Wróć do katalogu

Sen z torcikiem

"Pewnego wiosennego dnia gdy zespół miał kilkudniową przerwę w koncertach – Per wykorzystał ją do odwiedzenia „starych śmieci” czyli rodzinnego miasta, znajomych uliczek… Zajrzał też oczywiście do ulubionej cukierni prowa

roxetka, opublikowano , 1 godz. 4 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pewnego wiosennego dnia gdy zespół miał kilkudniową przerwę w koncertach – Per wykorzystał ją do odwiedzenia „starych śmieci” czyli rodzinnego miasta, znajomych uliczek… Zajrzał też oczywiście do ulubionej cukierni prowadzonej przez Margit – wspólną szkolną koleżankę Marie i Pera. Dziewczyna bardzo się ucieszyła, widząc dawnego kolegę. - Witaj, co u ciebie? – spytała uradowana, widząc Pera – Mam dla ciebie niespodziankę… - dodała po chwili, uśmiechając się tajemniczo. - Jaką? – spytał niemal od razu. - O nie, nie dam się tak łatwo, najpierw opowiesz mi o sobie, zespole… - Proszę… - mruknął Per, patrząc na dziewczynę przy tym jak kot ze Shreka. - Nic z tego, twoje kocie spojrzenie nie działa na mnie… Na Marie albo Majsan może zadziałać ale na pewno nie na mnie. - Masz kontakt z Marie? – Per ożywił się, słysząc jej imię. - Skąd… - skłamała Margit. Po tej wymianie zdań Per spełnił prośbę Margit i zaczął opowiadać o zespole, trasach, koncertach, spotkaniach z fanami. Kiedy mówił o tym – oczy mu błyszczały, szczególnie kiedy wspominał o Marie. Widząc to – Margit myślała: „Gdybyś spotkał swoją syrenkę (Margit wiedziała, że PG tak nazywał swoją ukochaną) - też byś się ucieszył. Już moja w tym głowa…”. - Co to za niespodzianka…? – przypomniał się delikatnie Per, znów robiąc kocie oczka. - No, dobrze, zaczekaj tu – mruknęła Margit. Tym razem złapała się na spojrzenie przyjaciela. Po chwili dziewczyna przyniosła torcik. Ciasto miało kształt serca. Jedna jego połowa była wyłożona masą porzeczkową a druga ananasową. - Nigdy nie piekłaś tortów, o ile pamiętam – nie wychodziły ci… - zdziwił się Per. - Ludzie się zmieniają – zaśmiała się Margit – Jest jeszcze coś… - dodała, znów uśmiechając się tajemniczo i podając Perowi liścik dołączony do ciasta. - Skądś kojarzę to pismo… - szepnął do siebie, czytając list. Margit dosłownie w ostatniej chwili powstrzymała się od powiedzenia na głos: „To list od Marie, czeka na ciebie, wierzy, że się zobaczycie”. - Bardzo podobne do pisma Marie… - szepnął – Czy ona jest w mieście? – spytał, znów się ożywił. - Była tu wczoraj. - Szkoda, że nie mogłem przyjechać dzień wcześniej… - Per posmutniał. - Nie bój się, zobaczycie się – pocieszała go Margit. Była pewna tego co mówiła, jednak Per nie wierzył jej. - Przestałem już w to wierzyć. Wierzyłem w to do momentu kiedy jej ojciec powiedział mi, że ona nie chce mnie znać. - To było perfidne kłamstwo. Kiedy wyjechaliście w trasę – Marie powiedziała mi, że jej ojciec kazał jej to powiedzieć a ją okłamał mówiąc, że masz kogoś. - No nie, co za typ… - Per rozzłościł się ale żeby się pohamować – zacisnął dłonie w pięści, zrobił to do bólu. Rozmawiali tak jeszcze przez jakąś godzinę, może dwie. Później Margit wróciła do swoich obowiązków a Per został przy swoim stoliku. Po kolejnych trzydziestu minutach Per i Margit pożegnali się a mężczyzna wyszedł z cukierenki. Wracając do domu zastanawiał się nad listem od Marie. Treść listu ciągle przesuwała mu się przed oczami. Kiedy wszedł do domu – swoje kroki od razu skierował do swojego pokoju. Patrząc na ostatnie zachowane przez niego zdjęcie Marie – nadal rozmyślał nad listem. „Nadal wierzy, że się spotkamy… Po tylu latach…” – myślał, przesuwając czule dłonią po zdjęciu. Z rozmyślań wyrwał go odgłos klucza przekręcanego w zamku. To Marie wróciła ze spotkania z Tiną, jej starszą siostrą. - Stało się coś? – zaniepokoiła się lekko – Wyglądasz jakbyś oberwał w głowę czymś ciężkim… - Bo tak się czuję – mruknął. Po chwili trochę niezręcznego milczenia, Per podał Marie list. - To list od Marie…- zdziwiła się Majsan. - Była tu wczoraj, wiem to od Margit. - To ta twoja szkolna koleżanka o której tak wiele mi opowiadałeś? – Marie chciała się upewnić. - Tak, to ona. Niedawno zaczęła prowadzić małą cukierenkę, zabiorę cię tam jutro, jest naprawdę urocza, klimatyczna… - Per się rozmarzył. - Ale ci się oczy świecą… - zachichotała Marie. Słysząc jej słowa i chichot – jej przyjaciel zawstydził się. - Ten list to nie wszystko. Oprócz niego dostałem też tort w kształcie serca. - Ooooo… - mruknęła Marie szelmowsko się uśmiechając. Następnego dnia Per spełnił obietnicę daną Marie i zabrał ją do kawiarenki. Kiedy usiedli przy stoliku – znów pojawił się torcik. „Była tu” – zdawało się mówić spojrzenie Margit. Tym razem do torciku nie był dołączony żaden list. - Pycha… - mruknęła Marie, kończąc swój kawałek i oblizując się ze smakiem. - Zgadzam się – zaśmiał się Per, lekko wycierając resztkę kremu, która została jeszcze w kąciku ust Marie. Kiedy to zrobił – oboje zaczęli chichotać. - Ładna z was para – rzuciła przelotem Margit, przechodząc obok przyjaciół. - Może i tak ale musimy złączyć Pera z Marie. Oni są dla siebie stworzeni – stwierdziła Majsan, na co Per odparł ze smutkiem: - Nie uda ci się, nawet nie próbuj. - Nie poddawaj się, wrócicie do siebie – pocieszała go Marie. - Nie ma na to szans… - mruknął Per. Nadal był smutny. „O nie, nie poddam się tak łatwo, zrobię wszystko co się da, żebyście byli razem” – myślała. Dzień przed wyjazdem w kolejną trasę, Per znów zajrzał do kawiarenki Margit. Znów pojawił się tort i list. Treść drugiego listu brzmiała: „Wiem, że wyjeżdżasz w kolejną trasę. Kiedy wrócicie – spotkajmy się w naszym stałym miejscu, M. PS: Pozdrów ode mnie Marie.”. Czytając list – Per osłupiał. „Chce się ze mną spotkać… Nie wierzę… Nie wierzę w swoje szczęście…” – myślał skołowany. Wiadomość, którą dostał sprawiła, że przez resztę dzisiejszego dnia i całą trasę – energia go rozpierała. Bardzo miło było na niego patrzeć. Marie i reszta cieszyli się jego szczęściem. Wszyscy wierzyli, że Per i Marie będą razem. Trasa trwała dwa miesiące. Przez cały czas jej trwania Per nosił przy sobie list swojej syrenki. „Już nie mogę się doczekać spotkania z Marie…” – myślał często. Dzień przed powrotem z trasy – Per zadzwonił do Margit. - Przekaż Marie, że jutro wracamy. Pojutrze cały dzień będę mógł spędzić z nią – powiedział. - Ok. Załatwię to jak tylko się rozłączymy – odpowiedziała Margit. Rozmawiali jeszcze przez jakieś kilkanaście minut, po czym rozłączyli się a Margit spełniła obietnicę daną Perowi i zadzwoniła do Marie - Już nie mogę się doczekać, kiedy go wreszcie zobaczę… - szepnęła Marie, po przywitaniu z Margit i po tym jak koleżanka opowiedziała jej całą sytuację. Kiedy mówiła – głos drżał jej lekko. - To jeszcze nic. Od Marie wiem, że przez całą trasę nosił list przy sobie, nie rozstaje się z nim – powiedziała Margit, chichocząc. - Poważnie? – zdziwiła się Marie – Czy on zwariował? – spytała też zaczynając chichotać. - Tak, zwariował. Z miłości do ciebie. - No ładnie… - mruknęła Marie. Rozmawiały tak jeszcze jakiś czas, po czym rozłączyły się. Dwa dni później – Per i Marie spotkali się w ich tajemnym miejscu. Była to stara drewniana altanka porośnięta dzikim winem, stojąca w parku. Na miejsce pierwsza dotarła Marie. Usiadła w altance. Najpierw rozglądała się wokół, przyglądała się różnym napisom wyrytym na ławce na której siedziała, lub na altance. Najczęściej były to serca z ich inicjałami lub zdania typu: „Zawsze będziemy razem”. Czasem też przesuwała delikatnie opuszkami palców po tych serduszkach. Potem oparła się wygodnie o oparcie ławki, zamknęła oczy, zasłuchała się w śpiewie ptaków. Chwilę później pojawił się Per. Wszedł do altanki najciszej jak tylko mógł. Kiedy zobaczył Marie – serce zabiło mu szybciej. „Moja mała Marie, syrenka… Zupełnie się nie zmieniła…” – myślał, podchodząc powoli do ławki i siadając na niej. Kiedy usiadł na ławce – powoli wziął Marie za rękę. Kiedy dziewczyna poczuła jego dłoń na swojej – drgnęła, wystraszyła się lekko. Już miała szarpnąć ręką w tył ale gdy tylko otworzyła oczy i zobaczyła Pera – bez słowa bardzo mocno się do niego przytuliła. On też objął ją z podobną siłą. Trwali w takim uścisku bardzo długo. Bali się, że kiedy odsuną się od siebie – wszystko okaże się iluzją. Po jakimś czasie jednak odsunęli się od siebie nadal jednak bardzo mocno trzymając się za ręce. Po kolejnej chwili kiedy zaczęło docierać do nich, że wreszcie są razem – nadal trzymali się za ręce ale uścisk nie był już tak mocny jak wcześniej. - Nareszcie jesteśmy razem… Zawsze wierzyłam, że wreszcie się uda… - szepnęła dziewczyna drżącym głosem, wolną ręką ocierając łzę toczącą się po policzku. - Ja niestety nie… - przyznał się Per. Było mu cholernie wstyd. - Dlaczego? - Straciłem na to nadzieję kiedy dowiedziałem się, że masz kogoś… - wyznał. - To było perfidne kłamstwo. Kto ci to powiedział? - Twój ojciec… - Nic dziwnego, wszystkiego można było się po nim spodziewać, nawet tego – rzuciła Marie ze złością – Całe szczęście, że nie żyje – dodała również ze złością. - Jak długo…? – spytał zaskoczony Per. - Dwa lata. - Przykro mi… - szepnął ze współczuciem. - Nie musisz mi współczuć. Cieszę się, że go nie ma, jestem wreszcie wolna. Później rozmawiali ale już na inne, luźniejsze tematy. Wspominali czas spędzony razem kiedy byli nastolatkami, zaśmiewali się z różnych historii, które im się przydarzyły. Marie pytała też oczywiście o Majsan, w końcu znały się dzięki Perowi. - Jak ona teraz się czuje? – spytała. Miała na myśli oczywiście okres jej choroby. - Teraz już dobrze. Co kilka tygodni jeździ na badania kontrolne. Jedyne o co teraz się boimy to nawrót choroby. - Nawrót? – zdziwiła się Marie. - Tak… Teraz trwa tak zwany okres bezpieczny. Jeśli w trakcie tego okresu nie będzie nawrotu – będziemy mogli z czystymi sumieniami powiedzieć, że Marie jest zdrowa. - Oby tak było… Wierzę w nią – uśmiechnęła się z otuchą. - Bardzo ci dziękuję. Oprócz mnie i ciebie w jej pełny powrót do zdrowia wierzy tylko reszta zespołu. Tylko my w nią wierzymy. - A Micke? - W ogóle w nią nie wierzy… - mruknął smutno. - Jak to: nie wierzy w nią? – dziewczyna osłupiała. - Po prostu, nie wierzy i już. Nieraz mówił, że ona przegra walkę, odejdzie… Przy dzieciach też wygadywał te bzdury. - CO?! – krzyknęła Marie – Co za dupek… - Żebyś wiedziała… Wiele razy musiałem uspokajać po takich tekstach zapłakanych i wystraszonych Jossi i Oscara… Słysząc ostatnie zdanie Pera – Marie tylko pokręciła głową z dezaprobatą. Po tej rozmowie trzymając się za ręce wyszli z altanki, zaczęli przechadzać się po parku. W pewnej chwili Per zauważył, że Marie stała się jakaś niepewna, niespokojna jakby coś lub ktoś ją wystraszył. - Co się dzieje? – spytał z troską. - Ktoś… ktoś nas chyba obserwuje… - szepnęła zawstydzona. Wstydziła się tego tak bardzo, że nawet nie miała odwagi spojrzeć Perowi w oczy. - Wydaje ci się, nie widzę tu nikogo – uspokoił ją Per. Marie jednak nadal czuła na sobie czyjś wzrok. Ogólnie była bardzo kruchą i wrażliwą osobą ale zachowanie jej ojca, ciągłe kontrolowanie, sprawdzanie – sprawiło, że stała się bardzo przeczulona. - Ktoś tu jest, naprawdę… - szepnęła znów. Tym razem miała rację, byli śledzeni. - Spokojnie, to tylko Marie i Margit – zaśmiał się Per, zauważając dziewczyny i grożąc im palcem. Jego spojrzenie zdawało się mówić: „Policzymy się później”. Mimo tego co zdawało się mówić jego spojrzenie – nie był zły na przyjaciółki. Rozumiał, że chciały zobaczyć Pera i jego syrenkę razem. - Wystraszyły mnie… - szepnęła Marie, chichocząc. - Porozmawiam z nimi o tym – obiecał Per, całując ją delikatnie w policzek. Kiedy to zrobił – przez ciała obojga przeszedł dreszcz. Przez resztę dnia nie ruszali się z parku. Dopiero kiedy zaczęło robić się ciemno – wrócili do miasta. Poszli dłuższą, okrężną drogą, przez plażę Tylosand. Przeszli też obok hotelu Pera. - Widzę, że interes się rozkręca… - mruknęła Marie, patrząc na ruch przed hotelem. - Kręci się aż miło... – rozmarzył się Per – Kiedy Gab skończy 18 lat – hotel przechodzi na niego. Hotel i prawa autorskie do moich