PORYWACZ
Narzeczona Martina informuje go że z nim zrywa i że za trzy miesiące bierze ślub.Ale mężczyzna się nie poddaje,próbuje ją odnaleźć i nie dopuścić do tego.Mam nadzieję że się wszystkim spodoba i życzę miłego czytania.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
PORYWACZ
ROZDZIAŁ 1
Było ciepłe lato, od tygodnia już nie padało, w cieniu było 29 stopni. Martin Willis, szatyn średniego wzrostu o piwnych oczach z lekkim zarostem na twarzy, właśnie wyciągał z lodówki zimne mleko, nalał sobie pół szklanki i wypił je. Zaraz potem wykręcił numer swojej narzeczonej, jednak odezwała się tyko sekretarka, odłożył słuchawkę. Zastanawiał się co ma zrobić, załączył telewizor i zaczął patrzeć na jakiś film. Nagle odezwał się telefon, szybko zerwał się ze kanapy w nadziei że dzwoni Ashley (narzeczona). Jednak był to telefon z pracy, nagłe wezwanie. Szybko ubrał się w garnitur i ruszył do garażu po samochód. Później przez pół godziny stał w korku. W końcu dojechał na miejsce – do biura K.S.V. Zajmowało się ono znajdywaniem nowych reżyserów filmowych, Martin był właścicielem i zarazem dyrektorem tego biura. - Co się stało? – spytał swojego zastępcę Alexa Dogliotto. Był to średniego wzrostu mężczyzna o kasztanowych włosach i zielonych oczach. - Jakaś ,,reżyserka filmowa’’ się awanturuje czemu odrzuciliśmy jej scenariusz. - I co jej powiedziałeś? - Że mamy pełno takich projektów i na razie nie mamy potrzeby mieć jej projektu. - I wtedy, jak się domyślam ona zaczęła się z tobą awanturować, tak? - Tak, i właśnie dlatego Cię wezwałem żebyś mi pomógł załatwić tą sprawę. - Jasne, przyprowadź ją do mnie, porozmawiam z nią. - Dobrze. Jak chcesz. - Aż tak źle? - Lepiej nie pytaj. To tykająca bomba, a nie kobieta. Za dziesięć minut Alex przyszedł z kobietą. Była to przeciętna kobieta z długimi czarnymi włosami i brązowymi oczami. W jej oczach było widać ,,płomienie wściekłości’’. - Proszę usiąść – Martin wskazał krzesło naprzeciw niego. Kobieta usiadła bez słowa – Słyszałem, że się pani awanturowała o to że nie przyjęliśmy pani projektu, czy to prawda? - Nie awanturowałam się, tylko sprzeczałam. - No dobrze, ale pani sprzeczała się o swój projekt, tak? - Tak, ponieważ uważam że jest bardzo dobry, zresztą nie tylko ja no, a wy go nie przyjęliście i jestem z tego powodu bardzo nie zadowolona. - Trudno, pani... - ...Wonter. - Ale nie możemy przyjmować każdego projektu który dostaniemy... - A czy go pan w ogóle przeczytał? – mężczyzna się chwilę zawahał po czym odpowiedział: - W zasadzie nie, ale to nie zmienia faktu, że przyjmiemy pani projekt. - Czyli Pan nie wie czy był dobry, czy też nie. Więc jeśli pan chce odrzucić mój scenariusz proszę najpierw go przeczytać – pani Wonter wstała i wyszła z biura trzaskając drzwiami. - Hm mmm, będę musiał przeczytać jej scenariusz. - Czyś ty oszalał! Przez to że jakaś wariatka przyszła bo odmówiliśmy jej współpracy będziesz czytać ten scenariusz ?! - Tak będę, inaczej jak znowu będę jej odmawiać i ona mnie się znowu zapyta czy czytałem to powiem że tak , i co wtedy? - No i nic – Alex wzruszył ramionami – okłamiesz ją. - No właśnie. Ale to jeszcze nie koniec, bo jeśli ona później zapyta mnie o coś z tego - Martin pomachał scenariuszem – nie będę w stanie jej odpowiedzieć. - Powiesz że nie pamiętasz wszystkiego. - Akurat, ona zacznie mnie pytać o resztę, a ja nie będę znać a ni jednej odpowiedzi i wtedy ona pójdzie do gazety i opowie o tym, i jesteśmy wtedy skoń-czeni. - Rób jak chcesz – Alex wzruszył ramionami i wyszedł. Wieczorem Martin wrócił do domu, rozsiadł się na fotelu i zaczął czytać scenariusz ,, Pewnego pięknego poranka...(...)..... i wziął ją na swój motor, a później żyli długo i szczęśliwie.’’ Odłożył scenariusz, spojrzał na zegarek, było dziesięć po drugiej w nocy. Przebrał się w piżamę i położył się spać. Następnego ranka ruszył jak zwykle do pracy. Znów stał w korku przez pół godziny; wchodził po schodach , marzył już o kawie ze śmietanką, właśnie wszedł po schodach gdy nagle ujrzał koszmar. Ta kobieta od awantury siedziała już tam i czekała na niego, to był istny koszmar. - Dzień dobry – powiedział do kobiety i uśmiechnął się. - Dzień dobry odrzekła – jednak nie odwzajemniła uśmiechu – przeczytał pan mój scenariusz? - Tak, proszę za mną – ruszył do swojego biura i znów jak poprzednio wskazał jej miejsce naprzeciwko. - I co? - I tak nie przyj mniemy pani projektu. - Czemu? - Bo mi się nie spodobał. - Dobrze, mam tu jeszcze dla pana trzy scenariusze – kobieta sięgnęła do torebki , później podała dyrektorowi scenariusze. - Niech pani przyjdzie za trzy dni. - Dobrze, do widzenia – mówiąc to wstała i wyszła. Kiedy wieczorem Martin dojechał do domu wykręcił numer Ashley, tym razem odebrała. - Cześć kochanie, chciałem się spytać czy mogłabyś dziś do mnie przyjść. Czeka na Ciebie niespodzianka. - No dobrze i tak muszę z Tobą poważnie porozmawiać, będę za godzinę. - Ok. – Martin rozłączył się, szybko zaczął sprzątać w mieszkaniu. Wszystko było gotowe gdy nagle odezwał się dzwonek do drzwi. Otworzył je, a do środka wszedła Ashley. Pocałował ja na powitanie. - Witaj kochanie, cieszę się że przyszłaś- uśmiechnął się do niej. - Widzę, że posprzątałeś mieszkanie – przechyliła się lekko żeby widzieć cały pokój, a później się uśmiechnęła do Martina. Później on nalał wina do kieliszków, usiedli i powoli się nim delektowali rozmawiając ze sobą. Było wszystko dobrze póki pan Willis nie zaczął rozmowy na temat ślubu. - ..., a później będziemy mieć dwójkę lub trójkę dzieci bawiących się w naszym ogromnym ogrodzie,... - Wiesz co muszę Ci powiedzieć coś ważnego. - Co takiego? - Coś bardzo ważnego... - Coś się stało?
ROZDZIAŁ 2
- Widzisz, nigdy nie weźmiemy ślubu, nie będziemy mieć dzieci itp. - Jak to? Co się stało, że mówisz takie rzeczy? - Wychodzę za maż za trzy miesiące. –mina Martina natychmiast zrzedła, Ashley wzięła torebkę i wyszła. Martin nawet nie zareagował, był w szoku. On i Ashley przez pięć lat, nawet prawie sześć lat byli ze sobą, a tu nagle tak szybko się to skończyło. To tak jakby nie zdążył powiedzieć „do widzenia’’ na pożegnanie.
Przez następny tydzień nigdzie nie wychodził, nie przyjmował gości, nie odbierał telefonów. Jednak pewnego dnia ktoś się bardzo, ale to bardzo się domagał aby otworzono mu drzwi. Aż nie wytrzymał otworzył szarpnięciem drzwi i krzyknął: - Proszę sobie iść ! – mężczyzna chciał zamknąć drzwi, ale po drugiej stronie ktoś był szybszy i zatrzymał drzwi nogą. Była to ta kobieta z biura. - Nie tak prędko! Obiecał mi pan że sprawdzi pan moje projekty i mi powie co o nich myśli! Miałam czekać trzy dni, a tu co? Czekam cały tydzień! Myśli pan, że nie mam nic innego do roboty tylko pytać się o pana?! - Są do bani. - Co do bani? - Pani projekty. - Kłamie pan. Nawet pan do nich nie zajrzał, tylko pan się chce mnie pozbyć. - Niby skąd pani wie, że nie przeczytałem pani scenariuszy? - Widać to po panu – spojrzała na Martina, miał na sobie czarne pogniecione spodnie i białą koszulkę z krótkim rękawkiem również pogniecioną (bluza była jeszcze poplamiona jakimś sosem, prawdopodobnie pomidorowym, bo plama była koloru czerwono-pomarańczowego). Martin powędrował za jej wzrokiem i spojrzał na swoje ubranie. – Powinien się pan przebrać. Mogę wejść? Pogadamy sobie na spokojnie. – uśmiechnęła się do niego. - Proszę, wejść – pan Willis otworzył szerzej drzwi. – pójdę się umyć i zaraz przyjdę, proszę trochę poczekać. - Dobrze nie ma sprawy. Martin przyszedł za dziesięć minut, wszedł do pokoju i zobaczył jak pani Wonter sprząta mu mieszkanie. - Nie musi pani, to znaczy pani nie może tego robić. - Czego? - Sprzątać mi mieszkanie. - Robię to z uprzejmości i żebym mogłam się skupić przy naszej rozmowie. Kiedy pani Wonter skończyła ona i pan Willis zaczęli rozmawiać. Martin spojrzał na mieszkanie, lśniło czystością jak nigdy. - Dobrze, więc dam panu jeszcze cztery dni na przeczytanie scenariuszy. Zauważyłam, że ma pan chyba problemy osobiste, szczerze mówiąc uratowały pana skórę. Jakby nie te problemy to bym już poszła do gazety. Ja już muszę iść. – wzięła swoja torebkę złapała za klamkę od drzwi wyjściowych , obracając się do Martina rzuciła przez ramię – Niech pan się ogoli - i wyszła.
Martin wrócił mniej więcej do życia które zawsze wiódł. Po czterech dniach do biura przyszła pani Wonter. Pan Willis znowu odmówił, a ona znowu dała mu nowe projekty. I tak się działo przez miesiąc, gdy w końcu pewnego dnia coś się zmieniło. - Dziś znowu przyjdzie tu pani Wonter. - Tak wiem Alex i mam już dosyć tego. Kiedy ona te wszystkie scenariusze napisała? - Nie wiem. A może od kogoś wzięła je i teraz mówi, że są jej? Do drzwi ktoś zapukał, oboje spojrzeli na drzwi i westchnęli. - To ja już sobie pójdę – Alex wyszedł z biura, za to weszła do niego pani Wonter. - Proszę usiąść – Martin wskazał krzesło naprzeciwko siebie. - Dziękuję, i jak tam moje projekty? - No cóż... - Niech pan nie kończy, i tak wiem co pan powie: „ I tak nie przyj mniemy pani projektów.” - Myli się pani – pani Wonter zrobiła zdziwioną minę. - Jak to? – wydusiła z siebie. - Tak to. Przyjąłem pani ostatni projekt. - Super! – wykrzyknęła pani Wonter. - Zaczynamy kręcić film jutro. Proszę się zjawić rano. - Zaraz, czy Wy przypadkiem nie zajmujecie się TYLKO znajdywaniem scenarzystów filmowych? - Nie. Kręcimy później te filmy. Więc proszę jutro się zjawić z samego rana. - Dobrze – pani Wonter obróciła się w kierunku drzwi, otworzyła je i jeszcze obróciwszy się dodała – aha, niech pan mi mówi Mia – uśmiechnęła się i poszła. Do biura wszedł Alex. - Czemu ona taka ucieszona? Przecież i tak nie przyjąłeś jej projektu – spojrzał na Martina, on się tylko uśmiechnął – nie, nie zrobiłeś tego, prawda? - Zrobiłem. Przyjąłem jej projekt i jutro zaczynamy kręcić film. - Czemu się zdecydowałeś?! - Zrozum, wszystkie projekty powinienem przyjąć, no może prawie wszystkie. Ale ten najbardziej mi się spodobał, a zresztą resztę też przerobię na film, tylko jeszcze nie teraz. - Czemu wcześniej jej nie powiedziałeś o tym? - Bo, tak. Chciałem zobaczyć czy coś jeszcze ma ciekawego i się nie pomyliłem.– Martin się tylko uśmiechnął.
ROZDIAŁ 3
Następnego ranka poszedł na plan filmowy, tam już czekała na niego Mia. - Dzień dobry panie Willis. - Dzień dobry Mia, mów do mnie też na ty. - Dobrze. W ich kierunku szedł Alex Dogliotto wymachiwał ręką w której trzymał telefon komórkowy. - Martin dzwoniłem do Ciebie i w kółko nie mogłem się dodzwonić. - A no tak, wyłączyłem telefon – Martin się uśmiechnął – A coś ważnego się stało? - Tak, znaczy mi się tak wydaje. Dzwoniła do mnie Ashley, powiedziała że mam Ci przekazać abyś do niej zadzwonił i wszystko sobie wyjaśniliście. - Niby co mamy sobie wyjaśnić? – Martin zrobił pochmurną minę. - Martin, zadzwoń do niej może to nie tak jak myślisz. - A niby jak, zapraszam ją na romantyczną kolację, a ona nagle oświadcza mi że za trzy miesiące wychodzi za mąż, a później wychodzi bez pożegnania i wyjaśnień. Nie daje oznak życia przez półtorej miesiąca. Uważasz, że po tym wszystkim powinienem do niej zadzwonić? - Czy mogę się wtrącić? – Mia popatrzał na obu panów. - A niby co chcesz powiedzieć? – spytał się ją z ironią w glosie Alex. - Może ona wcale nie chciała tego ślubu? - Raczej jak już to nie chce go – Martin nagle zrozumiał co powiedział, przecież minęło dopiero półtora miesiąca, może jeszcze jest jakaś nadzieja na uratowanie ich związku? Jeśli można to tak nazwać. Postanowił jednak odnaleźć ją i wyjaśnić to. Nie chciał tego robić przez telefon. – Muszę gdzieś pojechać – powiedział raczej do siebie niż do innych, zabrał marynarkę ze krzesła, szybko wskoczył do samochodu i ruszył w drogę. - Gdzie on jedzie? – Mia spojrzała na odjeżdżający samochód ze zdziwieniem. - Nie mam pojęcia, czasem mu nagle odbija i po prostu gdzieś jedzie – Alex westchnął – Zabieramy się do roboty. - Bez Martina? - Tak.
Martin pędził do domu Ashley, miał nadzieję, że ją tam zastanie. Gdy znalazł się na miejscu wysiadł z auta i zapukał do drzwi. - Nie ma tam nikogo – odezwał się głos kobiety stojącej w sąsiednim ogrodzie – wyjechała parę dni temu. - Gdzie? - Gdzieś za miasto. - Dziękuje – Martin szybko wziął samochód i jechał w kierunku następnego miasta. Miał nadzieję, że znajdzie ją tam. Słońce chyliło się ku zachodowi, chłopak cały czas jechał. Parę razy musiał zatankować benzynę. Był już tą jazdą zmęczony, ale nie poddawał się szybko. Zawsze był uparty i gnał na oślep, dosłownie. Na niebo wszedł księżyc, była pełnia. Martin nadal jechał bez odpoczynku. Oczy już mu się lepiły, ale jechał dalej. Było to nierozsądnym posunięciem. W pewnym momencie zamknął oczy. Nagle usłyszał głośne trąbienie jakiegoś wielkiego samochodu, otworzył oczy i zobaczył jak prosto na niego jedzie ciężarówka. Nie zdążył już ją ominąć. Samochód uderzył w niego. Ocknął się kilka dni później, otworzył oczy, patrzał na sufit w jakimś pomieszczeniu. - O, nareszcie się pan ocknął – do łóżka podeszła jakaś kobieta, miała na sobie fartuch. Zrozumiał, że znalazł się w szpitalu, a to jest pielęgniarka. - Co się stało? Pamiętam tylko światła i hałas. - Miał pan wypadek, zasnął pan za kierownicą i wjechał w pana samochód ciężarowy. - O, rany. - Miał pan wielkie szczęście, tylko jest pan poobijany. Jeszcze nigdy nie widziałam kogoś kto wyszedł z tego tylko poobijany. - Mam fart – uśmiechnął się sam do siebie. - Czy mam kogoś zawiadomić, żeby tu przyjechał? - Tak, mojego przyjaciela. Następnego ranka do Martina przyjechał Alex. - Czyś ty oszalał?! Wjechać w ciężarówkę?! Kompletnie Ci już odbiło! - Tak wiem, byłem głupi, mogłem zginąć. Ale to nie ja w nią wjechałem. Do drzwi ktoś zapukał. - Wziąłeś kogoś ze sobą? - Nie. - Proszę – ledwo to Martin powiedział do sali weszła Mia. Jednak tym razem nie miała na sobie swojego garnituru tylko obcisłą, czerwoną sukienkę z wielkim dekoltem. Obaj panowie wyszczerzyli oczy i od góry do dołu przyjrzeli się uważnie kobiecie. - Na co się gapicie, hm ? - Skąd wiedziałaś, że tu leżę? - Śledziłam Cię. - Co!? - No co? Chciałam wiedzieć gdzie jedzie mój szef. – uśmiechnęła się. – A w ogóle to ja zadzwoniłam po karetkę. - Ale jesteś ciekawska. A wiesz, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła? – powiedział Alex. - Tak, wiem. Może chcę tam trafić? Parę dni później pan Willis wyszedł ze szpitala. - No to teraz jedziemy do domu – Alex wziął kluczyki ze swojego wozu otworzył drzwi, aby Martin mógł wejść. Martin popatrzał na nie i powiedział : - Ja nie jadę. - Co!? – wykrzyknął Alex. - Jadę dalej, nie przerwie teraz mojej podróży. Gdzie mój wóz? - Skasowany. I nigdzie nie jedziesz, nie masz wozu. - Ja mogę pomóż, oczywiście oczekuje w zamian czegoś – Mia popatrzała na Martina. - Co chcesz w zamian? - Nakręcisz moje wszystkie filmy. - Zgoda, daj kluczyki. - Nie tak prędko, powiedziałam że mogę pomóc, a nie pożyczyć samochód. - Co miałaś na myśli mówiąc, że możesz mi pomóc? - Jadę z tobą. - Jeszcze lepiej, dwóch wariatów za kierownicą. Ja jadę do domu, a wy róbcie co chcecie – Alex wsiadł do samochodu i ruszył. - Dobra, niech będzie. - Aha, jeszcze coś. - Co znów!? - Musisz się mnie słuchać. - Słucham? Chyba żartujesz, prawda? – Martin spojrzał na kobietę, ona jednak miała poważną twarz – No dobra, ruszajmy już. - No to w drogę – Mia się uśmiechnęła i oboje wyruszyli w dalszą drogę.
ROZDIAŁ 4
Jechali drogą, było upalnie. Co jakiś czas zatrzymywali się żeby zatankować czy też kupić coś do picia. Zmieniali się miejscami co dwie godziny. - Skąd wiesz gdzie ona jest? – spytała się w końcu Mia. - Nie wiem po prostu jadę – Martin się uśmiechnął, jednak Mia nie odwzajemniła tego uśmiechu (zresztą jak prawie zawsze). - Nie podoba mi się to, jedziemy ot tak sobie na oślep. - No, cóż. Tam powinna być. - Powinna? Czyli nawet tego nie jesteś pewny? Świetnie! Po prostu świetnie! Jedziemy nie potrzebnie taki kawał drogi, mam tego dosyć, zawracamy – Mia zrobiła nagły ruch kierownicą, aż Martin musiał się czegoś złapać. - Co?! Nie możemy teraz zawrócić! - Udowodnię Ci, że możemy. - Ja wysiadam w takim razie. Zatrzymaj samochód. – Mia zatrzymała samochód z piskiem opon. - Proszę bardzo, wysiadaj! - Też wysiadam! – Martin otworzył drzwi, a później nimi trzasnął – Teraz możesz jechać! – Martin ruszył przed siebie, a Mia również ruszyła przed siebie. Tak więc oboje ruszyli w przeciwne kierunki.
- Niech sobie jedzie, nie potrzebuję jej samochodu, nie potrzebuje jej! – nagle Martin ujrzał przed sobą motel – Nareszcie! – pobiegł w jego kierunku. Tam się zatrzymał na noc, następnego ranka wyruszył w dalszą drogę. Droga mu się dłużyła, na około niego było same pustkowie, jak na pustyni. Nie dość tego Słońce prażyło nie miłosiernie. W cieniu było 40 stopni C.
W tym czasie Mia jechała spokojnie w samochodzie. Nagle zadzwonił telefon, podniosła go i włączyła rozmowę. - Tak, słucham? – jednak nikt się nie odezwał, a telefon nadal dzwonił. Obejrzała się za siebie, okazało się że to komórka Martina, zostawił ją na tylnym siedzeniu. - Jeszcze lepiej, zapomniał komórki. – wzięła go do ręki, na komórce widniało „Ashley”, chwilę się zastanowiła, ale postanowiła odebrać. - Tak, słucham? – przez chwilę było tylko słychać czyjś oddech, aż w końcu odezwał się niepewny kobiecy głos. - „ Czy to telefon pana Martina Willisa?” - Tak, ale chwilowo jest nie dostępny. - „ A kiedy będzie ”dostępny” ?” - Może jutro. A może mam coś przekazać? - „ Raczej nie, chciałam tylko...” - Gdzie pani przebywa? Może pan Willis sam z panią porozmawia w cztery oczy? - „ Kim pani jest?” - Przyjaciółką. - „ Aha. – było słychać w głosie kobiety nie pewność- Właśnie tak chciałam zrobić.” - Więc? - „ Proszę zapisać adres.” - Dobrze – Mia wzięła kartkę papieru, długopis i zanotowała adres. Mia szybko zawróciła samochód i ruszyła w stronę gdzie ruszył mężczyzna. Długo go nie musiała szukać. - Hej! – Dziewczyna gwizdnęła na chłopaka – Wsiadasz ? - Zmieniłaś zdanie? - Nie, raczej ty powinieneś zmienić zdanie. - Nie mam zamiaru. - A jeśli powiem Ci, że twoja dziewczyna pojechała w przeciwnym kierunku? - Po pierwsze idę w dobrym kierunku, a po drugie jak już to narzeczona nie dziewczyna, jasne? - Pewnie, pewnie. A jeśli Ci powiem, że dzwoniła na twoją komórkę? - To bym wtedy przecież o tym wiedział. - Nie sądzę – Mia pomachała mu przed nosem telefonem. - Wzięłaś mój telefon?! - Nie, raczej TY go zapomniałeś. - Na serio dzwoniła? - Tak, chce z tobą porozmawiać w cztery oczy. - Czemu nie mówiłaś tak od razu! – Martin szybko wskoczył do samochodu. - Mówiłam, tylko ty nie słuchałeś. Zresztą jak zwykle. Oboje razem znowu ruszyli w podróż, jechali dłuższy czas. Cały czas na około nich było pustkowie, od czasu do czasu było widać kilka budynków. Nagle samochód zaczął w silniku nieprzyjaźnie trzaskać. - Oj nie dobrze. - Co się dzieje? - Silnik wysiada. - Co? Jak mam teraz dojechać do niej na czas? - Na twoim miejscu nie martwiłabym się teraz jak dojechać do NARZECZONEJ tylko jak się stąd wydostać – Mia spojrzała na Martina.
ROZDIAŁ 5
Kobieta miała rację, tkwili na pustkowiu i aby gdzieś dojechać trzeba było na początku się stąd wydostać. Ruszyli w drogę, Słońce prażyło nie miłosiernie a oni musieli dojść pieszo do miasta. Zabrali ze samochodu tylko najważniejsze rzeczy. Mia spojrzała na mapę. Do najbliższego miasta było pięćdziesiąt kilometrów. Na początku jakoś im szło jednak z czasem było już tylko coraz gorzej. W końcu po paru godzinach wykończeni dotarli do jakiegoś miasteczka. Było tam kilka sklepów, stacja benzynowa i jakieś domy. - Chodźmy coś kupić do picia i jedzenia, co ty na to? - Świetny pomysł, jestem strasznie spragniona. Masz pieniądze? - Pewnie –Martin pokazał portfel – A Ty nie masz? - Nie. - Aha. Dobra, chodźmy. Oboje poszli do sklepu by kupić cos do picia. Później poszli do sklepu z odzieżą kupić sobie nowe ubrania, bo te co mieli na sobie trudno już było nazwać ubraniami, prędzej szmatami - potargane, przepocone itp. Mia kupiła sobie krótką niebieską bluzeczkę na którą założyła białą koszulkę z krótkim rękawkiem oraz założyła krótkie dżinsowe spodenki. Martin miał na sobie niebieską bluzkę z krótkim rękawkiem, zieloną kamizelkę i teksasowe spodnie. Udali się później do najbliższego motelu „Motyl”, żeby tam zostać na kilka dni. Czekali w recepcji, aż się zjawi recepcjonista lub recepcjonistka. Czekali półgodziny aż w końcu się pojawiła recepcjonistka. Miała na sobie białą bluzkę na zamek odpiętą, aż do biustu i mini w kolorze czerwonym. Jej blond włosy były upięte w kok czarną spinką. Przyciągała uwagę każdego mężczyzny. - W czym mogę pomóc? – uśmiechnęła się do nich, a w zasadzie bardziej do chłopaka. - Chciałbym zamówić dwa pokoje, dla mnie i mojej przyjaciółki. - Oczywiście, proszę to dla pana – podała mu kluczyk – pokój numer 22, a to dla pani – tym razem podała kluczyk Mia – pokój numer 26. - Dziękujemy – Martin się uśmiechnął do niej. - Nie ma za co, to moja praca, która zresztą sprawia mi przyjemność – znów uśmiechnęła się do Martina. Uśmiech był zalotny. - Mi moja praca również sprawia przyjemność, teraz proszę mi wybaczyć udam się do mojego pokoju – uśmiechnął się i ruszył w kierunku pokoju. Mia podbiegła do niego i szepnęła : - Czy nie uważasz że ona próbuje Cię poderwać? - Tak. - Nie przeszkadza Ci to? - Nie. Może da nam w ten sposób upust – mężczyzna się uśmiechnął. - TOBIE na pewno. Nie mogłeś po prostu powiedzieć, że jesteśmy małżeństwem, narzeczeństwem albo czymś takim? - Słucham? Czy TY się dobrze czujesz? A może masz gorączkę? Miałbym z TOBĄ spać w jednym łóżku? Chyba żartujesz? - Czemu zaraz spać razem. Ty byś spał na kanapie. - Wiesz co, czy mi się wydaje czy TY jesteś troszeczkę zazdrosna o recepcjonistkę? - No, wiesz – dziewczyna się lekko zarumieniła – a niby o co bym miała być zazdrosna? - No, może np. dlatego że jej się udał podryw, a tobie nie? - Słucham? Kiedy ja Cię niby podrywałam? - Zawsze, od kiedy wiedziałaś że zerwałem z moją narzeczoną i ubierałaś się no trochę... - Jak? No, słucham. Jak? - ....skąpo. – Mia najpierw stanęła jak dąb, a później odwróciła się w stronę drzwi i wybiegła z motelu. Martin nie zatrzymywał jej, może trochę przesadził z oskarżeniami? Może mu się już wydaje, że każda na niego leci? A może miał rację i dlatego wybiegła? Jednak Martinowi się bardziej wydawało, że to jest ta pierwsza i druga opcja. Siedział cały czas w swoim pokoju i nasłuchiwał kroków. Było już po zmierzchu, a nie słyszał żeby ktokolwiek wchodził do „Motyla”. Zaczął się martwić o nią. Może iść ją poszukać? A jeśli się wtedy z nią rozminie? Lepiej siedzieć na miejscu. Po jakimś czasie postanowił pójść spać. Kiedy się obudził następnego ranka poszedł od razu zapukać do pokoju dziewczyny. Po chwili usłyszał kroki zbliżające się do drzwi, odetchnął z wielką ulgą, była już w pokoju. Dziewczyna stanęła w drzwiach, była już ubrana. - Tak? - zapytała chłodno. - Chciałam zobaczyć czy już jesteś, martwiłem się o Ciebie. - Och, naprawdę? - Mia, proszę. Przyszedłem do Ciebie aby Cię przeprosić za to co mówiłem. Bardzo Cię przepraszam za to, czy nie możemy teraz, tak jak to dawniej by było, zejść teraz na śniadanie razem? – Mia spojrzała na mężczyznę, potem na chwilę obróciła głowę i po chwili z powrotem ją zwróciła w stronę Martina – Dobrze – odpowiedziała, chociaż jeszcze dojść chłodno. Tak więc oboje zeszli razem do motelowego bufetu. Jedli w ciszy aż w końcu kobieta się odezwała. - Ty chyba jesteś przyzwyczajony raczej do cztero gwiazdkowych restauracji, co? - Taaa... - Mi tam obojętnie gdzie jem, ważne żeby było coś do jedzenia. - Mi nie jest obojętnie. Gdzie się tego nauczyłaś, że ważne żeby było co jeść? Bo wiesz mi się wydawało, że Ty też raczej jesteś przyzwyczajona do czterogwiazdkowych restauracji. - W domu. Tata był pijakiem, a mama narkomanką. Nie mieliśmy nigdy nic do jedzenia. Szczerze mówiąc chodziłam po sklepach i kradłam jedzenie żeby jakoś przeżyć. Rodzice się mną nie przejmowali, kiedy skończyłam szesnaście lat uciekłam stamtąd i dostałam się tu. Zaczęłam roznosić ulotki, mieszkałam w motelu, podobnym do tego tyle że było w nim o wiele gorzej. Pewnego dnia kupiłam sobie kilka zeszytów i zaczęłam sobie w nich pisać jakieś historyjki, które zresztą okazały się moimi scenariuszami. Wtedy oczywiście jeszcze o tym nie wiedziałam, moi przyjaciele poradzili mi żebym zgłosiła się do Ciebie, więc tak też zrobiłam. Moi przyjaciele zawsze mieli rację i teraz również się nie mylili. Teraz już przynajmniej nie będę musiała mieszkać w motelu, ani nie roznoszę ulotek jak dostanę pieniądze. A pisanie scenariuszy sprawia mi przyjemność, więc nie będę się męczyć z pracą. O to cała historia. – mężczyzna na nią spojrzał współczującym wzrokiem. - Współczuję.. - Z powodu czego? - Twojego życia. - Dzięki niemu nauczyłam się wielu rzeczy, ty też z tego powinieneś skorzystać – Martin się lekko uśmiechnął, miała rację najpierw w ogóle nie chciał przyjąć ani jednego jej projektu, chociaż były bardzo dobre, patrzał tylko by wydać jak najmniej pieniędzy na kręcenie filmów, a jej scenariusze potrzebują dużego zainwestowania. – Pewnie masz rację – Mia zrobiła zdziwioną minę – Nie sądziłam że tak powiesz. - Pochodzę z bogatej rodziny, firmę się przekazuje z pokolenia na pokolenie, nie wiem co znaczy żyć w takich warunkach(rozejrzał się po „Motylu”) albo i gorszych. – dodał - Może gdybym przeżył to co Ty byłbym dziś lepszym człowiekiem.- uśmiechnął się. - Nie sądzę że jesteś złym człowiekiem, może trochę zadufanym w sobie. – uśmiechnęła się. - Aleś mnie pocieszyła – chłopak odwzajemnił uśmiech. - Mów szczerze, zawsze, nawet jak ta prawda będzie boleć. Ludzie Cię będą za to szanować. Poznają Cię z lepszej strony. - Zapamiętam sobie to na zawsze, a teraz chodźmy. - Gdzie? - Do samochodu. - Znowu mamy przejść pięćdziesiąt kilometrów?! - Nie, mam niespodziankę. Zamknij oczy, weź mnie za rękę, a kiedy dam znak otworzysz je. - OK. –Mia zrobiła wszystko według wskazówek Martina. Stanęli przed budynkiem, kiedy usłyszała sygnał na otwarcie oczu, natychmiast je otworzyła, Przed nimi stał nowiuteńki czerwony Kabriolet, był on o wiele lepszy od tamtego starego. – Kupiłeś nowy! – dziewczyna rzuciła się na szyję chłopakowi. - Wiedziałem, że się ucieszysz ale nie przypuszczałem że aż tak. Proszę oto są kluczyki do TWOJEGO nowego samochodu – Martin wręczył Mia kluczyki – Jedziemy? - Wielkie dzięki, ale nie musiałeś. To znaczy nie... - To w końcu przeze mnie straciłaś samochód. Więc jedziemy? - Pewnie – Mia zabrała kluczyki szybko wskoczyła do auta, a za chwilę byli już w drodze do Ashley – Masz jakiś plan? - „Jakiś plan”, co masz na myśli to mówiąc? - No, jak masz zamiar odbić pannę młodą. - Ja nie mam zamiaru ją odbijać. Na oglądałaś się zbyt wielu filmów. - No to co, pozwolisz jej tak po prostu żeby zostawiła Cię? - Przecież to jej wybór. - Moim zdaniem nie. - O co Ci chodzi? - Nieważne dowiesz się jak z nią porozmawiasz. Zadzwoń do niej na komórkę i powiedz że przyjedziesz jutro. - Ok. – Martin wziął swoją komórkę i wykręcił numer narzeczonej (jeśli nadal można ją tak nazwać). – Ashley? Cześć tu Martin, chciałem powiedzieć że będę u Ciebie jutro. - Nie przyjeżdżaj. - Co!? - I tak nic nie zrobisz. - O co właściwie z tym ślubem chodzi? Przed chwilą chciałaś abym przyjechał. – na chwilę spojrzał na Mia i przypomniał sobie jak rozmawiali: „(...) przecież to jej wybór. Moim zdaniem nie.” - Ashley, chcę zadać jedno pytanie i chce usłyszeć na nie odpowiedź, później Ci dam spokój. Ok.? - Jakie to pytanie? - Czy Ty chcesz tego ślubu? – w słuchawce przez moment było słychać tylko oddech dziewczyny, lecz po chwili dała odpowiedź – Nie – po tych słowach natychmiast się rozłączyła. - Co, rozłączyła się? – Mia spojrzał na Martina, on tylko pokiwał głową – Więc? - Co, więc? - Masz jakiś plan? - Nie. Nawet nie wiem co mam zrobić. - Na twoim miejscu bym ją uratowała. - Uratowała? Ona nie jest porwana! - To jest to! - Co? – chłopak spojrzał na dziewczynę ze zdziwieniem. - Porwiesz ją! - Oszalałaś? - Nie. Kochasz ją czy nie? - Tak, kocham ją i to bardzo mocno. - No, więc? Robimy plan? - Niech Ci będzie. - Nie, że mi będzie tylko Ty musisz tego chcieć. Chcesz? - Tak, chcę. Lepiej? Więc jaki to plan? - Pamiętasz może mój pierwszy scenariusz? - Chyba tak. To ten co się kończył, że ją zabiera na motor, czy coś w tym stylu? - Dokładnie. Mam plan. - Słucham uważnie – Martin oparł się o szybę. - Pojedziemy tam, nauczysz się jeździć na motorze, później przećwiczymy zabieranie panny…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil lili
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…