Piętro wyżej - Rozdział V
Kiedy umierasz, trafiasz do nieba, tylko... Jak tam jest?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zapraszam do przeczytania poprzednich rozdziałów. =) __________________________________________
Rozdział V:
O czymś takim powinni informować przed wejściem. Nie obchodzi mnie to, że podobno powinnam to już zauważyć. Byłam tym wszystkim za bardzo zszokowana, okej? Nie miałam czasu, i głowy na to, żeby wypatrywać dziwactw na plecach umarlaków. Możliwe, że przemknęło mi to przed oczami, i bardzo możliwe, że moja podświadomość, widocznie bardzo podświadomie przyjęła to do wiadomości. Ale żeby wymagać ode mnie, zachowania spokoju w sytuacji, kiedy widzi się na swoich własnych plecach SKRZYDŁA? Ja się pytam, proszę państwa, kto nie wystraszyłby się dwóch poruszających się delikatnie, opierzonych, wielkości dużej, męskiej pięści, skrzydeł? To było normalne, że zaczęłam krzyczeć. Wprawdzie mogłam sobie darować to krzesło, i oszczędzić kolejnych kłopotów, ale gdzie by tam. Skoro mogę po raz enty spalić się ze wstydu, to czemu nie wykorzystać tej niebywałej okazji? Mój oddech przyspieszył. Klatka piersiowa opadała i unosiła się. Mówiłam sobie, że muszę się uspokoić. Zachodziłam w głowę, jak mam to zrobić, skoro naprzeciwko mnie stało dwóch groźnych facetów. Pojawili się z nikąd, ubrani w szaro-białe mundury. Stojąc stabilnie, w szerokim rozkroku, z założonymi rękami, zadowoleni patrzyli w moją stronę. Podejrzewałam, że nie często zdarzało im się uczestniczyć w czymś podobnym. Jeden, szczuplejszy, wyglądający zupełnie jak zapałka, walczył sam ze sobą, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Rozumiałam go, naprawdę. Bo sytuacja była komiczna. Szkoda tylko, że nie dla mnie. Niższy i grubszy, z wyraźną łysiną, zdecydowanie podreptał do przodu, przesadnie wymachując ramionami. - Złamała panienka punkt czwarty, paragraf szósty kodeksu Strefy Wielkiego, który brzmi – tutaj wyciągnął notesik przyczepiony do paska – Niszczenie własności i mienia Najwyższego. Moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki. Lustrowałam zaskoczona, całe pomieszczenie. Do drzwi mojej przebieralni, pakowały się niezdarnie coraz to nowe dziewczynki, wychylały głowy, szepcząc między sobą i wydając odgłosy zaskoczenia. Ich białe ubranka zlewały się w jedno, i w końcu widać było tylko kolorowe głowy, i po dwie pary tęczówek na każdej twarzy. Szept przerodził się w głośniejsze rozmowy, panienki zatykały usta, szarpały się ze sobą, żeby lepiej widzieć. Nie miałam pojęcia, co tak bardzo je zainteresowało. Miałam wrażenie, że do damskiej garderoby zbiegli się wszyscy ci, którzy tego dnia w ogóle odwiedzili to miejsce. Chudy jednym, długim krokiem pokonał przestrzeń dzielącą go ode mnie, i chichocząc, wyćwiczonym ruchem odczepił kajdanki od szlufki w spodniach, żeby chwilę potem zatrzasnąć mi je na nadgarstkach. Kajdanki. Przełknęłam ślinę. Zapowiadało się niezłe manto ze strony… kogokolwiek. - Benek! Rusz się. – Żachnął się niski, tocząc swoje krągłości w stronę wyjścia. – Nie ma na co patrzeć, wracać do swoich zajęć! – podniósł głos, wymachując rękoma w stronę widowni. Benek, czyli ten chudy, nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. Wtedy opadły mi ręce. Nie mieli tu nawet porządnego stróża prawa. Mój strach był nieuzasadniony. Na dobrą sprawę, to nawet nie mieli gdzie mnie zamknąć. Mogli strącić mnie do piekła, jasne, mogli skazać mnie na wieczne potępienie i zrobić milion innych rzeczy. Mogli mnie zastrzelić, o ile dało się mnie zastrzelić, zrobić pranie mózgu, albo połamać wszystkie kości. Mogli mnie naprawdę uszkodzić. Z tym, że jeden, ten który powinien wyglądać groźniej, i którego powinnam się przestraszyć, śmiał się do rozpuku zwinięty w pół, trzymając kajdanki zapięte na moich dłoniach. - Benek! Rany, żaden z ciebie pożytek! Marek miał rację, że potrzebny ci chorobowy! – Wkurzona twarz stróża prawa poczerwieniała i zrobiła się pomarszczona jak stara pomarańcza. - Już szefie, już. – Wybełkotał, hamując kolejny wybuch śmiechu. Wstając z kucek, Benek podtrzymywał się kajdanków przypiętych do moich nadgarstków. Nie przewidział, że nie wyprzedzę myślą, jego poczynań, i że nie utrzymam jego ciężaru na łańcuchu dzielącym moja dłonie. Efekt końcowy był taki że leżałam na plecach, zanurzona w drobnych szkiełkach. - Na świętego Józefa! Benek, przyrzekam, że załatwię ci odwołanie! – Zagrzmiał basem niski umundurowany. Odepchnął na bok swojego towarzysza, i pociągnął mnie za kajdanki do góry. Wygięłam się jak struna. Zdezorientowana strzepałam nieistniejący pył z kolan. Tłum gapiów znacznie się przerzedził, stałam tam tylko ja, dwóch niepojętnych policjantów i dziewczyna w różowym, kuląca się przy drzwiach przebieralni. - Ale pan jej nic nie zrobi, prawda? – Zapytała nieśmiało. Benek roześmiał się jeszcze głośniej. Widząc delikatną bruzdę na czole cukierkowej dziewczynki, opanował się, odchrząknął, i lokując dłoń w szparze pomiędzy srebrnymi guzikami munduru, grzecznie odpowiedział. - Panienko, koleżance po prostu szykuje się odsiadka u dyrektora. – odchrząknął po raz drugi, żeby nadać…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Nnadine
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…