Słodka pokusa (cz.9)
O czym marzy każda piętnastolatka? O kochającym chłopaku...? O prawdziwych przyjaciółkach...? O dobrej rodzinie...? A o czym marzy dziewczyna, która ma już to wszystko...?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Moje nozdrza pieścił niemiły zapach papierosów, gdy to przemierzałam powolnym krokiem salon. Wszystkie zmysły ze skupieniem obserwowały poszczególne sylwetki, starając się wyłapać choć jedną, znaną mi już wcześniej. W rogu na wielkiej, białej kanapie siedziało w ścisłej grupce kilka starszych dziewczyn, które chichocząc zapełniały kieliszki przezroczystym płynem. Patrząc na nie z zaciekawieniem, poczułam chęć znalezienia się w ich gronie. Śmiania się z nimi i świętowania. Zaraz, zaraz, jaka to okazja mnie tu przywiodła…? - Kogo ja widzeeee! – słysząc głośny krzyk gdzieś z boku, obróciłam głowę i ujrzałam kroczącego z wyciągniętymi w moją stronę rękami Patryka. Chłopak uściskał mnie wyraźnie zadowolony, po czym zrobił krok w stronę stojącej nieopodal półki, wziął z niej dwa piwa i nie pytając o zgodę umiejscowił jedno z nich w mojej dłoni. – Czuj się jak u siebie! - Jasne, dzięki… - Jak wolisz coś mocniejszego to w lodówce jest wódka… - mój wzrok nie wiedzieć czemu padł na dziewczyny siedzące w rogu salonu, na co Patryk jakby czytając w moich myślach zaproponował – Jeśli chcesz zapoznam cię z kimś… Wkręcaj się, gdzie się da, ok.? - Postaram się. - No i luz… Oooo Krzysiu! – chłopak bez słowa wytłumaczenia wyminął mnie i pędem ruszył w stronę nowo przybyłego gościa. Zupełnie nie wiedziałam co robić. Czym się zająć. Nie miałam odwagi, aby tak po prostu do kogoś podejść i zagadać, nie wspominając już o tych roześmianych, pewnych siebie dziewczynach. Piwo, które dopiero co wręczył mi Patryk odstawiłam z powrotem na półkę, po czym lekkim krokiem ruszyłam przed siebie. Choć wyglądałam zabójczo, czułam się jak mała, szara myszka. W kuchni smęciło się kilka nieznanych mi osób. Jeden z chłopców stał oparty o ścianę i powoli sączył piwo, wbijając znudzone spojrzenie w nieokreślony punkt na stole. Złapałam pierwszą ze szklanek stojących na szafce i zapełniłam ją pomarańczowym sokiem. Nasze spojrzenia spotkały się, a ja spłonęłam, przerzucając wzrok na zawzięcie rozmawiających chłopców. Po chwili niezręcznego stania usiadłam na jednym z krzeseł i odstawiłam szklankę na stół. Brunet nadal obserwował mnie z zaciekaniem. Czując, jak każdy skrawek mojego ciała staje się powoli czerwony wstałam i starając się wykonywać naturalne ruchy czym prędzej wstałam i udałam się w stronę drzwi. - Jest może Marcin? – spytałam napotkanego na korytarzu Patryka. - A jest – odparł wesoło – Ale gdzie to nie wiem… Chodź, może zrobić ci drinka? – zaproponował chłopak, widząc, iż czuję się wyraźnie nieswojo. Już miałam odmówić, gdy jakiś głosik w mojej głowie szepnął: Zgódź się, co ci szkodzi. - Z chęcią – wyszczerzyłam zęby, a moje ciało zalał miły dreszcz. Chwilę później znajdowałam się znów w kuchni, znów na krześle, znów obserwowana przez nieznajomego… - Jaki soczek? Pomarańczowy? Ananasowy? - Zrób jej ,,barmana”… - chłopak spod ściany puścił oko do Patryka, po czym wziął łyk piwa. - Majka, ty piłaś kiedyś wódkę? – gospodarz całej tej zabawy wbił we mnie pytający wzrok. Pokręciłam przecząco głową, a on uśmiechnął się triumfalnie. - Więc zrobię takiego drinka, że jej prawie wcale nie poczujesz, ok.? - Byle nie za dużo… - A tam. Trzeba się bawić. Nie, Igi? – chłopak kiwnął w stronę nieznajomego bruneta. - Pewnie, że trzeba. - Wy się w ogóle znacie? – Patryk obrócił się w naszą stronę zastygając z butelką wódki w ręce. - Nie, nie znamy. Igor jestem. - Majka. - A tak swoją drogą, jak to się stało, że nie piłaś nigdy wódki? – nowo poznany znajomy nie odrywał ode mnie wzroku. Uśmiechnęłam się niepewnie i wzruszyłam ramionami. - Grzecznym dziewczynką nie wypada…? – odparłam lekko, na co on zaśmiał się cicho. - Czyli teraz będziesz już niegrzeczna? – zainteresował się z mimowolnym błyskiem w oku. - Kto wie… - szepnęłam bardziej do siebie, niż do Igora. - Proszę bardzo – tuż przede mną na stole spoczęła szklanka z prawie że przezroczystym płynem – Jak zgadniesz składniki tego oto drinka, to masz darmowy wstęp na następną imprezę – oznajmił Patryk. Niepewnie zbliżyłam owy trunek do ust i powąchałam go. Widząc wyczekujące spojrzenia chłopców wzięłam niemałego łyka, po czym zakaszlałam krzywiąc się ze wstrętem. - Cholernie kwaśne… - Na początku każdy tak mówi. No dawaj Majka. Składniki. - Niech pomyślę… - napiłam się po raz kolejny- Wódka… - No raczej… - Cytryna…? - Tak. - Nie wiem co jeszcze… Woda? - Brawo – Patryk zaklaskał nadal się uśmiechając – Pij i zgaduj… Jeszcze coś. - Nie mam pojęcia… - jęknęłam zatapiając usta po raz kolejny w kwaśnym drinku. Z każdym łykiem był coraz to bardziej znośny. Nie minęło kilka minut, gdy poczułam miłe ciepło na całym ciele wywołane alkoholem, który zaczynał buzować we krwi. * Nawet nie wiem kiedy szklanka, w której dopiero co znajdował się drink została opróżniona. Z uśmiechem na ustach i coraz to bardziej dającymi się we znaki zawrotami głowy podeszłam do Igora, który robił coś przy szafce kuchennej i tuż obok jego ręki postawiłam butelkę wódki. - Zrób mi jeszcze drinka – poprosiłam kokieteryjnie mrugając oczyma. - Nie za dużo to już? – spytał przejmując pustą szklankę i alkohol. - Trzeba się bawić – z uśmiechem zacytowałam słowa Patryka. - Trzeba, trzeba… Ale zabawa z alkoholem dla tak urodziwej dziewczyny często kończy się źle – oznajmił chłopak przerzucając odważne spojrzenie z seksownej, czerwonej bluzki, na lekko nabuzowane, zielone oczy. - Dla mnie nie skończy się źle – powiedziałam plącząc słowa – Bo ja mam ciebie, Igi – z rechotem obróciłam się w stronę drzwi, które otworzyły się ukazując kilka nieznanych mi dziewczyn – Zaraz wracam… - poklepałam chłopaka po ramieniu, po czym chwiejnym krokiem udałam się na poszukiwanie toalety. Czując, że mój mózg pracuje w zwolnionym tempie spróbowałam skojarzyć z ostatniej mojej wizyty tutaj, gdzie znajduje się łazienka. Bez zastanowienia złapałam za srebrną klamkę i pewnym krokiem wparowałam do pomieszczenia, które jak się okazało nie było puste. W rogu wielkiej, jasno wykafelkowanej łazienki migdaliła się jakaś para, lecz nie mogłam zidentyfikować kim są obie te postacie. Może to alkohol, a może ciemność nie pozwoliły mi skojarzyć żadnej z obu osób nawet wtedy, gdy zaprzestali obściskiwać się widząc, iż nie są już sami. - Aaaa… przepraszam - zaśmiałam się cicho, po czym na pięcie ruszyłam z powrotem w stronę drzwi. - Majka? – zatrzymałam się jak oparzona, a mózg jakby w sekundzie oprzytomniał – Ty tutaj…? – obróciłam się i wtopiłam pytające spojrzenie w postacie, które teraz już stały w pewniej odległości od siebie. Przełknęłam ciężko ślinę, a serce zabiło mocniej. Jedyne padające z korytarza światło nie było mi potrzebne. Poznałam ten głos. Bez problemu poznałam ten głos… - Tak… - szepnęłam, prawie że bezdźwięcznie, czując, jak dłonie zaczynają mi niebezpiecznie drgać. Ten widok… Te ręce błądzące wzdłuż jej ciała… Te usta przylegające do jej szyi… Kim ona w ogóle jest? - Mówiłaś, że nie przyjdziesz – jęknął Marcin poprawiając nerwowo koszulkę i robiąc kilka kroków w moją stronę. - Jednak przyszłam. Ale widzę, że ty masz już towarzystwo – z kamiennym wyrazem twarzy skinęłam w stronę dziewczyny, która nadal stała w kącie. - Nie przeszkadzajcie sobie – szepnęłam, po czym najszybciej jak się dało uciekłam na korytarz. Nawet nie myślałam. Z oczami pełnymi łez wparowałam do salonu, gdzie niechcący wpadłam na jednego z imprezujących chłopców. - Malutka, gdzie się tak spieszysz…? – nieznajomy pomógł mi wstać, a następnie usiąść na najbliższej kanapie. - Nie wiem… - oznajmiłam chowając twarz w dłoniach i resztkami sił powstrzymując wybuch płaczu. Nie miałam prawa… Nie miałam prawa być o niego zazdrosna. Niestety… To było silniejsze ode mnie. Zdradzona. Poczułam się zdradzona… - Co się stało? – ktoś złapał mnie za ramię i szepnął tuż nad uchem. Spostrzegłam, iż tuż obok siedzi jakiś przystojniak - Czemu płaczesz? – szybko otarłam łzy i poprawiłam włosy. – Kochanie, nie ma o co – nieznajomy objął mnie ramieniem i zbliżył twarz – Znam coś na twoje smutki – oznajmił i bez wszelkich dalszych pytań czy wyjaśnień przyległ do mnie ustami. Z całą siłą odepchnęłam go i zmierzyłam oburzonym wzrokiem. - Zostaw mnie! – krzyknęłam histerycznie i wstałam lecz szatyn złapał mnie za rękę i przyciągnął z powrotem do siebie. Wszystko działo się tak szybko, że nie byłam w stanie zareagować. Chłopak popchnął mnie na kanapę i przywarł do mnie ciałem wsuwając ręce pod obcisłą bluzkę. - Nic nie mów kotku… - Puść! - Będzie fajnie, zobaczysz… - Niee! – zaczęłam szarpać się i wymachiwać na oślep rękoma. Nagle szatyn w sekundzie odskoczył, a gdy podniosłam głowę ujrzałam, iż to Marcin odciągnął go ode mnie wykrzykując, żeby się odczepił. Czując zawroty w głowie usiadłam i z zażenowaniem poprawiłam obciągniętą bluzkę i spodnie. - Wszystko w porządku? – chłopak zajął miejsce obok i spojrzał na mnie z przejęciem. - Tak – oznajmiłam twardo. – Dzięki – siedzieliśmy chwilę w ciszy, On– obserwując się bez słowa, ja- patrząc na tańczące w kółeczku dziewczyny. - Wspaniale wyglądasz – oznajmił podłamanym głosem, na co zareagowałam wymuszonym uśmiechem. Był pijany. Ten chwiejny wzrok świadczył o tym, iż nie jest pierwszej trzeźwości – Czemu jednak przyszłaś? - Marcin, daj spokój… - z rezygnacją i smutkiem wstałam lecz on nie pozwolił mi przejść. - Porozmawiajmy… - Nie chcę rozmawiać. Weź nogi. - Proszę cię, Majka… Majka…? - nie zwracając uwagi na jego cierpiący wzrok wyminęłam go i ruszyłam do kuchni. - Już myślałem, że utknęłaś w tej łazience – oznajmił Igor, gdy usiadłam przy stole. Uśmiechnęłam się smutno przejmując dopiero co zrobionego drinka. Bez słowa wzięłam wielkiego łyka, na co chłopak wytrzeszczył oczy – Aż tak spragniona? - Cholernie… - nie minęło kilka minut, gdy drzwi kuchni otworzyły się i pojawił się nich Marcin. Od razu podszedł do stołu i tym razem nie pytając złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą – Nie jestem twoją własnością, puszczaj… - syknęłam, gdy ciągnął mnie korytarzem w nieznane miejsce. Otworzył jedne z drzwi i pokierował za sobą do ciemnego pokoju, który oświetlał jedynie blask księżyca wpadający przez okno. - Majka… Nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil makabe
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…