Słodka pokusa (cz.5)
O czym marzy każda piętnastolatka? O kochającym chłopaku...? O prawdziwych przyjaciółkach...? O dobrej rodzinie...? A o czym marzy dziewczyna, która ma już to wszystko...?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Padając ze śmiechu szarpaliśmy się tak jeszcze dobre kilkanaście minut. Zaczepnie wbijałam mu palce w żebra, na co on reagował tym samym. W końcu złapał mnie za ramiona i unicestwił przyciskając do ziemi. W głowie nadal mi huczało a jego twarz falowała lekko w różne strony, gdy próbowałam ,,złapać ostrość”. Nachylając się bardzo blisko spojrzał z rozmarzeniem w moje oczy. Czując, że za chwilę może wydarzyć się coś, czego będę żałowała do końca życia spróbowałam jeszcze raz się wyrwać, ale Marcin zrozumiał to jako chęć dalszej zabawy, aniżeli próbę zaprzestania jej. - Mówiłem ci, że ze mną nie ma tak łatwo - zaśmiał się cicho. Gorączkowo myśląc spuściłam wzrok i przestałam się szarpać. - A wiesz, że... - zaczęłam, ale nim zdążyłam dokończyć poczułam ciepły dreszcz na ustach, a moje dłonie splotły się z dłońmi Marcina. Uniosłam wzrok i ujrzałam jedynie rozmazaną czarną plamę Jego twarzy. Delikatnie lecz niepewnie obdarzył mnie słodkim buziakiem, po czym odsunął się kawałek i raz jeszcze spojrzał tymi swoimi czarującymi, bursztynowymi oczami. - Bardzo mi się podobasz, wiesz... – szepnął, po czym znów zbliżył się, a ja poczułam każdą cząsteczkę swojego ciała, gdy jego miękkie usta przywarły do moich. Chwilę ,,pieścił” się tak z nimi uwalniając w tym czasie ręce i prowadząc je ku mojej talii. Fioletowa bluzeczka zaczęła piąć się powoli ku górze, prowadzona przez tak genialnie czułego Marcina. Nie wiedziałam co się dzieje, mój mózg nie nadążał rejestrować wszystkiego tego, co w tak krótkim czasie następowało po sobie, więc jakim cudem mogłam w ogóle powiedzieć: Przestań!? Gładząc powoli mój brzuch zniżył głowę na wysokości szyi i zaczął ją całować. Otworzyłam oczy i spojrzałam w niebo. Milion gwiazd, ciepła noc, ja i wspaniały chłopak... Po chwili z powrotem zobaczyłam czarną plamę i poczułam na ustach mokre drżenie. ,,Sumienie zawsze budzi się ostatnie…” Powiedział mi to kiedyś dziadek. Nie wiedzieć czemu akurat w tej chwili, nim całkowicie zatopiłam się w czułościach Marcina, przypomniało mi się to przysłowie. To przysłowie i Kamil... - Nie - odepchnęłam jednym silnym ruchem chłopaka, który oparł się tuż nade mną i zaczął obserwować ze zdziwieniem. - Nie? - powtórzył pytającym tonem. Przełknęłam ślinę i przywróciłam bluzkę do normalnej postaci. Chwilę milczałam zbierając myśli i próbując dobrać do nich odpowiednie słowa. Dopiero co skłamałam, iż Kamil jest moim bratem, jakim cudem więc mam teraz to odkręcić i powiedzieć, że nie może między nami do niczego dojść, bo właśnie z tymże ,,bratem” chodzę od roku? - Co się stało? - Marcin wtopił we mnie zabłąkany wzrok. - Nic... - usiadłam czując napływające łzy i skrępowanie, które narastało z sekundy na sekundę - Po prostu... - Tak...? - Nie mogę... Ja nie mogę... - Nie możesz...? - Marcin... - wzięłam głęboki oddech. Już dawno nie byłam w tak głupiej sytuacji. I co teraz? Mam kłamać dalej...? - Przepraszam... - Przepraszasz? Ale za co? - chłopak uśmiechnął się raźno. - Na razie nie mogę pozwolić sobie na TAKIE coś... - jęknęłam czerwieniejąc. - Na całowanie, czy...? - Na nic. Wiem, że nie rozumiesz. Ale nie wytłumaczę ci tego... nie teraz... Przykro mi - byłam pewna, że w odpowiedzi usłyszę: ,,Skoro tak, to nara”. Ale nie. On niespodziewanie przeczesał ręką moje włosy i powiedział z zawodem, choć i nutką nadziei: - No trudno... skoro tak to poczekam - wymusił smutek, który wywołał u mnie śmiech. - Jesteś niesamowity - stwierdziłam widząc minę rozżalonego pozera. - Nie jedna mi to już mówiła... - wyszczerzył zęby i złapał mnie energicznie za rękę- To co, wracamy do towarzystwa? * Leżałam w łóżku i wbijałam pusty wzrok w okno, za którym powoli zapadał zmrok. Czułam jak z sekundy na sekundę moje oczy pokrywa coraz grubsza warstwa łez. Mimo chęci nie udało mi się powstrzymać i jedna uwolniła się z tego ,,jeziora” poprzez które obserwowałam różowe promienie słońca pokrywające niebo. Wczoraj o tej porze szłam już do Marcina... Wczoraj o tej porze zastanawiałam się, czy to wyjście jest aby na pewno trafnym pomysłem. Czy zostanę tam dobrze przyjęta, czy może wszyscy stwierdzą, że jestem głupią gówniarą, którą trzeba odizolować od reszty...? Eh, jakże śmieszne były te rozterki, jakże mylne i małostkowe. A przecież jeszcze wczoraj nawet bym nie pomyślała, że dziś będę cicho łkała, siedząc samotnie w pokoju i wspominając tak cudownie spędzony czas. Z Marcinem. Jego znajomymi... Dlaczego to tak szybko minęło? Dlaczego noc nie może trwać wiecznie...? Zacisnęłam pięści czując skurcz w gardle. Jak żyć teraz, gdy zasmakowałam już tamtego świata? Gdy poznałam tak zabawnych i wesołych ludzi, z którymi po raz pierwszy od dłuższego czasu zaśmiałam się szczerze...? Z którymi potrafiłam rozmawiać o wszystkim i o niczym, z taką lekkością, jakbyśmy znali się od zawsze...? Jak wrócić do normalności, do codziennych spotkań ze zwykłymi koleżankami, których jednym tematem są chłopcy i kosmetyki, których jedyną rozrywką jest chodzenie do kina i które tak naprawdę nigdy nie były mi tak prawdziwie bliskie...? ,,Przyjaciółki” tak o sobie mawiałyśmy. Ale czy przyjaciółki są ze sobą jedynie z powinności i przyzwyczajenia? Czy przyjaciółki rezygnują z wspólnie spędzanego czasu przy pierwszej, lepszej ofercie ciekawszego zajęcia? Najważniejszą rzeczą, którą sobie uświadomiłam był fakt, iż wcale nie dzieliłyśmy się ze sobą ,,życiem”. Nigdy nie zwierzałyśmy z problemów, nie cieszyłyśmy wspólnie własnym szczęściem... Tam, u Marcina zrozumiałam co to znaczy ,,przyjaźń”. Nikogo nie krępowało rozmawianie o kłopotach, radzenie w trudnych sprawach... Zrozumiałam, iż ,,przyjaźń” nie jest jedynie sobotnim wypadem do kina... -Majka co się stało? - dopiero teraz spostrzegłam, że w drzwiach mojego pokoju stoi mama. Otarłam błyskawicznie dwie łzy, które niekontrolowanie uwolniłam i spojrzałam na nią kręcąc głową. -Nic... -Masz jakieś kłopoty? - weszła powoli i zbadała mnie przerażonym wzrokiem. -Nie, nie... - uśmiechnęłam się smutno - Nie mam... -Bardzo jesteś blada. -To nic... wszystko w porządku, przysięgam... - mimo zapewnień mama nadal stała i obserwowała mnie podejrzliwie. -No nie patrz tak, nic złego się nie stało - powiedziałam po chwili już dużo pewniejszym tonem - Czemu przyszłaś? -A nie... już nie ważne... połóż się zrobię ci herbaty... - nim zdążyłam jakkolwiek zareagować mama wyleciała pospiesznie z pokoju. Zamknęłam oczy próbując pozbierać siły.
,,Tak trudno pogodzić się z faktem, iż czasu cofnąć się nie da...”
A może to wcale nie koniec...? Może za kilka dni znów dostanę smsa zapraszającego na kolejną imprezę do Marcina...? Ale jaką tym razem wymówkę wymyślę? Następna noc u Sandry...? A co z Kamilem? Co jemu powiem? Zresztą jakbym go nie oszukała- kłamstwo zawsze pozostaje kłamstwem. A w ostatnim czasie nie byłoby już pierwszym skierowanym w jego stronę... Drzwi pokoju uchyliły się i zamiast ponownie mamy ujrzałam w nich... -Kamil? - spytałam z dziwną ironią w głosie. Po chwili zorientowałam się, iż nie wypadło to najgościnniej, a w dodatku pewnie mój ,,ukochany” spodziewał się, że zapiszczę z radości na jego widok. Nie widzieliśmy się dwa dni, a ostatnie nasze spotkanie nie należało do najlepszych- rozstaliśmy się w kłótni wywołanej telefonem od Marcina, który zadzwonił w najmniej oczekiwanym momencie. -Cześć - przywitał się sucho siadając na łóżku, tuż obok. Wręczył mi ciepły kubek, nad którym unosiła się biała para. -Twoja mama kazała, żebym przyniósł...…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil makabe
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…