Pociąg
Moja mała metafora.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
[center]Wagon Pierwszy[/center] Ona wysiadła. Tęskniła za nią. Któż by nie tęsknił? Tylko jakieś stworzenie, pozbawione całkowicie ludzkich uczuć. Kiedy stracisz najbliższą Ci osobę, starasz się zrobić wszystko, aby tę stratę uzupełnić. Ludzie robią to na różne sposoby; niektórzy zastępują istnienie innym istnieniem, niektórzy starają się zapełnić tę pustkę pracą lub innym zajęciem, pochłaniaczem czasu, inni zaś duszą w sobie uczucia lub wręcz przeciwnie – nie potrafią nad nimi zapanować. Skutki każdego działania mogą być różne, wszystko dlatego, iż każdy przeżywa to na swój sposób, nie ma jednej reguły. Chyba na tym polega ludzka różnorodność, nie ma definicji określającej wszystkich od wewnątrz i nie będzie jej, póki każdy człowiek jest inny. Postanowiła opuścić swój wagon i udać się w poszukiwaniu. Czego szukała? Z pewnością sama nie mogłaby odpowiedzieć na to pytanie. Otworzyła drzwi – nie przyszło jej to łatwo. Pędzący pociąg kołysał się na torach, trudno było przejść do kolejnego wagonu. Niewiele za sobą pozostawiała; w poprzednim wagonie, w każdym przedziale siedziała Ona, trudno było do nich powrócić. Dlatego przeszła do następnego wagonu.
[center]Wagon Drugi[/center]
Miała wrażenie, że zostawiła za sobą ukochaną osobę, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę, że jej tak naprawdę tam nie ma. Zamykając ciężkie drzwi drugiego wagonu płakała. Miała do tego prawo, była dzieckiem. Ale kto tam stoi? Ktoś znajomy. - Ona nie była dobra dla Ciebie. Ja się lepiej Tobą zajmę – zapewniła Starsza. - Była najlepsza na świecie. Nie potrzebuję opieki. Właśnie, sama sobie poradzi doskonale. Ta osoba nigdy nie była jej bliska. Przebywała tylko w kilku przedziałach opuszczonego niedawno wagonu. Dlaczego teraz miała towarzyszyć jej w dalszej podróży? Akurat teraz, kiedy się przemogła, postanowiła pozostawić poprzedni wagon i zmienić się? - Nie będę się Ciebie słuchać – powiedziała do Starszej. - Póki nie dorośniesz, nie masz innego wyjścia. Dorośniesz? Przecież już była dorosła! Może nie fizycznie i formalnie, ale poprzednie przedziały doskonale potwierdzają jej dojrzałość. To, że sama otworzyła drzwi do następnego wagonu także. Uciekała z przedziału Starszej, nie chciała w nim przebywać, chociaż pozornie był doskonały. Pozornie… to słowo jest przekleństwem wszystkich ludzi, gdyby nie istniało, wszystkim byłoby lepiej. Szczerość jest dobra. Czyż nie cudownie wyglądałby nasz świat, gdyby wszyscy mówili prawdę? Oczywiście mieszcząc się w granicach taktu. Pytanie tylko czy można być równocześnie szczerym i taktownym... Przeszła do innego przedziału. Nie było w nim Starszej. Siedziała tam grupka ludzi, mniej więcej w jej wieku. Okno było zamknięte, a zasłonka ze sztucznego materiału zasłonięta. Było duszno, w powietrzu unosił się dym. - Jesteś wyjątkowa – powiedział Ryży. - Jesteś jedną z nas – powiedziała Blondynka. - Pasujesz tutaj – powiedział Przystojny. Przystojny pobudził w niej coś, czego nigdy dotąd nie czuła. Było to miłe uczucie. Uzależniające. Chciała czuć się tak zawsze. Usiadła z nimi. Blondynka podała jej to. Dymiło się. Gdy unosiła to do ust, blada ręka drżała. Przezwyciężyła to, posmakowała. Uzależniające. W kolejnym przedziale znalazła się tylko z Przystojnym. Lubiła go, powiedziała mu o tym. On odpowiedział jej tym samym. Przystojny miał poważną minę. - Przez to umrzemy – oznajmił. - Nie chcę, żebyś umierał – zapewniła go. - Nie mam wyboru. To zabija. - Zostaw to, dla siebie. - Sam nie dam rady – powiedział. Oczy się mu świeciły, nie wiedziała, czy to łzy, czy takie już po prostu były. Też nie chciała umierać, jej łatwiej było to porzucić, nie siedziała w tym aż tak długo. Swoją drogą… ile oni już przebywają w tym przedziale? Konfrontacja ze Starszą czekała. W następnym przedziale. Przystojny pozostał tam, gdzie go opuściła. - Gdzie bywasz? – dociekała Starsza. - Tu i tam – odpowiedziała, zgodnie z prawdą. – Z nimi. Oni mnie lubią, rozumieją. - Dlaczego tak rzadko jesteś ze mną? - Wolę ich – odparła, znowu zgodnie z prawdą. - Masz tylko mnie – uniosła się Starsza. - Nieprawda. Mam ich. Oni mnie rozumieją – powtórzyła. Starsza westchnęła i ukryła twarz w dłoniach. Wykorzystała to. Wróciła do przedziału, w którym pozostawiła Przystojnego. - Tęsknię za Nią – wyżaliła się mu. - A ja tęsknię za Nim – odpowiedział Przystojny. – Ta tęsknota nas łączy. - Łączy nas coś więcej. Tak, łączyło ich coś więcej, miała rację. Przystojny doskonale potrafił to wykorzystać. Wyciągnął to z wewnętrznej kieszeni koszuli. Wstał. Otworzył okno pędzącego pociągu. Wyrzucił to. - Pomożesz mi? – spytał, klękając przy niej. - Pomogę – obiecała, gładząc go po głowie. - Pomagając mnie, pomożesz też sobie. - Pomogę – powtórzyła. Opuścili ten przedział, omijając ten, w którym siedziała Starsza. W kolejnym czekali na nich Ryży i Blondynka, i reszta. - Idziemy – oznajmiła. – Razem. - Chyba nie mówisz poważnie? – padło pytanie w stronę Przystojnego. Nie odezwał się. Wzięła go za rękę. Poszli. Razem. Chwyciła za metalową klamkę drzwi wagonu. Pociągnęła. Nic się nie stało. Spróbowała jeszcze raz. Nic. Przystojny stał za nią, patrząc w stronę zamkniętych drzwi przedziału, w którym siedzieli oni. Chwyciła go za policzek, obracając jego głowę w stronę drzwi. Uśmiechnął się. Znowu pociągnęła za klamkę. Udało się.
[center]Wagon Trzeci[/center]
Byli w przedziale. Każdy na innym siedzisku. Siedziała pod oknem, Przystojny przy drzwiach. Nie mówili nic. Patrzyła się w okno, pociąg jakby zwolnił. Obserwowała domy, ogródki, zagajniki, potem znowu domy, sklepy, stacje klejowe, ludzi. Ludzi młodych, ludzi starych, dzieci, kobiety i mężczyzn, chorych i zdrowych, wysokich i niskich, grubych i chudych, rodaków i turystów. Pociąg mijał wszystkich, działo się tyle ciekawych rzeczy. Siedziała. Patrzyła. Istniała. - Wracam tam – oświadczył Przystojny. - Zostań. - Wracam tam – powtórzył. - Nie możesz. Zostań ze mną, zostań dla mnie. Dla siebie, dla nas – chciała dopowiedzieć. Nie lubiła przesady. Poza tym, to uczucie, które w niej wywołał uciekło. - Idę – oznajmił, wstając. Wyszedł. Usłyszała, jak drzwi wagonu, które tak niedawno z trudem otwierała, przesuwają się. Z wielką łatwością. Bez problemu. Potem znów się zamknęły. Siedziała cały czas w tym samym przedziale. Wciąż w tym samym miejscu. Obserwowała wszystko, co działo się za oknem pędzącego pociągu, ale mało była w stanie dostrzec. Pociąg gwałtownie przyspieszył. Ktoś wszedł. Ktoś wszedł do jej przedziału. Ktoś wszedł do jej przedziału, gdzie siedziała całkiem sama. Nie spojrzała w stronę drzwi. - Wysiadła z pociągu – oznajmił. - Miała już swoje lata… - odpowiedziała. Czy było jej szkoda? Czy żałowała? Starsza chciała się nią opiekować, chciała jak najlepiej, jak najlepiej dla niej. Wyparła się, nie pragnęła pomocy. Teraz Starsza nie żyje. - Wysiadła z pociągu – powtórzył. – Zostawiła Ci wszystko, co miała. - Jestem jedyną bliską jej osobą – odparła. – Komu innemu miałaby to zostawić? - Czy potrzebujesz czegoś? – spytał. Odwróciła głowę. Po raz pierwszy, odkąd tu wszedł. Mężczyzna. W garniturze. - Nie wiem. - Czy mogę Ci pomóc? – dociekał Wgarniturze. - Nie znam Cię. - Czy chcesz, żebym Ci pomógł? - Nie wiem. Wgarniturze wyciągnął w jej stronę dłoń. Widać było, iż nie należy do osób z czystym życiorysem. Na jego kartce zostało zapisane wiele. Nasze dłonie często opowiadają o nas samych; czy pracowaliśmy fizycznie, czy dużo piszemy, czy jesteśmy zdenerwowani, nerwowi, podekscytowani. Dłonie mówią wiele. Jego mówiły: doświadczenie. Wyjęła ręce z kieszeni bluzy, która kiedyś należała do Przystojnego. Zostawił ją. Zdjęła okrycie i zostawiła je na siedzeniu. Złapała dłoń Wgarniturze. Nie pozostali tu długo. W następnym przedziale czekało na nią coś strasznego. Nikt by się nie spodziewał, że znowu będzie musiała przeżywać podobną mękę. Gdy Ona odeszła, działo się dokładnie to samo. Dociekanie, sprawdzanie, pytanie, męczenie, maglowanie, wywlekanie. Wtedy Starsza potakiwała. Teraz Starsza jest w centrum tego wszystkiego, mimo iż dawno odeszła. Wgarniturze był przy wszystkim. Pomagał jej. Odpowiadał za nią, na pytania zadane przez siebie samego w poprzednim przedziale. Cisza. Mówią. Mówi jeden człowiek, siedzący najwyżej, spoglądający na nią z największym dystansem. Nie słuchała go. Liczyły się tylko słowa końcowe. I po co to wszystko było? Skoro zostało tak, jak zaplanowała Starsza. Dostała wszystko. Miała teraz wszystko to, co pozostawiła po sobie Starsza. Nie chciała jednak wracać tam. Wymieniła stare przedziały Starszej na swoje – nowe. Tuż za przedziałem z pytaniami, maglowaniem, dociekaniem czekały na nią jej własne doświadczenia. Tak, jak sobie zaplanowała. Wgarniturze siedział naprzeciw niej. - Czy teraz odejdziesz? – spytała. - Czy chcesz, żebym odszedł? - Zostaniesz więc ze mną? - Czy chcesz, abym został? - Chciałabym raz widzieć to, czego Ty chcesz, a nie tylko to, czego ja potrzebuję – oznajmiła mu. - Powinnaś się bać. - Bać? Czego? – dopytywała. - Powinnaś się bać – powtórzył. – Ja chcę tylko tego, czego Ty potrzebujesz. - Chcesz być mi niezbędny? - Chcę mieć to, czego potrzebujesz. Chcę być Twoją potrzebą – odpowiedział. - Chcesz mnie uzależnić od siebie? - Chcę, żebyśmy byli zależni od siebie. - Uzależnienia są złe – odparła. - Nasze będzie jedynym dobrym – zapewnił ją. Już nie siedział naprzeciwko niej. Siedział obok. Trzymał ją za ręce, na wysokości swojego serca. Wgarniturze oszalał – pomyślała. Wiedziała bowiem, że nie ma dobrych uzależnień. Zdawała sobie z tego sprawę. Siedzieli razem wciąż w tym samym przedziale. Zaczęła naprawdę myśleć, że istnieją dobre uzależnienia. Byli od siebie zależni. Wgarniturze był jednak szczęśliwy. Była szczęśliwa, bo Wgarniturze był szczęśliwy. Teraz był to nie tylko jej przedział – był ich wspólnym. Zamierzali w nim spędzić całą podróż. - Będziemy tutaj cały czas. We dwoje. Nikt nie ma prawa tutaj wejść – powtarzał wciąż Wgarniturze. - Możemy przecież wpuścić tutaj kogoś z własnej woli – odważyła się powiedzieć któregoś razu. - Nie – zaprzeczył. – Jesteśmy tylko dla siebie nawzajem. - Już niedługo. Zdecydowała. - Wygonimy stąd nieproszonych gości. Tego też. - Nie – odmówiła. - Jesteśmy od siebie zależni – przypomniał jej. - Już nie. Wstała. Wgarniturze też wstał. Wyprosiła go. Nie chciał odejść. W końcu udało się. Została sama. Z tym. Wzięła swoje rzeczy.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil individuel
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…