Słodka pokusa (cz.7)
O czym marzy każda piętnastolatka? O kochającym chłopaku...? O prawdziwych przyjaciółkach...? O dobrej rodzinie...? A o czym marzy dziewczyna, która ma już to wszystko...?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zatopiłam twarz w miękkiej poduszce i pozwalałam, aby w pachnącej pościeli znikały kolejne uwalniające się z moich oczu łzy. Tak strasznie potrzebowałam przyjaciela. Kogoś kto przyjdzie, wyciągnie pomocną rękę, powie dobre słowo. Niestety do głowy nie przychodziła mi ani jedna osoba, z którą byłabym bliżej. Do tej pory liczył się tylko Kamil. To jemu powierzałam wszystkie tajemnice, to u niego szukałam rady, to on było moim jedynym i największym przyjacielem. Pierwszy raz zdałam sobie sprawę, że oprócz tego chłopaka nie miałam w życiu nikogo. Tak, rodzice… Ale to nie rodzic powinien być główną postacią w codzienności piętnastolatki. Tak, koleżanki… Ale to nie byle koleżance powierza się każdy sekret. To nie koleżanka zna cię na wylot. Zbyt zajęta byłam Kamilem, aby zwracać uwagę na to, co dzieje się poza naszą dwójką. Zapłakałam, gorzko wbijając w poduszkę ściśnięte dłonie. Obudziłam się… Za późno obudziłam się z tej bajki, która wcale nie miała zakończyć się Happy Endem. Z całych sił starałam się odpychać tą myśl, która kuła moje serce coraz dotkliwiej. Czułam, że jedyną osobą, która mogłaby poprawić mi humor i wyciągnąć z tego dołka był Marcin. Podświadomie marzyłam, aby zapukał do mych drzwi i wszedł z uśmiechem mówiąc: ,,Niespodzianka!”. Niestety… Wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała zmierzyć się z rzeczywistością i wreszcie stawić jej czoło. Kamil nie zasłużył sobie na takie traktowanie, trzymanie w niepewności i strachu. Problem tkwił jedynie w tym, iż sama nie byłam do końca pewna czego chcę… Przyzwyczajenie nie pozwalało mi tak po prostu powiedzieć: ,,Koniec”, całkowicie skreślić z mojego życia jak dotąd najważniejszą osobę. Nie potrafiłam sobie wyobrazić jak będzie wyglądał dzień bez spotkań z Kamilem, rozmów, wspólnych żartów czy nawet kłótni. Do moich uszu dobiegło zdecydowane stukanie i nim zdążyłam otrzeć łzy drzwi pokoju otworzyły się i stanęła w nich mama. Spojrzałam na nią pytająco i szybko zaczęłam zacierać ślady płaczu. Ta jednak jakby już dawno wiedząc, że zamknięta w czterech ścianach pokoju szlocham i rozpaczam nie zwróciła na mój stan najmniejszej uwagi. - Majka przyjdź do salonu – poprosiła krótko, po czym nie czekając na odpowiedź wyszła. Wzięłam głęboki oddech i ociężale uniosłam się na rękach. Czułam się słaba i zmęczona. Pociągając nosem otarłam łzy i powoli udałam się do salonu. Gdy weszłam rodzice siedzieli naprzeciwko siebie i milczeli, jakby na coś czekając. Zajęłam miejsce na fotelu tuż obok i bez słowa zbadałam ich czerwonymi od płaczu oczami. - Musimy porozmawiać i tym razem nie mam zamiaru tak łatwo ustąpić – oznajmiła po chwili mama obserwując mnie z powagą. - O co znowu chodzi? – jęknęłam wzdychając ciężko. - Nie sądzisz, że to my powinniśmy cię o to zapytać? – ojciec uraczył mnie surowym spojrzeniem. Poczułam na ciele niemiły dreszcz, który nie zwiastował niczego dobrego. - Mi nie chodzi o nic. To wy chcieliście rozmawiać. - Tak… My chcemy z tobą rozmawiać. Niestety nie jest to obustronna chęć – tato jak zwykle opanowany, doskonale układał każde kolejne zdanie. Ta umiejętność sprawiała, że świetnie potrafił mnie podejść i wyciągnąć z moich ust wszelkie informacje. Przełknęłam ciężko ślinę i w nerwowym geście splotłam ręce. - Znów myślicie, że mam problemy, tak? Więc po raz setny powtarzam: NIE MAM. - I kolejny raz kłamiesz – ojciec zaczął nachalnie obserwować nieokreślony punkt przed sobą. - Przecież widzimy co się z tobą dzieje. Płaczesz po kątach, chodzisz jakaś taka struta… - dodała drżącym głosem mama. Wypuściłam głośno powietrze starając uspokoić burzę, która panowała wewnątrz mojej głowy. - Tak. Ale nie możecie mi pomóc. Nie możecie. Rozumiesz, mamo? Tato…? - Możemy. Jesteśmy twoimi rodzicami i na pewno możemy ci pomóc. Tylko, że ty nawet nie masz zamiaru podzielić się z nami tym, co cię trapi. - Bo mam już do cholery piętnaście lat…! Żadna dziewczyna w moim wieku nie zwierza się rodzicom ze swoich rozterek, byle głupich problemów, jakie ma każdy nastolatek. Zachowujecie się jakbyście tego nie rozumieli! Nie jestem waszą własnością i nie mam zamiaru dzielić się z wami wszystkim. Są sprawy, które muszę sama przecierpieć, o których muszę sama zdecydować…! – nawet nie wiem jak doszło do tego, że zamiast siedzieć stałam, ale po skończeniu swoich wywodów ciężko opadłam z powrotem na fotel i zamknęłam oczy. - Może już nie pamiętasz, ale my też mieliśmy kiedyś te piętnaście lat. Swoje przeszliśmy. I możemy ci pomóc bardziej niż ktokolwiek inny. - Ale ja nie chcę waszej pomocy. Zrozumcie to wreszcie… * Lekki, jesienny wiatr we wszystkie cztery strony świata rozwiewał moje włosy, z sekundę na sekundę wprowadzając je w coraz to większy nieład. Przymknęłam oczy i delektowałam się spokojem. Do moich uszu docierał jedynie szum rzeki płynącej tuż pode mną. Uniosłam wzrok i spojrzałam na zachodzące za drzewami słońce. Z dnia na dzień świeciło coraz słabiej… Jakby chciało powoli przygotować nas do chłodnej, nużącej zimy. Opierałam się o barierkę mostu i zastanawiałam nad sensem własnego istnienia. Nad sensem życia. Nad sensem świata… - I kiedy jesteś zdołowany… Czujesz się samotnie… I kiedy chcesz uciekać… Zaufaj sobie i nie poddawaj się… Wiesz, ze jesteś lepszy niż ktokolwiek inny… - z moich ust cicho wydobywały się słowa piosenki. Po policzku spłynęła pojedyncza łza. Czyżby ze smutku…? A może to po prostu chłód wydusił z moich oczu tą kropelkę…? Zamek cienkiej, zielonej kurtki dopięłam pod samą szyję i potarłam o siebie zmarznięte ręce. Nerwowo spojrzałam na zegarek i zaklęłam pod nosem widząc, iż stoję tu już od piętnastu minut. Przez głowę przemknęła myśl; ostatnio wszyscy się spóźniają. Pech…? Szkoda tylko, że mój… Obróciłam głowę w stronę jednego końca mostu, skąd miały nadejść dziewczyny. Ale jak na złość nie było tam nikogo. - Trudno… - burknęłam sama do siebie, po czym ruszyłam w drogę powrotną. Nie będę tak…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil makabe
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…