Wróć do katalogu

PLATNY MORDERCA

oboje nigdy nie plakali nad cialami swoich ofiar, chowajac rozpacz coraz glebiej w zakamrki swej duszy... oboje zupelnie osamotnieni... rzuceni przez los w beznadziejnosc tego zycia, w ktorym liczyla sie bardziej smierc niz zycie.

LILLITH, opublikowano , 24 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wlasnie wybila polnoc. Czekal na nia przed barem, w ktorym miala zwyczaj zalatwiac swoje interesy. Otulil ja ramieniem i podprowadzil do samochodu. Zza zaciemnionych szyb dziewczyna o rudych wlosach obserwowala jak w szlenczym tempie mkna przez miasto. A miasto bylo olbrzymie. Wypchane wiezowcami i ogromnymi biurowcami ciagnacymi sie wzdluz ulic. To miasto bylo pelne sprzecznosci. Jednoczesnie bogate i biedne, nowoczesne i tradycyjne, jasne i pelne ciemnych zakamarkow. W ciaglym pospiechu ludzie przezywali tu swoje zycia, by potem odejsc niepostrzezenie. Trzeba bylo zarabiac pieniadze. Bieda wyzierala zza kazdego rogu, z dnia na dzien mozna tu bylo z miliardera stac sie zebrakiem w podartych lachmanach. Pieniadze - to wokol nich toczylo sie zycie tego miasta. Zapewnialy one prestiz i bezpieczne zycie z dala od mafijnych porachunkow, drobnych zlodziejaszkow i wielkich oszustow. Trzeba bylo tylko wiedziec jak je zarobic, a potem wiedziec do kogo sie zglosic po protekcje. A czasy byly niespokojne. Choc to miasto nigdy nie zaznalo prawdziwego spokoju, a jego mieszkancy byli wciaz zmeczeni i zabiegani, czasy w ktorych toczy sie ta historia zwiastowaly rychla wojne. To zupelnie tak jak bywa z cisza przed burza. Wszyscy wiedzieli, ze ich kraj stoi na granicy rozpadu. Wojna domowa miala zakonczyc okres wyrzeczen i wyzyskow, a ciagle demonstracje i strajki, w ktorych tak czesto gineli niewinni ludzie, mialy utorowac droge powazniejszym zmianom.

Wysiadala wlasnie z samochodu przed jego domem, kiedy z nieba lunal deszcz. Nie lubila go. Przesiakniety byl dymem i olowiem. Wbiegla na werande i tam czekala na niego ocierajac o siebie ramiona. Mezczyzna o czarnych niczym noc oczach otworzyl jej drzwi, a kiedy weszla do srodka zamknal je za soba na klucz. Prowadzil ja wglab swojego mieszkania. Znali sie od trzech tygodni. Od razu wzbudzil w niej zaufanie. Zasypywal ja prezentami. Zapraszal do kina, teatru i restauracji. Przy nim niczego jej nie brakowalo. A ona nie pozostawala mu dluzna. Powoli i niesmialo, potem coraz bardziej otwarcie zwierzala sie mu z najwiekszych tajemnic. Opowiadala o firmie, dla ktorej pracowala i o ludziach, z ktorymi sie stykala. Wszystkie jej slowa skrupulatnie nagrywal na tasme. Delikatnie podpuszczal ja i drazyl interesujace go tematy, a kiedy juz wiedzial wszystko stawalo sie zbedna... Dla niego zbednosc kojarzyla sie tylko z jednym. Jezeli bowiem cos jest niepotrzebne to sie to wyrzuca. Jesli zas osoba przestaje byc potrzebna to sie ja likwiduje. Taka przynajmniej wyznawal filozofie i tego tez wymagala od niego praca. Posadzil ja na kanapie i zsunal z jej ramion rzakiet. Usmiechajac sie do niej pocalowal ja w usta, a kiedy oddala mu pocalunek zsunal dlon miedzy jej uda. Drgnela, jakby wystraszona, ale zarzuciwszy mu ramiona na szyje pociagnela go za soba na poduszki. Teraz wszystko potoczylo sie bardzo szybko. Nerwowymi ruchami sciagal z niej ubranie, potem sam oswobodzil sie ze spodni i mocnym pchnieciem wsunal sie w nia. Pisnela cicho wyginajac sie pod nim niczym kotka w rui. Patrzyl na nia, jak rozkosznie jeczy i mruzy oczy. Przez chwile sycil sie tym, ze ja takze potrafi zaspokoic, a potem konczyl w niej. Zostawiajac ja sama na kanapie szedl pod prysznic i czekal az pojdzie za nim. Kiedy stanela przy nim uchwycil jej szyje w obie dlonie i w poteznym uscisku dusil ja, dopoki nie przestala sie szamotac i blagac go o litosc. Czasami znowu wiazal kobiete jakby w ramach milosnych igraszek i na lozku podzynal jej gardlo lub calkiem zwyczajnie strzelal do niej, jedna kula odbierajac jej zycie. Tym jednak razem bezkrwawo skonczyl swoja robote.Teraz mogl zawiezc tasmy do szefa, a cialo kobiety dostarczal do starego budynku. Tam zostawalo one sprzedawane. Najczesciej chodzilo o handel narzadami, ale wiedzial, ze zdarzaja sie tez tacy, co to lubili zabawiac sie trupem. Nie zastanawial sie nad tym. Jego to nie obchodzilo. Mial swoja robote, dobrze platna, niepotrzebna strata czasu byloby zaglebianie sie w szczegoly. Spokojnie zawinal cialo w przescieradlo i zawlokl je do bagaznika. Cale szczescie jego dom otoczony byl wysokim murem, wiec zaden z jego wscibskich sasiadow nie mogl nawet przypuszczac, co sie u niego stalo. Po czym sam wsiadl do samochodu i zawiozl cialo na umowione miejsce. Tam wyszedl mu naprzeciw gruby mezczyzna. Jego nalana twarz i lysa glowe zdobil niejeden tatuaz. Przywital sie z nim i ruszyl w kierunku bagaznika. Przez chwile okiem znawcy przygladal sie posinialej twarzy dziewczyny, mruknal cos pod nosem, ze to niby gotowke przesle jak zwykle na konto i wyciagnawszy trupa z auta zniknal w zelaznej bramie. Zas mezczyzna o czarnych oczach ruszyl ulica w strone centrum. Jego auto mknelo przez szerokie ulice slabo oswietlone latarniami, pod ktorymi lubily sie ustawiac kobiety lekkich obyczajow, ale on nie mial zwyczaju korzystac z ich uslug. Z czasem doszedl do wniosku, ze czego wlasciwie by nie zapragnal to zawsze to dostanie, albo dzieki kasie, ktora zarabial na zleconych morderstwach, albo dzieki swojemu wygladowi. W koncu zwolnil przy wjezdzie do podziemnego garazu, na ktory skladalo sie kilkanascie poziomow. Tak to juz bywalo w tym miescie. Brak miejsca i ogolne przeludnienie dalo sie wyczuc wszedzie. Siedziba ich organizacji, gdyz osobiscie wolal unikac okreslenia "mafia" miescila sie w oszklonej kamiennicy. Szarobura winda wiozla go na trzecie pietro, gdzie spotykal sie ze swoim przelozonym. Zastal go przy biurku. Lampka oswiecala nieznacznie papiery, ktore przegladal. Kiedy zobaczyl go w drzwiach wskazal mu krzeslo. - Wiec ? - spytal tylko. - To tasma - polozyl na biurku maly dyktafon, po czym wyciagnal aktowke - A to jej rzeczy osobiste i papiery, ktore miala ze soba. - Swietnie. Przypuszczam, ze ... - nie dokonczyl, gdyz przerwal mu dzwiek telefonu - Idz juz- machnal na niego od niechcenia reka - Czekaj na nowe zlecenie. Poslusznie wstal od stolu i zamknawszy za soba drzwi ruszyl jasno oswietlonym korytarzem w strone windy, a potem w strone samochodu. Wrociwszy do domu, swoim zwyczajem wlaczal telewizor i jakby nigdy nic ogladal mecz lub wiadomosci popijajac przy tym czerwone wino, a kiedy byl juz naprawde spiacy kladl sie spac.

Jego zycie popadlo w monotonnie. Miedzy jednym zleconym zabojstwem a drugim, ciagnely sie wolne dnie przepelnione samotnoscia i brakiem wytchnienia. Pusty dom czasami w nocy przerazal go bardziej niz mysl,ze moglby zostac zlapany przez policje. Nie chcial o tym myslec. Mysli o samotnosci zagluszal winem lub wodka. Doszlo nawet do tego, ze nie potrafil zasnac bez wypicia chocby jednego duzego kieliszka. Kim sie stal? Co pchnelo go do tego, by zabijac, ranic...? Stracil wszelkie poczucie czasu, rzeczywistosci. Zamkniety w swoim swiecie wyuzdanego sexu i krwawych morderstw zatracil sie w tym wszystkim i tak jak nie mozna zatrzymac rozpedzonego pociagu, tak i on juz nie potrafil sie wycofac. Jedno zlecenie gonilo nastepne. Tym bardziej teraz, kiedy to jego szef tak bardzo zapragnal poszerzyc wplywy w miescie. Pieniadze uderzyly mu do glowy. Nie wystarczal mu juz handel bronia, ani narkotykami. Postanowil zajac sie handlem kobietami, jako ze stalo sie to dochodowym biznesem w ostatnich czasach. Slyszal o wielu ludziach,ktorzy sie dorobili. Wyjezdzali najczesciej na wschod, tam pod pretekstem wywozili niewinne kobiety za granice by potem juz ich nigdy nie zwrocic rodzinom. Niektore stawaly sie prostytutkami, inne pracowaly jako striptizerki, inne znowu zasilaly haremy tych, ktorzy pochodzili z poludnia, ktorych kultura nie zabraniala takich obyczajow. Wlasciwie to nawet nie byl pewien czy teraz tak naprawde mozna by bylo komukolwiek cokolwiek zabronic! Przeciez coraz czesciej obserwowal bezsilnosc prawa wobec zorganizowanej przestepczosci. Policja rozkladala bezradnie rece. Tym lepiej dla niego. Nawet przez chwile nie wahal sie by to wykorzystac. Westchnal przewracajac sie na plecy. Wiatr bawil sie firankami w uchylonym oknie balkonowym. Nagle w swietle ksiezyca zobaczyl kobieca postac. Dlugie wlosy dziewczyny falowaly na wietrze otaczajac jej naga postac. Blyskawicznie wyciagnal w jej kierunku bron,siadajac na lozku. - Kim jestes? - wykrzyknal nie widzac jej twarzy - Wyjdz! Dziewczyna nie odpowiedziala. Wydawalo mu sie spoglada na niego. Czul jak jego serce bije niespokojnie. Chwila ciszy przeciagala sie w nieskonczonosc. W koncu zerwal sie na rowne nogi i biegiem ruszyl w strone balkonu, lecz kiedy odsunal firanke nikogo za nia nie bylo. Zdzwiony podszedl do marmurowej barierki, rozgladajac sie po ogrodzie zatopionym w mroku. Nikogo nie zauwazyl. Cofnal sie o krok i w tym samym momencie czarny kruk z trzepotem sfrunal ku niemu uderzajac jego twarz skrzydlami. Przestraszony upadl na ziemie z krzykiem...

W tym samym momencie nieznosny dzwiek budzika wyrwal go ze snu. Jeszcze nie bardzo wiedzac gdzie jest przetarl oczy i spojrzal w strone balkonu. Nic sie jednak nie zmienilo. Bogate sciany jego pokoju wciaz byly obwieszone starymi obrazami, a na parapetach okien poustawiane byly najrozniejsze figurki bostw z calego swiata. Westchnal. To dziwne uczucie niepokoju wciaz kolatalo sie w zakamarkach jego duszy. Ale dlaczego ? Postac dziewczyny wydawala mu sie tak bardzo znajoma, chocby moglby przysiac ze nigdy jej nie widzial... Wylaczyl budzik mocnym uderzeniem i ruszyl pod prysznic. I znow zadzwonil telefon. Przepasany recznikiem w pasie moczac dywan goraca woda podniosl sluchawke. - Przesylka do odebrania w hotelu Marggott. Pokoj 303. - tylko tyle, a potem cisza. Rzucil sluchawke na widelki i usiadl w glebokim fotelu. Myslal o tym jak szybko z ulicznego zlodziejaszka i rozbojnika, awansowal na szczyt hierarhii przestepczej stajac sie jednym z najlepszych platnych zabojcow w miescie. Jego sylwetka w swiatku mafijnym okryta byla niezwykla tajemnica. Dzieki temu udalo mu sie uniknac mafijnych intryg. Nie byl niemalze od nikogo zalezny. Zarabial takie pieniadze, ze byl w stanie zapewnic sobie niemal wszystko na co mogl miec kiedykolwiek ochote. Byl samotnikiem. Samotnikiem z wyboru i z koniecznosci, gdyz praca zabojcy nie nalezala do prostych i bezpiecznych, niszczyla nie tylko cialo, ale i psychike. A on przywykl do tego. Przynajmniej tak mu sie wydawalo, gdyz od czasu kiedy zaczela snic mu sie ta przedziwna dziewczyna, obudzil sie w nim dziwny niepokoj. Stala przeciez w swietle, a mimo to otoczona byla mrokiem...

Jego auto pedzilo znow przez zatloczone ulice. Spomiedzy niskich, obdrapanych blokow wylonil sie gigantyczny hotel Marggott. Znal go bardzo dobrze. Czesto przychodzil tu po przesylki. Tak bylo bezpieczniej. Nie tylko dla niego, ale rowniez dla jego informatora. Wchodzil po kretych schodach wyscielonych czerwonym, miekkim dywanem, sciskajac w dloni klucz do pokoju. Na dwuosobowym lozku lezala mala paczuszka i duza butelka najlepszego wina w miescie. Usiadl znow w fotelu rozdzierajac szary papier. W srodku znalazl mape, zdjecia, dane osobowe i pieniadze. Przez chwile studiowal mape, po czym zaczal przegladac zdjecia slicznej brunetki o dlugich wlosach. Byla szczupla, ubrana na czarno. Miala wyjatkowo duze, przenikliwe oczy. W pierwszej chwili wiadomosc o tym, ze nalezala do konkurencyjnej organizacji nie zaskoczyla go, jednakze potem pomyslal, ze tak delikatna istotke powinno sie zamknac w klatce pelna aksamitnych poduszek, anizeli wypuszczac na ulice tego drapieznego miasta pelnego bluzniercow i klamcow...

Biegla razem ze swoim psem. Przypominal mu wilka. Byl wielki i kudlaty, co sprawialo, ze przy nim wygladala jeszcze bezbronniej. Byl wieczor. Park opustoszal. Zapewne krecilo sie tu juz niewielu ludzi. Czesto myslal o tym dlaczego nie zabijal od razu. Mogl przeciez zabic ja, nawet sie do niej nie zblizajac. Bylo tyle okazji do tego. Tymczasem obserwowal ja. Sledzil jej ruchy. Notowal gdzie robi zakupy, gdzie wychodzi na spacery. Kiedys uznal, ze zabijanie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych