PENSJONAT
Raczej lekkie opowiadanie, również z cyklu Katowice Frankfurt
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
PENSJONAT Umowa była prosta i przejrzysta. Duże leszcze i każdy okoń należą do nich. Karpie i liny poniżej kilograma idą na powrót do wody, a większe, powyżej kilograma powinni oddawać Frau Hewig. Frau Hewig była właścicielką pensjonatu, w którym mieszkali i obu stawów. Normalnie za łowienie ryb w tych stawach Frau Hewig pobierała opłatę. Siedem Marek za dzień, dziesięć za dobę i pięćdziesiąt za tydzień. Można było również wykupić abonament na dłuższy okres negocjując cenę z Frau Hewig. Na brak wędkarzy w sezonie nie można było narzekać. Zjeżdżali się z najbliższej okolicy głównie w weekendy. Wiedzieli, że nigdy nie wrócą z pustymi rękami z pobytu nad stawami Frau Hewig. Stawy były regularnie zarybiane, a przemyślny system napowietrzania i stałe dokarmianie ryb gwarantowały ich obfitość. Większy staw był naturalny o nieregularnych brzegach i przypominał w zarysie olbrzymie serce. Część brzegu była porośnięta sitowiem, a niewielki brzozowo - wierzbowy zagajnik wcinał się od północnej strony rozległym klinem w jego najszerszym miejscu. Wąska piaszczysta plaża położona na wschodnim brzegu przechodziła łagodnie w południowe, szpiczaste zakończenie, spięte drewnianym mostkiem z zachodnim trawiastym brzegiem. Pod mostkiem przepływała króciutka, może dziesięciometrowa bardzo płyciutka, lecz szeroka rzeczka zasilana wodą z górnego stawu. Górny staw był idealnym kołem o średnicy około dwudziestu pięciu metrów. Był całkowicie sztucznym tworem, na jego środku wystawała gruba, trzycalowa, stalowa rura, z której nieprzerwanie tryskał niewysoki gejzer wody pompowanej z dolnego stawu. Pompa znajdowała się na zapleczu rybaczówki położonej kilka metrów od plaży. W rybaczówce można było wynająć jeden z dwóch kajaków, płaskodenną dwuosobową łódkę, lub rower wodny. W rybaczówce funkcjonował też mini bar, który prowadziła najstarsza córka Frau Hewig. Ponad drugim stawem wznosił się, wysoki na kilka metrów, sztuczny kopiec, który w przyszłości miał pełnić podłoże sztucznego, usianego kaskadami strumienia. Któregoś dnia stojąc w trójkę na mostku doszli do wniosku, że przecież mogliby w soboty, kiedy to nie chodzą do pracy, też powędkować. Oczywiście szkoda im było pieniędzy, wpadli, więc na pomysł, żeby porozmawiać z Frau Hewig o innej formie zapłaty. Jak zwykle, rola ta przypadła Adamowi. Mieszkał tutaj najkrócej z nich, ale wszyscy wiedzieli, że ma oko u Frau Hewig. Tylko on dostał pokój dwuosobowy z telewizorem. Co prawda, kiedy tu przyjechał wszystkie inne były zajęte, ale i tak szybko się rozniosło, że do jego pokoju Frau Hewig nie dokwateruje już nikogo. Mało kto, natomiast, wiedział o tym, że płaci tylko za jedno łóżko, a nie za cały pokój. Było tak może, dlatego, że zaraz po przyjeździe wdał się w rozmowę z Frau Hewig na temat języków. Frau Hewig była holenderką, która wyszła za mąż za Niemca – właściciela tego „bauerhofu”. Adam zaraz pierwszego wieczoru zaczął ją uczyć polskiego. Bardzo jej się spodobało, kiedy Adam stwierdził, że tak jak dla niego w niemieckim wszystko mówi się od tyłu, tak z pewnością dla Niemców, polski również musi wyglądać na opak. Nim Herr Hewig rozchorował się psychicznie Hewigowie dorobili się siódemki potomstwa. Najstarsza prawie siedemnastoletnia Helga prowadziła wspomniany bar przy rybaczówce, a najmłodszy niespełna pięcioletni Jurgen często przesiadywał w przyczepie Wieśka. Pozostała piątka w wieku szkolnym była uczniami rożnych szkół w pobliskich miasteczkach. Oprócz Adama, który pracował w firmie budowlanej i Wieśka montującego na lewo meble dla jakiejś dużej firmy, trzecim Polakiem w Pensjonacie był Leszek pracujący aktualnie w pobliskim ogrodnictwie. Adamowi udało się zawrzeć całkiem korzystną umowę i teraz prawie każdy sobotni wieczór spędzali wędkując i popijając piwo nad brzegiem dolnego stawu. Dodatkowym obowiązkiem, jakim obarczyła ich Frau Hewig w ramach umowy, było pilnowanie porządku nad stawami w weekendy. Pełnili, więc, nieoficjalną funkcję dość specyficznej straży porządkowej, co mocno podniosło ich autorytet, szczególnie wśród miejscowych. Najczęściej przesiadywali na skraju łączki, gdzie zaczynały się szuwary. Ryby brały tu całkiem dobrze, a i do rybaczówki po piwo czy ”Korna” było niedaleko. Ponadto z tego miejsca świetnie można było obserwować oba stawy. Czasami, gdy pogoda nie dopisywała przesiadywali w rybaczówce. Bywało, że zbierali się też u Adama w pokoju oglądając telewizję przy butelce czegoś mocniejszego lub u Wieśka w przyczepie. Zawsze jednak pamiętali o kilkakrotnej kontroli stawów w czasie weekendu. * * * Duży, „oficjalny” telewizor stał w świetlicy, która pełniła również rolę stołówki i sali restauracyjnej. Tutaj jednak zawsze panował ruch i gwar. Ktoś jadł kolację, ktoś przyszedł ze wsi na piwo lub sznapsa. Każdy chciał oglądać coś innego i często zdarzało się, że przerywano film w połowie, bo zaczynał się mecz lub odwrotnie. Świetlicę wykonano w dawnej izbie centralnej typowego „bauerhoffu”, jakie można było jeszcze spotkać w tej części Westfalii. Grube czarne bele stropu, przystrojono pękami suszonych najprzeróżniejszych ziół i wiązankami zasuszonych polnych kwiatów. Podłoga z drewnianego bruku, wypolerowanego przez kilkadziesiąt lat użytkowania do połysku, miała twardość i barwę bazaltu. Ciężkie dębowe stoły współgrały z szarym polnym kamieniem stanowiącym podstawowy budulec olbrzymiego kominka wykończonego wiekowymi belami surowego dębowego drewna. Kominek, na którym dzień i noc palił się ogień stanowił centralny punkt świetlicy i był zarazem jej największą atrakcją. Późnym wieczorem, gdy cały pensjonat pogrążał się we śnie, potężne metrowe bierwiona żarzyły się stwarzając niepowtarzalny nastrój. Pokój Adama pełnił rolę nieoficjalnej, drugiej świetlicy dla zamkniętego grona. Poza Polakami, do pokoju Adama przychodzili często inni mieszkańcy pensjonatu, głównie „Jugole” ze śliwowicą, lub dziewczyny pracujące w pobliskim ogrodnictwie, kiedy miały ochotę w spokoju zjeść ciastko lub napić się kawy. Frau Hewig to nie przeszkadzało, ważne było jedynie, aby po 23 nikt nie kręcił się po korytarzu. Adam często wychodził z pokoju, dając im możliwość swobodnej rozmowy. Lubił późnym wieczorem zejść na dół do świetlicy, kiedy telewizor był wyłączony i w pensjonacie panowała cisza siadał z książką przed kominkiem. Czasem przychodziła też Frau Hewig, siadała wówczas po całym dniu pracy w głębokim, starym, rozłożystym fotelu wyciągając nogi do ognia. Zawsze w takie wieczory Adam odkładał książkę i dyskutowali o różnych sprawach. Często Adam próbował uczyć ją polskiego, a ona tłumaczyła mu znaczenie bardziej zawiłych niemieckich zwrotów i wyrazów. Najczęściej przynosiła wówczas butelkę „apfelweinu” domowej roboty i dwie szklanki. Jeśli była to sobota, to ich rozmowy kończyły się, gdy za oknami nowy dzień budził się szarością poranka. Podczas takich wieczorów Adam poznał historię rodziny Hewigów. *** Dzisiaj wędkowali tylko w dwójkę z Leszkiem. Wiesiek pojechał do polski. Zaczynał się właśnie rok szkolny, a on dostał zaległą wypłatę, więc pojechał zawieść żonie pieniądze. W siatce mieli kila okoni i dwa prawie półtora kilowe karpie. Niebo zachmurzyło się. Leszek zgniótł w ręce puszkę po piwie. – Co robisz wieczorem? - Jeszcze nie wiem. - Ja wybieram się do miasta. Może pojedziesz ze mną? - Nie mam ochoty. Jak zacznie padać pójdę do siebie i coś sobie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil gufy
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…