Strach przed miłosierdziem
Zagubiona młoda kobieta przychodzi do kościoła...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
STRACH PRZED MIŁOSIERDZIEM
Weronika weszła cicho, jakby niepewnie do kościoła. Ze spuszczoną głową przycupnęła w ostatniej ławce, dopiero po dłuższej chwili podniosła wzrok na ołtarz. Szybko jednak opuściła go z powrotem i skuliła się jeszcze bardziej. Po policzku popłynęła łza, potem druga, trzecia... Nie potrafiła się dłużej powstrzymać. Szlochała głośno, spróbowała ponownie spojrzeć na Jezusa Miłosiernego lecz nie widziała Go już, były tylko łzy. Ukryła twarz w dłoniach, nie wiedziała ile czasu upłynęło, gdy poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu, podniosła wzrok. Obok niej przysiadł młody ksiądz, to jego dotyk poczuła, zrobiło jej się głupio i przykro, że zakłóca ciszę kościoła, ale wciąż łkała. - Przepraszam.- powiedziała drżącym głosem. - Nie chciałam przeszkodzić księdzu w modlitwie. - Nie przeszkodziłaś. Czytałem Pismo, gdy usłyzałem twój płacz, co się stało? Mogę jakoś pomóc? - Dziękuję, ja tylko... - poczuła, że się rumieni. - Sama nie wiem. Ja po prostu... Nie, nie potrafię tego wytłumaczyć. Przepraszam, to wszystko jest zbyt pogmatwane. - Nie chcę nalegać, ale może rozmowa by cię trochę uspokoiła. Oj, przepraszam, nie powinienem tak bez pytania zwracać się na ty. - Nie szkodzi. - spróbowała się uśmiechnąć. - To naprawdę trudne, nie chcę zabierać czasu. To nie była do końca prawda. Weronika bardzo chciała porozmawiać, otworzyć się. Czuła życzliwość tego młodego kapłana, jednak coś ją blokowało. Strach? Wstyd? Sama nie potrafiła tego nazwać. - Mam dużo czasu. Jeśli wolisz, możemy posiedzieć w ciszy. - Ja po prostu boję się. - Boisz? Czego? Czy ktoś chce cię skrzywdzić? Nie musisz się bać, tu jesteś bezpieczna. - To nie tak, nikt mi nie grozi, to ja jestem zła. - Zła, co masz na myśli? - Wszystko. Mówiłam, to długa historia. Myślałam i robiłam dużo złych rzeczy, w moim życiu długo nie było Boga. Nie myślałam o Nim, właściwie do teraz. Nie wiem, dlaczego tu weszłam, ale gdy spojrzałam na ten obraz... To zabolało. - Umilkła, czuła jak ponownie napływają jej do oczu łzy, zaczęła drżeć. Starała się opanować, ksiądz również zwrócił wzrok na ołtarz. - On jest miłosierdziem, czeka, wystarczy przyjść. Otworzyć się, Chrystus przecież przebaczył nawet tym, którzy go ukrzyżowali. - Tak, ja to wiem. I chyba to właśnie najbardziej mnie boli. - Jak to? Nie rozumiem. - Bo ja przecież nie zasługuję na to. Ja cudzołożyłam, kłamałam, robiłam wiele zła. Ja zabiłam człowieka. Ja jestem morderczynią - dodała ciszej i ukryła twarz w dłoniach. Spojrzał na nią pytająco. Długo czekał zanim znowu się odezwała. - Nazywał się Szymon i był moim chłopakiem. Kochał mnie, lecz była to zaborcza miłość. Ja z początku tego nie zauważałam, cieszyłam się nawet, gdy zazdrośnie pytał, co robię, gdy nie jesteśmy razem. Między nami była duża różnica wieku i to też zaczęło mi przeszkadzać. Umawiałam się z innymi, wmawiając Szymonowi, że jestem mu wierna. Nie chciałam tego robić, ale nie potrafiłam zakończyć związku, więc go okłamywałam. On mówił, że jestem dla niego wszystkim, że nie wyobraża sobie życia beze mnie. Wiem, że powinnam mu wtedy wyznać prawdę. Wyjaśnić, dlaczego nie możemy być razem. Nie zrobiłam tego. Któregoś dnia zmieniłam po prostu numer telefonu, namówiłam rodzinę, by kłamała, że wyjechałam, i że oni też nie mają ze mną kontaktu. Nareszcie czułam się wolna i szczęśliwa, ułożyłam sobie życie w nowym związku. Zapomniałam. Do wczoraj. Wieczorem zobaczyłam w gazecie jego nekrolog. Wiele razy mówił mi, że żyje tylko dla mnie, że zabije się, jeśli go opuszczę. I zrobił to. To moja wina. - nie potrafiła być dłużej opanowana. Osunęła się z płaczem na kolana. Kapłan w milczeniu modlił się, czekając, pozwalając jej wyrzucić z siebie rozpacz. Dopiero, gdy się trochę uspokoiła, spojrzał jej głęboko w oczy. - TO NIE TWOJA WINA. Nie twoja. To nie ty go zabiłaś. Prawda, powinnaś szybciej zakończyć związek, na pewno nie powinnaś spotykać się z innym będąc z Szymonem. Nie powinnaś w ten sposób zrywać kontaktu, ale nie jesteś morderczynią. To była jego decyzja, tylko jego. - Też tak sobie powtarzałam, ale... To niestety nie koniec historii. Ja nie potrafię, to zbyt straszne, przepraszam. Wstała
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil karaibk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…