Wróć do katalogu

Potyczki z życiem c.d.

Dalsze rozgrywki z życiem w wydaniu Sandry...

zyzia, opublikowano , 1 godz. 30 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 6 Nowy rok akademicki powitała z Kasią swoją współlokatorką w starym dobrym akademiku. Miały szczęście bo zaraz obok zamieszkały ich dobre koleżanki Wiola i Ewa, które w tym roku akademickim kończyły już naukę. Dziewczyny zaraz na początku roku spotkały się na pogaduchy, na których Kasia wyznała koleżankom, że zerwała ze swoim chłopakiem, z którym była w 3-letnim związku. Doszło do tego rozstania, bowiem okazało się, że chłopak za jej plecami obrabiał jej dupę!! Obmawiał ją do wszystkich którzy tylko chcieli go słuchać. Kasia bardzo to przeżyła, dlatego najbliższa z koleżanek – Sandra wspierała ją jak umiała. Starała się ją pocieszać przynosząc słodycze, ciacha na pociechę, do tego organizowała wspólne wyjścia. Kasia jakoś to przeżyła chociaż wtedy myślała, że to koniec świata i że nigdy nie pokocha już nikogo. W niedługim jednak czasie poznała inną swoją miłość, jak to mawiają najlepszym lekarstwem na starą miłość jest nowa, a Kasia była tego żywym przykładem. Ten rok akademicki miał obfitować w poznanie wielu nowych mężczyzn, gdyby wiedziała o tym jak to wszystko się skończy, pewnie nie poznawała by ich z taką nadzieją i radością. Chociaż Sandra znalazła wielu adoratorów, jednakże jej blokada powodowała, że ich znajomości kończyły się po kilku spotkaniach. Oczywiście nie dochodziło do niczego, bo i jak, nie było czasu na rozwój jakiegokolwiek uczucia, nie pozwalała na nie. Bała się, kiedyś jedna z przyjaciółek podczas rozważań na temat ówczesnego adoratora podsumowała zachowanie Sandry słowami: << sądzę, że ty boisz się związku jak diabeł święconej wody, kiedy masz z kimś stworzyć MY to ujawnia się twoja niezwykła kreatywność i automatycznie produkujesz mnóstwo przyczyn dla których stwierdzasz, że może to nie to, że wolisz „wolność”>>. Tak więc zawsze uciekała przed związkami, zobowiązaniami, bała się, strach ją paraliżował i nagle znajdywała tysiące wad w drugiej osobie dlaczego nie mogą być razem. Sandrę już męczyły myśli: ”To jest chyba choroba, powinnam się leczyć”. Sandra potrzebowała osoby która zniszczy jej strach, mur, który bardzo szczelnie uwiła wokół siebie. I tak kolejno kończyła swoje podboje, czy przez sms-y, rozmowy telefoniczne, czy też tak jak powinna na żywa, chociaż zawsze unikała takich sytuacji. Ostatni „chwilowy chłopak” podczas zrywającej rozmowy w cztery oczy oraz wyznania Sandry, że traktuje go jako kolegę, wyznał jej miłość! Co dla Sandra było głupotą, bo nigdy nie rozumiała jak można ją kochać… do tego po kilku spotkaniach. W Sylwestra Sandra i Kasia poznały swoich kolejnych chłopaków. Jak to się mówi żyć i nie umierać!! Czuła wtedy i chciała wierzyć, że ten nowy rok będzie lepszy niż miniony, że nic złego w nim ją nie spotka. Wbrew pozytywnemu nastawieniu ten rok okazał się najgorszy w jej życiu. Przyniósł tyle porażek, że naprawdę trudno było o nim zapomnieć… Po sylwestrze współlokatorka Kasia zaangażowała się w związek z jednym z poznanych poznaniaków z Rafałem, oczywiście dzięki Sandrze wszystko się zaczęło. To ona załatwiła numer chłopaka i pierwsza nawiązała kontakt między nimi, po powrocie do domów. Kasia skorzystała i zaczęła swój najburzliwszy i najnamiętniejszy związek. Rafał był zupełnie innym typem mężczyzny niż jej ostatni chłopak. Dzięki niemu zrozumiała słowo miłość, ale również były momenty, w których go nienawidziła. Byli za bardzo podobni, żadne nie umiało ustąpić drugiemu, kompromisy ciężko im wychodziły. I tak długo przetrwali ponad rok który niewątpliwie obydwie strony czegoś nauczył, ale o tym to już Kasia kiedyś opowie. Po sylwestrze znajomość z nowopoznanymi kwitła, chociaż dzieliło ich 400 km., dziewczyny utrzymywały z nimi kontakt, tym bardziej, że Kasia kręciła z Rafałem. Zbliżał się luty i pierwsza sesja na drugim kierunku i standardowo na matmie. Sandrę przerażała głównie analiza zespolona z wykładowczynią, z którą miała już do czynienia we wcześniejszych latach. Była jednak dobrej myśli i wierzyła, że uda się jakoś to wszystko zaliczyć, w końcu ten rok miał być pozytywny. Utwierdzały ją w tym przekonaniu sytuacje, które brała jako dobre omamy, jak np. nowi znajomi z Sylwka, czy też okazało się w lutym, że właśnie Ci sami nowopoznani, załatwiają wyjazd do Szwecji. Okazało się, że wynaleźli jakiś kruczek w pewnych liniach lotniczych skorzystali z niego i zaczęli wykupywać bilety do Sztokholmu za 2 zł tam i z powrotem. Sandra była jedną ze szczęśliwców, dla których bilet został wykupiony. O Kasię zadbał oczywiści Rafał i obie miały lecieć odkryć nową stolicę. Były szczęśliwe i podekscytowane, tylko martwił je termin wyjazdu który przypadał na koniec sesji, czyli jeżeli chciały jechać musiałyby wszystko zdać. Zaczęło się ostre wkuwanie!! Jakoś szło, Kasia wszystko zdała, a Sandrze na obu kierunkach prawie… wszystko, bowiem została jej tylko, albo aż analiza zespolona. Niestety nie mogła podejść do dwóch pierwszych terminów egzaminów ustnych, bo nie zdała pisemnego. Znaczy nie przekroczyła wymaganej liczby punktów na egzamin ustny. Pozostawał tylko trzeci termin do którego już wszyscy byli dopuszczeni. Niestety przypadał on na te dwa dni które miała przebywać w Szwecji. Tak bardzo chciała polecieć wreszcie samolotem. Tak bardzo zależało jej na tym wyjeździe, że udała się do pani profesor prowadzącej egzaminy ustne i poprosiła o możliwość przystąpienia do egzaminu w innym terminie. Zgodziła się i wiedziała już, że poleci w nowe nieznane!. Jak oświadczyła wszystkim zainteresowanym, że leci okazało się, że osoby uczestniczące w tym wypadzie to głównie faceci, a z dziewczyn to tylko Sandra i Kasia lecą. Trochę dziwnie się zapowiadało, ale ważne było, że dziewczyny będą razem, we dwie! Dwa dni przed wyjazdem Kasia zrobiła Sandrze wielkie świństwo powiadomiła koleżankę, że nie leci do Szwecji. Tłumacząc tym, że to jednak drogo wyjdzie, (wcześniej obliczały wstępne koszty i obie zaakceptowały je), przede wszystkim jednak Rafał nie jechał. Odstawiła współlokatorkę na boczny tor, a na pierwszym miejscu postawiła nowego lubego, którego znała tylko i wyłącznie ze sylwestra. Zawiodła Sandrę, zrobiła jej wielką przykrość, którą długo ta w sobie nosiła. Nie mogła uwierzyć, że Kasia ją zawiodła, polegała na niej, nie spodziewała się takiego zachowania z jej strony. Poczuła żal, smutek, złość i przerażenie. Nie wiedziała co ma zrobić jechać sama z facetami, strach to trochę, do tego nie wypada, na dodatek nie zna ich za bardzo. Zastanawiała się przez kilka godzin co ma zrobić, oczywiście nie mogła rodzicom powiedzieć prawdy, której sama nie chciała zaakceptować. Przeważyło jej poświęcenie w kierunku tego wyjazdu, szybkie zdawanie egzaminów, kolokwiów, załatwianie kasy, przełożenie egzaminu i chęć spełnienia marzenia lotu samolotem. Poleciała z wielkim znakiem zapytania w sercu i z kłamstwem na ustach dla rodziców. Ostatecznie w wyprawie uczestniczyło 12 facetów i Sandra. Wycieczka zaczęła się na lotnisku, na którym Sandra poznała swoich 12 współtowarzyszy. W towarzystwie mężczyzn nie czuła się zbytnio komfortowo, jednak znalazła opiekuna, w postaci swojego przyszłego kolejnego chłopaka Czarka. Ów mężczyzna był już co nieco Sandrze znany, bowiem uczestniczył on również w minionym Sylwestrze. Czarek urzekł Sandrę przede wszystkim tym, że zaopiekował się nią w momencie kiedy tego najbardziej potrzebowała czyli w Sztokholmie. Zajmował jej miejsce w samolocie, przynosił jedzenie, zawsze znajdował się w pobliżu, a wtedy tego naprawdę potrzebowała. Podczas nocy nasilały się wspomnienia z przeszłości, z feralnej noc zakończonej niechcianym dotykaniem. Dlatego zaraz po wejściu do wynajętych pokojów i zlustrowaniu ułożenia piętrowych łóżek, bez namysłu zajęła górną część łóżka nie pytając nikogo o zdanie. Nie chciała aby ktoś ją w ogóle dotykał, na szczęście obyło się bez żadnego skandalu, nikt się nie sprzeciwił, ani nie skomentował. Pobyt w Sztokholmie minął dość spokojnie, panowie, raczej nie zwracali zbytniej uwagi na Sandrę, zachowywali się jakby jej w ogóle nie było. Wspólnie zwiedzali, poznawali stolicę Szwecji, rzadko rozmawiając. Sandra nie naprzykrzała się nikomu, jak miała chwilę myślała o czekającym ją egzaminie, który miała kolejnego dnia po przyjeździe. Podczas powrotu powtarzała jeszcze wszystkie twierdzenia i dowody, przerażenie ogarniało ją coraz bardziej. Przyszedł czas egzaminu, czekała kilka godzin na swoją kolej. Weszła przerażona na spotkanie sam na sam ze straszną wykładowczynią. Pani profesor spojrzała przeciągle na swoją ofiarę, pomyślała chwilę i zadała Sandrze dwa pytania i nie dając jej więcej szans najnormalniej w świecie oblała dziewczynę. Wydarzenie to otworzyło najgorszy okres w życiu Sandry…. Pierwszy raz w życiu była tak bardzo załamana. Nie zdanie tego egzaminu wiązało się z powtarzaniem roku, nagle się okazało, że nie można wziąć warunku i dalej w normalnym trybie studiować. W podobnej sytuacji co Sandra znalazło się jeszcze 7 osób, co łącznie dało 10% całego roku. Wszyscy łącznie próbowali rozmawiać jeszcze z dziekanem, prodziekanem, ale nagle nic nie można było załatwić. Dziekan do spraw studenckich okazał się wielkim gnojkiem, bowiem zamiast pomagać studentom to wszystkie punkty wyjścia, od razu ucinał. Podczas każdej rozmowy doprowadzał dziewczynę do łez, nie dało się z nim nic kompletnie załatwić. Nic się nie dało zrobić, Sandra nawet pokusiła się po rozmowach z prodziekanem i z panią profesor na złożenie podania o egzamin komisyjny. Dokształcała się przez kolejne 2 tygodnie, prosiła najmądrzejszą dziewczynę z grupy o korepetycje, która cierpliwie tłumaczyła Sandrze twierdzenia i odpowiadała na pytania. W tym czasie zdążył zacząć się kolejny semestr nauki. A ona cały czas czekała na decyzję kiedy przyznają jej termin egzaminu komisyjnego. Odpuściła wszystkie zajęcia i się uczyła i uczyła analizy zespolonej, rzygała już nią, tyle ile łez wylała w tym czasie nikt by nie uwierzył. Poszła po decyzję do dziekanatu, usłyszała… „nie”, zobaczyła „nie” szok, łzy, załamanie, żal, nienawiść, chęć śmierci, pożegnania się z życiem, chciała umrzeć, zapomnieć, zapaść się pod ziemię. Poszła podenerwowana do profesorki, zapytała się: - Pani profesor co się stało? – wydukała - nie dostałam egzaminu komisyjnego! - Tak, nie zgodził się – powiedziała – ja nie mam nic do gadania, nie mogę wchodzić w kompetencje dziekana. Odprawiła załamaną dziewczynę z kwitkiem. Wyszła z płaczem z jej gabinetu, profesorka słyszała płacz, ale nie widziała łez. Sandra nie chciała jej dać satysfakcji, że zniszczyła jej życie, nie chciała aby zobaczyła, że jest słaba. W końcu łzy oznaczały słabość w Sandry mniemaniu. To był koniec, dziewczyna spadała w dół i nie widziała żadnej ręki, która by ją z tej otchłani wyciągnęła. Wiedziała już, że dla tej uczelni, dla tego wydziału przynajmniej, jest nikim, zerem, którym nie należy się przejmować, dziekan, profesorowie dali jej to odczuć. Pozostało tylko się pogodzić z tą sytuacją i żyć dalej, tylko tyle… Po wydaniu decyzji o odrzuceniu podania, wszystkie nadzieje z ostatnich dwóch tygodni minęły. Pierwsze dni bez nadziei były straszne… non stop płakała, izolowała się, wyłączała telefon, nie mogła się uspokoić. Zaczęła intensywniej myśleć o samobójstwie. Świat przestał dla niej istnieć, czas stanął w miejscu, zniszczyła ją ta sytuacja. Porażka na studiach ciągnęła za sobą inne uczucia. Uczucie wstydu i zawodu mamy i taty, którzy zawsze w Sandrę wierzyli. Nigdy nie sprawiała im większego zawodu, (nie licząc sytuacji z polskim przed maturą). Nie sprawiała im problemów, przynajmniej tych związanych z nauką. Była dobrą uczennicą, zawsze wzorową, a tutaj takie coś, to było dla niej za wiele. Nie chciała przyjąć tego do wiadomości, nie mogła pogodzić się z wydarzeniami z ostatnich dni. Niejednokrotnie w tym okresie trzymała nóż nad żyłami, kładła się w wannie a obok nóż „może zrobię to dzisiaj, kto wie, ulżę sobie w cierpieniu”. Do tego nieustanna myśl: „ już nie zawiodłabym nikogo, nie zranię więcej osób”. Ciężko było, jak przebywała sama w akademiku, mama prosiła aby ciocia mieszkająca obok zaglądała do niej. Bała się, coś przeczuwała, że córka może zrobić sobie krzywdę, nie były to bezpodstawne podejrzenia. Nastąpił dla Sandry ciężki okres w życiu… zwątpienia, desperacji, ciągłych napadów płaczu, musiała ponownie w siebie uwierzyć… Było ciężko, do tego w niedługim czasie miała mieć egzamin na prawko. Pragnęła aby jej coś wreszcie wyszło, niestety nie był to jej czas, oblała prawko. Kolejny cios nastąpił pewnej nocy… obudziła się z wielkim, spuchniętym kolanem i z bólem nie do zniesienia. Z samego rana udała się do lekarza, okazało się, że nie wiadomo jak i dlaczego osoba w jej wieku ma wodę w kolanie. Przeraziła się, nie tym bólem, nie tą igłą, którą miała być kłuta, ale tym, że zaczyna się dziać z nią coś czego nie rozumie. Jej ciało odmawiało posłuszeństwa. Lekarka napomknęła coś o osteoporozie, aby to potwierdzić albo i nie, wysłana Sandrę do reumatologa i na rezonans magnetyczny. Zaczął się okres ciągłych wizyt u lekarzy. Ogarniało ją przerażenie, nie wiedziała jak ma sobie z tym wszystkim poradzić, ale jak to mówią co cię nie zabije to Cię wzmocni. I tak też się stało, wzięła się w garść, nie mając innego wyjścia. Niby nie była sama, miała koło siebie „przyjaciółkę” i współlokatorkę jednocześnie – Kasię (której zachowanie z ostatnich dni przestało mieć takie znaczenie), czy też rodzinę, no i był jeszcze Czarek. Chociaż udawała przed nimi, że daje sobie radę i nie muszą się tak o nią troszczyć, to wewnątrz przeżywała depresję. Czarek po powrocie ze Szwecji, wrócił do siebie do Poznania, więc nie mógł być osobiście przy niej. Jednak wiedział co się dzieje, Sandra nie pokazywała przed nim oczywiście wszystkich emocji, ale mniej więcej rozumiał ją, tylko nie mógł czuć tego co dziewczyna. Sandra odrzucała go, nie miała głowy w ogóle do spraw damsko-męskich, ze względu na dzielącą ich odległość zerwała z nim przez telefon. A jak Sandra poradziła sobie z negatywnymi emocjami? Z nękającymi nieustannie myślami o samobójstwie? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, wiedziała, że samobójstwo nie jest rozwiązaniem, po śmierci chciała iść do nieba, w które silnie wierzyła, a samobójstwo by wykluczało tę alternatywę. Z innej strony wiedziała, że nie mogłaby zrobić tego swoim rodzicą, którzy w nią bądź co bądź wierzyli i pokładali nadzieje na przyszłość. Jakoś trzeba było stawić czoło i odzyskać wiarę we własne siły. Tak więc stawała pomału na nogi, zaczynała się już śmiać z tego co się wydarzyło, wprawdzie przez łzy, ale jednak. Zakończyła rok akademicki i żeby coś robić ze sobą i przede wszystkim nie myśleć o wydarzeniach z ostatniego roku pojechała do Międzyzdrojów do pracy w hotelowej kawiarni. Zapowiadało się nieźle – praca w najlepszym hotelu w mieście, a potem już tylko plaża i morze!! Potrzebna jej była zmiana otoczenia, poznanie nowych ludzi, zakosztowanie czegoś nowego. Jednak nie wszystko się okazało tak piękne jak miało być… Po pierwsze zamieszkały na statku, co mogło być całkiem niezłą przygodą, jednak tygodniową lub góra dwutygodniową a nie dwu czy trzy miesięczną. Do tego „łajba” znajdowała się pięć kilometrów od centrum co jest związane z tym, że nie było możliwości wyjścia do centrum na godz., tylko jak się już szło to wypadało na cały dzień, bo inaczej nikomu się nie chciało wracać i znowu iść. Do tego jakby doliczyć ceny biletów na rzadko jeżdżący transport to nie wzbudzało to większego entuzjazmu. Jednak starała się wyszukiwać w życiu plusów w każdej sytuacji, więc starała się je dostrzec i w tejże sytuacji. Znalazła sobie nawet obieg westchnięć o którym mogła potajemnie marzyć i śnić. Snuć plany jakby go poznać i cieszyć się każdym najdrobniejszym nawet sygnałem z jego strony. Jednak chociaż przez cały jej pobyt wykazywał zainteresowanie jej osobą to do niczego nie doszło. Za to miała innego amanta o imieniu – Piotrek - masażysta pracujący w hotelu. Piotrek był starszy o dwa lata, adorował Sandrę od samego początku jak się tylko pojawiła na łajbie. Chciał z dziewczyną spędzać każdą swoją i jej wolną chwilę, co Sandrze nie odpowiadało, bo ani nie podobał jej się wizualnie, ani nie wydawał jej się specjalnie sympatyczny. Więc jak to bywa w życiu zwodziła go przez ponad dwa miesiące nie umiejąc powiedzieć stanowczo „odpierdol się”. Postanowiła sobie wewnętrznie, że jeżeli ten chłopak do którego wzdychała nie zrobi żadnego znaku do września to umówi się, da szansę Piotrkowi. Miała jednak nadzieję, że nie będzie musiała nic kombinować z panem masażystą. Jednak jak często bywa, wszystko układa się inaczej niż byśmy tego chcieli, tak też było tym razem. Pobyt dobiegał końca, a znajomość z mężczyzną z marzeń, nie posunęła się w ogóle na przód. Do tego wyjechał gdzieś i go nie było. Najbliżsi koledzy Sandry (z cztery osoby w tym też ów Piotrek) zorganizowali pożegnalną popijawę z powodu ostatnich dni dziewczyny nad morzem. Ów wieczór przekonał Sandrę jak alkohol rozluźnia do czego ludzie są zdolni po jego spożyciu, do czego ona jest zdolna po jego spożyciu… Wypiła w towarzystwie kilka drinków, humor wszystkim dopisywał. Amant zaproponował masaż, w końcu to jego profesja. Sandrze jako, że wszystko było już jedno bez większych oporów zgodziła się, czego nigdy by na trzeźwo nie zrobiła. Udali się do niego, zostawiając resztę towarzystwa w małym szoku. Po wejściu do pokoju zamknął od wewnątrz od razu klucz w zamku, aby nikt im nie przeszkodził przypadkiem, jak to tłumaczył. Poprosił aby się położyła, zdjęła bluzkę i stanik, zaczął masaż. Najpierw skupiał się tylko na plecach, dalej zataczając coraz większe kręgi na jej pośladki, kolejno na boki w kierunku piersi. Była świadoma tego, że jeżeli teraz się odwróci dojdzie do czegoś, nawet może dojść do tego, że się z nim prześpi, chociaż była dziewicą. Nie zadała sobie pytania czy tego chce, po prostu przekręciła się z brzucha na plecy. Zaczęli się całować, ściągnęła z niego koszulkę, odsunęli się i każdy ściągnął swoje spodnie. Ściągnął z niej majtki i od razu skierował swoje usta w kierunku jej najintymniejszego miejsca na ciele. Nie przepadała za seksem oralnym, była to już taka intymna forma okazania sobie bliskości, do której na pewno nie była przygotowana z tym mężczyzną. Godziła się na to, chociaż myślała, żeby już skończył, oczywiście nie miała zamiaru oddać tej pieszczoty i nie oddała. Chciała już żeby wszedł w nią i miała to z głowy. On jednak robił jej tę minetę i robił, nie wiedząc, że marne daje to rezultaty. Tutaj daje się odczuć jak dużą rolą dla kobiety jest jej psychika, jak trzeba się odblokować, oddać rozkoszom. A nie myśleć, „ o kurwa, on jest między moimi nogami, a zaraz będzie mnie całować w usta, ohyda!!” Ale powtarzała sobie,” skoro jemu to sprawia przyjemność, to niech ma.” Złe podejście jest zgubne, a przede wszystkim niechęć do człowieka pomiędzy swoimi nogami. Bez dwóch zdań trzeba coś czuć do tej osoby. Kobiety muszą mieć świadomość, że mężczyzna który je dotyka i obdarza najintymniejszymi pieszczotami, to ten który je kocha i one go kochają. Potem trzeba po prostu się temu poddać i odblokować psychikę wtedy poczuje się rozkosz. Przynajmniej taka jest teoria, teraz wystarczy „tylko” wprowadzić ją w praktykę. Kiedy w końcu wstał spomiędzy Sandry ud i skierował się do jej ust. Oczywiście poczuła swój śluz na jego ustach „łeeeeeeeee” toczyło się w jej głowie. Po chwili Sandra przerwała całowanie, chcąc go uświadomić, że ma do czynienia z dziewicą, szepnęła: - Zaczekaj chwilkę, muszę Ci coś wyznać najpierw. - Tak? – odpowiedział. - Piotrek powinieneś wiedzieć, że… - zająknęła się - …że ja jeszcze z nikim nie spałam – w kocu wyszeptała. - Naprawdę? – powiedział zaskoczony – Mała nie żartuj!?! -Nie żartuję! I tak reaguje spora część mężczyzn, z ironią pomyślała: „takie słowa pragnęłam właśnie usłyszeć, ooo ale one mnie podnieciły”. Piotrek dalej nie mógł wyjść z zaskoczenia. Zamiast poczuć się wyróżnionym, że to jemu jest gotowa oddać swoją niewinność, to wyglądał jakby był załamany tą wiadomością. Co w psychice Sandry na pewno zostawiło jakiś ślad i tym bardziej się zamknęła. Jednak po chwili po męsku to przetrawił, zaczął ponownie ją całować. Sandra jako osoba niedoświadczona, a do tego zobojętniona uczuciowa na swojego partnera, nie czuła się zobowiązana oddać mu jego pieszczoty. Chciała aby zrobił co ma zrobić i aby skończył. Jednak im dłużej to trwało tym bardziej czuła się zobowiązana. Popchało ją to do dotknięcia jego penisa, raz czy drugi. Oczywiście uważając przy tym, że tyle wystarczy, w końcu nie jest to nikt dla niej ważny. A jednak, jemu nie chciał stanąć penis, zaczął sam się pobudzać, robić sobie laskę, jak to potocznie się mówi. Okropny widok, masturbującego się, zapamiętany do końca życia. Nie chciała dopuścić do siebie myśli, że to ona powinna robić. Nawet Piotrek prawdopodobnie zdesperowany szepnął: „nie masz ochoty pobawić się w doktora, może?”. Odrzuciło ją i zdołała tylko wyszeptać „nie”. Chciała w przyszłości bawić się w doktora, pokojówkę, czy inne role chciała przyjąć, ale nie z tym mężczyzną!. Więc dalej tylko leżała i czekała, straszne, ale tak się zachowała. Gdzie miłość, gdzie chęć dotykania, pragnięcia drugiej osoby, do tego człowieka na pewno tego nie czuła. A ten biedny dalej się produkował, nawet założył sobie prezerwatywę, zrobił dwie czy trzy próby wejścia w nią, no ale nie był wystarczająco przygotowany. Zaczął się tłumaczyć faktem, że dawno nie miał kobiety i zaczął ją przepraszać. Tak naprawdę było jej wszystko jedno, nie kochała go, nie miała chęci, ani potrzeby dotykać go. Uważała, że powinno wystarczyć mu samo to że leży otwarta przed nim, przerażające, jednak prawdziwe. Sandra w przyszłości miała wysnuć z tego wnioski, że jeżeli nic nie czuje do partnera, nawet nie pragnie go poznać, dotknąć, obdarzyć czułością, nie ma to wszystko sensu… Nie kochali się tej nocy, położył się obok i chciał po prostu trochę czułości, a Sandra zimna suka, marzyła o tym kiedy wreszcie będzie mogła wyjść z jego pokoju i nie będzie musiała na niego patrzeć. Poleżała chwilkę i powiedziała, że pójdzie do siebie. Próbował ją przekonać, aby została na noc, że będzie to niezwykłe jak rano obudzą się nadzy obok siebie. Jak pomyślała o tym, że rano pierwsze co zobaczyłaby jego twarz zrobiło jej się niedobrze, wiedziała już, że jak najszybciej musi się stamtąd ulotnić. Zaczęła zbierać swoje porozrzucane ciuchy i ubierać z powrotem, obiecując, że rano przed pracą przyjdzie i da mu buzi na dzień dobry, mówiąc to alkohol szumiał jej w głowie i nawet miała zamiar tak zrobić. Jednakże wracając do pokoju, myjąc się, w miarę trzeźwienia stwierdziła, że absolutnie, więcej nie ma ochoty go widzieć. Wiedziała już wtedy, że zachowa się jeszcze bardziej bezczelnie. W głowie miała już uknuty plan unikania go przez kolejne dni aż do wyjazdu. Tak też zrobiła. Rano zachowując się jak tajniak wyszła z pokoju, widziała jak stoi w drzwiach i czeka na nią, dlatego zeszła bocznymi schodami, aby nie mógł jej zauważyć i uciekła do pracy. W ciągu dnia dostawała od niego sms-y, na niektóre nawet odpisała. Chociażby pierwszy z pytaniem: „Dlaczego nie przyszłaś dać mi buzi na dzień dobry, bo czekałem”, odpisała: „A nie chciałam Cię budzić tak z samego rana, myślałam, że śpisz”. Potem im bardziej oschłe sms-y dostawał, zaczynał rozumieć, z kim o mało co się nie przespał. Nigdy nie zapytała się go o jego uczucia, myśli, oczekiwania. Jak każdy samolubny człowiek myślała tylko o sobie, o tym, że chce o tym zapomnieć, wyjechać i nigdy więcej o nim i o całej sytuacji nie myśleć, bo jeszcze mogłaby się zlęknąć jakim to człowiekiem jest. Postawiła na swoim, wyjechała bez żadnego zamienionego wcześniej z nim zdania i bez pożegnania, więcej go nie widząc.

Rozdział 7 Kolejny rok akademicki miał obfitować w wiele niespodzianek, jedną z nich miał być mężczyzna o imieniu Grzegorz. W tym roku, pomimo problemów z dogadywaniem, Sandra dalej mieszkała z Kasią. Dziewczyny zachowywały się jakby nic się nie stało, chociaż każda z nich tłumiła w sobie swoje żale. Największą zmianą jaka nadchodziła była rodząca się przyjaźń z Ewelą, koleżanką z drugiego kierunku studiów. Stało się to w dobrym czasie, obie tego potrzebowały i zaczęły spędzać ze sobą wiele czasu, poznając nawzajem swoich znajomych. Głównie spędzały czas ze znajomymi Eweli, a dokładniej z Grzegorzem i Kamilem, od czasu do czasu przyłączał się do nich Eweli brat – Daniel. Grzegorz. Ten to namieszał w życiu Sandry. Poznała go dzięki Eweli, dokładnie 1 stycznia, mając nadzieje, że feralny rok już się skoczył. Ten miał być niezwykły i jako dobry początek poznała Jego. Grzesiu był wcieleniem jej marzeń, facetem o jakim zawsze marzyła, jej książę z bajki. Wysportowany, 1.90m., dobrze zbudowany, była przy nim malutka, marzyła aby skryć się w jego ramionach, zniknąć w nich i tak już pozostać. Oczami wyobraźni widziała już ich wspólną przyszłość, ich miłość, która miała nie być prosta. Na początku stanęła na ich drodze Ewela, okazało się że i ona myśli o nim jak o mężczyźnie, pokłóciły się. Na szczęście obie były na tyle mądre, że postanowiły, że facet nie może stanąć na drodze ich przyjaźni. Postanowiły dać wybór Grześkowi, którą z nich wybierze. Oczywiście nie miały zamiaru powiedzieć o tym chłopakowi, po prostu postanowiły pozwolić rozwinąć się sytuacji. Czy w ogóle którą kol wiek z nich będzie zainteresowany. Tak więc postawiły na czas, chociaż każda z nich w duszy miała swój plan adorowania mężczyzny. Dziewczyny różniły się między sobą. Ewela była typem kury domowej, która mogła mu zapewnić spokojne, rodzinne życie, była by mu żoną i matką dla jego dzieci. Kojarzyła się ze spokojem i domowym ogniskiem. Sandra natomiast była jej przeciwieństwem. Sprawiała wrażenie, że nie myśli o tym aby się ustatkować i tak była też odbierana przez otoczenie. Nic dziwnego, bowiem często padały z jej ust słowa: „Nie mam zamiaru gotować, prać i być typową gospodynią dbającą o rodzinny spokój”. Grzegorzowi najwidoczniej nie przeszkadzały te słowa, bowiem dało się zaobserwować, że większą uwagę poświęca Sandrze niż Ewelinie. Tak więc Ewela nie mając wyjścia usunęła się w cień i przyjęła do wiadomości, że nie może konkurować z Sandrą. Czuła się gorsza od ładniejszej koleżanki, w końcu jak gdziekolwiek wychodziły to Sandra zwracała wszystkich uwagę, a nie Ewelina. Ewela miała niebieskie oczy, brązowe włosy do ramion, była kobietą z lekką nadwagą, nie była typem brzydkiego kaczątka, ale starania zmienienia się w łabędzia, szanującego się i pewnego siebie nie wychodziły najlepiej. Tak więc Grzegorz z nich dwóch wybrał pewniejszą siebie, tak przynajmniej wydawało się dziewczynom. Bowiem przy przyjaciołach obejmował Sandrę, przytulał, faworyzował, jednak nigdy nie pocałował. Pewnego dnia został na weekend w Gliwicach, miał przyjść do Sandry. Złożyło się idealnie, bowiem jej współlokatorki Kasi nie było. Sandra była pewna, że do czegoś dojdzie, zastanawiała się na ile może sobie pozwolić z chłopakiem, na ile wypada. Kiedy w końcu się zjawił, czekał już zrobiony obiad, potem oczywiście od razu deser w postaci lodów. Sandra chciała wejść w rolę idealnej kobiety, takiej jakiej chciał Grzesiek. Stała się nią i nie sprawiło jej to większego problemu, miała nadzieje, że to upewni chłopaka w tym, że jest dla niego idealną partnerką, taką jaką chciałby mieć u swego boku. Po zjedzonym posiłku zasiedli do oglądania filmu. Powoli schodząc z pozycji siedzenia do leżenia, przytulił ją tak jak zawsze. Była idealna atmosfera na zrobienie kolejnego ruchu w ich związku. Pocałunek, tak to był ten moment, nie zastanawiając się długo odwróciła się w jego stronę. Ich wzrok się skrzyżował, spojrzeli sobie głęboko w oczy i dziewczyna zbliżyła swoją twarz w kierunku jego… I w tym momencie nastała dziwna rzecz, a raczej nic nie nastąpiło. Grzegorz cały czas patrzył w oczy Sandrze, nie zareagował na ruch leżącej obok kobiety! Zrobiło jej się głupio, odsunęła się i nastała krępująca cisza między nimi. Starając się zachowywać jakby nigdy nic oglądali dalej film, jednak atmosfera w pokoju była coraz gęstsza. Zrobiło się późno dziewczyna zaproponowała aby został na noc, oczywiście dodając z dużą dozą ironii: że będzie spał na jej łóżku a ona na Kasi, aby się nie martwił o nic. Po dłuższej chwili zgodził się i został. Trzeba wspomnieć, że łóżka znajdowały się w odległości metra od siebie, on miał na jednym spać Sandra oczywiście na drugim. Grzegorz, że nie miał nic przyszykowane do spania rozebrał się do samych bokserek, Sandra po kąpieli ubrała się w koszulę nocną do kolan i majtki. Nie była to koszulka z tych seksownych, satynowych, a zwykła bawełniana koloru czerwonego, ale jednak… Wychodząc do łazienki, musiała się wrócić do pokoju, bowiem zapomniała koszuli, zażartowała wtedy: „a mogłam się nie wracać, bo przecież i tak dla Ciebie to chyba bez różnicy czy ja nago jestem czy ubrana i tak Cię to nie rusza”. Nie czekając na jego reakcję odwróciła się i poszła do łazienki. I teraz pytanie… który zdrowy na umyśle i ciele facet nic by nie zrobił, biorąc pod uwagę fakty: • Jest sam na sam z piękną kobietą w pokoju, • Ona na niego leci, dała mu to do zrozumienia, zbliżając się do pocałunku, • Dzieli ich metr od siebie, • Są obydwoje prawie że nadzy, przynajmniej opatuleni są w cienkie pidżamy!! Cóż są tacy faceci, którzy na to nie reagują, ale nazwać ich trzeba ciotami, albo niezaradnymi osłami. I pomyśleć, że nasza bohaterka zastanawiała się na ile mu pozwolić!!! Tak… to się nazywa szczęście do mężczyzn. W nocy jak odbywali jeszcze pogaduszki (oczywiście każde w swoim łóżku) zapytała się wprost dlaczego jej nie pocałował? Zaczął na początku się mieszać, aż usłyszała jedną z inteligentniejszych (to ironia) odpowiedzi typu: „no szczerze to ja sam nie wiem”. Zaczął wymyślać wymówki o egzaminach, stresie związanym z tym, że jego myśli wciąż krążyły wokół dzisiejszego kolokwium, na koniec swojej wypowiedzi dodał: „no i bałem się wybuchu wielkiej miłości”. Jak te słowa Sandra usłyszała wybuchła śmiechem! Jak się uspokoiła to skomentowała jego słowa: „Grzesiek!?! Daj spokój, chyba ani ja ani Ty w to nie wierzymy, więc daruj sobie!! To miał być tylko pocałunek, zwykłe całowanie!! Nie mówiące, że zostajemy parą, czy też wiążące nas na dobre i na złe, na kolejne lata!!”. Zaskoczyła go, widziała jego zaskoczenie na twarzy, ale wtedy tak myślała, nie spodziewała się wielkiej miłości, pragnęła bliskości, a jakby miało coś być to by było. Wprawdzie miała myśli przyszłościowe, ale to były tylko wyobrażanie sobie czegoś, a w końcu życie pisze zupełnie inne scenariusze. Przyszedł ranek, zrobiła śniadanie, pogadali i poszedł. Znajomi jego myśleli, że doszło do niewiadomo czego, sama by tak pomyślała, gdyby nie było jej w tym pokoju. Postanowiła dać sobie spokój. Okazało się jednak, że nie było to takie proste jak myślała. Tak więc ponownie stwarzała okazje, w których mógłby się zreflektować i ją pocałować, czy też pobyć z nią sam na sam, przytulić ją. Chodziła na dyskoteki na których on był, czasami nawet na nią nie spoglądał przez pierwsze godziny, aby potem niespodziewanie porwać ją do tańca, nie rozumiała tego typu zachowania, ale wciąż czekała, na gest zachęty. Czy mu się narzucała? Raczej nie, czuła i wiedziała, że mu się podoba, jego przyjaciele ją lubili. Przy każdej nadarzającej się okazji dawali podteksty w stosunku do nich, a on wciąż nic. Sandra jak na złość dalej w głowie miała tylko jego. Dalej marzyła, że przyjdzie weźmie ją w ramiona, powie, że był idiotą i że chce z nią żyć. Sama sobie przeczyła, z jednej strony mówiła, że nie wierzy w wybuch miłości, a z drugiej w głowie miała tę właśnie miłość. I tak czekała, wspierana przez Kasię, która równie była zaskoczona zachowaniem tego chłopaka co współlokatorka. Dorastanie jego trwało 2 miesiące, dwa miesiące zbierał się aby ją gdzieś zaprosić. Sandra po takim czasie czekania, nie była już pewna czy tego chce, za długo czekała, musiał ją przekonać na tym spotkaniu, że warto było czekać. Poszła z nim do kina na film „Nie kłam kochanie” , obejrzeli go, potem poszli na lody, nie ciągnęła rozmowy jak za dawnych czasów, nie uwodziła, tylko słuchała, czekała na jego inicjatywę. Ale się nie doczekała, ani jej nie objął, ani nie pocałował, raz nawet już miał to zrobić, przynajmniej tak jej się wydawało, jednak nie zbliżyła się do niego, a zapytała „wracamy?”. On że „tak”. Tak się skończyła najintymniejsza chwila tego wieczora. Jak wróciła wiedziała, że to będzie koniec, może nie zniknie z jej głowy, ale zrozumiała, że jego charakter pozostawia jej wiele do życzenia i chciała sobie wtedy wmówić, że to jest powód i ma być przyczyną zapomnienia o nim. Po powrocie podzieliła się z Katarzyną swoimi wrażeniami, odczuciami z wieczora. Pomimo ostatnich nieporozumień dalej rozumiały się jak niewiele kto, od 2 lat mieszkały razem, co je do siebie zbliżyło. Były jak siostry, przetrwały kryzysy w przeszłości więc wydawało się, że ich przyjaźń jest już silna. Kasia dziwiła się, że współlokatorka wciąż dawała szanse Grześkowi, po tym wieczorze jednak miał nastąpić koniec. Tego wieczora wymieniła się jeszcze z Grześkiem kilkoma sms-ami, w których pytał się dlaczego była taka dziwna, odpisywała, że nie widziała zainteresowania z jego strony i chyba czas z tym skończyć. Jeden sms przypadł mi do gustu :D „Wiesz a jak miałem się zachowywać według Ciebie, żeby wyglądało, że mi się chce? A może mi się chciało, a nie umiałem tego pokazać, ale ok”. Po przeczytaniu można się zastanowić co mu się chciało… siku? To ma problem jak nie wie jak pokazać, że mu się chce, niech uważa, żeby w majtki się nie zsikać ;P. Tak powinna się zakończyć sprawa Grześka, jednak… zbliżało się wesele wspólnej koleżanki – Talki, super dziewczyny, na które były zaproszone z osobami towarzyszącymi. Pozostawało pytanie z kim dziewczyny pójdą. Sandra wcześniej rozważała zamiar zaprosić Grzegorza, ale po tych ostatnich wybrykach, nie chciała z nim iść, dawać dodatkowy powodów do komentarzy ich wspólnym znajomym. Postanowiła zaprosić eks chłopaka Eweli, z którym kiedyś miała już okazję tańczyć i któremu wiedziała, że się podoba i jej na pewno nie odmówi. Nie miała zamiaru nic z nim kombinować w sprawach damsko-męskich, tylko iść i się dobrze bawić. Kasia zaprosiła swojego byłego, do którego czuła jeszcze coś i z którym miała stały kontakt, kochała go kiedyś, jednakże za dużo wymagała od niego, sama go sprowokowała i zerwał z nią. Nie dziwota więc, że jej odmówił. Nie miała z kim iść. Pewnego dnia zaproponowała, że zaprosi Grześka, nie znała go za bardzo widziała go zaledwie 2 razy, no ale pomyślała, że może by poszedł, oczywiście wyłącznie jako kolega. Sandra zdziwiła się, zaproponowała nawet, że mogłaby pójść z jej bratem.. ale po minie Kasi, narzekaniu jej jako to jest samotna, zgodziła się, w końcu miał iść jako jej kolega. Trochę Sandrę nie pokoiło, że będzie z Grześkiem na jednym i tym samym weselu, nie wiedziała co będzie czuć widząc, że bawi się z jej drogą współlokatorką. Ta jednak pomimo obaw Sandry zaprosiła Grześka, a on po kilku godzinach zastanowienia zgodził się… Od tego momentu Kasia zaczęła z nim więcej rozmawiać na gadu, a nawet musiała się z nim zacząć spotykać, jak to stwierdziła żeby go trochę lepiej poznać. Na gadu coraz większe podteksty zaczęły wychodzić między nimi, o seksie, całowaniu, byciu razem. Kasia zarzekała się, że nic nigdy nie będzie, Sandra wierzyła przyjaciółce. Potem zaczęła się pytać, czy nie będzie miała nic przeciwko jak zacznie się z nim przytulać, bo jej tego brakuje, oczywiście tylko tyle, nic więcej. W tym okresie Kasia namawiała jeszcze współlokatorkę aby ta dała mu jakąś szansę, że on żałuje, że jej nie pocałował jak była okazja, że nie dawał odczuć jak mu na niej zależy. Sandra nie dała się przekonać powiedziała, nie, dlaczego ? Sama nie wiedziała czy to duma była czy co? Za to zgadzała się na spotykania Kasi z Jej Grzegorzem, jednak wewnątrz pragnęła aby Kasia sama doszła do wniosku, że nie powinna. Myślała, że współlokatorka zrozumie, że nie powinna i się wycofa, nadzieja matką głupich, jak to mawiają… Rozmowy ich stały się normalką, sms-y podobnie, czytała jej wszystko, jakby nigdy nic, ich coraz gorętsze rozmowy, namiętniejsze sms-y. Czasami Sandra miała już dość tych tortur. Marzyła, aby Kasia zraniła Grześka, wykorzystała i porzuciła, taki miał być ich plan. W końcu i tak miała cały czas w głowie swojego byłego, miała nadzieję na zejście z nim ponowne, po jego powrocie ze stypendium z Belgii. Nadszedł dzień pierwszej randki, Sandra nie mogła patrzeć jak się na nią stroi, wyszła z pokoju do koleżanek obok. Przyszła się pokazać, makijaż, seksowne ciuchy, „wyszła… nie mogę w to uwierzyć… do ostatniego momentu wierzyłam, że się wycofa, nie pójdzie, że chciała mnie wkręcić, ale że nie pójdzie, nie mogłam w to uwierzyć. Poczułam się zdradzona, zawiedziona i przerażona faktem postępowania „mojej przyjaciółki””. Wróciła zaczęła opowiadać… całowała się z nim, stwierdziła, że dziwnie się czuła i że nie będzie się z nim całować… że przytulanie owszem, ale nic więcej. Poszła się wykąpać zostawiła Sandrę samą ze swoimi myślami, „całowali się, a to ja powinnam być na jej miejscu, spędzała z nim czas, a to ja powinnam z nim go spędzać, co się dzieje?” Następnego dnia Sandra nie odzywała się do współlokatorki a ona do niej, chyba że już był jakiś konkretny powód. Dlaczego? Sandra nie umiała sobie poradzić z własnymi uczuciami, żalu, złości, nawet nie wiadomo na kogo, na nich, na siebie, skoro dała przyzwolenie, nie podejrzewała, że tak mocno to przeżyje. Współlokatorka jakby nigdy nic, całymi dniami klikała w klawiaturę, śmiejąc się do ekranu komputera. Było to dla Sandry nie do zniesienia, nie mogła słuchać uderzeń w klawiaturę, chciało jej się krzyczeć, niszczyć wszystko wokół, powstrzymywała łzy bólu. Wieczorem wyszła z domu, nic nie mówiąc, pewnie sama nie rozumiała o co jej chodzi, przecież pytała mnie co o tym sądzę… rozpłakała się. Płakała bardzo długo, w końcu płacz przyniósł ulgę. Wiedziała, że dzisiaj nastąpił koniec ich przyjaźni, która miała tyle przetrwać.. to był koniec, dlatego tak to bolało, stracić przyjaciółkę przez faceta. To jedyna rzecz, która rozdziela przyjaciółki, koleżanki, to facet. Pojawiając się na horyzoncie wszystko psuje!! Zaczynają się sekrety, on staje się największym powiernikiem, staje się bóstwem, do którego trzeba się dostosować. Kasia była w tym najlepsza, w zdradzaniu przyjaźni na korzyść faceta… już kiedyś to zrobiła… „Historia zatacza krąg, podobnie było rok wcześniej z chłopakami poznanymi na Sylwestrze, studiującymi w Poznaniu jednym z nich był Rafał – wielka miłość Kasi. Po powrocie z Sylwestra utrzymywała dalej z nim kontakt, odwiedzał ją w Gliwicach, zostali parą i zaczęły się sekrety. Reszta naszych znajomych z sylwestra zaproponowała pamiętny wyjazd do Szwecji, samolotem po atrakcyjnej cenie… zgodziłyśmy się. Kasia miała spędzić czas z Rafałem i przy okazji ze mną. Tak się cieszyłam na ten wyjazd, nigdy nie leciałam samolotem, byłam podekscytowana!! Do tego mieli lecieć sami faceci, bo dziewczyny coś się wykruszały i w ostateczności miała tylko z płci pięknej lecieć ja i Kasia!! Dwa dni przed odlotem zadzwoniła Kasia z wiadomością, że nie leci… że Rafał jest trochę chory, że szwedzki klimat mu nie będzie służył, no i że lepiej spędzić czas sam na sam a nie… z taką ilością osób… jednym słowem wystawiła mnie… Zastanawiałam się co zrobić lecieć, z osobami których nawet za dobrze nie znałam, do tego z samymi facetami!! Czy zostać w domu!! Podjęłam decyzję, że polecę i tak też zrobiłam.. ja jedna i 12 facetów, przerażał mnie ten fakt, ale bardziej byłam zdeterminowana obejrzeć kawałek świata… Zabolało mnie postępowanie Kasi, zawiodła mnie bardzo, czułam się zdradzona i odrzucona, czy kiedyś zrozumiała co zrobiła, wątpię w to… Tak też się czułam po jej „zdradzie z Grześkiem”. Po wielomiesięcznej odbudowie naszej przyjaźni, zabliźnieniu się starych krzywd, zrobiła w moim sercu nowe. Dlatego tak to bolało, ponowna zdrada.. ja jej nigdy tego nie zrobiłam, przechodziłam z nią wszystkie krzywdy związane ze zrywaniem z poprzednimi (dwoma) facetami. Byłam przy niej, wspierałam jak umiałam, pocieszałam, zawsze mogła na mnie liczyć, ja w odróżnieniu od niej nigdy!!. Długo płakałam i wspominałam, zastanawiałam co teraz? Wymyśliłam, gdybym posiadła dar „ unoszenia się ponad własne uczucia” to bym zwyciężyła!! Mogła zapomnieć, uspokoić się, cieszyć się jej i innych szczęściem. Stwierdziłam spróbować unieść się ponad własne ja” Po powrocie z konstruktywnego w przemyślenia spacerze Sandra przywitała się z uśmiechem. Zdziwiła Kasię ta nagła zmiana, zaczęła opowiadać jak tam spacery z jej nowym lubym, o tym, że znowu się z nim całowała. Sandra starała się nie puszczać żadnych złośliwych uwag, tylko słuchać… Kasia zapewniła współlokatorkę, ponownie zresztą, że nic więcej z nim nie będzie robić. Wtedy nie wytrzymała i przypomniała jej własne słowa, że najpierw miała z nim tylko iść na wesele, potem doszło przytulania, bez całowania, teraz dochodzi całowanie, aby się nie rozpędziła do seksu, chociaż to nie moja sprawa… Oczywiście towarzyszka odpowiednio się obruszyła tymi słowami i dodała, że Sandra przesadza. Potwierdziła, że absolutnie nic nigdy nie będzie więcej z Grześkiem. Przyszedł czas na wesele, Sandra poprosiła Kasię, aby ta nie mizdrzyła się z partnerem w towarzystwie, bo wolałaby na to nie patrzeć. Ta rzecz jasna zapewniła, jak zawsze, że nic nie będzie. Trzeba jej przyznać, że na weselu dość ładnie się z nim zachowywała, chociaż siadała mu na kolana, nawet przyznała się, że była zazdrosna, kiedy ten tańczył z kimś innym. Oczywiście po weselu ich spotkania nie zminimalizowały się, a wręcz ich ilość wzrastała. Kasia dzieliła się po każdym spotkaniu swoimi wrażeniami, tym, że Grzesiek stwierdził, że ma ładniejszy tyłek niż Sandra, że wzrostowo mu odpowiada..itd. Podczas wysłuchiwaniu o tych swoich nowych wadach Sandra zaczęła popadać w kompleksy. Czuła się gorsza, brzydsza od współlokatorki. Tamta nie wyczuwając nic wyznała jej nawet, że jej obecny luby cieszy się z faktu, że między nim a Sandrą nic nie było, dzięki temu ma Kasię!! Tego było już dla Sandry za dużo, poczuła się odepchnięta, urażona, brzydka, porzucona. A Kasia wręcz przeciwnie, kwitła, sama się nie raz wtedy i później miała zastanawiać czy ta jej szczerość nie wynikała z tego, że chciała zranić współlokatorkę, zadać dodatkowy cios. Tak jak np. oddając Sandrze pendraiva, którego pożyczyła, oddała go ze zdjęciami jej i jego, całujących się. Co to miało znaczyć? Sandrze miała wmawiała, że zapomniała sprawdzić, czy na oddawanym przedmiocie nie ma żadnych jej dokumentów, czy zdjęć? Zadawała ból nieświadomie czy umyślnie? Stąd też Sandra musiała coś zrobić aby podbudować swoje samopoczucie i samoocenę. Najpierw zaczęła od wyboru kreacji – obcisłe czarne spodnie, podkreślające jej sylwetkę, do tego bluzka na ramiączkach koloru czerwonego. Strój uzupełniła o czerwone szpilki. Podkreśliła kredką oko, do tego włosy rozpuszczone i poczuła się wreszcie pięknie. Wybrała się na imprezę, towarzyszyli im również Ewela, i jej brat Daniel, który był jednocześnie przyjacielem Grześka. Kiedy wspólnie rozmawiali podeszli do nich koledzy Daniela, którzy po przywitaniu się z nim, spojrzeli na Sandrę i zapytali się go „a ta to Twoja dziewczyna, tak?” Nie czekając na jego reakcje, Sandra przytuliła się do Daniela i powiedziałam: „no tak oczywiście”. Dlaczego to zrobiła? Z przekory zapewne, chciała udowodnić sobie, Grześkowi i wszystkim wokół, że jest piękna, atrakcyjna i „ma branie”. Biedny Daniel został jej ofiarą, miał zostać wykorzystany do Sandry celów. Po „tej” nocy dziewczyna zaczęła poświęcać więcej czasu Danielowi, żartowała z nim, faworyzowała go, nazywała swoim kochaniem. Tak się zaczęło z Danielem, który nigdy nie dał jej odczuć, że mu się podoba, a wręcz przeciwnie. Daniel jeżeli chodzi o wygląd był przeciętny, w porównaniu ze wcześniejszym faworytem był malutki. Nie był tak wysoki jak tamten, twarz była mniej pociągająca, przynajmniej dla Sandry, a do tego „brał tabletki na przyrost mięśni i pakował” więc był cały rozrośnięty, co w ogóle się Sandrze nie podobało. Jednakże miał jeden atut w oczach Sandry - jego niebieskie oczy, który mogły przeniknąć człowieka do szpiku kości. Kiedyś usłyszała, że mówił do Grześka, że jest dla niego za stara i zbyt pyskata. Pyskatość wzięła jako komplement, ale starość? Racja była od niego starsza o 2 lata, ale nie odczuwała tego, przynajmniej dopóki go nie poznała. Pomału przekonywała Daniela do swojej osoby. Poznawała go coraz bardziej, jego poglądy na życie, które wyznawał i które mogły przerazić nie jedną kobietę... Nie chciał bowiem mieć nigdy dzieci, co gorsze zbierał już na wyjazd do Niemczech, na podwiązanie nasieniowodów. Nie mogła w to uwierzyć, jak jej o tym powiedział. Była w szoku, że tacy mężczyźni istnieją. Nie zrezygnowała jednak z tej znajomości, ciągnęła ją dalej, wyznaczając sobie za cel zmienienie jego poglądów. Spędzali coraz więcej…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych