Plażowe znajomości cz.10
Wiktoria wciąż sama rzuciła się w wir pracy. Natomiast życie Klary zmieni się całkowicie...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kiedy w poniedziałek Wiktoria szła do pracy, zastanawiała się, czy Krzysiek do niej napisał. Z jednej strony wydawało jej się to nieprawdopodobne po tym, jak go potraktowała. Z drugiej, tliła się w niej iskierka nadziei, że jednak się odezwał. Niestety, żaden mail od Krzyśka na nią nie czekał…
Wiktoria rzuciła się w wir pracy. Nie miała ochoty na żadne spotkania towarzyskie. Klara prawie każdy weekend spędzała z Emilem, a z nikim innym, jak ze swoją najlepszą przyjaciółką, Wiktoria nie miała chęci rozmawiać. Każdy kolejny dzień był podobny do poprzedniego: praca-dom, praca-dom, czasem wpadała do rodziców. Nawet nie zauważyła kiedy minęła połowa września. I wtedy, w ostatnią sobotę kalendarzowego lata, Klara zapowiedziała, że wybierają się na maraton filmowy do kina. Wiktoria z początku protestowała, ale przyjaciółka w końcu ją namówiła na to wspólne wyjście. - … to będę po ciebie za jakieś 15 minut – ucięła dyskusję Klara i odłożyła słuchawkę, tak że Wiktoria nie mogła już dłużej protestować. Rzeczywiście niecały kwadrans później do mieszkania wpadła Klara. Widząc, że Wiktoria przez ten czas nawet nie wstała z kanapy i nie odłożyła słuchawki od telefonu, zapytała: - Dziewczyno, co się z tobą dzieje? Wiktoria podniosła na nią zmęczone spojrzenie i wzruszyła ramionami. - Czemu jesteś taka apatyczna? Co się stało? - Ach, mam ostatnio tyle pracy… i jeszcze ta okropna deszczowa pogoda – powiedziała Wiktoria i ciężko westchnęła. - Dużo pracy… tak, już ja wiem, że ty sama wynajdujesz sobie tyle zajęć, by zabić czas. Nie chcesz mieć czasu, by myśleć o Krzyśku. Przecież wiem, że odkąd z nim zerwałaś… - Ja z nim nie zerwałam, bo wcale nie byłam z nim zerwana! – przerwała jej Wiktoria. - Dobra, wszystko jedno jak to nazywasz. W każdym razie od waszego ostatniego spotkania nie jesteś sobą. Brakuje ci chęci do życia, unikasz ludzi i rozrywki. - Klaro, dzięki, że się o mnie troszczysz, ale naprawdę tym razem przesadzasz. Nic mi nie jest, po prostu ostatnio mam trochę gorszy nastrój. - O właśnie! I dlatego pójdziesz dziś ze mną do kina! Na twarzy Wiktorii pojawił się słaby uśmiech. - Ok… To na co czekamy?
Wytrwały tylko do pierwszej w nocy i obejrzawszy tylko dwa z trzech filmów, postanowiły wracać do domu. Szły pieszo przez uśpione miasto chcą jeszcze po drodze trochę pogadać. - Co tam u Emila? – zapytała Wiktoria. - Ech… - Klara westchnęła. – Jestem ostatnio na niego trochę zła. - Dlaczego? – dopytywała Wiktoria. - Za tydzień wyjeżdża na trzy tygodnie do Belgii. Ma tam prowadzić jakieś szkolenia dotyczące obsługi tych ich nowych urządzeń… A zresztą nieważne… W każdym razie nie podoba mi się to, że wyjeżdża za granicę. - Ale przecież to tylko krótki, służbowy wyjazd. Przecież nie zamierza tam zostawać? - Niby nie… Boję się jednak, że tak mu się tam spodoba, że będzie chciał tam wrócić. A ja nie chcę wyjeżdżać z kraju. - Rozmawiałaś z nim o tym? Wyjaśniłaś mu swoje obawy? - Nie do końca… - To powinnaś to zrobić! Zobaczysz, zrozumie cię, tylko musisz mu wyjawić swe obawy. - Masz rację, muszę szczerze z nim porozmawiać…
Kolejny tydzień minął bardzo szybko. Wiktoria zdążyła tylko pójść raz na zakupy, ale i tak nic sobie nie kupiła. Za to na weekend zaplanowała sobie wizytę u Doroty, tej kuzynki, która tak niespodziewanie wyszła za mąż. Zadzwoniła najpierw do ciotki Leosi i dowiedziała się, gdzie Dorota teraz mieszka. Pod wskazany adres trafiła bez problemu. Zaparkowała przed bramą i wysiadła z samochodu. Na płocie nie zauważyła ani domofonu, ani tabliczki ostrzegającej przed groźnym psem, więc weszła na teren posiadłości. Przeszła przez trawnik i znalazła się przed imponującą małą willą. Bardzo spodobał jej się ciekawy front budynku ozdobiony kilkoma filarami. Zadzwoniła do drzwi. Po chwili otworzyła jej Dorota. Wiktoria od razu poznała kuzynkę, choć ta trochę się zmieniła, odkąd ostatnio się widziały. Nie tylko przytyła kilka kilogramów, ale również obcięła i pofarbowała włosy. Wyglądała jednak naprawdę ładnie. Zwłaszcza, że ubrana była w śliczną sukienkę, doskonale podkreślającą jej atuty. Dorota uśmiechnęła się na jej widok, jednak nie wyglądała na mocno zaskoczoną tą wizytą. - Witaj, Wiktorio! Mama wspominała, że chcesz mnie odwiedzić. Wiktoria odwzajemniła serdeczny uśmiech i na przywitanie pocałowała kuzynkę w policzek. - Dzwoniłam do niej, by dowiedzieć się o twój nowy adres – wyjaśniła. - Bardzo się cieszę, że przyjechałaś – powiedziała Dorota jednocześnie wskazując jej ręką by weszła do środka. - Mnie też miło cię znów widzieć. Masz piękny dom – dodała ze szczerym zachwytem w głosie. - Dziękuję. Też uważam, że jest świetnie zaprojektowany – stwierdziła Dorota. – Projektował go przyjaciel Adama, mojego męża. - Twojego męża… Jak to dziwnie brzmi. - Masz rację, też jeszcze się do tego nie przyzwyczaiłam, że jestem mężatką – uśmiechnęła się Dorota. - Swoją drogą, to jestem trochę zawiedziona, że nie powiadomiłaś mnie o swoim ślubie. Dorota wyraźnie się zmieszała, a Wiktorii zrobiło się głupio, że w taki sposób zwróciła jej uwagę. - Przepraszam, ale… tak po prostu wyszło… To długa historia, ale ci ją opowiem. Powiedz tylko, czy wolisz byśmy siedziały w salonie, czy może na tarasie – jest jeszcze dosyć ciepło? Wiktoria wybrała taras, więc tam właśnie usiadły na wiklinowych fotelach. Dorota przyniosła kawę i ciastka. Chwilę siedziały w milczeniu, lecz potem Dorota zaczęła mówić: - Nawet nie wiesz, jak było mi przykro, że na własny ślub nie zaprosiłam rodziny i znajomych. Ale po tym, co ja i Adam przeżyliśmy, nie wiedzieliśmy już kto jest naszymi prawdziwymi przyjaciółmi… - Ale o co chodzi? – zapytała Wiktoria. - Moja matka ci nie powiedziała? – Wiktoria przecząco pokręciła głową. – Nie wiem czemu robi z tego tajemnicę, przecież to nic strasznego a i tak wszyscy się kiedyś dowiedzą. - Co przez to chcesz powiedzieć? Bo ja już nic nie rozumiem. - Już ci wszystko wyjaśniam – uspokoiła ją Dorota. – Pozwól jednak, że zacznę od samego początku. Adam był już kiedyś żonaty, jednak jego żona zmarła 3 lata temu na raka. Został wtedy sam z małą córeczką. Teraz Marysia ma już 7 lat. Znałam Adama jeszcze, gdy jego żona żyła – pracowałam z nim w firmie. Jednak wbrew temu, co mówią niektórzy, wtedy nic nas nie łączyło. Gdy Marysia straciła matkę, miała dopiero 4 lata. Adam starał się być dla niej dobrym ojcem, ale często było to naprawdę trudne. Często bowiem musiał wyjeżdżać służbowo. Zostawiał wtedy małą pod opieką swojej siostry lub matki. Pewnego razu jednak ani jedna, ani druga nie mogły się nią zająć. Adam zupełnie nie wiedział, co robić. Zwierzył się z tego kłopotu mnie i Marzenie – swoim koleżankom z pracy. Wtedy Marzena zaproponowała, że zaopiekuje się Marysią. Gdy jakiś czas później sytuacja się powtórzyła, to ja zajęłam się małą. Adam był nam bardzo wdzięczny za pomoc i w ramach rewanżu zaprosił nas na grilla. Później ja miałam imieniny i zaprosiłam go do siebie. Następnie znowu on urządzał ognisko… I tak to się jakoś potoczyło. Niedługo później Adam awansował. Nadal się widywaliśmy, a nasze spotkania coraz bardziej przypominały randki. W końcu nie mogliśmy już przed sobą ukrywać, że łączy nas coś więcej niż tylko przyjaźń. Postanowiłam odejść z firmy, bo po awansie Adam był właściwie moim szefem. Zaczęliśmy myśleć o wspólnej przyszłości, chcieliśmy wziąć ślub i stworzyć prawdziwą rodzinę dla Marysi. I wtedy pojawiły się problemy. Choć od śmierci pierwszej żony Adama minęły dwa lata, jego rodzina była oburzona tym, że on już ponownie myśli o małżeństwie. On sam szczerze mi wyznał, że wciąż bardzo kocha swoją zmarłą żonę, lecz że nie ma to wpływu na jego uczucia do mnie. Wiedziałam, że jego miłość do mnie jest szczera, ja też naprawdę go pokochałam. Jego i Marysię. Dziewczynka potrzebowała matki, a ja chciałam spróbować sprostać tej roli. Jednak gdy o naszych planach dowiedziała się rodzina jego żony, to zagrozili, że postarają się o odebranie mu praw do opieki nad dzieckiem. Co prawda nie mieliby raczej szans w sądzie, bo Adam był naprawdę dobrym ojcem, ale on nie chciał zrywać kontaktów z tamtą rodziną. Pragnął, by Marysia znała krewnych ze strony matki. Wielokrotnie z nimi rozmawiał i przekonywał ich do mnie. W końcu jakoś zaakceptowali nasz związek. Nie znaczy to jednak, że utrzymują z nami kontakty – o nie! Jedynie czasem zabierają Marysię do siebie... Nasi znajomi też podzielili się na dwa obozy. Część z nich również nie mogła zaakceptować tego, że Adam tak szybko się „pocieszył”. Mówili, że jestem z nim dla pieniędzy. A moi znajomi pukali się w głowę, gdy słyszeli, że wiążę się z wdowcem, który na dodatek ma dziecko. Usłyszałam wiele „dobrych rad”. Naprawdę w tej sytuacji dopiero okazało się kto jest prawdziwym przyjacielem. W tym czasie najbardziej nas wspierała siostra Adama, Żaneta. To wspaniała kobieta, wiele jej zawdzięczam. Od razu mnie zaakceptowała, choć pierwszą żonę Adama również bardzo lubiła i boleśnie odczuła jej śmierć. To właśnie Żaneta przekonała do mnie rodziców Adama i wyjaśniła całą sytuację Marysi. Jestem jej niesamowicie wdzięczna. Teraz już rozumiesz, Wiktorio, czemu nie urządziłam wielkiego ślubu i hucznego wesela… Wiktoria siedziała cicho nie wiedząc, co powiedzieć. Było jej żal Doroty. Jednocześnie podziwiała jej wytrwałość i wewnętrzną siłę. I to właśnie jej powiedziała. - Dziękuję – Dorota słabo się uśmiechnęła. - Wiedz, że ja życzę tobie oraz twoim najbliższym wszystkiego dobrego, żeby wam się dobrze razem żyło… - Nawet nie wiesz, ile dla mnie znaczy to, że jesteś po naszej stronie. - A jak przyjęli to twoi rodzice? Dorota westchnęła i machnęła zrezygnowana ręką. Jednak na jej twarzy pojawił się słaby uśmiech. - Znasz moją mamę… Na początku nie podobała jej się ta sytuacja, ale potem ją zaakceptowała. Totalnie ujęła ją Marysia i od wtedy jest nam oddana całym sercem. Tata stwierdził, że to moje życie i mogę robić z nim co tylko zechcę. Ale też bardzo polubił Marysię, a i z Adamem lubi sobie czasem pogadać. - Twoja mama przysłała nam wasze zdjęcie ślubne. - Wiem. Nie mogła przeżyć tego, że nie chcieliśmy zawiadamiać rodziny o ślubie. Stwierdziła, że tym sposobem odetniemy się od rodziny. My jednak byliśmy nieugięci. Teraz więc wysyła wszystkim zdjęcia ślubne, by ich trochę udobruchać. - Kiedy poznam twojego męża? – zapytała Wiktoria. - Pojechał z Marysią na zakupy, ale niedługo powinni wrócić. - Cieszę…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ninette
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…