Wróć do katalogu

Piętro wyżej - Rozdział V I

Gwen ginie śmiercią tragiczną, i ku swojemu zaskoczeniu trafia do Nieba, miejsca, gdzie swoją wędrówkę zaczynają dusze. Jak wygląda życie po śmierci? Czy Gwen nie zeświruje tak samo jak jej nowi znajomi? Czy nie będzie się pakowała w kłopoty tam samo

Nnadine, opublikowano , 10 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział VI:

Przepadłam. Wiedziałam to na pewno. To była wprawdzie jedna z niewielu rzeczy, za którą dałabym się pokroić, ale tak. Przepadłam. Wspięłam się po długich, marmurowych, iskrzących w świetle kryształowych lamp schodach, pokonując za każdym razem po dwa stopnie. Ludwika zniknęła bez śladu, a ja z dwojga złego postanowiłam pozbyć się moich nowych bransoletek, nawet, jeśli miałabym pójść odziana w nie, do tego całego Wielkiego. Wielki, czyli największa szycha tego sektora, jak się chwilę potem dowiedziałam, miał swoją siedzibę na trzecim piętrze. Wolałam nie wnikać, jak wysoka jest ta cała konstrukcja w której się znajdowałam, a i pięter liczyć mi się nie chciało. Moja głowa, uniesiona wysoko do góry, nie rejestrowała końca, więc było to dla mnie wielką zagadką. Wielki, chwała Bogi, urzędował akurat na piętrze trzecim. Poinformował mnie o tym Leon, który atakując mnie z zaskoczenia, no dobrze, po prostu podchodząc do mnie od tyłu, parsknął śmiechem. Pomyślałam, że tutejsi mają jakąś traumę, skoro non stop się chichoczą. Mnie nie bawiło z tego wszystkiego absolutnie nic. Po pierwsze: Umarłam raptem kilka godzin temu, nie miałam pojęcia gdzie się znajdowałam, a tym bardziej po co. Po drugie: W głowie mi się nie mieściło, że w przeciągu piętnastu minut wyląduje w klatce, głównie dlatego, że to mój pierwszy dzień w zaświatach. Gdyby to było po tygodniu, okej, do takich rzeczy byłam zdolna. To się rozumiało samo przez się, że prędzej czy później coś tak niefortunnie obróci się przeciwko mnie, że oczywiście wszystko to będzie moja. Nawet ja nie byłam w stanie przewidzieć, że zaraz na wejściu przypną mi kajdanki, za zwykłe zbicie lustra w tutejszej garderobie. Aż w końcu po trzecie: Mdliło mnie od kwiatowego zapachu. Dodatkowo, nie miałam na swoją obronę absolutnie nic. Byłam totalnie zdenerwowana, więc powiedziałam Leonowi, żeby się odwalił. - Posłuchaj, bądź tak miły, i po prostu zejdź mi z oczu. - Haha, księżniczko, cóż się stało? - Leon, nie jesteś nawet śmieszny, naprawdę. – Wzruszyłam ramionami, a on, jakby nie słysząc tych słów, zaniósł się jeszcze większym śmiechem. – Leon, spadaj! I udałam się w górę, na trzecie piętro, tak jak mi powiedział. Może miałam błędne wyobrażeniu o życiu pozagrobowym, ale byłam święcie przekonana, że powinna tam panować atmosfera spokoju, przepełnione miłością powietrze i pojednanie. Tymczasem, przedzierając się przez kolejne stopnie, i oglądając całą recepcję z góry, utwierdzałam się w przekonaniu, że dezorganizacja Nieba jest znacznie większa niż dezorganizacja w moim domu, tam na ziemi. Ludzie, z przerażeniem w oczach ustawiali się do kolejek z białymi stróżami obok. Większe grupki przywdzianych w biel osobników zajmowało głębokie skórzane fotele, tak, to muszą być salony. Albo Aniołów bawiło to całe przedstawienie, albo szukali swoich znajomych, bo kilka w oddali niecierpliwie stąpało przy pasie dla wind. Aniołów. Aż uniosłam podbródek, a moje oczy stały się dużo większe niż zazwyczaj. Do tej pory przez myśl mi nawet nie przeszło to słowo. Anioł. Ja, Gwen, Aniołem. Teraz to ja zaczęłam cicho chichotać. Dzięki temu, w jednej sekundzie zrozumiałam, dlaczego wszystkich tutaj, wszystko bawi. Bawi ich to, bo ta historia jest tak bardzo nieprawdopodobna, że aż śmieszna. Ludzie funkcjonują tu jak we śnie, codziennie rano z niepewnością budzą się i odruchowo macają przestrzeń dookoła, żeby stwierdzić, że jeszcze się nie obudzili. Moja teza była na tyle przekonywująca, że nawet nie zauważyłam jak znalazłam się dwa piętra wyżej. Na pustej ścianie, odznaczały się dwumetrowe, ciężkie, pozłacane drzwi, ze srebrnym napisem: Marek Wielki. Zbliżyłam się niepewnie, i uniosłam pięść do góry, żeby zastukać. - Nie ma mowy. Nie-ma-mo-wy. – Usłyszałam grzmiący głos. Szczęknęło, jakby zapinanie kufra, i ktoś ruszył w moim kierunku. Zamarłam. Stałam przed drzwiami z pięścią w górze. Wtem wielka klamka obróciła się, a wysadzana diamentami rękojeść zaiskrzyła w sztucznym świetle. - Marek, ale to dla nas sposób na przyszłość. Nie ma innej opcji. – Ktoś pchnął drzwi, i otwierając je rozmawiał jeszcze z Wielkim. - Klaudiuszu, wynoś się, i aby Twoja stopa już nigdy tu nie stanęła! – Zagrzmiał, a jego rozmówca jak oparzony wyskoczył za próg. Zatrzymał się kilka centymetrów przede mną. Wpatrywałam się w jego czarny płaszcz, zupełnie niespotykany na tej płaszczyźnie, i ciemne, powywijane włosy okalające przy brodzie poorana zmarszczkami twarz. Zauważyłam iskierkę w oku, i właśnie w tym momencie gość widocznie mnie zauważył, bo szok zmienił się w cwaniacki uśmiech ukazując zmarszczki przy kącikach ust. - Panienka wybaczy. – Dało się słyszeć wymuszoną chrypkę w jego głosie. Przesunął…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych