Wróć do katalogu

Przed siebie - część 2

Wstajesz rano i zastanawiasz się, co ja mam dalej zrobić ze swoim życiem? Podobnie ma bohater tej historii. Wiedziony impulsem nagle rusza przed siebie, dzięki czemu trafia w parę codzienno-niecodziennych miejsc oraz spotyka na swojej drodze kilka ci

Falcor, opublikowano , 47 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

2

Następnego dnia zbudził się dość wcześnie. To znaczy, wiele osób zapewne dawno już o tej porze było na nogach i właśnie kroczyli drogą do pracy, jednak Bosman rzadko kiedy miał okazję przekonać się, że istnieją tak wczesne godziny. Po woli podniósł się z ławki i poczuł, że bolą go wszystkie kości. Ranek był średnio pogodny. Słońce niby świeciło, ale przez większość czasu chowało się nieco za ciemnawymi chmurami. Bosman rozejrzał się dookoła. Nigdzie nic nie było i nie chodziło o jakieś skromne domostwo, ale w ogóle o choćby jakąkolwiek drogę. Bosman nie mógł być tego pewien, choć zapewne się domyślał, ale faktycznie stacja ta nie była używana od wielu, wielu lat. Widać konduktor zrobił dla niego niezwykły wręcz wyjątek, zatrzymując się właśnie tutaj. Gruntowe drogi dojazdowe, które niegdyś tu prowadziły, dawno już zarosły trawami i teraz oprócz torów i podniszczonego dworca, o ile mały budyneczek można było tak nazwać, znajdowały się tu tylko dzikie chaszcze. Wszystko było mocno zarośnięte, a kilkadziesiąt metrów od stacji zaczynał wyrastać las. Wyglądał on dziwnie spokojnie, nawet jak na las. - No rzeczywiście Zadupie. – Rzekł spokojnie Bosman, rozglądając się wkoło, a po chwili dodał jeszcze. – Zachciało ci się wycieczek, to teraz masz. I dokąd tu iść? Żeby był chociaż jakiś drogowskaz, albo coś. Niestety na nic takiego liczyć tutaj nie mógł. Nie widząc żadnej drogi którą mógłby dojść do najbliższej osady, a nie chcąc pobłądzić, ruszył powoli wzdłuż torów. Ledwo to uczynił, a przypomniał sobie jak bardzo jest głodny. Tak długo jeszcze nigdy nie obywał się bez posiłku. Czasami zaniedbał jeden, a następny zdarzał się niezbyt pożywny, ale żeby opuścić w ogóle dwa posiłki, z tym spotkał się po raz pierwszy i wcale nie był tym zachwycony. Ponieważ na razie nic nie mógł na to poradzić, postanowił skupić się na czymś innym, aby nie myśleć o głodzie. Zaczął uważniej przyglądać się okolicy, którą właśnie przemierzał. Stare, nieco pordzewiałe tory, zdawały się niknąć daleko w oddali, jakby nie miały końca. Wcale to Bosmana nie pocieszało. Jednak dookoła było coś niespotykanego. Coś czego z początku nie mógł określić tylko to wyczuwał. Drzewa które tu wyrastały, mogły by mu zapewne opowiedzieć niejedną historię, jaką przez wieki widziały. Niewielkie polanki roiły się od życia, ale nie takiego jakie znamy na co dzień. To życie nie było nachalne, czy wręcz dominujące. Ono było jakby na uboczu, ale jednocześnie dopełniało całości. Raz zdawało się nawet Bosmanowi, że widzi gdzieś przemykającą sarnę. Zaczynał czuć się tu dziwnie swojsko, a o głodzie w zasadzie całkiem zapomniał. Z dawna już nie widział miejsca tak urokliwego, chociaż gdyby jechał pociągiem to z pewnością pomyślałby tylko, że to zwykły kawał lasu, jaki można w tych okolicach spotkać na co dzień. Teraz perspektywa była jednak inna. Powracając do kwestii głodu, wkrótce ten problem miał być jako tako rozwiązany. Oto bowiem przy torach wyrastał olbrzymi krzak, a nawet rzekłbym - krzaczor, pełen dorodnych jeżyn. Mogły one dojrzewać do woli, gdyż nikt ich tutaj nie zbierał. Bosman ucieszył się, jakby wygrał samochód i szybko podbiegł do krzaka. - Jedzenie! – zawołał w okrzyku takiego triumfu, jakby wytropił tek krzak po miesiącu spędzonym na pustyni, po czym zabrał się do konsumpcji. Oczywiście jagody nie zastąpiły prawdziwego posiłku, złożonego z kilku dań, ale obecnie nie mógł i nie liczył na nic innego. Po jako takim zaspokojeniu swojego głodu i nie pozostawiając ani jednej jeżyny na olbrzymim przecież krzaku, ruszył dalej, bo co innego mógł zrobić? Próbował też dodzwonić się do domu nie dlatego, aby chciał już wracać, ale aby rodzina się nie niepokoiła. Niestety komórka w ogóle nie łapała zasięgu. Mimo wszystko był dziwnie spokojny. Mogłoby się wydawać, że od wczoraj nic się nie zmieniło, ba – jego sytuacja się wręcz pogorszyła, ale... właśnie teraz czuł się dokładnie na właściwym miejscu. Szedł tak krok za krokiem, po kolejowych podkładach, raz to mijając lasy, raz łąki albo pola i jak zwykle myśli kłębiły mu się w głowie. Czasami zadawał sobie pytanie, czy daleko będzie musiał iść do najbliższej stacji, ale w zasadzie, nie martwiło go to zbytnio. W końcu i tak nie miał wyboru. Wtem zaczęło mu się zdawać, że słyszy za sobą jakieś kroki. Wzdrygnął się lekko przed spojrzeniem za siebie, bo przecież to mało prawdopodobne, aby był ktoś jeszcze na tym pustkowiu, ale kroki stawały się coraz wyraźniejsze, aż w końcu uszy nie mogły już zaprzeczyć ich istnieniu. Bosman odwrócił się nagle, nie wiedząc za bardzo czego się spodziewać i zatrzymał się. Metr od niego stał mężczyzna grubo po czterdziestce, którego wygląd można by określić jako żulopodobny. Na ramieniu miał starą, wytartą, skórzaną torbę, a w ręku trzymał butelkę, jak się zdawało, po winie owocowym, ale o dość ładnym wyglądzie. - Noo? – spytał nieznajomy, widząc nieco zakłopotaną minę Bosmana, który nie bardzo wiedział co dalej. Słowo, które nieznajomy z siebie wydobył tylko z pozoru było głupie, czy wręcz nie na miejscu. W rzeczywistości uderzało w istotę problemu. Bowiem w chwili kiedy widzimy kogoś takiego na totalnym odludziu i to w dodatku idącego za nami, ciśnie nam się na usta tyle pytań, których aż nie możemy wypowiedzieć jednym tchem tak, że proste „Noo?” daje nam możliwość wzięcia krótkiego oddechu i poukładania sobie wszystkiego w głowie. Tak też działo się właśnie w głowie Bosmana, który miał już zadać pierwsze pytanie, gdy nieznajomy odezwał się znowu. - Dreptacz. – Odparł z dużą pewnością siebie. - Co? – niewyraźnie i z nieco głupią miną odparł Bosman. - Mówią na mnie Dreptacz. Przecież właśnie chciałeś mnie zapytać kim jestem. – Powiedział Dreptacz, bo teraz już tak mogę go honorować, z miną wyraźnie zadowoloną, że zdołał wywołać tak głupi wyraz twarzy Bosmana. – A odpowiadając dalej na pierwszy zestaw twoich pytań, mój przyszły kompanie, to nie ma znaczenia kim tak naprawdę jestem, więc ci na to, przynajmniej wprost, odpowiedzi nie udzielę. Powiem tylko, że chodzę i czasami spotykam ludzi takich jak ty, którzy nie wiedzą co powiedzieć. Ale ty przecież wiesz co powiedzieć, tylko jeszcze nie wiesz jak, prawda? – Bosman stał nadal z głupią miną, bo faktycznie jego pytania były wyprzedzane o krok. – Czy nie możemy też założyć, że po postu pojawiłem się? – ciągnął dalej Dreptacz. – Czy ma to jakiekolwiek znaczenie skąd się tu wiozłem? To tak naprawdę niczego nie zmienia, a poza tym przecież cię to nie interesuje. To raczej pytanie grzecznościowe. Ludzie lubią takie zadawać, nawet jeśli gówno ich obchodzi twoja odpowiedź, nieprawdaż? Zresztą załóżmy, że mam szałas w lesie, zadowolony? – Dreptacz na chwilę przerwał wypowiedź, dając Bosmanowi chwilę do namysłu. - Taak, chyba tak. – Wyjąkał powoli Bosman. W duchu jednak myślał. –„Jaki kompanie? Nie zamierzam być żadnym kompanem tego żula. Kto wie co to w ogóle za człowiek? I w dodatku jakiś taki dziwny. „Odpowiem na pierwszy zestaw twoich pytań”. Co to ma być? Niech się wypcha. Nie mam do niego żadnych pytań.” - Ależ oczywiście, że masz. – Zaczął znowu Dreptacz – A za kompana będziesz mnie miał, czy tego chcesz, czy też nie. Idziemy wszakże w tym samym kierunku. No chyba, że zawrócisz, ale przecież tego nie uczynisz? - „Czyta w myślach czy jak?” – zastanawiał się Bosman, a że w tym momencie Dreptacz uśmiechnął się zawadiacko, to tylko pogłębiło jego obawy. – „Trzeba zrobić dobrą minę do złej gry, faktem jest, że wracać nie zamierzam.” – Myślał dalej Bosman, po czym odwrócił się i wznowił marszrutę. - No to w drogę. – Rzekł wesoło Dreptacz i klepnął Bosmana po ramieniu, aż ten lekko się wzdrygnął. Pogoda nadal była średnia, ale jakby zaczęło się lekko przejaśniać. Przez jakiś czas szli tak w milczeniu i tylko czasami musieli schodzić z torów przed nadjeżdżającymi pociągami, które zaczęły już kursować na tej trasie w miarę regularnie. W końcu Bosman doszedł do wniosku, że może warto by wypytać współpodróżnika o te tereny i dowiedzieć się gdzie się właściwie znajdują. Tymczasem Dreptacz miał minę dziwnie szelmowską, jakby cały czas czekał na pytania, które w końcu paść musiały. - Daleko jeszcze do najbliższej stacji? – spytał w końcu Bosman - Na wieczór zajdziemy. – Odparł Dreptacz, po czym dorzucił jeszcze – Dziwnowo. - Słucham? – zapytał Bosman, ale nie dostał odpowiedzi, tylko dziwne spojrzenie. – Aaa, Dziwnowo. – Dodał po chwili, rozumiejąc już o co chodzi. - Widzisz, na niektóre pytania, o ile nie na większość z nich, możesz, a często nawet musisz, sam sobie odpowiedzieć. - „Filozof się znalazł.” – Pomyślał Bosman - A dokąd zmierzasz? – teraz pytanie zadał Dreptacz. - O ile oczywiście nie jest to jakaś tajemnica, albo o ile rzeczywiście sam wiesz? - To pan tego nie wie? – odparł Bosman z nie ukrywanym sarkazmem i uśmieszkiem na twarzy. - Oczywiście, że wiem, ale wolałbym to usłyszeć od ciebie. Bo to, że ja wiem, to jeszcze nie oznacza, że ty wiesz. O ile wiesz o co mi chodzi? - Skoro pan wie, to nie ma chyba sensu abym to mówił. - Czyli jednak nie wiesz o co mi chodzi. – Odparł nieco zmartwiony Dreptacz. - A pan zdaje się nie zna jednak wszystkich odpowiedzi. – Tutaj rozmowa na chwilę się urwała. Dreptacz zdawał się myśleć nad czymś dłuższą chwilę, a i w głowie Bosmana powstawały dziwne teorie dotyczące współtowarzysza podróży. W końcu Dreptacz odezwał się znowu. - Dobrze powiem ci gdzie zmierzasz, albo raczej gdzie wydaje ci się, że zmierzasz. - „No to zobaczymy jaki z ciebie mądrala.” – Pomyślał Bosma. - Chcesz dostać się do Molocha, prawda? – Bosman aż nieco zbladł na tę odpowiedź. - Kim pan w zasadzie jest?! Skąd pan to wszystko wie?! – rzucił szybko, nie zastanawiając się zbytnio. - A jak ci się wydaje? – Dreptacz wlepił w niego swój wzrok. Jego mocno ciemne oczy zdawały się mieć nieprzeniknioną głębię, bardziej przypominającą kosmos, niż zwyczajną tęczówkę. Stali tak chwilę, po czym Bosman otrząsnął się i wznowił wędrówkę. - A gdzie mógłbyś się wybierać? – Dreptacz starał się uspokoić Bosmana, który najwyraźniej był mocno zaniepokojony. – O Dziwnonie usłyszałeś dopiero ode mnie, a po drodze nie ma żadnej ważniejszej stacji. Poza tym wyglądasz mi na kogoś z miasta, a nie z takiego miejsca jak Zadupie na przykład. – Bosman po woli wracał do siebie. – Mogę jeszcze dodać, że uwielbiam czytać książki detektywistyczne. – okończył Dreptacz. - Więc wie pan też, że idę od Zadupia? - Za dobrze wyglądasz, aby iść bez żadnego ekwipunku od samego Nadjeziorza. - Dziwna ta stacja Zadupie. – Powiedział z dziwną melancholią w głosie Bosman. - Dziwna wydaje się ludziom dzisiaj. Kiedyś była jak najbardziej swojska. Przecież sam poczułeś się tam niemal jak w domu. - To prawda, jest tam coś niewytłumaczalnego. - Niewytłumaczalnego. – Burknął i nieco zjeżył się Dreptacz. – Nie trzeba było stamtąd odchodzić to by nie było niewytłumaczalne. – Mruknął cicho, jakby tylko do siebie. – Ale w końcu wszyscy muszą wrócić. Zawsze się wraca do tego co było. Wraca się albo ginie. Wszystko musi zatoczyć pętlę. - Niedomknięte koło przestaje być kołem i nagle staje się skończone. – Odparł w nieco pytający sposób Bosman, dziwiąc się samemu, że coś takiego przyszło mu do głowy. - Widzisz? Zaczynasz rozumieć. – Rzekł Dreptacz z miną iście profesorską i znowu poklepał Bosmana po ramieniu. Szli tak sobie dalej mijając pola, lasy i łąki zupełnie jak w jakiejś baśni, tylko że w takiej baśni może się znaleźć każdy z nas, ale na co dzień o tym nie pamiętamy. Czasami po torach przejeżdżał pociąg wystukując swoją melodię na szynach, a ludzie z jego okien patrzyli się dziwnie na naszych wędrowców. - Byłeś kiedyś w Molochu. – Zapytał Dreptacz? - Tak, kilka razy mi się zdarzyło. - I nie boisz się tam wracać? To bardzo puste miejsce. - Nie wiem. Wiem, że tam właśnie idę. Tak wybrałem. - Aha. – Prawie westchnął Dreptacz, ale Bosmanowi wydawało się, że w jego oku błysnęła jakaś iskra. – Musisz tam uważać, ale to pewnie wiesz. Czyha tam wiele niebezpieczeństw, o których ludzie łatwo zapominają, a gdy sobie przypomną to zwykle ich czas już się kończy. - No bez przesady. – Odrapał nieco zdumiony takimi uwagami Bosman. – Przecież to tylko miasto. Może i niezbyt piękne, ale nic przerażającego w nim nie ma. Poza tym jadę tam tylko na chwilę. – A w myśli dodał sobie. – „Ten gość jest chyba jakiś porypany”. - A jednak czujesz przed nim lek. – Dreptacz powiedział to z taką pewnością w głosie jakby wiedział to za Bosmana. I rzeczywiście, w duszy Bosmana była jakaś niewyjaśniona obawa przed tym miejscem. Tym bardziej dziwił się sobie, że próbuje tam dotrzeć. Zaczął zadawać sobie pytanie dlaczego właściwie się na to uparł. - Czasami robimy coś co czujemy, że musi być zrobione, nawet jeśli nie wiemy czemu. – Powiedział Drepatcz, jakby usłyszał pytania dręczące teraz Bosmana. – Ludzie zapomnieli jak ważny jest instynkt w ich życiu. Jeśli coś jest nielogiczne to tego nie robią, a przecież tak właśnie powstały najwspanialsze rzeczy i odkrycia na tym świecie. Gdyby ktoś dawno temu – ciągnął dalej Dreptacz – nie miał odrobiny fantazji to w życiu nie przyszło by mu do głowy udowadniać, że ten świat jest kulą. Przecież z logicznego punktu widzenia tamtych czasów musiał być płaski. Wszystko inne było bzdurą. Tylko komuś coś nie pasowało i pomimo że wszyscy mówili co innego, ten ktoś instynktownie zaczął wszystko wywracać do góry nogami i twierdzić, że to co jest płaskie musi być okrągłe. Jedną z najpiękniejszych spraw na tym świecie jest właśnie to, że człowiek próbuje udowodnić niemożliwe. I czasem mu się to udaje. Dziś jednak ludzie wolą robić to co jest pewne, niż popuścić wodze fantazji. - Ja tam się im nie dziwię. – Wtrącił Bosman – Sam nieco zafantazjowałem i teraz lezę przez jakieś pustkowia, że już o noclegu na ławce nie wspomnę. Można powiedzieć, że mogę sobie na to pozwolić, bo jestem odpowiedzialny najwyżej sam za siebie, ale jeżeli ktoś ma już być za kogo odpowiedzialny, to takie łażenie po polach - „z jakimś żulem”- dodał w myśli. - Jest co najmniej nie na miejscu. - Zgadzam się, ale ci ludzie dokonali wyboru zanim stali się odpowiedzialni za kogokolwiek. Teraz to już tylko konsekwencja. – Dreptacz starał się odeprzeć ten wyraźny atak. – Zresztą nawet oni mogą czasem dać ponieść się fantazji, ale to rutyniarze. Rutyna ich zabija, a oni na to pozwalają. Tak jest wygodniej. W dodatku często oczekują od innych, że coś zmienią w ich życiu, że wyciągną ich z tej rutyny w którą wpadli, a jednocześnie zaciekle się przed tym uwolnieniem bronią. - A czy jest w tym coś złego?! – syknął Bosman. – Ludzie chcą po prostu żyć normalnie. Nie każdy musi latać po polach. W dodatku pewnie większość z nich jest z takiego życia zadowolona. - Ale co mogą powiedzieć pod koniec? Jak wielu z nich ma w książce same puste strony? Tak jakby się nigdy naprawdę nie urodzili. – Dreptacz nie ustępował. - A więc co proponujesz!? – Bosman zaczynał po woli tracić cierpliwość. – Żeby wszyscy wszystko rzucili i zaczęli fantazjować? W życiu tak się nie da. Tu trzeba myśleć logicznie! - Co ty chcesz komputerem zostać? – prawie z uśmiechem odparł Dreptacz, wyraźnie rozbawiony, choć jednocześnie nieco zmartwiony postawą Bosmana. – Rozum to w życiu bardzo ważna sprawa, ale to serce powinno nadawać mu bieg. Rozum powinien być tylko środkiem w dążeniu do celu, a nie celem samym w sobie. - Łatwo ci gadać, ale spójrz na siebie! – wtrącił Bosman i zabrzmiało to jak zdanie ostateczne. Dreptacz nic już nie dodał. Miotało się w nim uczucie, które można chyba porównać do zawodu. A jednak nie zamierzał się jeszcze poddawać. Szli teraz w milczeniu przez jakiś czas. Bosmanowi zrobiło się nieco głupio, że mógł obrazić tego człowieka. Był dziwny, ale to jeszcze nie powód, aby mu coś zarzucać. Poza tym w tej swojej dziwności wydawał się być jak najbardziej w porządku. Słońce powoli zaczęło zachodzić, a z oddali wyłaniało się Dziwnowo. - To miasteczko nie pasuje do dzisiejszych czasów. – Rzekł ni stąd ni zowąd Dreptacz. – Jest całkiem inne. Ludzie w nim są całkiem inni. Zatrzymali się w miejscu. – Dodał z zamyśleniem, po czym spojrzał z powagą na Bosmana. Ten jednak jeszcze nie bardzo zdawał się rozumieć o co chodzi. – Widzisz ludzie są tutaj szczęśliwi mimo, iż gdyby nie przydomowe ogródki, to już dawno przestali by sobie radzić. To niespotykane, z jaką determinacją pozostają sobą. - Są po prostu nie przyszłościowi. Dawno mogli by być i zamożni i nadal pozostali by sobą, gdyby nieco o siebie zadbali. – Lekceważąco odparł Bosman, który jeszcze nie do końca ochłonął z poprzedniej dysputy. - Tak sądzisz? A nie wydaje ci się że nie można mieć wszystkiego na raz? Jeżeli chcesz coś mieć, to często musisz zrezygnować z czegoś innego. –Dreptacz mówił ze spokojem. - O tym to wie chyba każdy. – Lekceważąco przerwał mu Bosman - Racja, każdy o tym wie, ale bardzo niewiele osób to rozumie. Zresztą ludzie o wielu rzeczach zdają się wiedzieć, ale tak naprawdę nie mają o nich pojęcia. Każdy myśli, że jeśli zacznie nagle robić coś innego, to nie stanie się kimś innym. Jednak niewielu udaje się to naprawdę. Strasznie trudno zachować równowagę miedzy tym kim jesteś, a tym kim się stajesz, choć do końca stać byś się nie chciał. Z czasem zaczyna ci ciążyć ta walka z własnym charakterem i wielu z niej rezygnuje. Balans..., granica... – Dreptacz szukał właściwych słów. – Często nie zauważasz kiedy ją przekraczasz. Często nie chcesz zauważać. - Złoty środek. – Wtrącił Bosman. Nie był już zły i zdawało mu się, że zaczyna pojmować co ten żul stara się mu powiedzieć. – Mówisz o złotym środku. - Tak! – Dreptacz niemal krzyknął w zachwycie. – Ale uważaj, aby te słowa nie stały się pustymi. Złoty środek to także granica i także możesz ją przekroczyć, choć tobie nadal będzie się ona wydawać złotym środkiem. Bosman z powagą spojrzał na tego żula. Wyczul wyraźny akcent w jego głosie podczas wypowiadania słów „tobie” i „wydawać”. Nie do końca wiedział co to oznacza, albo raczej nie potrafił tego określić. Teraz był jednak niezwykle ciekawy Dziwnowa. Przez głowę przemknęła mu nawet myśl, że może to będzie celem jego podróży. Jednak Dreptacz szybko pozbawił go tych wątpliwości. - Nie. – Rzekł stanowczo. – To jeszcze nie to. Tutaj ci się nie spodoba. Nie dzisiaj. Byłbyś tym miejscem zachwycony gdybyś tu został, albo stąd przybywał. Miejscowi nie lubią obcych. Nie ufają im i słusznie. Zaufanie zdobywane powoli jest o wiele cenniejsze niż powitanie obcego z otwartymi ramionami. Nie zadawaj więc tam zbyt wielu pytań. Na wiele z nich i tak nie będą potrafili ci odpowiedzieć. Oni znają tylko odpowiedzi na pytania które ich ogarniają. Ale te znają wszystkie więc uważaj. – Dreptacz rzekł to niby mędrzec i w tym momencie nigdy nie poznałbyś w nim żula gdyby nie jego image. Od wejścia do miasteczka dzieliła ich już niewielka odległość. Dreptacz zatrzymał się nagle i wyciągnął do Bosmana rękę z butelką, wyraźnie zamierzając mu ja podać. - Trzymaj. – Rzekł – Tylko nie stłucz. Bosman wziął butelkę z lekkim wahaniem. Przyjrzał się jej nieco. Nie było w niej ani kropli trunku. W dodatku była czysta i nie wyglądało na to aby kiedykolwiek coś w niej było. - „Po cholerę ją ze sobą nosi?” – pomyślał Bosman i chciał nawet zapytać o to Dreptacza, ale gdy uniósł głowę to już go przed nim nie było. Gwałtownie rozejrzał się wokoło. Po Dreptaczu nie było ani śladu. – „Gdzie on się podział? Przecież nie mógł zajść daleko? Tu nawet nie ma się gdzie schować.” – i rzeczywiście, do najbliższego budynku było jakieś 300 metrów i Dreptacz z pewnością nie zdołałby tam dotrzeć choćby był najznamienitszym w świecie sprinterem. Nie możliwe było się też schować gdzie indziej, bo dookoła była tylko trawa i tory. A jednak Dreptacza nie było. Bosman rozejrzał się jeszcze dookoła kilka razy, nie mogąc uwierzyć w tak nagłe zniknięcie swego towarzysza, ale w końcu zdecydował się iść dalej. Nie wiedział wszakże co ma zrobić z butelką. Najpierw chciał ją wyrzucić, wszak była mu ona po nic, ale że nie lubił śmiecić, a dookoła nie było żadnego kosza, więc na razie postanowił zabrać ją ze sobą. Poza tym było w niej coś co powodowało, że nie chciał się jej pozbywać. Była to bowiem bardzo ładna butelka z licznymi przetłoczeniami, a przedmioty mają do siebie to, że choćby były najbardziej człowiekowi zbędne to gdy są ładne, człowiek ich tak łatwo nie wyrzuca. - „A i dobrze, że go nie ma. Żul filozof się znalazł. Po co ja się w ogóle wdawałem w dysputę z tym obcym człowiekiem?” – Pomyślał Bosman i poszedł dalej w kierunku dworca, który niechybnie musiał znajdować się blisko torów. Faktycznie dziwne się czasem zdarza, że rozmawiamy nagle z obcymi nam osobami, a jeszcze dziwniejsze jest to, że często rozmawiamy z nimi jak z dobrymi znajomymi, mimo iż tak naprawdę nie mamy nawet ochoty na dyskusję.

3

Gdy Bosman dochodził do dworca, słońce już chowało się za horyzont, a on sam odczuwał olbrzymi głód. Całe szczęście, że miał przy sobie jeszcze jakieś drobne, a w pobliżu otwarta była budka z zapiekankami, do której udał się niezwłocznie. Niestety jedna zapiekanka nie wystarczyła by zaspokoić głód i wkrótce w kieszeni została mu ostatnia moneta za którą niewiele mógł kupić. Na razie postanowił zapoznać się z rozkładem jazdy. Najbliższy pociąg do Molocha odjeżdżał o 10-tej, ale dopiero następnego dnia. Trochę zmartwiło to Bosmana, choć przecież i tak nie miał już pieniędzy na bilet, a kolejny jednodniowy spacer nie za bardzo mu się uśmiechał. Miał co prawda trochę kasy na koncie w baku, ale nie liczył na to, że w tym miasteczku cokolwiek będzie otwarte o tak późnej porze. Zresztą mogło się okazać, ze w ogóle nic nie bywa tu nigdy otwarte. Przysiadł na chwilę na ławce, aby zastanowić się co dalej. Ledwo zaczął zbierać myśli, gdy zadzwonił telefon. W domu najwyraźniej się niepokoili, a przez tą całą gadaninę z Dreptaczem, Bosman zupełnie zapomniał sprawdzić, czy ma już zasięg. Wkrótce toczył niebagatelną dysputę na temat bezpieczeństwa swojej wyprawy i ogólnej głupoty swojego postępowania. Mimo nalegań i gróźb nadal upierał się przy kontynuowaniu podróży. Poza tym uspokoił nieco sytuację tym, że w Molochu będzie mógł zostać bezpiecznie u Przyjaciela, choć tak naprawdę jeszcze z nim na ten temat nie rozmawiał. Ostatecznym argumentem za zakończeniem rozmowy okazał się być fakt nie posiadania przez Bosmana ładowarki do komórki i wynikającej z tego możliwości stałego pozbawienia łączności z domem. Na tym rozmowa się skończyła. Teraz trzeba było wymyślić jak się stąd wydostać. Pierwszą myślą jaka przyszła do głowy Bosmanowi był autostop. Już wiele razy udawało mu się podróżować w ten sposób, więc warto było spróbować raz jeszcze. - „Jakby trafił się jakiś dziwny koleś, to zawsze mogę mu dać po mordzie i wysiąść.” – Przekalkulował sobie w głowie, a że miał czym dać po mordzie to zdecydował, że nic lepszego i tak nie wymyśli. Udał się więc do głównej drogi, próbować szczęścia. O kierunek do głównej drogi postanowił spytać jednego z miejscowych, który bez ruchu siedział na ławkce obok. Wyglądał jak postać ze starej fotografii, w wyblakłym ubraniu i sztruksowych spodniach. Twarz miał nieco bladawą, jakby z gazety. - Droga prowadząca do Molocha? – miejscowy mówił wolno, jakby coś żuł i bardzo uważnie badał wzrokiem Bosmana. – Nie znam drogi do Molocha. Nikt jej tu nie zna. - „Świetnie.” – Pomyślał Bosman i już miał odchodzić, gdy postanowił zadać mu jeszcze jedno pytanie. – A może wie pan jaką droga wydostać…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych