Rozdział 2
Kolejna część powieści. Co ma do przekazania głównej bohaterce detektyw? Dowiecie się już teraz. Będę wdzięczna za wszelkie uwagi i wskazówki.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{b}{c:purple}Rozdział 2{/c}{/b}
Obudziłam się wcześniej niż zwykle. Czułam się niewyspana i zmęczona. Miałam wrażenie, jakbym tej nocy w ogóle nie zmrużyła oka. Chcąc nie chcąc zwlekłam się z łóżka. Wiedziałam, że nie uda mi się już zasnąć, więc leżenie i przewracanie się z boku na bok nie miało sensu. Jakoś doczłapałam się do łazienki, z nadzieją, że prysznic sprawi, że poczuję się lepiej. Po ciepłej kąpieli nie byłam jeszcze w pełni sił, jednak zdecydowanie moje spojrzenie na nadchodzący dzień zmieniło się. Ubrana w legginsy i rozciągniętą bluzę udałam się do kuchni. Była czwarta rano. Ewa i Nadia jeszcze spały, więc nie mogłam przygotować mojego zwykłego koktajlu na śniadanie. Zamiast tego wzięłam banana i szklankę wody, i postanowiłam poczytać w mojej sypialni. Wzięłam z nocnego stolika zaczętą, chyba przed tygodniem, powieść Murakamiego. Uwielbiałam tego autora, jednak jego książki jakoś tak ciężko mi się czytało. Usiadłam na parapecie i zapaliłam lampkę. Po kilku stronach poczułam znużenie. Oparłam głowę o szybę, a moje myśli krążyły w chaotyczny sposób. Nie mogłam skupić się na niczym konkretnym. Okno pokryte było lodem. Widziałam jak mój oddech skrapla się na szybie, czułam chłód na czole. Siedziałam tak godzinę, może dwie zatopiona pomiędzy snem a jawą. Myśląc ale nie myśląc. Przed oczami pojawiały mi się różne obrazy. Twarze moich rodziców, fragmenty wspomnień z dzieciństwa, gdy wszystko było proste i bezpieczne. Jakieś miejsca, góry, morze. Czarne oczy, zniewalający uśmiech, którego nie mogłam dopasować do nikogo, kogo znałam. Jednak musiałam je kiedyś widzieć. Zbyt często pojawiały się w moich snach aby były przypadkowe. Z tego odrętwienia wyrwała mnie Ewa. Gdy spojrzałam na nią, stojącą obok mnie, odniosłam wrażenie, że od kilku minut do mnie mówi. Spojrzałam na nią przepraszającym wzrokiem i powtórzyła. -Ciężka noc? Zwykle śpisz gdy przygotowujemy się z Nadią do wyjścia. Zaparzyłam świeżą kawę. Masz ochotę? -Jasne. A tak w ogóle, która godzina? -Trochę przed szóstą. Przestań wpatrywać się w to okno i chodź do kuchni. O której mam wpaść po ciebie? - Około dwunastej? Chcę być wcześniej w restauracji. -Ładnie pachnie ta kawa. Wzięłam swój ulubiony kubek, fioletowy z wzorem w serca, i nalałam ożywczego napoju. Zaczynałam odczuwać głód więc skusiłam się na kanapkę z pomidorem i ogórkiem. Usiadłam w rogu kuchni i przyglądałam się krzątaninie Ewy. Przygotowanie czegoś zdrowego dla kilkuletniej dziewczynki to nie łatwa sprawa, zwłaszcza gdy owa dziewczynka często lubi wybrzydzać, ale Ewa radziła sobie świetnie. Kanapki w różnych kształtach, koktajle mleczno-owocowe zamiast zwykłego mleka. Mała gwiazda wpadła do kuchni, porwała z talerza kanapkę i zaczęła wdrapywać się na moje kolana. Pomogłam jej usadowić się wygodnie uważając aby nie upuściła jedzenia ani nie wylała mojej kawy stojącej na stole. Gdy tylko skończyła przeżuwać chleb, Nadia zarzuciła mnie historyjkami z przedszkola. Opowiadała, że Wojtek znów się w nią zaczyna i ciągnie ją za włosy, a dziewczynki z jej grupy pokłóciły się o lalkę-bobasa. Ewa pokręciła głową i kazała córce iść umyć zęby i się ubierać, jeśli nie chce się spóźnić na poranna gimnastykę w przedszkolu. Pomachałam dziewczynom w drzwiach i poszłam szykować się do pracy. Postanowiłam wyjść wcześniej skoro i tak jestem już na nogach. Mając na uwadze wczorajszą pogodę postanowiłam ubrać się cieplej. Z dna szafy wyjęłam szal, czapkę i rękawiczki. Zamiast botków na szpilce wybrałam wysokie kozaki ze stabilnym słupkowym obcasem. Tak przygotowana wyszłam z mieszkania i skierowałam się prosto do schodów. Dwadzieścia pięter w dół. A wieczorem pewnie znów w górę. Gdybym codziennie korzystała ze schodów pewnie mogłabym zrezygnować z biegania.
W biurowcu było jeszcze pusto. Udałam się do swojego gabinetu, po drodze zahaczając o kuchnię. Usiadłam przy biurku, włączyłam komputer i muzykę z iPhone’a. Muzyka od zawsze pomagała mi się skupić, a poza tym nie lubię siedzieć w zupełnej ciszy. Stos dokumentów wyglądał tak, jak go zostawiłam poprzedniego dnia. Zaczęłam je przeglądać i sortować, robiąc notatki dla szefa. Czas mijał szybko. Byłam tak pochłonięta papierami, że nawet nie zauważyłam, kiedy ludzie zaczęli się schodzić. Gdy zrobiłam przerwę na uzupełnienie herbaty okazało się, że biuro tętni życiem. W kuchni zastałam Anetę, naszą recepcjonistkę. Była miłą dziewczyną, pracującą od niedawna. Zapytałam ją czy Martin już przyszedł. Przez chwilę patrzyła na mnie lekko zdezorientowana, jakby zastanawiała się o kogo chodzi. -To ten wysoki, szczupły brunet o niebieskich oczach, który zawsze przyjeżdża motorem? Wchodził jakieś dwadzieścia minut temu. -Tak on. Chociaż nie wiem czy ma niebieskie oczy. Niedługo wrócę. Zalejesz mi herbatę, gdy woda się zagotuje? Dzięki. Pobiegłam do gabinetu szefa. Musiałam mu powiedzieć, że wychodzę w porze lunchu. Miałam nadzieję, że nie będzie miał nic przeciwko. -Cześć Martin. Słuchaj mam taka małą prośbę. Po dwunastej muszę wyjść na trochę. Tak myślę, że w półtorej godziny się wyrobię. Nie masz nic przeciwko? -Umówiłaś się wreszcie na randkę? Zatkało mnie. Przez chwilę pewnie nie wiedziałam jak się zachować. Patrzyłam zdezorientowana na Martina. Skąd mu to przyszło do głowy? -No coś ty. Nie chodzę na randki. A gdybym miała iść na takową to na pewno nie w godzinach pracy. -Wyluzuj. Żartowałem- odpowiedział z uśmiechem, patrząc mi w oczy. Miałam wrażenie, że usiłuje ze mną flirtować. -Nawet nie musisz pytać. -Mam nadzieję. I dzięki, że się zgodziłeś. -Nie ma sprawy. Ale musisz coś dla mnie zrobić. -Codziennie robię dla ciebie dużo rzeczy. –Nie pamiętałam, żeby wcześniej się zachowywał w taki sposób. –Ale mów, co mam zrobić? -To nic strasznego. Te babeczki, które miałaś w zeszłym tygodniu. Mogłabyś mi kupić kilka, gdy będziesz wracać? -Babeczki? Te z owocami? Tak właściwie to nie kupiłam ich tylko upiekłam. –Wyglądał na zdziwionego.- Mogę je zrobić dla ciebie na jutro. -Nie wiedziałem, że potrafisz zrobić takie pyszności. -Niewiele osób o tym wie. Muszę wracać do pracy.
Punktualnie o dwunastej w recepcji pojawiła się Ewa. Wzięłam torebkę i płaszcz i szybko zbiegłam do niej. Restauracja znajdowała się tylko kilka przecznic od budynku, w którym pracowałam więc pokonałyśmy trasę pieszo. Na ulica powoli zaczynały tworzyć się korki i nie wiadomo kiedy dotarłybyśmy taksówką a tak po dziesięciu minutach, choć trochę zmarznięte, byłyśmy na miejscu. Przy wejściu przywitał nas kelner, który zapytał o rezerwację i przyjął nasze płaszcze. Pana Nadrowskiego jeszcze nie było. Usiadłyśmy przy stoliku w kącie sali, skąd miałyśmy dobry widok na drzwi. Sala była niezbyt duża, urządzona w minimalistycznym stylu. Na każdym stoliku stal wazonik z białą różą i świeczka. Błękitne ściany ozdabiały szkice włoskich krajobrazów. Po chwili do stolika podszedł kelner z kartą. Poprosiłyśmy z Ewą o wodę, z zamówieniem jedzenia postanowiłyśmy poczekać na naszego towarzysza. Pan Nadrowski pojawił się kilka minut później, przepraszając za spóźnienie. -Nie spóźnił się pan. To my przyszłyśmy wcześniej. Jestem Ewa Stepniczak. Przyjaciółka Marty. -Miło mi panie poznać. Proszę usiądźmy. Zamówiły już panie? -Nie, czekałyśmy na pana. -Może przejdziemy od razu do rzeczy?- Wtrąciłam się w tę wymianę grzeczności. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się o co chodzi. Ewa popatrzyła na mnie z dezaprobatą. Nie zdążyła nic powiedzieć, gdyż do naszego stolika podszedł kelner. Zamówiliśmy jedzenie. Pan Nadrowski zaczął opowiadać o swojej pracy, próbując odwlec moment wyjawienia prawdy. Posiłek minął dość miło. Ewa wydawała się bardzo zaciekawiona tajnikami pracy prywatnych detektywów. Ja czekałam, aż wreszcie przejdziemy do konkretów. W końcu nastąpił ten moment. -Pani Marto. Zaprosiłem panią aby porozmawiać o moim kliencie. Tak właściwie, jeśli mam być szczery, to mój klient chciał tylko żebym panią znalazł. Prosił, żebym się z panią nie kontaktował Ale uznałem, że powinienem to zrobić. –Starszy mężczyzna wziął głęboki oddech i kontynuował.- Tydzień temu przyszedł do mojego biura młody mężczyzna. Wyglądał na wyczerpanego i zagubionego. Jakby był w zupełnie obcym miejscu. Nie znał ani słowa po polsku. Moja współpracownica próbowała dowiedzieć się, co go sprowadza. Nie było to łatwe, gdyż jego angielski nie był zbyt dobry. Udało jej się poznać podstawowe informacje o nim, choć nie był w tej kwestii zbyt rozmowny. Otworzył się dopiero, gdy przyszło do rozmowy o powodzie jego wizyty. Dwa lata temu stanęła przed nim ognistowłosa anielica o niesamowitym uśmiechu. Nigdy nie widział takiej dziewczyny. Bardzo seksowna figura,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MeMyselfAndI
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…