Wróć do katalogu

POSŁUCHAJ

Kiedyś, przecież każdy słuchał baśni. komentarze?

charlie, opublikowano , 10 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

POSŁUCHAJ Opowiem wam baśń, tylko ta baśń nie będzie podchodzić pod stereotypowe baśnie, jednak zachowa pewne jej motywy. Dlatego teraz rozsiądźcie się wygodnie na ciepłej kanapie, lub jeśli macie przed sobą długą drogę do domu schowajcie się w stronicach tej baśni przed otaczającymi was ludźmi w pędzącym środku komunikacji miejskiej; oderwijcie się choć na chwilę od rzeczywistości i przenieśmy się w świat naszego papierowego przyjaciela, który zabierze was do krainy wyobraźni. Drobna postać pędziła przez zielony labirynt, który utworzony był z kaleczących i za wszelką cenę próbujących ją zatrzymać krzewów. Co jakiś czas oglądała się za siebie chcąc zobaczyć to przed czym uciekała. Jej oddech był coraz szybszy i regularny, włosy wpadały jej do oczu a dłonie zrobiły się gorące. Skręciła nerwowo w lewo, po czym przedarła się przez ścianę mocno wtulonych w siebie roślin, które zostawiły na jej sukience zachłanne ślady. Wyjęła z przedniej kieszonki sukienki, łańcuszek do którego przyczepiony był, srebrny zegarek z wygrawerowanymi inicjałami jej przyjaciela, a na niebieskiej tarczy, wyróżniały się cztery drobniutkie wskazówki z gwiazdkami na brzegach. Całość mieściła się w dłoni oraz nie ważyła więcej niż ziarnko grochu. Było to naprawdę dzieło sztuki. Długa wskazówka informowała, że jest dokładnie za piętnaście minut piąta. Jak zawsze była wcześniej i jak zawsze chciała go wyprzedzić. Słońce jeszcze spało. Każdy z nas na pewno chce ujrzeć to miejsce w którym będą znajdować się bohaterowie, dlatego wyobraźmy sobie, że jesteśmy ptakiem. Tak właśnie obejrzymy to z lotu ptaka, wcielmy się choć na chwilę w ciało silnego orła lub nieporadnej mewy. Teraz lecimy wysoko, wiatr kontroluje nasz lot, czujemy zapach powietrza, jesteśmy leccy jak piórko i kierujemy swój łepek delikatnie w dół. Widzicie, te niesamowite labirynty zieleni? I tę przerwę, a właściwie dziurę przez, którą przedarła się bohaterka? Wszystko dokładnie widać, ale czy widać wejście do tajemniczego ogrodu? Kręcimy łepkiem aby za wszelką cenę dostrzec miejsce w którym się zaczyna. Nic z tego wyjścia ani wejścia nie ma. Za to w naszych czarnych oczkach odbija się miejsce w którym z pewnością spotykają się wszyscy mieszkańcy tego nietypowego miejsca. Zlatujemy trochę niżej. Idealnie równo rosnąca zielona trawa, ozdobiona stokrotkami oraz jeśli dobrze widzimy niezapominajkami w końcu są to kwiatki z bajki; krzewy otaczają to miejsce równym kwadratem, a po środku (jakże by inaczej) rośnie ogromne drzewo. Wydaję się iż sięga gwiazd, jego gruby pień otaczają tulipany, które kołyszą się razem z trawą, na jego gałęziach zwisają piękne kolorowe lampiony, a w samym jego sercu jest powbijane kilka desek, które posypane są srebrnym mocno iskrzącym się pyłem. Próbujemy podfrunąć jeszcze bliżej jednak nasz czas lotnego zwierzątka się skończył i teraz możemy to oglądać jedynie oczami ludzkiej wyobraźni. Ale nie do końca, obwąchajcie dobrze wasze ramiona, włosy. Czujecie? Zapach wiatru oraz podniebnych przygód? Piękny prawda? Nie martwcie się zostanie on długo razem z wami, a przynajmniej do końca historii do której zawsze możecie powrócić. Wystarczy na nowo otworzyć książkę. Chyba jej się udało, słońce bardzo powoli wychylało się znad zielonego pagórka, wpadła na śliską trawę z taką prędkością, że się przewróciła. Otrzepała sukienkę i wytarła zielone dłonie o sukienkę, poprawiła sznurowadła, zawinęła długie włosy za ucho i podbiegła do pnia. Było cicho, zwinnie wspięła się po drabince wbitą w pień, do jej nosa wpadł znajomy zapach fajki. Salwador - i tym razem nie udało jej się go wyprzedzić. Jak on to robił, że był zawsze wcześniej od niej, jeszcze nigdy nie udało jej się być przed nim. Był niezwykły i inny od wszystkich. Wychyliła szczęśliwą głowę przez dziurę a nogi jeszcze były na dole. Szybko podciągnęła się w górę i ujrzała całą postać jej przyjaciela, którego otaczał różowo - niebieski dym, przepleciony ze srebrnym pyłem. Siedział jak zwykle w siadzie skrzyżnym, w spodniach w paski do kolan, żółtej wyprasowanej koszuli, czerwonej kamizelce z mnóstwem kolorowych guziczków, które wyglądały jak szklane oczka ryb. Jego długie ciemne poplecione, nierozczesane włosy były przykryte jego przesiąkniętym drewnem cylindrem. Blada skóra, ostro odznaczała się od ciemnych włosów a w czarnych pełnych zaufania oczach była widoczna iskra zainteresowania, które kierował na motyla latającego nad gałęzią. W ustach trzymał drewnianą fajkę z której sączył się bajkowym dym. Spiczasta twarz była podobna do magicznego zwierzątka z jakim był spokrewniony jednakże nikt nie potrafił stwierdzić do jakiego. Nawet najbliższa mu Aurelia. - Salwador! - krzyknęła widocznie ucieszona ale także lekko zawiedziona - Salwador! Jak ty to…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych