Rzeczywistość
młoda kobieta stara sie utrzymać na studiach, droga jaką wybiera nie kniecznie zaprowadza ją do wyższego wykształcenia
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
RZECZYWISTOŚĆ
Tylko sięgając dna, wiesz jak wyglądają szczyty.
Dziewczyna odchyliła głowę, wyginając się niczym struna pod dłońmi wytrawnego wirtuoza. On ciepłymi rękoma przesunął po jej wewnętrznej stronie ud, całując delikatnie brzuch. Jęknęła starając się ułożyć jak najwygodniej. Była już gotowa. Nie widział tego? Dlaczego się tak drażnił? Zdumiona niemal krzyknęła, gdy poczuła jego język między udami. Westchnęła i zamknęła oczy. Czuła jak odlatuje, jak ciepły dreszcz przebiega przez jej ciało każąc jej krzyczeć z głębi swego jestestwa. Świat stał się gwieździstym niebem, powietrze nabrało smaku rozkoszy, który trudno wchłonąć.
Dziewczyna stała na rogu Zielonej i Żeromskiego. Tłum ludzi przechodził obojętnie. Zrezygnowana zapaliła kolejnego papierosa. Dym rozluźnił ją, przywrócił do rzeczywistości. Przez moment miała wrażenie, że jest samym oczekiwaniem. Nagle poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciła się zdumiona. - Nic nie mów.- Usłyszała zimny głos. Nie widziała twarzy, zasłaniał ją czarny kapelusz w stylu z lat dwudziestych. Mężczyzna, jak wywnioskowała, złapał ją za dłoń i poprowadził do ciemnej uliczki. Tam zatrzymał się uważnie sprawdzając czy nikt ich nie śledzi. Nadal milcząc podał jej małą karteczkę. Wzięła ją, załzawionym wzrokiem patrzyła na wymięty kawałek papieru, nie do końca jeszcze rozumiejąc, co się stało. Był tam adres i cena – tysiąc złotych. Spojrzała na mężczyznę. - Wtorek. Dziewczyna wróciła wzrokiem do kartki i podarła ją na strzępy. - O której? Zapytała rzucając papierosa na chodnik i przyduszając go obcasem. - Ósma. Bez słowa odwróciła się, chcąc jak najszybciej wyjść z ciemnego zaułka. Usłyszała jak mężczyzna odpala papierosa i rzuca jej na odchodnym. - Mała! Odwróciła się powoli odchylając dłonią długie kasztanowe włosy. Mężczyzna uniósł wzrok spod kapelusza, miał czarne oczy. - Nie spóźnij się. - Jestem profesjonalistką.- Szepnęła i powoli wyszła z zaułku. Gdy tak szła miała wrażenie, że cały świat zwolnił, jestem profesjonalistką.
Tę burze włosów każdy zna Przy ustach dłoni chwiejny gest Tak to Celina, Celina, Celina jest Jak hejnał brzmi jej śmiech Gdy całe miasto śpi Nie wytrzeźwiała od soboty Balet trwa już cztery dni I w twiście wozi się W piorunach klipsów, na potłuczonym szkle La, la, la,
Ludzi było sporo, a ona naga siedziała na krześle paląc drugiego papierosa i popijając gin z tonikiem. Czekała. Alkohol ją rozgrzewał, a spragnione spojrzenia bogaczy, drażniły. Pamiętała jednak, po co tu jest. Odstawiła kieliszek i zgasiła papierosa, czekała na swoją kolej, prężąc się tak, by duże piersi stały się jeszcze bardziej powabniejsze. Dwie dziewczyny tuż u jej stop równie nagie i młode. Młodsza, smukła blondynka właśnie krzyknęła przechodząc kolejny orgazm. Starsza, brunetka uśmiechnęła się i powoli bez pośpiechu wysunęła dłoń spomiędzy jej ud. Młodsza leżała jeszcze przez moment starając się złapać oddech. Jej piersi przed chwilą naprężone teraz wracały do wcześniejszej postaci. Jakiś biznesmen podniósł omdlałą z rozkoszy blondynkę i zaniósł na najbliższe łóżko, tam ustawiła się już kolejka. Dziewczyna odwróciła wzrok. Teraz nadeszła jej kolej. Nim przystąpiła do pracy wraz z brunetką wypiły kolejnego mocnego drinka z domieszką czegoś jeszcze. Od tej substancji świat stawał się igraszką, a jedne, co się liczyło, to orgazm, który zabrałby cię z tego koszmarnego miejsca, daleko, daleko, daleko…
Kiedy powiem sobie dość, A ja wiem, że to już nie długo… Kiedy odejść zechce stąd, Wtedy wiem, że o czymś mi nie mówią, nie… Odejdę cicho, bo tak chce, Ja wiem, że będę wtedy sama. Nikt nawet nie obejrzy się, Ja wiem, że będzie wtedy cicho. I tylko w twoje oczy spojrzę, Tę jedną prawdę będę chciała znać Nim sama zgasnę sama zniknę Usłyszę w końcu to, co chce Czy warto było szaleć tak, przez całe życie? Czy warto było spalać się, jak ja? Czy warto było kochać tak, aż do bólu? Czy mogę odejść sobie, już?
Dziewczyna wolnym krokiem przemierzyła korytarz, który zdawał się nie mieć końca. Był zdumiewająco cichy, z zaciekawieniem spojrzała na przyległy park. Wiosenne słonce delikatnie ślizgało się po drzewach. Niemalże czuła jego ciepło, tak zbawienne po przydługiej zimie. Z zadumy wyrwało ją ciche skrzypniecie drzwi. Młoda pielęgniarka kiwnęła na nią dłonią. Dziewczyna odgarnęła ręką długie kasztanowe włosy i z lekką obawą weszła za znikającą w gabinecie pielęgniarką. Drzwi delikatnie zamknęły się jakby odgradzając ją od parku, który nagle stał się synonimem bezpieczeństwa. Czuła jak serce podchodzi jej do gardła, a każda cząstka ciała krzycz; uciekaj! Mimo to przemogła się i niczym męczennica przeszła kilka kroków, by usiąść na krześle naprzeciw młodego mężczyzny. Uśmiechnęła się, siadając, teraz nie miała już odwrotu. Czuła się jakby robiła to pierwszy raz. Jakby wszystko, co do tej pory zrobiła się nie liczyło. Mężczyzna uśmiechnął się zaczął trudną rozmowę. Mówił dokładnie to, co chciała usłyszeć w chwilach, kiedy tego najbardziej pragnęła. Rozluźniła się nie zapominając nawet przez moment, że taki jest jego zawód. Rozluźniona zdobyła się na obejrzenie zadbanego gabinetu. Bardzo szybko zorientowała się, że ma do czynienia ze specjalistą i ponad to był wyjątkowo dyskretnym ginekologiem. Bez zbędnych woalek odpowiedziała mu na każde pytanie, jakie zadał. Potem potoczyło się już rutynowo. Krótkie zdawkowe polecenia, jednoznaczne pytania, jednoznaczne odpowiedzi, zimne krzesełko o niewygodnej pozycji, chwila wymuszonego spokoju i słowa, które na zawsze wszystko zmieniają: Jest pani w ciąży…
Trzy noce płakałem Bojąc się tego Malując na piersiach Krzyż swoją krwią, swoją krwią…
Dziewczyna usiadła na ławce. Czuła jak świat nagle staje się dużo cięższy niż powinien. Wyjęła z paczki ostatniego papierosa i zapaliła. Miała rzucić. Nie mogła. Nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kidzia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…