Religia w szkołach
Moje przemyślenia przednie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Problematyka religijna w szkołach, oczyma Młodego Racjonalisty.
Z lekcjami religii w szkołach, jest zasadniczo dość prosta sprawa. Albo jesteś z nami, albo jesteś przeciwko nam, jeżeli jesteś przeciwko nam to jesteś mniejszością więc chcąc nie chcąc musisz być z nami. Skrajna generalizacja wydawało by się na pierwszy rzut oka, w rzeczywistości sprawa jest o wiele bardziej zawiła niż mogło by się wydawać.
W ostatnim czasie, na łamach serwisu Racjonalisty pojawiła się pokaźna liczba publikacji dotyczących lekcji etyki w szkołach. I to publikacji skrajnych, gdzie większością są opisy osób trzecich, które to odnoszą się do tego zagadnienia drogą poznawczą z źródeł pośrednich. Jakkolwiek nie mam zamiaru krytykować, starszych ode mnie adwersarzy gdyż ich teksty są bogatym źródłem, niosącym za sobą wartości metaforyczne. Ukryć się nie da iż są czysto obiektywne. W wielu aspektach naszego życia, gdy to wymaga się od nas podjęcia słusznej decyzji obiektywizm jest pożądaną cnotą, która pozwala nam spojrzeć na całe wydarzenie oczyma osoby trzeciej. Aby opisywać dzisiejszy stan rzeczy na lekcjach religii trzeba czegoś więcej, czegoś co wydaje się być postawą czysto abstrakcyjną. Bowiem jak nazwać polimeryzacje obiektywizmu podpartego własnym subiektywizmem, gdzie poprzez subiektywizm rozumiem własne doświadczenia. Każdy z redaktorów zakrawających o ten temat, uczestniczył w przeszłości czy to z własnej woli czy też z woli rodziców w lekcji religii. Statyczne poglądy każdego z nich, noszą piętno własnej wizji lekcji indoktrynacji, które zmuszony był przeżyć. Obraz dzisiejszych nauk, zanim zostanie przyjęty przez jakiegokolwiek z nich, przednio spotyka się z skontrowaniem go z wizją własną, przy czym tworzy indywidualny i z lekka iluzoryczny obraz, tego co jest dzisiaj. Jestem tego w pełnym stopniu świadomym, jak i tego iż moje przedstawienie tego tematu będzie zgoła odmienne.
Na przestrzeni ostatnich dwóch lat, lekcje religii przeszły spory proces ewolucji… z 45 minutowej przerwy przemieniły się w lekcję usilnej indoktrynacji. Czasy gdy religia była przedmiotem zapchajdziurą, na której jadło się śniadanie bądź odrabiało zadanie domowe na inną lekcję, zniknęły w momencie gdy religia zaczęła zaliczać się do średniej. Było to swojego rodzaju azylem dla ortodoksyjnych księży i katechetów, bowiem mogą od tego momentu wymagać traktowania religii przez uczniów na równi z przedmiotami ścisłymi jak matematyka czy biologia, choć bezdyskusyjne pozostaje to że w kwestii wartości metaforycznej jest daleko za nimi. To nie jest praca, w której wyrazić mógłbym swoje niezadowolenie podyktowane tym rozporządzeniem, tak więc pozwólcie iż skupię się na właściwym jej przesłaniu. Zasadniczą rolę w tym odgrywa gama własnych doświadczeń.
Plasująca się na poziomie przedmiotu ścisłego religia, tak jak już wcześniej wspomniałem stała się jawną indoktrynacją na szerszą skalę. Bowiem co jest tematem owych lekcji ? Najczęstszym i w zasadzie ciągle przeplatającym się przez kolejne lekcje tematem jest umiłowanie w Bogu Ojcu. Z punktu widzenia katechety bezcenne z punktu widzenia młodego racjonalisty, niemiłosiernie niepotrzebne. Zadaniem religii w szkołach wedle rozporządzenia miało być „ustatecznienie wiary w młodych obywatelach” co przeze mnie rozumiane jest z wyższym rozpatrzeniem struktur wyznaniowych, którym poddane jest nasze państwo. Uświadomienie kim jest się jako katolik, na czym polega sedno katolicyzmu i jakie mogą być potencjalne skutki zniesławienia swojej wiary. Jednakże w skład tego kanonu umiłowanie do Boga nie wchodzi… Umiłowanie, które w tej chwili jest czystym neologizmem artystycznym, uwarunkowanym na potrzebę zastąpienia słowa „zastraszanie”. Większość tych tematów skupia się na przedstawieniu kontaktu jaki przeciętny katolik powinien mieć z Bogiem i w gruncie rzeczy nic w tym złego, jednakże sprawa nabiera innej barwy gdy miłość tą usiłuje się wymusić. Jedną sprawą jest uświadamiać kogoś w tym iż sacrum jego wiary powinno być dla niego rzeczą ważną, a zupełnie inną narzucać tą miłość zastraszając boskim gniewem i wyimaginowaną sferą piekła. Która sama w sobie dla człowieka rozumnego jest obrazą i niejednokrotnie napawa śmiechem, gdy usilnie podkreśla się jej piedestał jako coś naprawdę istniejącego. To trochę tak jakby wymuszać na innych wiarę w prawdziwość Pinokio bądź Akademii P. Kleksa. Moim zdaniem rzeczą straszną jest dla religii „miłości” wprowadzać terminy takie jak „kara boska” czy „ sąd ostateczny”. Po primo w tym momencie religia ta sama sobie przeczy, po priori robi młodym ludziom papkę z mózgu. Coś na zasadzie „Kocham Boga, Bóg Kocha mnie… jeżeli zranię Boga, to on mi nigdy nie wybaczy i będę cierpiał na wieki…” tym samym zakorzenia w nich odczucie pogardy i strachu przed osobami, które z swojego życia Boga się wyzbyły, bo przecież zaakceptowanie kogoś takiego wiązało by się z oznaką obrazy „prawdziwego” Boga.
Kolejną sprawą jest zaślepienie związane z indoktrynowaniem przeciętnemu nastolatkowi obrzydzenia do prezerwatyw i środków antykoncepcji. To już nie tyle zabawne co żenujące. Jestem w stanie zrozumieć argumenty mówiące o tym, że współżycie dwojga ludzi powinno wypływać z ich wielkiej miłości… no ale życia nie oszukamy i w rzeczywistości jest inaczej.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Arcadio
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…