piosenek – dodał. - Co u niego? – spytała. Kiedy usłyszała imię chłopca – serce zabiło jej szybciej, w oczach rozbłysły iskry radości. „Mój mały Gabb…” – przemknęło jej przez myśl. Dosłownie w ostatniej chwili powstrzymała się przed wyznaniem Perowi tajemnicy związanej z Gabbem. - Rośnie jak na drożdżach – mruknął Per. Kiedy to mówił – oczy zaszły mu lekką mgłą – Jest tylko jeden problem… - szepnął niepewnie. - Jaki? – Marie się wystraszyła. - Zauważyłem, że coraz częściej unika Asy, zachowuje się jakby bał się jej… To jeszcze nic. Zauważyłem też siniaki na jego rękach… Boję się, że może być przez nią bity… - Co mówi kiedy pytasz o te rany? - Najczęściej, że wywrócił się lub zderzył z kimś… Tyle, że mówiąc o tym – zawsze ucieka wzrokiem, nigdy nie patrzy mi w oczy… - Czyli kłamie, bo się jej boi. Jestem pewna. Jestem pewna, że to Asy boi się Gabb. - Jak tylko ją dorwę… - syknął wściekły Per, ciskając kamieniem w wodę. - Pomogę wam – zapewniła go Marie, czule się do niego przytulając. Po chwili nadal nie odsuwając się od niego – spytała: - Masz może jakieś jego zdjęcie? – bardzo chciała zobaczyć swojego syna. - Jasne, że tak – powiedział, rozpromieniając się i wyjmując zdjęcie z portfela. - Przystojniak z niego… Po tacie – zachichotała Marie, puszczając oczko do Pera i zaczynając biec przed siebie. - Och ty… - mruknął, też zaczynając biec. Po chwili takiego pościgu złapał ją, wziął na ręce i kilkakrotnie obrócił się z nią wokół własnej osi. Po chwili weszli do kawiarenki Margit. Byli bardzo szczęśliwi. Kiedy weszli do środka – zastali tam tylko plotkujące Marie i Margit. - Są wreszcie nasze gołąbeczki… - zachichotała Marie – Pięknie razem wyglądacie… - dodała nadal chichocząc. - Wiesz to, bo nas śledziłyście – mruknął Per. Udawał tylko, że jest zły. Wszystkie trzy dziewczyny wiedziały, że udaje – Nie mam wam tego za złe ale nie róbcie więcej czegoś takiego – dodał przytulając do siebie Marie, która posmutniała gdy tylko przypomniała sobie jak bardzo wystraszyła się mając wrażenie, że jest śledzona. - Dobrze, przepraszamy – powiedziała skruszona Margit. - Gdyby nie mój ojciec – nie byłabym taka przeczulona – odezwała się Marie. - Co wspólnego ma z tym twój ojciec? – spytała zdziwiona Majsan. - Kiedy żył – kontrolował mnie. Często zdarzało się też, że mnie śledził. - Czemu to robił? Bał się, że nadal spotykasz się z Perem? – dopytywała. - Chyba tak… Nigdy nie powiedział mi prawdy kiedy pytałam – raniące wspomnienia sprawiły, że Marie zaczęła płakać. - Przepraszam, nie chciałam uparcie o to wypytywać – szepnęła wściekła na siebie Marie. - To nic, po prostu chciałaś wiedzieć a ja jestem cholernie słaba, jestem tchórzem… - szepnęła Marie. Nadal była smutna ale uspokajała się już. - Wcale nie, nie mów tak o sobie, proszę… - szepnął Per, znów przytulając do siebie ukochaną. - No, nie będziemy już wam przeszkadzać – powiedziała Margit, biorąc Marie za rękę i wychodząc z nią na zaplecze. Wyszły tam, bo zza uchylonych drzwi bardzo dobrze widziały rozmawiających Pera i jego syrenkę. Po kilku minutach rozmowy, Marie pomyślała: „Per musi dowiedzieć się wreszcie prawdy o dzieciach i okresie choroby Majsan. Nie mogę już dłużej tego przed nim ukrywać…”. - Muszę powiedzieć ci o czymś… - zaczęła niepewnie Marie. - O czym? – zaciekawił się Per. - Kiedy Marie chorowała… często przychodziłam do szpitala i obserwowałam was. Przyglądałam się na to jak czuwasz przy niej, jak opiekujesz się nią… To było urocze… - Ona jest dla mnie wszystkim. Jak ty i Gabb – powiedział Per. Gdy Marie usłyszała te słowa – poczuła w sercu tak mocne ciepło jakiego nie czuła nigdy wcześniej (nie licząc okresu gdy ona i Per byli razem). Po chwili, gdy dotarł do niego sens pierwszych słów Marie – spytał nagle: - Zaraz, zaraz, jak to: obserwowałaś nas? - Po prostu. Zawsze kiedy wiedziałam, że ojca nie będzie przez kilka dni – codziennie przez ten okres przychodziłam pod jej salę. - Dziwne, że nigdy cię nie zauważyłem… - zamyślił się Per. - Przychodziłam kiedy już byłeś w sali Marie a gdy zauważałam, że wychodzisz – chowałam się. - Spryciara… - zaśmiał się Per – Czemu nie weszłaś nigdy do nas? – spytał po chwili. - Bałam się… - Czego? – spytał spoglądając na ukochaną rozszerzonymi ze zdziwienia oczami. - Tego, że nie rozpoznasz mnie, wyrzucisz stamtąd… - szepnęła, spuszczając głowę. - Co za bzdury wygadujesz? Jak mógłbym cię nie rozpoznać? – spytał, ujmując twarz Marie w swoje dłonie i unosząc ją lekko. Dziewczyna w ogóle nie protestowała. - Nie zrobiłbyś tego? – spytała tylko. - A skąd… - mruknął, po czym pocałował ją w czubek głowy. Przez chwilę nie odzywali się do siebie. Marie myślała: „No tak, tą wiadomość jakoś przełknął… Gorzej będzie z wiadomością o dzieciach… Jak to rozegrać…?” - O czym myślisz? – spytał. Słysząc jego pytanie – drgnęła. Nie odpowiedziała od razu. Zamiast tego – wyjęła z portfela zdjęcie dziewczynki. Ze zdjęcia śmiała się do nich blondyneczka postury Gabriela, rówieśnica chłopca. Na kolanach trzymała kota. - Ślicznotka… Widzę, że lubi koty podobnie jak ja… - rozmarzył się Per, zerkając na zdjęcie – Czy mi się wydaje czy ona jest podobna do Gabba? Ta budowa ciała, twarzy… - Nie wydaje ci się. To jego siostra bliźniaczka – powiedziała Marie, patrząc na zdjęcie dziewczynki z czułością. Słysząc jej słowa – Per przez długą chwilę nie odzywał się. - Jak to: siostra bliźniaczka? – spytał nagle kiedy zrozumiał czego się przed chwilą dowiedział. - Jak dziewczynka ma na imię? Kiedy moglibyśmy ją zobaczyć? – spytał kiedy Marie uspokoiła się trochę. Pytając – celowo użył formy mnogiej. Zadając pytanie miał oczywiście też na myśli Gabba. W końcu chłopiec miał poznać swoją siostrę. - Nazywa się Malin. A co do spotkania… - Marie zastanowiła się chwilę – Za tydzień zaczyna ferie wiosenne. Przywiozę ją tu na całe dziesięć dni. - Co za zbieg okoliczności… - mruknął Per – W tym roku Gabb też za tydzień zaczyna swoje ferie. Czyżby ktoś nad nimi czuwał? – zadając pytanie zaśmiał się. - Kto wie, może… - mruknęła Marie, uśmiechając się. - A jak to się stało, że przez te czternaście lat Gabba wychowywała Asa jeśli to ty jesteś jego biologiczną matką? – spytał Per. Mocno się zdziwił gdy zorientował się co zaszło. - To jest bardzo proste – zaczęła wyjaśniać Marie – Kiedy byłeś już z Asą – przyjechałam do Halmstad i spotkałam się z twoją mamą. Powiedziała mi, że za jej namową oddałeś swoją spermę do banku nasienia. Podała mi numer twojej fiolki i powiedziała żebym je wykorzystała. Zrobiłam to. Poddałam się zabiegowi, powiódł się a kiedy poznałam swój termin porodu – jakiś czas później również od twojej mamy dowiedziałam się, że Asa będzie miała ten sam termin co ja. Jej dziecko urodziło się martwe. Kiedy dowiedziałyśmy się o tym – zrobiło mi się jej żal i zadecydowałam, że oddam jej Gabba. Zresztą – robiąc to wiedziałam, że przynajmniej jedno z dzieci wychowa się z ojcem. Ale – nie martw się – powiedziała, widząc zdziwione lekko, pytające spojrzenie Pera. Patrzył na Marie jakby chciał spytać: „A Malin? Czy ona wie o mnie?” – Zawsze mówiłam jej o tobie, pokazywałam zdjęcia… Zawsze kiedy pytała o tatę – a był okres, w którym robiła to bardzo często – mówiłam jej o tobie. Powtarzałam, że ma tatę ale teraz nie mogą być razem. Obiecałam jej, że niedługo to się zmieni i – spełnię tą obietnicę. Chyba, że – nie chcesz tego, nie chcesz jej widzieć… - Marie posmutniała nagle. - Oczywiście, że chcę ją zobaczyć, poznać. Skąd coś takiego przyszło ci do głowy? – wypowiadając te słowa – Per bardzo się wzruszył. - Przepraszam… nie wiem skąd przyszło mi to do głowy… - szepnęła Marie. Przytulając ją do siebie – Per odpowiedział: - To nic, po prostu wzięły w tobie górę emocje… - Tak pięknie razem wyglądają… - szepnęła wzruszona Marie, przysłuchując się całej rozmowie – Od zawsze wiedziałam o wszystkim, o tym, że oprócz Gabba Per ma też córkę. Nie wiedziałam tylko jak ma na imię. Nie zdążyłam spytać o to Marie. - Więc dowiesz się tego od Pera – powiedziała na to Margit, dodając po chwili: - Muszę już zamykać. Zresztą – powinnam zrobić to już półtorej godziny temu ale zasłuchałam się w tą ich rozmowę… Aż szkoda ich stamtąd wypraszać… - szepnęła, wychodząc z zaplecza. Chwilę później wyszła stamtąd Marie. Od razu stanęła przy drzwiach wyjściowych. Nie chciała żeby Per zorientował się, że podsłuchiwała rozmowę jego i Marie. Najbardziej bała się, że zauważone zostanie to, że płakała. - Niestety, muszę już zamykać – powiedziała Margit, podchodząc do stolika zajmowanego przez przyjaciół. Nie powiedziała im tego co Marie na zapleczu. - Szkoda… - mruknął Per, wstając i podchodząc do ukochanej. - A co, mieliście zamiar przegadać tu całą noc? – spytała. - Prawdopodobnie… - zaśmiała się Marie. - Czekałaś na nas przez cały czas kiedy rozmawialiśmy? – spytał Per, zauważając Majsan przy drzwiach. - A skąd – skłamała Marie, śmiejąc się przy tym. Na szczęście zaśmiała się na tyle naturalnie, że Per nie zorientował się, że skłamała. Potem wyszli z kawiarenki i odprowadzili Marie do domu. Gdy pożegnali się – wracając do domu – Per opowiedział przyjaciółce czego się dowiedział. - Boję się, że Gabby nie zaakceptuje tego czego dowie się ode mnie… - zakończył smutno. - Nie martw się, zaakceptuje to – zapewniła go Marie. - Jesteś pewna? – spytał smutno i niepewnie. - Jak niczego innego na świecie – zapewniła go kolejny raz, myśląc przy tym: „Gabb wie o Marie. Mówiłam mu o niej kiedy zostawał u mnie gdy był mały. Robiłam to nie tylko ja…” – wypowiadając w formie myśli ostatnie słowa – Marie wymownie spojrzała na przyjaciółkę. Per jednak nie zrozumiał aluzji zawartej w zachowaniu przyjaciółki. Przez resztę nocy Marie i Per rozmyślali w swoich domach nad tym jak przygotować dzieci na to jak zmieni się życie wszystkich. Oboje zasnęli dopiero nad ranem. Oboje zabrali się za to jednocześnie. Wiedzieli, że robią to w tym samym czasie. Czuli to. Jakiś czas po powrocie Gabba ze szkoły – Per poprosił go do swojego gabinetu. - O co chodzi tato? – spytał chłopiec, wchodząc. - Musimy porozmawiać. - Zrobiłem coś złego? – spytał wystraszony. - Nie, skąd. Czemu coś takiego przyszło ci do głowy? - Jesteś jakiś zły, smutny… Zawsze kiedy tak wyglądasz – wiem, że coś przeskrobałem – odparł Gabb. - Mylisz się, nie zrobiłeś nic złego. Chcę porozmawiać z tobą o naszym życiu. Niedługo zmieni się ono o przysłowiowe 360 stopni... - Zwiążesz się wreszcie z Marie? – wypalił Gabb. Per popatrzył na niego z zaskoczeniem po czym śmiejąc się, powiedział: - Niestety ale nie. A chciałbyś żeby tak się stało? – spytał. - Odkąd pamiętam. Ty i mama nie pasujecie do siebie. Ciągle kłócicie się… I to najczęściej właśnie o Marie i wasz zespół. Tak jakby mama była zazdrosna. Zazdrosna o to co was łączy i w ogóle… Dobrze pamiętam jak kłóciliście się kiedy Marie chorowała. To było okropne… Nieraz uciekałem wtedy do siebie… A zresztą – kiedy byliście na trasach koncertowych – mama biła mnie. Obrywało mi się za wszystko. Nawet za czwórki ze sprawdzianów… - szepnął spuszczając głowę. - CO?! – krzyknął zaskoczony Per – Tego się po niej nie spodziewałem… Czemu nie mówiłeś mi o tym? – spytał gdy minęła pierwsza fala szoku i wściekłości. - Nie mogłem… - Jak to: nie mogłeś? - Nie pozwalała mi. Za każdym razem kiedy mówiłem, że dowiesz się o tym – groziła, że zrobi mi większą krzywdę. - Z kim ja się związałem… - szepnął wściekły Per – A wszystko przez Bengta i tatę. Gdyby nie to ich zachowanie… - Teraz wszystko się zmieni. Na lepsze. Będziesz już bezpieczny – powiedział głośniej, biorąc do ręki zdjęcie Marie stojące na biurku. - Jak to się stanie? – spytał, mocno i ufnie przytulając się do Pera. Chłopiec potrzebował tego. Wyznanie tego co go spotkało – nie było dla niego łatwe. „Niedługo będziemy już wszyscy razem. Ty, ja, twoja mama i siostra. Wtedy już nic złego ci się nie stanie” – myślał delikatnie gładząc jasne włosy chłopca. Po dość długiej chwili ciszy Gabby wypalił nagle: - Pamiętam tą panią. Kiedy byłem mały i zostawiałeś mnie u Marie – zajmowała się mną, powtarzała, że to ona jest moją prawdziwą mamą i że jeszcze kiedyś będziemy razem. Czy to prawda? – spytał, patrząc badawczo na zaskoczonego Pera. - Jak możesz to pamiętać? Miałeś wtedy niecałe dwa latka… - mężczyzna nadal był ostro skołowany. - Tak było. Nie wierzysz mi? – Gabb poczuł się urażony. - Wierzę ci, przepraszam za wcześniejszą reakcję, po prostu to co powiedziałeś – zaskoczyło mnie. Po kolejnej chwili, kiedy szok minął – Per powiedział: - To wszystko to prawda. Marie jest twoją biologiczną mamą. - A ty? Czy ty jesteś moim tatą? – spytał chłopiec. Zadając pytanie był podobnie skołowany jak wcześniej Per. - Oczywiście, że tak – odpowiedział, obejmując czule synka – Skąd przyszło ci do głowy, że mogłoby być inaczej? – spytał – Przecież większość cech wyglądu i charakteru masz po mnie. - Przepraszam za to pytanie, nie chciałem cię urazić… - Gabb bardzo wstydził się swoich poprzednich słów. - Nic się nie stało, skarbie, rozumiem cię, twoje uczucia. Twoje życie zmienia się więc nic dziwnego, że masz mętlik w głowie – powiedział. Po chwili ciszy dodał: - To jeszcze nie wszystko. Masz siostrę. - Siostrę? – spytał zaskoczony Gabb – Jest starsza czy młodsza ode mnie? Jak ma na imię? – dopytywał dalej tym samym zdziwionym tonem – Kiedy się zobaczymy? – niemal wyrzucał z siebie pytania. - Masz siostrę bliźniaczkę. Ma na imię Malin a zobaczycie się kiedy zaczniesz ferie wiosenne. - Hurra, już nie mogę się doczekać. Zawsze chciałem mieć rodzeństwo… - szepnął chłopiec. Wzruszył się. I to bardzo. - Twoje marzenie się spełniło, kochanie – powiedział Per, uśmiechając się ciepło do Gabba i mocno go do siebie przytulając. W tym samym czasie kilka ulic dalej Marie rozmawiała z Malin; przygotowywała córkę do wielkiej zmiany jaka szykowała się w jej życiu. - Chcę z tobą porozmawiać, skarbie – zaczęła, wchodząc do pokoju córki. - Czy coś się stało, mamo? – spytała wystraszona dziewczynka, unosząc wzrok znad książki, którą czytała. „Gabb pewnie zareagował podobnie kiedy Per zaczął ten temat” – pomyślała Mia. Miała rację, bo Gabby też zareagował strachem. - Na pewno nic złego, nie musisz się bać. Chcę po prostu porozmawiać o naszym życiu, bo niedługo wszystko się zmieni. Zupełnie. - Na lepsze czy gorsze? – Malin nadal była wystraszona. - Oczywiście, że lepsze, boisz się zupełnie niepotrzebnie – odpowiedziała Marie, uśmiechając się i z czułością gładząc policzek dziewczynki. - Więc o co chodzi? – spytała Malin. - Udało mi się spotkać z twoim tatą. Kiedy zaczniesz ferie wiosenne – poznacie się. Twoje marzenie spełni się, skarbie. Ale to jeszcze nie wszystko… - Marie urwała tajemniczo. - Czemu nie wszystko? Jest jakiś problem? – strach znów wrócił. - Skąd, żadnego. Po prostu… na feriach poznasz też swojego brata… - zakończyła niepewnie Marie. Bała się reakcji Malin. - Brata? Nie mówiłaś mi o nim… - Mówiłam ale tylko kiedy byłaś malutka, więc możesz tego nie pamiętać. Potem już tego nie robiłam. - Dlaczego? - Dlatego, że kiedy raz chciałam ci o nim powiedzieć – przeszkodził mi w tym twój dziadek. Stanowczo zabronił mi mówić ci o nich. - Teraz już możesz powiedzieć mi o moim bracie prawda? - Tak, teraz już mogę to zrobić bez problemu. - Więc opowiadaj – poprosiła. Strach ustąpił w sercu dziewczynki miejsca podnieceniu i ciekawości. - Twój brat ma na imię Gabriel. Jesteście bliźniętami. Jednojajowymi, jesteście do siebie bardzo podobni. Na tyle podobni, że czasem udawało mi się dzięki temu oszukiwać waszego tatę. - Oszukiwać? Jak to robiłaś? – na początku Malin lekko się wystraszyła ale widząc w oczach Marie iskierki i uśmiech błądzący gdzieś po kącikach ust – przestała się bać. - Przychodziłam z tobą do Marie zawsze kiedy wiedziałam, że wasz tata będzie tam z Gabbem. Kiedy dowiadywałam się, że będzie – przed „wyprawą” ubierałam cię dokładnie tak jak ubrany był twój brat. - Po co to robiłaś? – spytała dziewczyna, chichocząc cicho. - Po to żebyś choć przez chwilę mogła być na jego rękach – odparła Mia, również chichocząc. - Nie zorientował się, że trzyma mnie a nie Gabba? - Ani razu. Za każdym razem udawało nam się was w porę podmienić – po tych słowach Marie obie wybuchły szczerym śmiechem. - Szkoda, że tego nie pamiętam… - mruknęła lekko zawiedziona Malin kiedy przestała się śmiać. - Nie możesz tego pamiętać, miałaś jakiś rok, może niecałe dwa latka… - No, ładne kwiatki… - zachichotała znów Malin – Już nie mogę doczekać się początku ferii… - szepnęła rozmarzonym tonem – Czy mogłabyś pokazać mi jakieś zdjęcie Gabba? – spytała. - Niestety ale nie, nie mam żadnego przy sobie. - Co za pech… - dziewczynka posmutniała. - Jeszcze tylko kilka dni, skarbie. Spędzimy razem wasze ferie a potem już zamieszkamy razem. Na zawsze. - Jesteś pewna…? – spytała niepewnie Malin. - Oczywiście, że tak, czemu pytasz? - A co jeśli tata oszukuje cię? - Skąd coś takiego przyszło ci do głowy? Wasz tata kochał mnie zawsze; nawet wtedy gdy byliśmy rozdzieleni. Nie oszukuje mnie. To on został oszukany. - Jak? Kto to zrobił? - Od ojca i brata słyszał ciągle, że mam kogoś. To oczywiście nie było prawdą ale on niestety uwierzył im. - Dobrze, że wszystko już się wyjaśniło… - Zgadzam się z tym skarbie. Wieczorem tego samego dnia Marie zadzwoniła do Pera. Opowiedzieli sobie nawzajem o rozmowach jakie przeprowadzili z Malin i Gabbem. - Jak na wszystko zareagował Gabb? - Uwierzył mi. Był ostro skołowany ale uwierzył. Ucieszył się, wypytywał o Malin, często powtarza, że nie może się doczekać spotkania. A jaka była reakcja Malin? - Też była w szoku ale gdy wszystko jej wyjaśniłam – też zaczęła wypytywać o Gabba. Chciała nawet zobaczyć jego zdjęcie… - wypowiadając te słowa Marie lekko posmutniała. - Spokojnie, spotkajmy się jutro w naszej altance, zabiorę ze sobą jakieś jego zdjęcie – pocieszył ją Per. - A Asa? Co jej powiesz jeśli zapyta gdzie się wybierasz? – Marie nadal była wystraszona. - Nic się nie bój, coś wymyślę. Jest tak naiwna i infantylna, że łyknie każdą bajeczkę jaką jej wcisnę – zachichotał Per. - Coś was jednak łączy oprócz obrączek – Marie też zaczęła chichotać. - O czym mówisz? – Per osłupiał. - Oboje was łatwo można w coś wkręcić… - Nadal nic z tego nie rozumiem… - O rany… Chodzi po prostu o to, że miałeś nieświadomie kontakt z Malin jeszcze kiedy była mała, kiedy miała jakieś dwa latka. - Niby jakim cudem? - Po prostu. Kiedy dowiadywałam się od Marie, że będziesz u niej z Gabrielem – przychodziłam zawsze wtedy z Malin, wcześniej ubierając ją identycznie jak był ubrany Gabb… - Chcesz powiedzieć, że podmieniałyście maluchy? – wszedł jej w słowo Per. - No, brawo, Sherlocku – zaśmiała się Mia. - Już ja sobie z Marie pogadam… - mruknął. Z początku faktycznie był na nią zły ale chwilę później pomyślał: „Dziękuję, że to robiłaś, jestem ci bardzo wdzięczny”. Rozmawiali tak jeszcze przez jakieś dwie godziny. Po skończonej rozmowie Asa zrobiła Perowi karczemną prawie awanturę o Marie ale on nic sobie z jej krzyku nie robił. Zareagował tylko raz. Gdy Asa obraziła jego syrenkę, gdy nazwała ją „głupią gęsią z prowincji”. - Nie obrażaj jej! – krzyknął – Marie nie jest głupią gęsią! A gdybyś nie zauważyła – sama spędziłaś ze mną cztery pierwsze lata naszego związku na tej „prowincji” – po tych słowach spoliczkował ją po czym skierował się do drzwi. Będąc obok nich – dodał, tak samo podniesionym głosem: - Ta „prowincja” to moje rodzinne miasto, nieczuła idiotko! Ty miałaś większe szczęście, bo wychowałaś się w Sztokholmie, miałaś większe szanse niż my! - Zdania o niej i mieście nie zmienię – odpowiedziała zimno Asa. Słysząc jej słowa, Per obrócił się na pięcie i wyszedł do swojego gabinetu. Po wejściu tam – zamknął się na klucz. Nie wychodził stamtąd do powrotu Gabba ze szkoły. Niemal od razu po powrocie chłopca – zabrał go do Marie. Na początku chłopiec był trochę zły, próbował się bronić przed wyjazdem. Kiedy jednak dowiedział się o kłótni Asy i Pera – przestał się złościć. - Przepraszam… - szepnął ze skruchą – Rozumiem, że chcesz żebym był bezpieczny, nie chciałem tak zareagować. - Nic się nie stało, skarbie.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych