Wróć do katalogu

Polowanie

Ze zbioru: Ptaki drapieżne, rajskie ptaki

feliksk, opublikowano , 8 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Polowanie

Byłem bardzo, ale to bardzo podniecony. Lada moment Mick miał przyjechać i zabrać mnie na prawdziwe polowanie. Będę strzelał do zwierząt. Do ptaków właściwie. – We’re gonna shoot some quail – powiedział przez telefon. Cholera, w swoim zadufaniu nie wziąłem z Polski żadnego angielsko-polskiego słownika, a w takich przypadkach bardzo by się przydał, bo właśnie w takich przypadkach anglojęzyczne definicje niewiele mi mówią, a nazwa łacińska jeszcze mniej. Więc właściwie nie wiedziałem, do czego będę strzelać, a zresztą pewnie i tak nie trafię, bo to będzie strzelanie do ptaków w locie. Wzniosą się, zadowolone, że w powietrzu nie dosięgnie ich żadne ziemskie zło, a tu trach, trach i klops. Albo raczej pieczone gołąbki. No bo jeśli się na nie poluje, to pewnie się je zjada. W naszym akademiku do wszystkich garsonier wchodzi się prosto z dziedzińca. Przy grubych metalowych drzwiach wejściowych nie ma dzwonków, więc swoje przybycie Mick obwieścił waleniem w nie czymś twardym, może sygnetem? – Cześć, Charlie. Gotowy, żeby sobie postrzelać do ptaków? Przywiozłem ci kamuflaże, żeby cię nie było za bardzo widać z góry. Przebrałem się w wojskową koszulę i spodnie, nawet czapkę z daszkiem. Mick nie był zachwycony moim podkoszulkiem, którego biały trójkąt wystawał mi pod szyją spod kamuflażowej koszuli, ale w końcu machnął na to ręką. Wsiedliśmy do jego białego samochodu. Myślałem, że na polowanie pojedziemy jakąś terenówką albo pikapem, a nie jego luksusową gablotą długą na dwa polonezy i wypucowaną na wysoki połysk. Zabawnie wyglądaliśmy na tych kanapach obitych kremową skórą ubrani w wojskowe kamuflaże. Ale na tym niespodzianki się nie skończyły. Spodziewałem się, że odjedziemy gdzieś daleko od kampusu, w dzikie knieje, a tymczasem minęliśmy jedyne w okolicy osiedle domów jednorodzinnych, jakieś pole, zagajnik, i znów wyjechaliśmy na zaorane pola, za którymi kilkaset metrów dalej stała ściana lasu. Jechaliśmy cały czas po asfalcie, mniej niż kwadrans, może dziesięć minut. Dopiero na końcu zjechaliśmy na trawę, między kilka samochodów stojących przy drewnianej budzie. Kawałek dalej, wśród oraniny, stała druga, mniejsza buda. Mick przedstawił mnie znajomym, większość była z jego kościoła, który płacił za moje studia. Ktoś zaproponował mi piwo, ale odmówiłem. Nie przeszedłem jeszcze bynajmniej na prezbiterianizm, ale alkohol to drażliwy temat, więc wolałem się z nim nie afiszować, no i bałem się, że będę gorzej strzelać. Ewidentnie byłem o niemal całe pokolenie młodszy od owej grupy okazjonalnych myśliwych, w związku z czym wykazywali skłonność do zwracania się do mnie per „synu”. – Charlie, musimy ci dobrać jakąś flintę. Będziemy strzelać śrutem – Mick wziął z paki czyjegoś pikapa strzelbę i wręczył mi ją bez większych ceregieli. Nie była nawet bardzo ciężka i wyglądała na nową, jak wszystkie przedmioty, którymi posługiwał się Mick i jego znajomi. Ktoś na masce swojego auta postawił przenośny telewizor i myśliwi, popijając mniej lub bardziej wyskokowe napoje, oglądali w najlepsze mecz futbolowy. Nie bardzo wiedziałem, co ze sobą zrobić, skoro najwyraźniej polowanie nie miało się zacząć w najbliższym czasie. Na szczęście Mick zajął mnie instruktażem strzelania. Złożyłem się jak do strzału. Miałem uczucie, że strzelba od razu stała się przedłużeniem mojego ciała, jak gdyby od zawsze była jedną z jego kończyn. Nagle poczułem się panem życia i śmierci, poczułem, że przestrzeń kurczy się ze strachu przed moją potęgą, że jeśli wystrzelę, to ją pokonam, tak jakbym miał siedmiomilowe buty, bo nawet jeśli zostanę w miejscu, to jakaś część mnie pomknie wraz z pociskiem i nic się przede mną nie ukryje. Z rozkosznego zapamiętania wyrwał mnie nagły okrzyk kibiców, zdegustowanych niezbyt udanym zagraniem ich drużyny w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych