Pokój
Ten nędzny pokój był największy w całym domu i pełnił funkcję sypialni, jadalni, kuchni i pokoju gościnnego, a tym samym, spełniał wszystkie warunki by można go nazywać porządną meliną.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Otworzyłem drzwi. W pokoju byli sami mężczyźni w bardzo różnym wieku i pili wódkę. Przy stole, obok okna, dojrzałem ojca. Obiecałem mu, że po niego przyjadę, dlatego chętnie skorzystał z zaproszenia i od dłużej chwili raczył się rozmową i trunkiem. Prawie wszystkich obecnych znałem „na cześć”, z widzenia bądź ze słyszenia, ale i tak wchodząc tu, czułem się dziwnie, trochę nieswojo. Zatrzymałem się obok pieca kaflowego, który stał tuż za progiem. Nie pchałem się dalej, myślałem, że ojciec wstanie i wyjdziemy, ale obecni, którzy mieli jeszcze siłę poruszać gałkami ocznymi, przesłali mi wzrokiem jednoznaczne napomnienie: „siadaj, to jeszcze nie koniec, nie oddamy ci tak łatwo twojego ojca”. Co mogłem zrobić? Zostałem. Widząc wyciągniętą w moim kierunku rękę, w zakłopotaniu przypomniałem sobie, że przecież trzeba się przywitać, wymieniłem z każdym z osobna uścisk i usiadałem obok ojca. Tuż przed nim, na zniszczonym stole, stała woda mineralna w plastikowej, pomiętej butelce oraz trzy połówki wódki, w tym jedna pusta, a druga pełna do połowy. Korzystając z tego, że uwaga towarzystwa przestała skupiać się na mnie, swobodnie rozglądałem się po pokoju, który, co tu dużo mówić, przedstawiał się bardzo nędznie. Oprócz dwóch popsutych wersalek, starego, zniszczonego stołu i kilku krzeseł, nie było w nim żadnych mebli, a ściany o żółto–różowej barwie, były brudne, odrapane i niemalowane od lat. Podłogę natomiast zakrywało imitujące drewniany wzór linoleum, na środku całkiem podarte i do tego tak brudne i zawalane, że nadawało się tylko do jakiejś stajni, a i tam niewielu odważyłoby się je położyć. Obok dużego kaflowego pieca stała węglarka z drzewem i prowizoryczny, zrobiony z zardzewiałego wiadra kosz na śmieci, a po przekątnej w rogu, blisko stołu, cicho trzeszczał mocno śnieżący telewizor, w którym właśnie leciały skoki. Ten nędzny pokój był największy w całym domu i pełnił funkcję sypialni, jadalni, kuchni i pokoju gościnnego, a tym samym, spełniał wszystkie warunki by można go nazywać porządną meliną. Grono, które go nawiedziło, by świętować ostatni dzień przed rozpoczynającym się adwentem, przedstawiało się również bardzo interesująco. Ale niestety powoli zaczynało się kurczyć, bo młody Tarcz wyszedł po chwili za potrzebą i już nie wrócił, a Szmit, którego widziałem po raz pierwszy w życiu, w ogóle się nie ruszał, za to miał przez cały czas otwarte usta i wytrzeszczone oczy, którymi wpatrywał się martwo w jakiś punkt, wydając przy tym dziwne dźwięki, jakby wycia ale o wysokim tonie, coś jak godowy głos wieloryba. I w ogóle przypominał z wyglądu mumie z odbandażowaną głową. Oprócz nich w pokoju siedzieli jeszcze: stary Tarcz, tęgi, krepy staruszek, o małych pijackich oczkach i wystającym języku oraz paznokciach, przypominających szpony, stryjek młodego. Mietek – główny księgowy banku, fizjonomia przyjazna i szydercza. Ubrany w kurtkę, spod której wystawał krawat i kołnierzyk białej koszuli, w ogóle nie pasował do reszty towarzystwa. Pietja – właściciel domu, spokojny i pijany, wiecznie z czapką na głowię, przykrywającą przedwczesną łysinę. Prawie ciągle coś ględził, ale jego aparat mowy posiadał tę właściwość, że pod wpływem alkoholu, był w stanie wydać z siebie jedynie zniekształcone sylaby jakichś wyrazów, których w ogóle nikt nigdy nie rozumiał. Budaj – miał twarz dwudziestopięciolatka, ogromną blond czuprynę zachodzącą na czoło, był wysoki, dobrze zbudowany, przy tym sprawiał wrażenie zupełnie trzeźwego i wiecznie wchodził w słowo Mietkowi. –…jak cię boli kręgosłup – mówił Mietek do mojego ojca – to nie słuchaj tej lekarki, idź do neurologa. Dostajesz tabletki? Jakie? Przeciwbólowe. I myślisz, że cię wyleczy. Gówno cię wyleczy, oni leczą byle jak, tobie specjalisty potrzeba. Dają co bądź, a nuż się uda, a jak się nie uda, to dają coś innego, testują na ludziach lekarstwa, nie mając pojęcia o leczeniu. Kręgosłup jest ważny, jak nie będziesz go leczył, to możesz za niedługo na wózek siąść… –Nawet czucie – słyszałem – od kręgosłupa wzwyż można stracić i przestać oddychać i wszystkim ruszać. – dodał ojciec. –Gałkami ocznymi będziesz
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil akam
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…