Sumienie zabójcy
Jak to jest z sumieniem zawodowego mordercy, i jego dylematami moralnymi ....
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Spokojnie stałem w korku samochodowym. Wokół widziałem innych kierowców, w złości wyzywających pod nosem na utrudnienia komunikacyjne. Niestety to było coraz częstsze. Wzrost zamożności społeczeństwa ( niewielki ale zawsze) wraz z ułatwionym dostępem do środków motoryzacji, spowodował zalanie ulic samochodami wszelkiej maści i roczników.
Z natury byłem spokojny więc bez zbytnich nerwów oczekiwałem na rozładowanie komunikacyjne. W pewnym momencie na jednym z moich (tych mniej oficjalnych) telefonów usłyszałem sygnał nadchodzącej wiadomości. Uśmiechnąłem się pod nosem. Oznaczało to, na prawie 100% nowe zlecenie. Czyli będzie kolejna robota. Spojrzałem na wiadomość. Faktycznie. Była to informacja od jednego z moich agentów, o nowym zleceniu. Zgodnie z naszą wzajemną procedura była to tylko wiadomość, gdzie mogę odebrać specyfikację zamówienia. Poczułem znane mrowienie na plecach. Znowu warto było myśleć o jutrze. Ale nawet ta wiadomość nie wpłynęła na szybsze poruszanie się korka. Ciągle stałem bez ruchu. Jednak nie wpływało to wcale na moje pozytywne samopoczucie.
Muszę tutaj się przyznać, że jestem zawodowym zabójcą. Wiem, że nie brzmi to ciekawie i wielu może zrazić do mojej skromnej osoby, ale cóż, każdy robi to w czym czuje się najlepiej, i do czego jest stworzony. Ja mam misję eliminowania wadzących innym osób i w tym czuję się najlepiej. Opracowałem także własny system powiadamiania i selekcji przychodzących zleceń. Mam specjalnie wybranych agentów, których zadaniem jest organizowanie kontaktów z klientami, przyjmowanie zleceń oraz nadzorowanie ich realizacji. Ja tylko otrzymywałem dane o kliencie i ofierze, musiałem chwilę porozmawiać z zamawiającym, podać cenę, wykonać zlecenie oraz skasować należność. Całą resztą zajmowali się agenci.
Za odpowiednią prowizję od każdego zlecenia, nadzorowali jego zlecenie, stanowili źródło stałego kontaktu z klientem. Do minimum zmniejszało to ryzyko wpadki. Właśnie teraz otrzymałem wiadomość o takim zleceniu, którego specyfikacja ( informacja o ofierze, zleceniodawcy znajdowała się skrzynce kontaktowej). Z wiadomych względów staraliśmy się unikać kontaktów pocztą elektroniczną. Było to zbyt łatwe do namierzenia. Dlatego wolałem kontakt metoda tradycyjną. System działania był tak opracowany, że kiedy ktoś zechciałby go ocenić z pewnością uznano by że zasługujemy na certyfikat ISO. Wszystko dokładnie poukładane, bez możliwości wystąpienia jakiejś niezgodności.
Wreszcie po godzinie, wydostałem się z korka i dojechałem pod umówione miejsce. Zgodnie z oczekiwaniami, znajdowała się tam koperta ze wszystkimi wiadomościami. Pojechałem do domu i w skupieniu przeanalizowałem dostarczone dane. W sumie było to dosyć typowe zlecenie. Zastępca dyrektora jednej z dużych firm, zamierzał przejąć miejsce swego obecnego szefa. Było to możliwe, po eliminacji zajmującego obecnie to stanowisko. Cóż zwykła przykra konieczność. Nie lubiłem takich zleceń i ze wszystkich sił starałem się ich unikać. O ile przyjemniej było realizować zamówienia, gdzie ofiara zasługiwała na los który jej przygotowywałem. Dlatego lubiłem likwidować bandytów, gwałcicieli i innych takich. Czułem że wykonuję wtedy specjalna misję. Oczyszczam społeczeństwo ze śmieci, które nie zasługują by mu szkodzić. To były łatwe przyjemne zlecenia, które z największą prawie że rozkoszą wykonywałem. A tutaj?
Cóż, musze wpierw ocenić sytuację, zanim przyjmę zamówienie. Przez kolejne trzy dni zbierałem informację zarówno o jednej, jak i drugie stronie. Muszę przyznać że nie napawało mnie optymizmem to co się dowiedziałem. Zleceniodawca był małym, złośliwym gnojkiem, który za każdą cenę starał się zająć miejsce swojego dyrektora, kompetentnego zawodowca, który doskonale wiedział, jak przedsiębiorstwo prowadzić. Firma pod jego przewodnictwem osiągała świetne wyniki. Dyrektor był ceniony zarówno przez kontrahentów jak i wszystkich ( z wyjątkiem tego jednego pracowników). Dodatkowo sprawę utrudniał fakt, że potencjalna ofiara, miała żonie i córeczkę mniej więcej w takim samym wieku co moja. Jak mogłem dziecku odbierać w sumie niewinnego niczemu ojca?
Po zebraniu wszystkich danych czekało mnie zgodne z umową wykonanie telefonu do kontrahenta i przyjęcie lub odmówienia zlecenia. Szczerze powiedziawszy najchętniej bym mu powiedział by spadał na drzewo i zmienił cel bo mogę przyjąć zlecenie na niego.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil hanibal
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…