Piętro wyżej - Rozdział I
Pamiętnik sfrustrowanej anielicy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Hej, tu Gwen.
Nie planowałam swojej śmierci. To się po prostu stało i już. Była to spontaniczna decyzja, i bynajmniej nie moja, dzięki której wylądowałam w Niebie, olbrzymiej szkole przygotowującej dusze do ponownego zejścia na ziemię. Nie uwierzycie, ale… Eryk właśnie powiedział, żebym się zamknęła, bo moje gadanie nie przynosi nigdy niczego dobrego. Nie moja wina, że urodziłam się wyposażona w dar pakowania się w kłopoty częściej niż inni śmiertelnicy. Do tej pory utrzymuję, że w większości przypadków to nie moja wina, ale nieważne. Szkoda tylko, że Piętro Wyżej nie wzięli na poważnie tego ostrzeżenia, wtedy z pewnością nie doszło by do tego wszystkiego, do czego… Och, Eryk, przecież niczego nie mówię! Do czego nie powinno dojść. Uch, zadowolony? A więc umarłam. Koniec, the end und basta! Eryk zagroził mi, że jeszcze słowo, a dostanę po głowie. I pewnie jak zwykle, ma rację.
Buziaki i uściski, Ucieleśnienie łajz i oferm tego świata.
Rozdział I
Renata miała pełne prawo być zdenerwowana. Mogła równie dobrze rzucić się na nas wszystkich z nożem kuchennym w ręce, a i tak byłaby usprawiedliwiona. Tymczasem stała oparta o blat kuchenny z kawą w dłoniach. Właściwie to z kubkiem. Ręce tak jej się telepały, że cała zawartość wylądowała na ziemi. Drgania palców sprawiały, że była jeszcze bardziej krucha niż zazwyczaj, cienie pod oczami pogłębiły się, a same powieki rytmicznie chodziły zakrywając jej źrenice płaszczem nie zafarbowanych rzęs. Absolutnie, miała prawo tak wyglądać. Doskonale wiem, że nie prezentowałam się lepiej. Od trzech tygodni wlokłam się po domu w starym, spranym dresie z dziurami na obu nogawkach, długowiecznej koszulce i z niezdarnie związanymi włosami. Szlajałam się od pokoju do pokoju, głównie po to, żeby podziwiać ściany we wszystkich pomieszczeniach w naszym domu. Z resztą, nie tylko ja i moja mama miałyśmy traumę. Moi dziadkowie wcale nie byli w lepszym stanie niż ja sama. Rodzina nam się sypała, przestaliśmy rozmawiać a zaczęliśmy milczeć i tylko mój ojciec, stary, poczciwy Henryk, był w stanie wykrzesać odrobinę siły na to, żeby zarobić na nasze utrzymanie. Przysięgam, że czas się zatrzymał albo ciągnął jak najdłuższa w świecie guma do żucia. Wegetowałam od wschodu do zachodu słońca i nie zawracałam sobie głowy tak przyziemnymi sprawami jak szkoła czy znajomi. Z resztą, nauczyliśmy się ignorować dźwięk dzwoniącego telefonu wszyscy. Początkowo podskakiwałam za każdym razem, kiedy zaczynał wydzwaniać, teraz stało się to prawie tak normalne jak to, że trzeba oddychać. Chociaż o tym też zdarzało mi się zapominać. Czasem. Wszystko od nadmiaru myśli. - Renata… - Wyjąkał ojciec. Odstawił pusty kubek na blat, złapał mamę za nadgarstki i przyciągną do siebie. Krótkie włosy delikatnie falowały w geście protestu. Kręciła głową w prawo i w lewo, jakby chciała się przed tym wszystkim bronić. Egzystowaliśmy w kuchni. Łapałam promienie słońca wyglądającego z zza żaluzji siedząc na krześle z podwiniętymi nogami. Przymknęłam oczy. W głowie mi się nie mieściło, że mogła nam to zrobić. Za każdym razem, kiedy zaglądałam w lustro, najpierw widziałam ją, później siebie. To było okrutne. Elwira była moim lustrzanym odbiciem. Urodziłyśmy się tego samego dnia, w ostępie dwuminutowym. Obie miałyśmy długie, jasne blond włosy, wijące nam się na plecach, zielonoszare oczy i charakterystyczny lekko zadarty nos. To był dla mnie koszmar, kiedy zamiast siebie widziałam ją i potrzebowałam za każdym razem mniej więcej minuty, żeby wykluczyć jej obecność w pokoju. Elwiry po prostu nie było. Od trzech tygodni. Renata wtuliła głowę w rękaw ciemnej koszuli i rozszlochała się na dobre. Znałam ten schemat na pamięć. Powtarzał się za każdym razem, gdy ojciec wracał z pracy: Obie z mamą wyczekiwałyśmy jego powrotu w kuchni, nawet się o tym nawzajem nie informując. Dziadkowie zaszywali się w sypialni, po dniu pełnym ciężkich westchnień. Potem mama robiła kawę, a ja siadałam na krześle wsłuchując się w tykanie zegara ściennego. Nie podobało mi się to. Wszystkim to się nie podobało, ale nikt nie był na tyle odważny, żeby przełamać schemat. Ojciec wracał, przytulał mamę, ona wpadała w szał i mniej więcej godzinę schodziło mu z tym, żeby ją uspokoić. Ja sama przestałam się w to mieszać. Już nie pocieszałam mojej rodzicielki, nie brałam udziału w zbiorowych szlochach. Milczałam. To było dokładnie trzy tygodnie temu. Zwykły, szary, jesienny dzień. Siedziałam na telefonie, biegałam od pokoju do pokoju i trajkotałam na temat najnowszych plotek z moją przyjaciółką. Miałyśmy w zwyczaju obgadywać po szkole wszystko i wszystkich, a jako najpopularniejsze dziewczyny w historii edukacji, był to wręcz nasz obowiązek. To było smutne, że Elwira nie odnajdywała się w tej roli co ja. Kochałam ją, naprawdę ją kochałam, ale nieraz po prostu miałam ochotę krzyknąć do niej, że się marnuje. Byłyśmy identyczne a jednocześnie tak bardzo się różniłyśmy. Ona, wiecznie zamyślona, poetka, skromna, słodka i kochana, pierwsze skojarzenie: Emo w wersji soft. Naprawdę mnie to irytowało. Mnie, czyli Gwen, jedną z najbardziej rozrywanych dziewczyn w szkole, najbardziej nieogarniętych i nieprzewidywalnych.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Nnadine
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…