Starość
"Starość przychodzi dopiero wtedy, gdy zaczynamy mieć więcej wspomnień niż marzeń."
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Siedziała w bujanym fotelu przy oknie,kołysząc się do przodu i do tyłu. Miała splecione razem dłonie udając, że ktoś inny trzyma ją za rękę. Przy zamkniętych oczach nawet potrafiła to sobie wyobrazić, ale gdy prawa dłoń zaczynała mocniej ściskać lewą, piękne złudzenia odchodziły. Nikogo przy niej nie było. Nikt nie trzymał jej za rękę… Marta wyjrzała przez okno i przez chwilę obserwowała ten dziwny świat za szybą. Szara ulica spowita była ciepłym wiosennym słońcem. Mnóstwo ludzi kręciło się jak zwykle, jedni wchodzili do sklepów, drudzy wychodzili. Jakaś młoda dziewczyna z psem przechodziła przez pasy, aż tu nagle przejechała taksówka i nieomal by ją potrąciła. Na szczęście niedaleko stał radiowóz policji, który to zauważył i niezwłocznie zatrzymał kierowcę. Kolejny wielki dramat i sensacja dla sąsiadów – uśmiechnęła się w myśli. Widziała naprzeciwko, w kamienicy obok, staruszkę obserwującą to same zdarzenie, co ona. Kobieta również spojrzała na nią i w tym samym momencie, Marta jednym energicznym ruchem zasłoniła okno. Nie chciała, żeby ta plotkara, pani Stanisława, znana w całym osiedlu ze swojego gadatliwego usposobienia, pomyślała, że Marta jest taka sama jak ona. Przecież nie może sobie pozwolić na złą opinię. Tak, Marta dałaby wiele, żeby dowiedzieć się, co myślą o niej sąsiedzi. Jednak prawda była taka, że od pewnego czasu w ogóle się nią nie interesowali. Na początku staruszka, która zbzikowała po śmierci męża, budziła sensację, jednak teraz już każdy przyzwyczaił się do tego i nie było już nic nowego do powiedzenia o osobie, która nie wychodziła z domu. Ale Marta o tym nie wiedziała, nawet nie przyszłoby jej do głowy, że sąsiedzi mogliby nie zwracać na nią uwagi. Za mocno przyzwyczaiła się do myśli, że jest pępkiem świata, choć w rzeczywistości była zwyczajną ludzką istotą. Prawda by ją pewnie zabiła. Uważała nawet, że lepiej jest, aby mówiono o kimś źle, niż nie mówiono w ogóle. Z zadumy wyrwał ją głos dzwonka u drzwi. Wsunęła stopy w ciepłe, puchate kapcie i poczłapała, żeby otworzyć. Wiedziała, że to na pewno Eliza, nikt inny przecież jej nie odwiedzał. Eliza to dwudziestojednoletnia studentka prawa, która za drobną opłatą robi zakupy Marcie, bo ta swoje wyjścia z mieszkania ogranicza do koniecznego minimum. Dziewczyna półtora roku temu odpowiedziała na ogłoszenie Marty zamieszczone w gazecie i z przyjemnością zgodziła się pomagać staruszce. Na początku robiła to głównie, dlatego że potrzebowała pieniędzy, jednak z czasem szczerze polubiła tę egocentryczną seniorkę. Marta uchyliła drzwi i nie była zaskoczona, bo stała tam Eliza obładowana siatkami z zakupami.
– Dzień dobry pani Marto! – Wejdź dziecko – powiedziała chrypliwym głosem staruszka i gestem wskazała na kuchnię. Obie się tam udały. Eliza zaczęła rozpakowywać sprawunki a Marta wstawiła wodę na herbatę. – I co tam nowego u ciebie słychać Lizko? – Zagadnęła nieśmiało Marta. Bardzo zależało jej na tym, aby poznać każdy, najmniejszy nawet szczegół. Zawsze, gdy Eliza opowiadała, co jej się przydarzyło danego dnia, Marta zachłannie pochłaniała każda informację. Jak dobrze było identyfikować się z tą dziewczyną i znów poczuć się młodo! – No, więc, pamięta pani tego chłopaka Michała, o którym pani już wspominałam? – Zapytała, uśmiechając się.
Od razu było widać, że przynosi dobre wieści. Marta potrząsnęła twierdząco głową. Jakby mogła zapomnieć chłopaka, o którym Liza opowiada już od dobrych paru miesięcy. Poznała go przypadkiem, jadąc tramwajem właśnie do niej! Niechcący (Liza uważała, że bardzo chcący) wpadł na nią, gdy pojazd gwałtownie się zatrzymał. W ten sposób nawiązała się znajomość, głównie ograniczająca się do wymiany spojrzeń, uśmiechów i kilku słów. I tak trzy razy w tygodniu o 16.58, gdy Eliza jechała odwiedzić Martę, a chłopak wybierał się na siłownię. Marta już powoli zaczynała wątpić czy kiedykolwiek coś więcej z tego wyniknie, bo wydawało się jej dziwne, że chłopak, który niby interesuje się dziewczyną, nie zrobił przez tak długi czas, tego pierwszego, ale decydującego kroku. Jednak Eliza ekscytowała się każdym jego gestem, uśmiechem, spojrzeniem, choć była zbyt nieśmiała by dać temu chłopcu, chociaż mały znak zachęty. Marta cieszyła się z tego, ponieważ za każdym razem, kiedy dziewczyna ją odwiedzała, miała jej mnóstwo do opowiedzenia, co pozwalało jej przez jakiś czas zapomnieć o przykrej rzeczywistości.
– Na początku wszystko było jak zwykle – kontynuowała Eliza – ale potem, gdy stanął obok mnie i uśmiechnął się, zamiast zwykłego „cześć, jak się masz?” Zapytał: „Czy miałabyś ochotę wyjść ze mną do kina?” Byłam w siódmym niebie! – To wspaniale – wykrzyknęła ze zdziwieniem Marta. No więc jednak. Kto by przypuszczał? – Ale pani Marto! To już jutro, a ja nie mam w co się ubrać! W ogóle nie mam pojęcia, co powinnam założyć na taką randkę. Musi mi pani pomóc! Pójdzie pani ze mną na zakupy i doradzi mi, proszę? Twarz Marty wykrzywił grymas. – A nie możesz iść z jakąś koleżanką? Na Boga, gdzie ja, stara kobieta, będę przeglądać młodzieżowe ubrania?! – Odpowiedziała opryskliwie Marta. – Ale tylko pani wie o Michałku… A poza tym, koleżanki by mnie wyśmiały, gdyby dowiedziały się, że nigdy nie byłam na randce.
Marcie zrobiło się żal dziewczyny, ale nie była w stanie pomóc jej w tej kwestii. Nie mogła opuścić domu, zbyt bardzo obawiała się tego. Świat za drzwiami był zły, na każdym rogu czaiło się niebezpieczeństwo. Od tragicznej śmierci męża Marta, obrażona na cały świat, prawie nie wychodziła na zewnątrz. Ich dom, kiedyś tak często za mały dla obojga, wydaje jej się teraz taki ogromny, zimny, pusty. Tyle tutaj przeżyli wspólnych chwil. Każdy przedmiot, na który spogląda przypomina jej coś związanego z nim. Czasem, gdy już nie może tego…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Arwena121
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…