Podróże pociągiem
Dlaczego spośród tylu mężczyzn mijanych codziennie nagle wybieramy jednego, na widok którego serce zaczyna nam mocniej bić? Czy jego serce równie mocno bije?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nigdy nie wyjeżdżam na wakacje. Nie lubię wyjazdów zorganizowanych, oprócz rodziców nie posiadam żadnych krewnych, nie mam przyjaciół. Mieszkam wraz z rodzicami o sześćdziesiąt kilometrów od Paryża. Moja matka do tego stopnia nie znosi podróży, że nawet nigdy nie jeździ do Auvergne, do domku, w którym kiedyś mieszkała z rodzicami, a który teraz stoi pusty. Ja ani ojciec również nie. W biurze, począwszy od czwartego, czy piątego czerwca wszyscy rozmawiają o wakacjach. Moje koleżanki bombardują się nawzajem pytaniami. - Dokąd jedziesz? - Na Korsykę, a ty? - Do Hiszpanii. - Gdzie dokładnie, ja byłam w zeszłym roku w Grenadzie. - Nie, ja jadę do Marbelli. Czuję się jakbym oglądała mecz w ping-ponga. Teresa jeździ co roku do Portugalii. Od dziesięciu lat. Jej mąż Nuno jest z pochodzenia Portugalczykiem i cała jego rodzina tam mieszka. - Zmusiłam się, by nauczyć się portugalskiego, przez trzy lata latałam jak głupia na kurs na merostwie – skarży się Teresa – wcale mi się to nie przydaje, bo oni wszyscy posługują się językiem regionalnym. Nawet w mojej obecności nie robią najmniejszego wysiłku, by mówić normalnie. Nie rozumiem absolutnie nic. Nigdy się tam dobrze nie czułam. Nie lubię ani ich jedzenia, ani teściowej. Teresa ma przynajmniej odpowiedź na ulubione pytanie moich koleżanek, czego mi brakuje. Problem polega na tym, że jeżeli ktoś przyznaje się, że nie wyjeżdża na wakacje, osoba zadająca mu pytanie obrzuca go spojrzeniem pełnym politowania, które trudno znieść. Ponieważ jestem inteligentną dziewczyną, znalazłam wyjście z sytuacji. Zdecydowałam, że będę odpowiadać, że wyjeżdżam na wakacje do Irlandii. Wiedziałam, że wyjazd za granicę jest wysoko notowany. Poza tym ten wybór miał jeszcze jeden dodatkowy plus: mogłam być pewna, że nikt nie będzie mi zadawał szczegółowych pytań, gdyż nikt tam nie jeździ. Pierwsza koleżanka, której udzieliłam tej odpowiedzi, skrzywiła się i powiedziała: - Tam jest zimno. A druga: - Tam często pada. Zrozumiałam, że na przyszłe lato muszę znaleźć jakieś miejsce, które się podoba. Zdobyłam się więc na odwagę i na pytanie „Gdzie jedziesz na wakacje”, które zadano mi po raz pierwszy w okolicach 5-tego czerwca, zaryzykowałam następującą odpowiedź: - Do Cannes. - Oooo ! – odpowiedziała jedna z koleżanek przyglądając mi się uważnie. Obawiając się, że zacznie mi zadawać bardziej szczegółowe pytania, na wszelki wypadek dorzuciłam: - Mam tam przyjaciół i zamierzam zwiedzić Pałac, w którym odbywa się festiwal filmowy. - Oooo ! – dorzuciła moja rozmówczyni. To było wszystko. Żadnych dodatkowych pytań. Od tego czasu udzielam tej samej odpowiedzi i każdy mówi „oooo”. Na dodatek wszyscy patrzą na mnie z podziwem.
Nawet jeżeli nie wyjeżdżam na wakacje, mam swoje ulubione podróże. Każdego ranka jadę pociagiem do Paryża, do pracy. Początkowo nie lubiłam tych przejazdów. Pracowałam w innym biurze, gdzie zaczynałam tak wcześnie, że musiałam wychodzić z domu jeszcze przed świtem. Zasypiałam w pociągu i ciężko mi się było dobudzić na Dworcu Północnym. Później jechałam na Châtelet. Wcześnie rano RER-em B podróżują głównie mężczyźni o twarzach niekoniecznie z filmów dla dzieci. Najbardziej nie lubiłam znaleźć się w tłumie posród tych osobników. Czasem się to zdarzało, gdy był strajk kolejarzy albo incydent techniczny, albo to, co nazywają oficjalnie wypadkiem pasażerskim (pod czym podobno najczęściej kryje się samobójstwo, co uważam za najsmutniejszą rzecz na świecie). Między Dworcem Północnym a Châtelet jest zaledwie kilka minut jazdy, ale w tych warunkach to o wiele za długo. Ocieranie się o ciało byle kogo jest wyjątkowo obrzydliwą rzeczą.
To, co mi się przytrafiło kiedyś w RER-rze B jest tak ohydne, że nawet nie mam ochoty o tym mówić. Pewnego ranka, podczas strajku, udało mi się wsiąść do pociągu, który był straszliwie zatłoczony. Próbowałam „wyżłobić” sobie miejsce, ale pasażerowie wciąż wsiadający zgniatali tych, którzy byli już w środku. Kiedy w końcu pociąg ruszył, byłam tak szczelnie otoczona ludźmi, że nie musiałam się trzymać. Zaczęłam liczyć, co zawsze robię w takiej sytuacji, żeby czas szybciej mi zleciał w tych niedogodnych warunkach. Na szczęście osoby, które napierały na mnie po bokach, odwrócone były do mnie tyłem. Z tyłu czułam ciało, które było dokładnie przyklejone do mojego. Nie mogłam się odwrócić, by upewnić się, że to czyjeś plecy przylegają do moich. Liczyłam w dalszym ciągu. Zapach zgniłych jaj sygnalizował mi, że pociąg zbliża się do Châtelet. Nagle zaczęłam czuć w dolnej części pleców coś, czego wcześniej nie czułam. Spróbowałam się odkleić od tej strasznej rzeczy, która coraz bardziej twardniała, ale ona doklejała się do mnie coraz bardziej. - Jeden, dwa, trzy, cztery... – zaczęłam od początku i liczyłam jak szalona, by pociąg jak najszybciej dojechał do dworca. Czułam się niesamowicie skrępowana. Jak tylko pociąg się zatrzymał, odkleiłam się od razu od tego czegoś i zaczęłam się przepychać w stronę drzwi. Nawet się nie odwróciłam, by zobaczyć twarz potwora. Było mi wstyd. Kiedy indziej w pociągu usłyszałam kobiecy krzyk: - Niech pan weźmie te łapy, świntuchu. Świntuch, którego obrzucała wyzwiskami próbował się bronić, ale kobieta krzyczała w dalszym ciągu. Bardzo bym chciała bronić się jak ona, ale wiem, że nigdy się na to nie odważę. W podobnej sytuacji, bez powodu, czuję się jak wspólnik świntucha mimo iż dobrze wiem, że nie mam nic wspólnego z jego brudnymi fantazmami, które wywołują we mnie obrzydzenie.
Po tej ohydnej „przygodzie” w RER-ze B natychmiast zwolniłam się z pracy. Przez cały ostatni miesiąc jeździłam metrem numer 4. Musiałam więc jeszcze wcześniej wstawać, gdyż metro jeździ wolniej niż RER. Trudno. Wydawało mi się, że metro nie jest oazą świntuchów. Od roku na Dworcu Północnym wsiadam do metra numer pięć i wysiadam przy République. Trasa jest krótka, z czego jestem bardzo zadowolona. W nowej firmie zaczynam pracę nieco później, dzięki czemu mogę rano dłużej pospać. Ponieważ jeżdżę zawsze tym samym pociągiem, rozpoznaję twarze pasażerów. Niektórym wymyślam przezwiska. Jest więc pani Krzyżówka: pięćdziesięcioletnia wykwintnisia odwiedzająca fryzjera co drugi tydzień i próbująca ukryć pod eleganckim kostiumem trochę za bardzo wystający brzuszek. Jest pan Gazetka, który przez pięć minut wertuje strony swojego dziennika, a kiedy tylko zaczyna czytać jakiś artykuł, głowa zaczyna mu się kiwać, podczas gdy gazeta zsuwa mu się pomalutku z kolan. Jest pan Sudoku, któremu maleńka broszurka nigdy się nie zsuwa z kolan, gdyż jej właściciel jest bardzo pochłonięty tym, co w niej odkrywa. Są jeszcze inni, ale mniejsza z tym. Aha, jest jeszcze jedna dziewczyna, która chodziła do tego samego liceum co ja, wydaje mi się, że ma na imię Flora, jak kot mojej sąsiadki. Pamiętam ją tylko dlatego, iż mówiono o niej, że sypia z nauczycielem wuefu. Był to mężczyzna w sile wieku, dobrze umięśniony. O nim mówiono, że ma słabość do pięknych kobiet. Często na początku lekcji wydawał nam sprzęt sportowy mówiąc, że ma do wykonania pilny telefon. Zamykał się następnie w swoim kantorku, a my robiliśmy co nam się podoba. Kilku chłopców z mojej klasy znalazło zawsze pretekst, by zwrócić się do niego prosząc o dodatkowy sprzęt jak piłka czy paletki pingpongowe. Ukazywał się w drzwiach zasapany, z kępką włosów przyklejonych do spoconego czoła. Flora była w innej klasie. Widzę zresztą, że ona mnie nie rozpoznaje. Może dlatego, że nigdy nie spałam z panem od wuefu. Nie obchodzą mnie ci wszyscy ludzie, rozpoznaję ich, bo codziennie ich widzę, czasem mnie śmieszą, to wszystko. Ale jest pośród nich ktoś, kto mnie interesuje. To pewien młody człowiek, który kiedyś usiadł naprzeciwko mnie i od tej pory nie jestem w stanie o nim zapomnieć. Wszystko, co o nim wiem to to, że wsiada do pociągu dwie stacje później ode mnie i że z Dworca Północnego jeździ metrem numer 4. Dokładniej mówiąc skręca w korytarz prowadzący do tej linii, gdzie zresztą są inne. Jestem jednak przekonana, że jeździ czwórką. Dlaczego? Bo tak... Żałuję nawet, że zmieniłam pracę. Ponieważ go nie znam, a mam ochotę o nim myśleć, wyobrażam sobie różne rzeczy. Wybrałam nawet imię dla niego. Nazywa się więc Ryszard gdyż jest podobny do Harissona Forda w „Ściganym” (w tej części swojej ucieczki, kiedy jest już bez brody, na szczęście zresztą, bo nie lubię brodaczy). To było 30 marca, kiedy mój Ryszard usiadł naprzeciwko mnie i od tego dnia siedząc w pociągu czyham na jego wejście. Próbuję tak zrobić, żeby miejsca wokół mnie były wolne, ale to nie jest proste. On siada tam gdzie mu się podoba, często zresztą tyłem do mnie. Ale czasem widzę jego twarz. Przyglądam mu się wtedy, oczywiście dyskretnie. Zauważyłam, że zakłada okulary do czytania. Jest jeszcze przystojniejszy niż bez. Przypomina wtedy Harissona Forda w „Sabrinie”, ale w dalszym ciągu nazywam go Ryszardem, ponieważ to on mnie interesuje, a nie Harisson. Czasem zamykam oczy i fantazmuję myśląc o nim. Wyobrażam sobie, że siedzi obok mnie i kładzie mi dłoń na kolanie, podnosi mi lekko spódnicę i przesuwa rękę po udzie. Prawdę mówiąc byłoby to trudne do zrealizowania gdyż jest już jasno na zewnątrz i nie umknęłoby to uwagi innych pasażerów. Pozostaje przejazd przez tunel, ale on trwa tylko trzydzieści sekund. Marzę o tym, żeby pociąg zatrzymał się w tunelu.
Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad tym jak to zrobić, żeby Ryszard mnie zauważył. Ogladając pewien film w telewizji, wpadłam na pomysł. Bohaterce filmu podoba się mężczyzna, który nie zwraca na nią uwagi. Pracują w tym samym przedsiębiorstwie i codziennie spotykają się przy automatycznym dystrybutorze kawy. Dziewczynie wydaje się, że chłopak jest zbyt nieśmiały, żeby ją zaczepić. Postanawia więc wziąć sprawę w swoje ręce. Dowiaduje się, że on się interesuje rugby. To, że ona nie ma zielonego pojęcia o grze zupełnie jej nie zniechęca, wręcz przeciwnie. Znajduje jakiś artykuł na Wikipedii, uczy się na pamięć kilku zdań, po czym kupuje maleńką piłeczkę do rugby, którą przyczepia sobie do kluczy. Uzbrojona w ten sposób, obserwuje dyskretnie nadejście kolegi, a kiedy on pojawia się przed maszyną do kawy, ona staje za nim. On zamawia kawę, po czym odwraca się, żeby odejść. W tym momencie ona upuszcza klucze, które on podnosi i jej podaje. Ona udaje zakłopotanie. Wtedy on zauważa piłkę i pyta czy interesuje ją rugby. Ona odpowiada, że uwielbia ten sport i recytuje zdania, których nauczyła się na pamięć. Chłopak jest zachwycony. W ten sposób zaczyna się ich idylla. Historia wydała mi się dość banalna, ale zafascynowała mnie determinacja bohaterki. Postanowiłam zrobić tak jak ona. Jak tylko zaczęłam się zastanawiać nad przedmiotem, który miałabym upuścić, zaraz pomyślałam o „Ściganym”. Byłam przekonana, że Ryszard zna ten film. Obawiałam się, że kaseta może się zniszczyć, wyjęłam ją więc z pudełka, a na jej miejsce włożyłam inną, która nie miała dla mnie żadnej wartości.
Jak tylko zobaczyłam go na peronie, wzięłam swoje rzeczy, stanęłam w przejściu między siedzeniami z kasetą pod pachą i czekałam na niego. Ryszard wsiadł wraz z kilkoma innymi osobami. Kiedy przechodził obok mnie, upuściłam pudełko patrząc w przeciwnym kierunku. Serce biło mi mocno, stałam bez ruchu. Ryszard przeszedł, kilka innych osób za nim i nic się nie wydarzyło. Chwilę później odwróciłam głowę: Ryszard siedział w głębi, pozostali pasażerowie również usiedli, byłam jedyną osobą, która stała. Zrozumiałam, że mój plan niestety się nie powiódł, postanowiłam więc podnieść kasetę i usiąść. Spojrzałam na podłogę, ale ku mojemu zdziwieniu pudełka tam nie było. Pomyślałam, że ten pomysł był idiotyczny i trochę zawstydzona usiadłam. Ryszard był daleko ode mnie i go nie widziałam. Obiecałam sobie, że poszukam kasety jak pociąg bedzie już na końcowej stacji i ludzie wysiądą. Byłam przekonana, że Ryszard nie zauważył kasety gdyż wśliznęła się pod…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Palilia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…