Przyroda opowiada pewną historię...
Narratorem jest dąb, opowiada on jak kiedyś ludzie zachowywali się w lesie, a jak zachowują się dziś.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jestem dębem. W tym lesie, kiedyś pięknym, dziś niszczonym żyję od trzystu pięćdziesięciu lat. Kiedyś ten las był czysty, ludzie w nim spacerowali, bawili się i sprzątali po sobie. Dziś jest inaczej-ludzie śmiecą, zostawiają rozpalone ogniska, przez co pełno drzew ginie. A my-drzewa, jesteśmy bardzo ważne. Dorośli, ale też uczniowie gimnazjów z lekcji chemii na pewno pamiętają, że drzewa wydzielają tlen, dzięki któremu żyją i ludzie, i zwierzęta. Dość dawno, bo w 1900 roku działo się pewne wydarzenie, bardzo miłe zresztą. Jak co dzień, czekałem na wiewióra, którego zwaliśmy Gadułą. Dzień był słoneczny, ale ja miałem cień, bo koło mnie stało inne drzewo-klon, który był wyższy ode mnie, i to bardzo. Był czerwiec. - Gaduła się spóźnia - odezwał się klon, lekko ziewając. - Pewnie za chwilę przybędzie - powiedziałem, trochę się martwiąc, bo nasz przyjaciel nigdy się nie spóźniał. - To chyba on! - zawołał klon. W oddali ujrzeliśmy śmigające zwierzątko, którego grzbiet był ubarwiony na ciemnobrązowo. Gaduła spojrzał w naszą stronę i zaczął biec do nas. Uśmiechnąłem się do naszego przyjaciela i rozciągnąłem gałęzie tak, by Gaduła mógł wskoczyć. - Jak ci minął dzień? - zapytałem. - Dziękuję, dobrze. A jak wam? - zapytał wiewiór przyjaciół. - Nienajgorzej. Widziałeś dziś jakichś ludzi? - zapytał klon. - Tak. Podszedłem do nich. Pogłaskali mnie i dali kilka orzeszków. Byli bardzo mili -odpowiedział wiewiór. - Jak miło - powiedziałem zadowolony. – Już drugi raz w tym tygodniu tak cię potraktowano. - A śmiecili? - zapytało drugie drzewo Gadułę. - Nie. Jak jakiś chłopiec rzucił papier na ziemię, inni zwrócili mu uwagę i kazali podnieść. Oczywiście podniósł. - Aha. Może odwiedzą naszą polanę… - zastanawiałem się. Wszystkie drzewa i zwierzęta tego lasu bardzo lubiły i lubią do dziś, gdy odwiedzają nas ludzie. Oczywiście pod warunkiem, że nie śmiecą, nie podpalają lasu i nie dręczą zwierząt. Gaduła wskoczył na moją wyższą gałąź, spojrzał w lewo i podskoczył. Zrobił kilka fikołków, wskakując wyżej i wyżej, aż przeskoczył na klon. - Co się stało, że takie sztuczki wyczyniasz? - zapytałem. - Spójrzcie! - zawołał do nas i wskazał w stronę, gdzie chwilę temu patrzał. Ujrzeliśmy ludzi, o których mówił nasz przyjaciel. Było ich pięciu. Dwie starsze panie, dwóch starszych panów, czyli pewnie dziadkowie chłopca, o którym mówił Gaduła. Był to mały, pyzaty blondyn, a na twarzy miał piegi. Trzymał obydwie babcie za ręce i skakał wesoło. - O, witajcie - przywitała się jabłoń, która właśnie obudziła się z drzemki. Strząsnęła kilka jabłek z gałęzi na ziemię. – Wydarzyło się coś ciekawego? - Witaj, witaj - przywitałem się. – Właśnie odwiedzili nas przemili ludzie - wskazałem na pięć postaci, które siedziały na kocu pod moimi gałęziami i zajadały kanapki. Chłopiec biegał i zbierał jabłka, które zrzuciła jabłoń. - Widzę ich - odparła jabłoń i zrzuciła jeszcze kilka owoców, które chłopiec też natychmiast pozbierał. - Babciu! - zawołał blondynek do jednej z kobiet. – Patrz, jakie piękne jabłuszka! - podbiegł do pozostałych i pokazał owoce. - Piękne, ale nie biegaj już, dobrze? - powiedziała jedna z babć, wyjęła kanapki i podała wnukowi. - Dobrze - odpowiedział maluch i zajął się posiłkiem. - Bardzo grzeczne dziecko - zauważył klon i ziewnął. - Pobiegnę do nich, dobrze? - zapytał wiewiór. - Jak chcesz, tylko uważaj - ostrzegłem przyjaciela, bo z ludźmi nigdy nie wiadomo, co zrobią. - Dobrze - zgodził się Gaduła i zeskoczył z klonu. Podbiegł swoimi szybkimi nóżkami do chłopca i wskoczył mu na ramię. Ten zaczął się śmiać, bo zwierzak łaskotał go swoim ogonem. Chłopak zdjął z chleba kawałek sera i rzucił na ziemię. Gaduła zeskoczył z chłopca i łapczywie (jak zawsze zresztą) zjadł jedzenie podsunięte przez ludzi. Pobawił się jeszcze chwilkę z chłopcem i wrócił do mnie. Wkrótce ludzie zaczęli się zbierać. - Ciekawe czy posprzątają? - zastanawiał się głośno klon, który właśnie się obudził. - Sądząc po ich dotychczasowym zachowaniu, to na pewno zostawią po sobie porządek -zauważyła jabłoń. I miała rację. Starsze panie kazały pozbierać chłopcu papierki, które rzucił na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil George_xD
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…