Punkt zwrotny cz.I
Zielony Punkt
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
I. Zielony Punkt
W dniu Ćwierćwiecza Pokoju obudziło ją walenie do drzwi. - Ida, wstawaj! – Usłyszała krzyk Arety. – Już dziesiąta! - Jeszcze chwileczkę – sapnęła. Nie miała najmniejszej ochoty wstawać. Poprzednią dobę zakończyła o trzeciej nad ranem. Niezupełnie trzeźwa. Razem z Leą spędziły u Jana ciekawy wieczór popijając najlepszą whisky w okolicy. Drzwi otworzyły się z hukiem. - Wstawaj! – Areta ryknęła jej prosto do ucha. - Sumienia nie masz – Ida jęknęła i nakryła się kołdrą. Areta zerwała z niej przykrycie. - Mamy mnóstwo pracy moja droga – zaczęła szykować ubranie, co spowodowało, że Ida szybko zerwała się z łóżka. - Sama to zrobię – wyrwała jej ciuchy. – W końcu nie mam pięciu lat. Areta spojrzała podejrzliwie, ale zaczęła wychodzić z pokoju. - Za pięć minut widzę cię na dole – zamknęła drzwi. Ida zagrzebała w ciuchach, wyjęła półlitrową buteleczkę i spojrzała przez szkło. Zostało jeszcze trochę, więc jednym łykiem opróżniła resztę. Ranek od razu nabrał lepszych kolorów. Mieszkała w wiosce pomiędzy chmurami. Odkąd pamięta, nigdy nie schodziła na niziny. Jej ojcem był Starszym wioski. Było tylko jedno takie stanowisko. Starszy przewodniczył Starszyźnie, która rządziła Zielonym Punktem. Henryk został nim, kiedy przed dwudziestu pięciu laty wrócił z przegranej wojny, w której zginął jego poprzednik. Starszyzna uznała, że najlepiej będzie się nadawał na to stanowisko i nikt temu nie zaprzeczał. Od ćwierć wieku ludzie żyli w spokoju i dobrobycie. Nikt nie najeżdżał terytorium, mieli co jeść i rozwijali się jak każda postępowa cywilizacja. Wszyscy bardzo o siebie dbali. Henryk twierdził, że udało mu się stworzyć społeczeństwo doskonałe. Śmiał się wtedy dobrodusznie i z dumą spoglądał na swoich ludzi. Dni mijały spokojnie. Jednak co jakiś czas zdarzało się, że ktoś nie wracał z wycieczki. W takich chwilach płonęły ogniska ku czci o zaginionym. Starszyzna utrzymywała, że w niższych rejonach żył potwór, który porywał ludzi. Właśnie dlatego Henryk od roku nie pozwalał córce opuszczać wioski. Ida nie miała matki. Ojciec powiedział, że jest owocem wojennego romansu, a jej matka zanim zmarła w połogu. Ponieważ nie miał rodziny i nie myślał o dzieciach, postanowił zabrać ją do wioski i wychować. Śmiał twierdzić, że to była decyzja życia, która nadała sens jego istnieniu. Mówił, że dzięki Idzie zrozumiał, co jest najważniejsze i od tej pory zawsze starał się postępować zgodnie z własnymi przekonaniami. W wychowaniu pomagała mu Areta, jego siostra, która nie miała własnej rodziny. Z sąsiadami z Punktów Niebieskiego czy Żółtego utrzymywali kontakty tylko i wyłącznie w ilości niezbędnej do prowadzenia handlu wymiennego. Wino i oliwa z wioski za ich mięso, a jaja za ich zboża. Wszystkie wymiany uzgadniano drogą mailową. Starszy nosił mały tablet, gdzie miał zapisany całoroczny kalendarz wymiany, od którego chyba przez ostatnich dwadzieścia lat nie nastąpiło żadne odchylenie. Ida żyła w zamkniętej enklawie, nie mając pojęcia, co właściwie dzieje się na świecie i nie pomyślałaby, że kiedykolwiek będzie zmuszona do opuszczenia Zielonego Punktu. Ida kochała Aretę, jakby była jej matką, gdyż wychowała ją, jak własne dziecko. Kiedyś spytała ją, dlaczego tak naprawdę nie założyła rodziny. Opowiedziała wtedy historię, jak podczas wojny wydała na świat dziecko Starszego, które zmarło w niemowlęctwie, a zaraz później zginął w walce jego ojciec. Kiedy Henryk wrócił z wojny, tak mocno zaangażowała się w wychowanie Idy, że nie widziała potrzeby rodzenia własnych dzieci. Nie męczyła Arety więcej pytaniami o te wydarzenia, ponieważ jej ból był wciąż aż nadto widoczny. Zarzuciła na siebie luźne ciuchy i postanawiając nie denerwować przybranej matki, zeszła do kuchni. Po drodze spojrzała na udekorowany dom. Był piękny, największy w całej wiosce. Nikt nie miał takiego domu, jak Starszy. Mieścił w sobie dziesięć pokoi gościnnych, w tym trzy stałych mieszkańców, dwie toalety i kuchnię. Jednakże najpiękniejszy w całym budynku był zimowy ogród zajmujący połowę dachu. W ciemnościach, z przeszklonego tarasu można było podziwiać góry, na których osiadały nocne światełka z domów Bezimiennych. Sama zaprojektowała to miejsce, posadziła całe mnóstwo roślin, ale najdumniejsza była z oczka wodnego, którego spód wykonany był ze szkła i z środka domu można było oglądać pływające w nim ryby. Pozostałe domostwa były zdecydowanie mniej okazałe. Stały w niewielkim oddaleniu od siebie lub wisiały w wąskich szczelinach między skałami, rozbudowując się ku górze. Kuchnia wydawała z siebie najsmakowitsze zapachy świata. Widać, że Areta postanowiła przypodobać się gościom i zrobić nie tylko regionalne potrawy, ale również uświetnić stół znanym im jedzeniem. Każdy kolejny dzień roku, w którym przypadały urodziny Idy był powodem do podwójnego świętowania, gdyż jednocześnie odliczał lata, jakie upłynęły od zakończenia wojny. - Ależ jestem głodna – zajrzała do wrzącego gara. – Co na śniadanie? Areta pacnęła ją łyżką po rękach i Ida upuściła pokrywę. - Na pewno nie to – żachnęła się. – Twoja pora na śniadanie minęła godzinę temu, teraz sama o siebie zadbaj. Cała Areta. Jednocześnie kochana i zołza. Na szczęście jedna z kucharek przygotowała dla niej kawał chleba z masłem i serem, który pochłonęła w oka mgnieniu. Cały tydzień przygotowywali się do święta. Zanim się obejrzała, na stole stały wszystkie potrawy, dom zaś pachniał czystością i oczekiwaniem. Henryka zobaczyła dopiero, kiedy zapadł zmrok. Nic w tym dziwnego, ponieważ zawsze znikał, kiedy do jego domu wkraczała banda kobiet rządnych porządków. Teraz, z uśmiechem na twarzy stał na środku wielkiej sali i szukał córki wzrokiem. - Piękna uroczystość przed nami – oznajmił dumnie. – Jak minęły przygotowania? Zmarszczyła czoło. - Będziesz musiał dać kucharkom i sprzątaczkom tydzień wolnego po wyjeździe gości. Bardzo się postarały. A jak tobie minął dzień? Objął ją ramieniem. – Jak zwykle – uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Będę musiał wziąć tydzień wolnego po tej uroczystości, gdyż bardzo się postarałem. To zdecydowanie po nim była taka skromna. Wraz z nastaniem zmierzchu, zaczęli się pojawiać goście. Ściskali rękę Henryka i…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MartaG
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…