Samotność
...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Drogi Jurku! Piszę ten list, aby pokazać jak smutny jest los osieroconych dzieci. Jak ważne jest przygarnięcie ich do swojego serca... Samotność. Cisza. Bezradność. Pamiętam wszystko tak dokładnie, jakby wydarzyło się wczoraj. Tak wiele urywanych obrazów kołacze się w mojej głowie... Nie da się przecież od tego wszystkiego tak po prostu uciec- od wspomnień, od minionych dni. Gdyby to wszystko nigdy się nie zdarzyło, pewnie nie byłabym tym samym człowiekiem. Zamykam oczy. Odpływam w przeszłość, już nic tylko ciemność... Nagle wyłania się z niej jasne, małe pomieszczenie. Słyszę krzyk. Pierwszym co czuję, jest coś chłodnego i twardego. Później dowiedziałam się, że to coś nazywa się ręce. Kładą mnie koło jakiejś dziwnej istoty... Ma czerwone włosy i taką wrogą twarz. Gdy tylko jej dotykam, zaczyna wrzeszczeć: -Zabierzcie mi to stąd! Zabierzcie mi tego bękarta! Ja go nie chce! –Odpycha mnie, a te ręce znowu mnie biorą i zanoszą do jakiegoś dziwnego białego świata...Tak, był to szpitalny pokój, oddział dla wcześniaków. Oczami wyobraźni widzę wyraźnie duże, niebieskie oczy, małe rączki, zaciskające się jakby w geście protestu, czerwoną, rozkrzyczaną buzię. Jestem zupełnie sama. Opuszczona. Leżę w tym przeraźliwie białym pokoju w jakimś szklanym pudełku, jakby pod kloszem. Jestem bezpieczna, ale samotna. Czuję tylko co jakiś czas czyjeś ręce. Za każdym razem inny, obcy głos. Byłam karmiona i było mi ciepło, ale byłam sama. Potem przyszła ta kobieta o czerwonych włosach. Był z nią jeszcze ktoś inny, ktoś lepszy. Mówił cały czas, w kółko jedno i to samo: -Nie pozwalam ci słyszysz? Nie wolno ci tego zrobić! To jest twoje dziecko! Pomogę ci!-Czerwonowłosa wybiegła ze szpitala. Ta kobieta została. Wtedy pierwszy raz poczułam dotyk. Dotyk dobra. - Już, już moja malutka. Tak bardzo chciałabym się tobą zająć, ale sama nie dam rady., Jestem bardzo chora. Ja... zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa. Moja córka...ona nie jest zła, ona po prostu się zagubiła. -Czasami gdy zamykam oczy potrafię zobaczyć jej twarz. Oczywiście nie pamiętam tych wszystkich wydarzeń, to nie byłoby możliwe. Na podstawie rekonstrukcji przeszłości, dowiedzenia się prawdy o tym, jak to wyglądało, mogę jedynie to sobie wyobrażać Była bardzo młoda. Miała podobno piętnaście lat. Czerwonowłosa... jeszcze nigdy tak jej nie nazwałam, nawet wtedy, gdy spotkałyśmy się w końcu po tylu latach, ale tak- rzeczywiście, była moja matką. Ta życzliwa kobieta, moja babcia, umarła na zawał serca kilka tygodniu po moim urodzeniu. Nie mogła mi pomóc. Kolejna scena wyłania się z mroku... Mieszkam już w domu dziecka. Pamiętam aż za dobrze niekończące się długie godziny oczekiwania na miłość. Mieliśmy niewielki strych, a tam, na środku, sporą dziurę w podłodze. Zrobiłam sobie w niej namiot z koca i poduszek. Tam był mój azyl. Każdego dnia siadywałam tam i bujałem się w przód i w tył, w przód i w tył...Często płakałam. W sierocińcu było przepełnienie. Nikt nie miał czasu, żeby zastanawiać się gdzie akurat jest jedna z małych dziewczynek Nie chciałam patrzeć na to jak do innych przychodzą dobrzy ludzie, jak nielicznie szczęściarze odchodzą do nowego życia. Byłam coraz bardziej zamknięta w sobie i zagubiona... Miałam lalkę. Jedyną „przyjaciółkę”. Kochałam ją jakby była żywą istotą, mówiłam do niej całymi godzinami Jednak pewnego dnia nastąpiło załamanie. Przestałam widzieć w niej człowieka. W jej szklanych oczach ujrzałam pustkę, w jej namalowanym uśmiechu szyderstwo...Wtedy się obudziłam. Zrozumiałam, że to była iluzja, że to tylko zabawka, że tak naprawdę, nie mam na świecie nikogo. W przypływie złości zniszczyłam ją. Rwałam jej ubranie, jej długie włosy na strzępy. W końcu oderwałam głowę i wyrzuciłam te szczątki przez okno. Pożegnałam moją „przyjaciółkę” nawet nie wyprawiwszy jej pogrzebu. Nikt nie mógł do mnie dotrzeć. Otaczałam się barierą. Szybą pancerną, której nikt nie potrafił przeskoczyć. Pamiętam, jak siedziałam na parapecie patrząc w okno, podczas, gdy inne dzieci wspólnie bawiły się w ciuciubabkę. Podeszła wtedy do mnie pani opiekunka i zapytała: -Co z tobą dziecko? Dlaczego nie bawisz się ze wszystkimi? – Miała opiekuńczy, choć trochę szorstki i surowy głos. -Bo nie.- Zeszłam z parapetu i już chciałam się oddalić, jednak mnie zatrzymała, chwyciła za ramiona i spojrzała w moje oczy.- Czego pani ode mnie chce?- Wyrwałam się jej i uciekłam. Może to głupie, ale utkwił mi w głowie jeden obraz. Było letnie popołudnie, potworny upał. Po obiedzie, kazano nam usiąść na ziemi, przed telewizorem i włączono film. Film edukacyjny o pierwszej pomocy. Patrzyłam na przesuwające się sceny z rosnącym strachem. Realistycznie przedstawione wypadki, zakrwawione twarze ofiar, poranione ciała... Nie było w tym nic drastycznego, był to jedynie obraz naukowy. Miałam dziesięć lat. W tamtej chwili poczułam się jednak zagubiona jak nigdy wcześniej. Z coraz większym przestrachem, starałam się nie patrzeć na ekran. Spuszczałam oczy w dół, jednak wciąż słyszałam słowa- wypadek, rana, krew, tętnica... Dzwoniły w moich uszach, niczym ostre sztylety, wbijały mi się w mózg. Zrobiło mi się gorąco, miałam mokre, spocone dłonie, suchość w ustach. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Z minuty na minutę, zaczynałam się coraz bardziej bać. Moje ciało drżało, świat zaczął wirować. Zacisnęłam oczy, a kiedy je na powrót otworzyłam, zobaczyłam tylko nakładające się na siebie plamy. Chciałam uciec. Od tych dźwięków, obrazu, bólu. Podniosłam się, ale nawet nie wiem czy udało mi się wstać. Gdy się ocknęłam, leżałam już w łóżku... Po tamtym dniu, było jeszcze gorzej. Nie dość, że byłam sama, to jeszcze niektóre dzieci, a zwłaszcza chłopcy, nabijali się ze mnie. To zdarzenie ma jednak pewną pozytywną stronę. Pewnego wieczoru, kiedy kilkoro dzieci śmiało się ze mnie, parodiując scenę sprzed telewizora, wstawiła się za mną pewna dziewczynka. Miała na imię Dominika i była najładniejsza w
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kimi
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…