnij mu więzy – rozkazała Varowi we wspólnym – No już!

Rycerz niechętnie wyjął sztylet i uwolnił mi dłonie. Gdy więzy opadły Irina zakryła zranioną dłoń swoimi i skupiła się na uzdrawianiu. Patrzyłem w bok i wyrwałem rękę jak tylko zniknął ból. Na skos przez prawą dłoń przebiegała gruba bladoróżowa szrama. Poruszałem parę razy dłonią, ale wszystko wydawało się dobrze działać. Rzuciłem okiem na Vara, wydawał się wsłuchiwać w raport żołnierzy, ale czułem w nim jakieś napięcie. Musiałem go uratować, był jedynym gwarantem, że Irina będzie dobrze traktowana i wróci do ojca. Moglibyśmy próbować ucieczki, ale nie zaszlibyśmy daleko nie wiedząc gdzie jesteśmy. W pobliżu Lodowej Rzeki, na znanym terenie moglibyśmy próbować, ale nie tutaj. Irina chyba to rozumiała. Var był nam potrzebny. Wysłani zwiadowcy donieśli o dwóch trupach z kuszami znalezionych u stóp drzew. Prawdopodobnie skryli się w koronach, a zranieni strzałami na oślep spadli i zabili się. Możliwe,że było ich więcej, ale mało prawdopodobne by mogli jeszcze sprawiać kłopoty. Wojna to czas hien i rozbojów na drogach. Irina delikatnie przytuliła się do mnie. Nie odtrąciłem jej wiedząc, że nawet z gniewem na pokaz nie mogę przesadzić. Chciałem ją pogłaskać i uspokoić, ale już na to sobie nie pozwoliłem. Zapomniany powróz szurał się po ziemi. Var kazał zebrać pakunki z martwego wierzchowca i zarządził wymarsz. Wciąż szliśmy traktem, ale już czujniej i ostrożniej. Dwóch żołnierzy na przedzie, potem Var i Irina, kilku żołnierzy i ja. Jakaś chora duma nie pozwalała mi zdjąć oznaki zniewolenia. Maszerowaliśmy dwa dni w ciszy. Żołnierze tylko szeptali między sobą wykonując codzienne obowiązki. Dawali mi część swoich porcji, jeden rzucił nawet jakiś zapasowy koc w zimną noc. Var nie odzywał się poza wywarkiwaniem krótkich rozkazów. W południe drugiego dnia marszu skryliśmy się w lesie na odgłos kopyt. Wkrótce okazało się, że jeźdźcy noszą mundury i Var wyszedł na drogę. Jeźdźcy wstrzymali konie.

- Panie – skłonił się dowodzący jezdnymi – właśnie wyruszyliśmy na twe spotkanie. Zwłoka nas niepokoiła. Co się stało?

Var machnął ręką.

- Rozbójnicy zabili mi konia, powinniście bardziej dbać o bezpieczeństwo na trakcie. Potrzebuję dwóch koni, zostaw któregoś ze swoich ludzi by doprowadził moich żołnierzy i ich zakwaterował. Muszę jak najszybciej skontaktować się z pałacem.

- Tak, panie – odparł jeździec wydając odpowiednie rozkazy – Kto z nami pojedzie?

- Ja, mój gość i jeniec – odparł Var – im wystarczy wspólny wierzchowiec.

Wsiedliśmy na podprowadzone konie i ruszyliśmy z kopyta. Drzewa migały szybko po obu stronach traktu i wkrótce ujrzeliśmy miasto. Dowódca zadął w róg oczyszczając nam drogę do fortu. Twarze mijanych ludzi rozmywały się w pędzie, a mimo to wyraźnie odbijał się w nich lęk i bieda. Gdy minęliśmy mury fortu, na kamiennym dziedzińcu dostrzegłem wysoką na trzech ludzi, strzelistą budowlę. A więc to tak wygląda portal! Ponoć umożliwia przesyłanie ludzi i przedmiotów do bliźniaczych wrót przy niewielkim nakładzie energii. Dzięki takiemu systemowi mogliśmy wkrótce znaleźć się w ich stolicy i stanąć przed Cesarzem. Kazali nam zsiąść z koni i natychmiast pojawiło się kliku chłopców, którzy z zaciekawieniem zerkali na mnie i Irinę. Może to inne niż tutejsze ubiory przykuły ich uwagę. Umieść ich w jakiejś wygodnej komnacie pod strażą póki nie porozmawiam z pałacem – rozkazał Var dowódcy jeźdźców Tamten skłonił się i wybrał dwóch ludzi, którzy zaprowadzili nas do jednej z komnat. Była to niewielka biblioteczka z wygasłym paleniskiem, grubym futrem na podłodze i trzema fotelami dziwnego kształtu. Kandelabry pełne były świec i roztopionego wosku, a jedno malutkie okienko wychodziło na dziedziniec z portalem. Irina z radością opadła na fotel, ja zająłem miejsce przy oknie. Nagle wstała i otworzyła z rozmachem drzwi.

- Przywołajcie mi pokojówkę! - rzuciła w twarz zdezorientowanym strażnikom i zatrzasnęła za sobą drzwi.

Roześmiała na widok mojej zdumionej twarzy.

- Potrzebuję kobiecej pomocy – powiedziała lekko zawstydzona – Zaczęły się moje księżycowe dni.

Skinąłem głową i utkwiłem wzrok w ziemi. Kochałem swoją siostrę ponad życie, ale były rzeczy, o których wolałem w związku z nią nie wiedzieć. Dobrze, że nie wdała się w matkę, tych kilka dni w miesiącu potrafiło nieźle dać nam, mi i ojcu w kość. Ze wszystkimi sprawami było lepiej poczekać. Nawet ojciec unikał konfrontacji spokojnie znosząc krzyki, kłótnie i niezrozumiałe zachowania. Bardzo ją kochał. Gdy tylko do komnaty weszła młoda służąca, Irina chwyciła ją za ręce, posadziła na jednym z foteli i zaczęła z nią szeptać. Służka wyszła i wkrótce wróciła z trzema innymi. Jedna niosła drewno i susz i zajęła się rozpalaniem ognia. Druga niosła jakieś prześcieradła, koce i ręczniki, a dwie kolejne taszczyły nie dużą metalową balię. Potem tylko śmigały w jedną i drugą stronę znosząc ciepłą wodę, a nim się obejrzałem połowę pokoju oddzieliły zasłoną i zrobiły prywatną łaźnię dla mojej siostry. Uśmiechnąłem się pod nosem – zawsze taka była. Ludzie wychodzili z siebie by ją uszczęśliwić, a ona po prostu umiała być wdzięczna. Łatwo nawiązywała kontakty, a gdy spojrzałem na służące wewnętrznym wzrokiem ujrzałem jak ich płomienie niemal łaszą się do Iriny. Sprawiła, że czuły się dumne i potrzebne, jakby zaszczytem dla nich było ją zadowolić. Na moją cichą sugestię by zostawiły mi trochę wody zgromiły mnie wzrokiem, ale natychmiast się uspokoiły, gdy Irina zgodziła się. Rozmawiała z nim cały czas i wkrótce wiedziała jak się nazywają, ile dzieci mają i które z dzieci dowódcy fortu jest najbardziej nieznośne. Gdy się wykąpała i ubrała, ukrywając pod kaftanem zapas czystych szmatek, a ja czekałem tylko by wskoczyć do balii ciepłej wody do komnaty wszedł Var. Zdumionym wzrokiem ogarnął balię, zasłonę i służki, ale opanował się po chwili.

- Rozmawiałem z mym panem, Cesarzem Świata – oznajmił poważnie – Mamy zostać tu do jutra. Porozumiałem się też z dowódcą fortu, ty pani zostaniesz tutaj, służba – tu wskazał ręką na kryjące się za nami kobiety – zapewni ci wszelkie potrzebne wygody dostępne gościom.

- A co z moim bratem? - spytał

Var pokręcił ze smutkiem głową.

- Mam rozkazy panienko – odparł tonem nie znoszącym sprzeciwu – zostanie zakuty w dyby i wystawiony na widok publiczny wraz z odczytem jego zbrodni. A jutro Cesarz obwieścił święto i czeka go tryumf w stolicy. Przykro mi.

Irina spojrzała na mnie ze łzami w oczach. Po chwili dopiero dotarło do mnie, że wstrzymuję oddech a paznokcie z zaciśniętych pięści wbijają mi się w dłonie. Nie mogłem nawet walczyć z losem póki Trimana nie wróci bezpiecznie do ojca. Bałem się bólu i upokorzenia i tej przeklętej bezsilności.

- Odpoczywaj panienko. Żona dowódcy fortu ma ci dostarczyć jakąś suknię na jutrzejszy tryumf, pojedziesz ze mną jako mój gość. - skinęła tylko głową ze zrozumieniem – Chodź ze mną – zwrócił się do mnie

Wychodząc położyłem Irinie rękę na ramieniu. Przytuliła się do niej zostawiając ślady łez. Var wyprowadził mnie pod strażą z fortu i poprowadził przez miasto do drugiej bramy, przy której na podwyższeniu stało miejsce kaźni. Szubienica, dyby, jakieś łańcuchy w ścianach. Rozejrzałem się wokół, kilku ludzi już się zatrzymało zaciekawionych. Var rozmawiał chwilę z katem, który potem chwycił za powróz i zaciągnął mnie do dyb.

- Rozbieraj się – rzucił groźnie

Odpiąłem płaszcz i rzuciłem

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych