Wróć do katalogu

still no named

"Jest taka knajpa w mieście, w której każdy z nas wypił swoje pierwsze piwo. Knajpa, w której kilku z nas zapaliło pierwszą fajkę. Knajpa, w której jeden z nas zrozumiał coś bardzo ważnego. Zrozumiał słowo „miłość”. Knajpa, w której cała

stiffer, opublikowano , 31 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- 1

Wydawało mi się, że przyjechał po nas. Przez okno przewinął mi się widok czarnego Volkswagena Golfa. Miał być dopiero za piętnaście minut, ale zawsze przyjeżdżał wcześniej, albo później. Nigdy na czas. - Pakujemy się panowie – powiedziałem do Teodora i Hexiego - Mhmmm? – zapytał poniekąd jak zwykle zawieszony Hexi – co ty pierdolisz? Po co mamy się pakować? - Maciek przyjechał. Przynajmniej na to wygląda. -Uhh – westchnął ciężko Hexi i podniósł swój tyłek z fotela. – Teo, idziemy – dodał to zasypiającego Teodora. - No już, już.... – riposta Teo.

Wyszliśmy wszyscy przed dom. Gdzie rzeczywiście na podjeździe stał czarny VW. Teo i Hexi wyszli jako pierwsi ja jeszcze zamykałem drzwi na klucz, gdyż całą chatę zostawialiśmy pustą.

- No, Hexi! Teo! Ładujcie się do auta! – ponagliłem - Ej, ale kurwa... Po co samochód stoi pusty? – Hexi zadał mi dość kontrowersyjne pytanie. Kontrowersyjne przynajmniej w tym wydaniu. Jak to? Dlaczego kurwa „po co stoi pusty”? - Bo Maciek stoi po drugiej stronie ulicy i zarywa jakąś laskę. – odparłem spokojnie, zbyt spokojnie. Gdyby ktoś obcy mnie teraz słyszał mógłby uznać, iż jestem pod wpływem trawki czy czegoś podobnego.

Maciek był to brunet średniego wzrostu. Ja wiem? Cos między 170-180cm. Uwielbiał – jak my wszyscy – zarywać panienki i robić z nich to co zwykliśmy robić, to do czego zostały stworzone, uwielbiał szerzyć „nasze dobro”, nasze zbawienie dla świata. Uwielbiał skurwiać te młode kwoki, które kryjąc się pod maską niewinności w rzeczywistości tylko czekały, żeby ktoś je przeleciał, żeby ktoś je wykorzystał. Maciek wykorzystywał je i to dość perfidnie. Dość to mało powiedziane. Niektóre wyczyny z jego strony to istne majstersztyki. Pamiętam taką jedną, Kaśka chyba miała na imię. Szkoda mi jej do tej pory. Wycieliśmy już sporo podłych numerów, ale tamto to był prawdziwy wyczyn.

Podszedłem do bagażnika Golfa. Oparłem się o tylnią klapę, wyciągnąłem klucz od swojego samochodu i zadzwoniłem do Maćka obserwując go z drugiej strony ulicy.

Na ulicy rozległ się głos dzwonka. Rytmiczne „dzyń, dzyń” to chyba domyślny dzwonek każdej Nokii. Maciek nie umiał zmienić dzwonka, nie chciało mu się, czy po prostu podobał mu się ten rytmiczny, kościelny wręcz wybijany w jednakowych odstępach dźwięk. Dzyń, dzyń. Odebrał.

- Obejrzyj się za siebie – powiedziałem, po czym dotknąłem wyciągniętym kluczem klapy bagażnika Marcinkowego Golfa – Zaraz ci go przejadę, eghm.

Chyba zrozumiał, pożegnał się szybko z panienką i nie rozglądając się przebiegł na drugą stronę ulicy. „Ku nam” rzec można.

- Erotoman – powiedział lekko podchmielony Hexi, podczas gdy Teo stał oparty o czarnego golfa. - Żaden erotoman, kurwa! Po prostu zdrowy jestem – odpowiedział momentalnie Maciek otwierając samochód.

W końcu wsiedliśmy do wozu. Skórzana tapicerka trochę gryzła się ze sportowym wnętrzem Golfa. Przecież to w ogóle, kurwa, nie pasuje! Skórzane fotele plus surowa deska rozdzielcza, mała sportowa kierownica i srebrne, aluminiowe pedały.

- Włącz radio – Teo odezwał się przecierając zaspane oczy. Przemówił chyba pierwszy raz dzisiaj.

Ja włączyłem radio, gdyż siedziałem na przednim fotelu pasażera. Czarny panel Blaupunkta był naprawdę bardzo dobrze skomponowany z całą stylistyką samochodu. Pasował zarówno do wieśniackich (w tym samochodzie) skórzanych foteli jak i całego, agresywnego, surowego wykończenia reszty wnętrza.

- Ej, nie no. Bez jaj. Kurwa, kurwa, kurwa, po trzykroć kurwa! Wrzuć to – powiedział do mnie Hexi podając mi kompakt.

Czarny Volkswagen ruszył powoli niczym dresiarskie BMW typu „rekin”. Ten Golf nie wyglądał dresiarsko. Chociaż zaparowane z szyby i światła, Alu-felgi i obniżone zawieszenie robiły swoje. Jedna mała różnica: dresiarze robią tuning w garażach u kumpli na wsi. Maciek robił tuning w Avisie™. - 2

Miałem coraz silniejszą głowę. Jeszcze przed wakacjami po takiej dawce alkoholu rankiem, łeb pulsowałby mi niczym serce podnieconej nastolatki. Teraz nie miałem z tym problemu. Hexi, Teo i Maciek również.

Obudziłem się o standardowej już porze. 10:30 na wakacjach to norma. Szybki skok pod prysznic, momentalny wybór stroju na dziś i już znalazłem się na dole, w całkowicie rozpierdolonym (bo wczorajszej sesji filmowej) salonie. Kanapa była cała jebana. Keczup, chipsy, rozmaite orzechy sprawiały, iż aktualnie mebel nie nadawał się do użytku. Co to, kurwa? Na jednym z czterech skórzanych, samochodowych niemalże, foteli, które kupiliśmy specjalnie na takie „sesje filmowe” leżały damskie (bo męskich nie widziałem), czerwone stringi. Ale numer! Ja poszedłem spać sam, Hexi z Teo także. Wiem to, gdyż oni zdezerterowali jako pierwsi. Tylko Maciek został na dole z tą dupą, co to go wieczorem zagadywała pod moją chatą.

- Widzę, że dziewczyna na poziomie – powiedziałem do Macka wszedłszy do kuchni. Maciek stał w krótkich spodenkach Speedo, bez koszuli. Preparował jajecznicę na dużej patelni. - Która? - No ta, wczorajsza. - Przecież nie było żadnej wczorajszej. - Mhmm? A ta spod samochodu? - Ano. Gośka. Typowa siksa, bynajmniej nie na poziomie - No, ale chyba dobrze się wam w nocy rozmawiało – pokazałem mu moje znalezisko - O kurwa – do rozmowy dołączył się Hexi, którego wcześniej nie zauważyłem. Majstrował cos przy lodówce – Pierdolisz? Wydymałeś panienkę? Maciek? - Tak – nie przejmował się nami, skupił się na jajecznicy - Może coś opowiesz – jak zwykle z entuzjazmem w głosie nalegał Hexi. - Nie ma o czym. - No, ale jak – Hexi zaczął w tym momencie wiązać swoje długie, nienaturalnie czarne włosy – będzie coś z tego? - Nie. Dopisze sobie po prostu fraga. - Gratuluje – powiedział spokojnie Hexi kończąc wiązać włosy - Ja również – dodałem - 3

Czym są sesje filmowe? Nie, to nie żadne libacje, a nazwa nie jest tylko „przykrywką” czy czymś podobnym. Ja, Maciek, Hexi i Teo zajmujemy się kinem. Dobrym kinem. Czterech licealistów z normalnych rodzin nie mogłoby sobie pozwolić na takie wygody jak my. Nasz kwartet jest właśnie czwórką licealistów z normalnych rodzin. Kradniemy cos? Sprzedajemy narkotyki? Niekoniecznie. Wakacyjna praca w „The Movies Garden”. Recenzujemy najzwyczajniej w świecie filmy. Zarówno wielkie hollywoodzkie produkcje, wytwory rodzimego, polskiego kina, jak i dzieła undergroundowych twórców. Ostatniej nocy „pracowaliśmy” nad tymi ostatnimi. Kurwa, na trzeźwo się nie dało. To, co goście tam odstawiają przechodzi ludzkie pojęcie. Tak nie można, nie wolno w ten sposób katować umysłu odbiorcy. Jestem pewien, że w jakimś komunistycznym kraju (myślę tu o dawnym ZSRR czy ówczesnych Chinach) te pożal się Boże „produkcje” byłyby zakazane. Tragiczna gra aktorów, a w zasadzie „aktorów”, beznadziejna scenografia, tępe dialogi i przede wszystkim pojebany nurt myśleniowy filmu sprawiają, że czasem mam ochotę po prostu przypierdolić takiemu reżyserowi. Dlaczego tak ostro? Ano, dlatego, że oglądając jego film jestem zmuszony słuchać bredni, idiotycznych poglądów na świata, nieudolnie wpajane jest mi kretyńskie spojrzenie na świat. Niestety, reżyser jest skrzętnie ukryty. Nikt go nie zna, nikt mu nic nie zrobi i co najlepsze nikt nie może z nim sensownie porozmawiać. Tacy reżyserowie ukrywają się z bardzo prostych przyczyny: to kliniczni idioci. Dowolny pół-inteligent jest w stanie zmieszać większość z tych artystów z błotem.

Pamiętam jak pewnego razu załapałem się na szkolną konferencję prasową z Matyldą X (nie pamiętam nazwiska). Spotkanie odbyło się na auli szkolnej, przyszło może z piętnaście osób i ona. Ludzie zadawali jej głupie pytania, typu: „co skłoniło cię do nakręcenia filmu o tematyce romantycznej” itp. Na tępe pytania nie spodziewałem się mądrej odpowiedzi. Gorzej było, kiedy reżyserka na mądre pytania odpowiadała identycznie jak na te głupie. - Zatem uważasz, że dziewczyna, kobieta może sobie zmieniać partnerów ot, tak? – zadałem pytanie, które wynikało z kontekstu całej konferencji. - Dokładnie. W końcu jesteśmy wolne, po to zostałyśmy stworzone, ażeby mieć wybór. – wkurwiała mnie, kiedy mówiła. Robiła to zbyt emocjonalnie, gestykulując przy tym niczym Andrzej „Słupek” w kolorowym krawacie – Dość tego! W średniowieczu to mężczyźni wybierali sobie nas, jak jakieś zwierzęta! Jak jakiś towar! A my musiałyśmy być im wierne, po co? Dlaczego? – dziewczyna mnie poniekąd zadziwiła. Wypowiedz w miarę sensowna. Nie spodziewałem się. - Racja, nie podważam tego. Oczywiście, że kobiety powinny mieć prawo wyboru swojego partnera. Ale dlaczego uważasz, że robienie facetów za przeproszeniem „w chuja” – żeńska część słuchaczy zebrana na auli odwróciła się w moją stronę i poczęła przyglądać się bacznie – jest całkowicie okay? - Jak to? Robienie w... o czym ty pleciesz? – zapytała z oburzeniem - Spieszę z wytłumaczeniem – wstałem, a wzrok 90% osób na auli skierował się na mnie. Na scenę patrzyli tylko Hexi i Teo, którzy siedzieli w pierwszym rzędzie – Słyszałaś o czymś takim jak podstawowe wartości człowieka? Są one sprawą całkowicie indywidualną. - Tak, oczywiście. - Wiesz zapewne, zatem, iż dla niektórych liczy się miłość, dla innych rodzina, dla jeszcze innych przyjaciele. Są i tacy, którzy widzą tylko sferę materialną naszej egzystencji na Ziemi. - Tak, słyszałam i... – nie dokończyła, przerwałem jej. - Istnieją jeszcze dziesiątki grup ludzi o różnych konfiguracjach tychże wartości. Nie jest trudno doszukać się wśród nich kogoś, dla kogo najważniejsze w życiu jest zaufanie. Rozumiesz mniej więcej, do czego dążę? - Mniej więcej. - Czyli tak jak myślałem – uśmieszek poszerzył się – Miałaś kiedyś chłopaka jak mniemam. Pozwalam sobie na taką dedukcję po oglądnięciu twojego – tutaj palcami w powietrzu nakreśliłem cudzysłów – filmu. Główna bohaterka to prawdopodobnie odzwierciedlenie twoich przeżyć, bądź przeżyć bliskiej ci osoby. Przyjaciółki być może. - Nie wiem, do czego pijesz koleś, mów prosto, o co ci chodzi, tak żebym cię mogła zrozumieć! – tak jak myślałem, tamta w miarę sensowna wypowiedz była jedynie dzieckiem przypadku, nieszczęśliwego zbiegu myśli który zaszedł w mózgu tej kretynki. - Okay, zrobię to na twoim poziomie. Eghm – odchrząknąłem – Po kiego chuja obiecujecie, słodko pierdzicie, sracie w swoje brudne stringi na widok swojego „faceta” tak, że gówno kapie wam nogawkami spodni? Robicie to notorycznie twierdząc, że jesteście zakochane, nie widzicie świata poza swoją „drugą połową” a w rzeczywistości w waszych upośledzonych z woli Bożej mózgach kotłują się całkowicie odmienne myśli. Marzycie tylko o tym, jakby się tu skurwić z kumplem swojego faceta, żeby was rozdziewiczył na nowo jakiś nowy gość, żeby ktoś was na nowo pokochał. Elegancko! Nie mam nic przeciwko temu kurwieniu się, ale po co, kurwa mać, okłamujecie? Stawiajcie sprawę jasno, powiedzcie „zrób mi dobrze i spierdalaj, prawdziwa miłość nie istnieje, wszystkie takie jesteśmy”. Mówcie tak! Nie będziecie przynajmniej zachciewać hierarchii, wartości. – wszyscy patrzyli się na mnie jak na oszołoma. Dziewczyny dostrzegały we mnie nutkę jakiegoś zboczenia, shizofremika, pieprzonego szowinisty. Faceci natomiast mimo, że patrzyli na mnie w podobny sposób, przytakiwali.

- Skocz sobie do kościoła i poproś księdza, żeby wysłał twój mózg do zwrotu, reżyserko, składasz reklamacje. Tak mu powiedz. A państwu życzę miłego dnia. Dowidzenia – powiedziałem, po czym zarzucając plecak na siebie ruszyłem w stronę drzwi. Za moment Hexi i Teo wstali z pierwszego rzędu i podążyli za mną. Wszyscy patrzyli na nas jak na żołnierzy na defiladzie. - 4

Padał deszcz, kiedy wracałem od Maćka piechotą. Ubrany w bluzę z kapturem i czarny płaszcz adidasy mogłem wyglądać dość kontrowersyjnie. Kontrowersyjnie w tej dzielnicy. Na piechotę od Maćka zawsze wracałem przez po PGR-owskie osiedle, gdzie błyszczące buty i niepodarte jeansy świadczyły o „szlacheckim pochodzeniu”. Chłopi zawsze pragnęli powyrywać nogi z dupy szlachcicą, ale nie mogli dopóki w panował ustrój feudalny. Od tego czasu ustrój zmienił się już kilka razy. Nie zmienili się za to „chłopi”. Musiałem się pospieszyć.

Podwórko pomiędzy PGR-owskimi blokami było zwykłym klepiskiem. Na środku stały obdarte huśtawki, piaskownica i kilka połamanych ławeczek. Brudne, paskudnie „zagraficione” budynki jak ulał pasowały do tegoż podwórka. Bieda aż piszczy. Zacząłem zastanawiać się dlaczego tak tu jest? Dlaczego jest taka pieprzona bieda wśród tych ludzi? Dlaczego ich dzieci wiodą taki sam perfidnie zniekształcony, nieludzki żywot jak ich rodzice?

Usiadłem na jednej z niepołamanych ławek. Deszcz zdawał się jakby słabnąć.

PGR. Państwowe Gospodarstwa Rolne. Ich ojcem był Towarzysz Stalin. Ten sam, który był ojcem największych zbrodni ludzkości, ojcem morderców swoich rodaków, ojcem zła i ogromnego, na światową skalę kłamstwa. Ojcem mistyfikacji. Jeśli ma się takich braci i siostry nie można od siebie zbyt wiele oczekiwać. PGR nie oczekiwał od siebie zbyt wiele. W latach 50-tych zabrano posiadłości ziemskie właścicielom i podzielono je na małe, nierentowne gospodarstwa niczyje. Jak coś jest niczyje, nikt o to nie dba. Czy dba ktoś o ubikację w szkole? Nieliczni. Po co się wysilać? Jeśli ja tego nie spieprzę zrobi to ktoś inny.

Ludzie w PGR-ach zarabiali grosze, a po upadku socjalizmu w Polsce, po 89 roku zostali bez pracy. Rząd obdarował ich zasiłkami w wysokości ich dotychczasowych pensji. Po co więc pracować? Debile… Nie wzięli pod uwagę inflacji, wzrostu cen, wzrostu poziomu życia otoczenia. Zostali teraz na samym końcu. Sami. Nikt nie chce im pomóc. Sami nie chcą sobie pomóc. Przypomniał mi się przypadek, kiedy to pewien w miarę bogaty mężczyzna budował dom na wsi. Chcąc zjednać sobie sąsiadów zatrudnił ich do pracy. Byli to ludzie z dawnych PGR-ów. Rozkradli mu wszystko, co się dało. Zapytani, dlaczego to zrobili, odpowiedzieli: „dlaczego nie?”. Mężczyzna nie zgłosił kradzieży – nie miał dowodów. Zresztą w Polsce prawo chroni bandytę, nie praworządnego obywatela. Pyzatym pieprzona mentalność. Oni „nie chycą się roboty” i basta.

Na horyzoncie pojawiło się czterech wyrostków w niebieskich i czerwonych dresach, w bluzach z kapturami. Byli chyba łysi, nie widziałem dokładnie – deszcz nadal spadał gromko z nieba. Stanęli sobie pod jedną z klatek schodowych i rozmawiali rzucając na mnie okiem, co chwile. Czas się zmywać, pomyślałem. Szybki telefon do Maćka i za dwie minuty wiatr niósł dźwięk wydobywający się ze sportowego tłumika. Czarny golf wjechał powoli na osiedle. Dresiarze poruszyli się nieco, spuszczając swoje parszywe spojrzenia ze mnie poczęli przyglądać się czyściutkiemu Volkswagenowi. Wstałem spokojnie i uśmiechając się jak zwykle szyderczo wolnym, majestatycznym niemalże krokiem podążyłem ku czarnej furze. Wsiadłem i odjechaliśmy, a oni… Oni tam zostali. - 5 To był czwartkowy wieczór – ostatnia sesja filmowa w tym tygodniu. Z góry dobiegały dźwięki muzyki. Chyba Uriah Heep „Lady In Black” – mój ulubiony kawałek. Z czyjego to pokoju? Hexi, czy Maciek? Teo odpadał, gdyż w tym momencie znosił do salonu żarcie. - Kto to kupował? – zapytałem po tym, jak Maciek położył na szklanej ławie chipsy bekonowe - No, ja. Jak zawsze. - A ja, jak zawsze mowie ci i teraz, że, kurwa, nie lubię ponad wszystko na świecie bekonowych Laysow. Każde, ale nie bekonowe. - Wiem. - Eh, no więc dlaczego się nie stosujesz? Co ci kurwa szkodzi wziąć dla mnie serowe, jarzynowe, pomidorowe, o smaku ziemi czy kiego innego chuja, ale nie bekonowe? - Nic mi nie szkodzi i

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych