Wróć do katalogu

Świat drzewa

Świat drzewa

oddball, opublikowano , 24 min czytania, 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Człowiek Z szedł prosto ścieżką, gdy uderzył go kamień. - Co robisz człowieku Z? – zapytała maleńka wróżka siedząca na drzewie. - Idę do chaty czarodzieja – odpowiedział. - Powiedz mu, że pogoda jest dzisiaj tak piękna, że powinien wyjść ze swojego ukrycia i przez chwilę pooddychać świeżym powietrzem. - Dobrze, powiem mu – powiedział człowiek Z i poszedł dalej. Niebo było wtedy niezwykle piękne.

- Witaj, człowieku Z – powiedział Czarodziej. - Witaj, Czarodzieju. Mam dla Ciebie dobrą i złą wiadomość – powiedział człowiek Z. - Słucham z rozkoszą – odpowiedział Czarownik. - Podobno jutro nadejdzie koniec świata – powiedział. - Tak – odpowiedział Czarownik. - W związku z tym nie martwisz się o losy Yungebil? – zapytał człowiek Z. - A czemuż to mam się martwić – zapytał Czarodziej. – Czy jest coś o czym nie wiem? - Nie, ale myślałem, że uczynisz coś, aby powstrzymać tą straszną chwilę, która ma niebawem nadejść – powiedział człowiek Z. - Jaka jest ta zła wiadomość? – zapytał Czarownik. - Jutro nie będzie ziemniaków – powiedział człowiek Z. - Jak to? Dlaczego? – zdziwił się Czarownik. - Kupcy nie przyjadą, bo boją się, że dopadnie ich czarna dziura i wszystkich pożre – powiedział człowiek Z. Czarownik zamyślił się trochę. - Dobrze, powiedz wróżce, że gdy będzie jeszcze raz mówiła o pięknym dniu, niech się nad tym zastanowi – powiedział Czarodziej. - Dlaczego? – zapytał człowiek Z. - Bo może to być ostatni dzień, jaki będzie mogła ujrzeć – powiedział Czarodziej i wyprosił człowieka Z. Ten wyszedł i udał się w drogę powrotną do Moulike. Przechodząc obok drzewa powiedział wróżce: - Uważaj na dni, bo mogą więcej nie być takie piękne. Wróżka uśmiechnęła się i odleciała. Człowiek Z udał się na zachód do swojego Moulike. Spojrzał w niebo i widział, że nadciąga ciemna chmura. Wewnątrz niej było pełno błyskawic i złowrogich dźwięków. Przyspieszył kroku. Chciał być już w domu. Ominął czarną chmurę. Niebo było znowu niebieskie.

Czarodziejka leciała wysoko nad chmurami. Miała piękny widok. Na dole morze na górze chmury. Na horyzoncie widziała już swój kraj. W samym środku miasta był biało czerwony komin, który wyraźnie zaznaczał swą obecność. Tam leciała i tam miała zamiar przekazać wieści. Gdy doleciała, wszyscy czekali już na rynku. Stary gospodarz i kapitan byli już na miejscu. - I co? Opowiadaj – powiedział stary gospodarz. – Będzie koniec świata czy nie? Czarodziejka zatrzymała się na jednym z najwyżej leżących dachów i powiedziała: - Tak, Czarodziej powiedział, że to prawda. - O wielkie nieba – krzyknęły starsze kobiety. - Co to będzie – krzyknęły inne. - I co on na to? – zapytał stary gospodarz. – Nie ma zamiaru nic z tym zrobić? - O ile mi wiadomo to nie – powiedziała wróżka. - To straszne – krzyknęła jedna ze starych kobiet. - Mówił coś jeszcze? – zapytał stary gospodarz. - Nie, to wszystko – powiedziała wróżka. – Aha, powiedział jeszcze, że należy korzystać z każdego dnia, który nam pozostał – powiedziała wróżka. - Oto chodziło – krzyknął stary gospodarz i udał się do starej karczmy.

Czarodziej pochylił się nad swoim garnkiem. Czarny od smoły spód kontrastował z wielobarwnym środkiem. Wyglądała jak zupa jarzynowa. Niczym nie wzbogacana zupa o tysiącu kolorach. Czarodziej otworzył książkę. Wysunął z niej pewien przepis: 500 gram czosnku 20 sztuk czerwonego pieprzu 3 gamy wosku pszczelego... Wrzucił resztę składników i wszystko wymieszał. Po kilku minutach wyjął wszystko na dużą tacę i schował do pieca. Gdy zrobiło się gorąco, wyjął suszony specyfik i wrzucił go do rondla z rozgrzanym woskiem. Wszystko skleił i ulepił dwadzieścia małych kulek. Położył jedną na ceramicznej piramidzie i zapalił. Dym, który z początku był bardzo czarny, powoli robił się przezroczyście siwy. Ogień był coraz większy i większy. Po dłuższej chwili ogień zgasł i z kulki zaczął się ulatniać siwy dym. Najpierw wypełnił całe pomieszczenie, a potem wydostał się przez okna i zaczął wypełniać pobliskie otoczenie. Czarodziej wyszedł z pomieszczenia i spojrzał w niebo. Było coraz bardziej niebieskie.

Człowiek Z dochodził już do swojego miasta. Było niecałe dwa kilometry od Czarodzieja, a wydawało mu się, jakby szedł całe wieki. Bramy do miasta pilnowało dwóch strażników. Znali go, więc wpuścili bez pytania o nic. Wszedł i od razu udał się do piwnicznego lochu, który swoją nazwą zupełnie nie odzwierciedlał rzeczywistości. Był raczej jej przeciwieństwem. - Co masz za wieści? – zapytał od razu starszy mężczyzna w kapeluszu przypominającym kowbojski. - Jutro nadejdzie koniec świata – powiedział człowiek Z. - A więc to prawda – powiedział mężczyzna. - Tak, to prawda. Czarodziej niczemu nie zaprzeczył – powiedział człowiek Z. – I niczemu ni chce zapobiec – dodał.

Kupiec szedł wzdłuż swojej dobrze znanej ścieżki. Na swoim wozie wiózł różnego rodzaju towary. Od mleka zaczynając, a na mięsie kończąc. Szedł zgarbiony i zmęczony. Przed jego oczami ukazał się dom Czarodzieja. Stał przed swoim domem i patrzył w niebo. Kupiec stanął. Dzisiaj ani jutro nie dostarczy mu żadnego pożywienia. Zawrócił i poszedł w kierunku Moulike – swojego przedostatniego celu.

Czarodziejka pofrunęła za starym gospodarzem. Gdy ten wszedł do środka, poleciała tuż za nim. - Czarodziej jest już pewien – krzyknął stary gospodarz, - To znaczy? – zapytał młody mężczyzna siedzący naprzeciwko swojego towarzysza. - To nastąpi jutro – powiedział stary gospodarz. - Przecież to niemożliwe – krzyknął jeden z mężczyzn. - Niestety to prawda – powiedziała czarodziejka. - Kim jesteś? – zapytał mężczyzna. - Przyniosła tę nowinę – powiedział stary gospodarz. Mężczyzna popatrzył na nią. - Co w związku z tym zamierzasz? – spytał się starego gospodarza. - Chcę ratować świat. Nie można dopuścić, aby jutro skończył się ten wspaniały dzień. - Jak chcesz to zrobić? – zapytał niski mężczyzna. - Trzeba pójść do Czarodzieja. Tylko on może nam pomóc – powiedziała Czarodziejka. - To prawda. Tylko dzięki niemu to może się nam udać. - A zatem zróbmy to – powiedział niski mężczyzna. Wstał. - Nie mamy czasu do stracenia – krzyknął. Cała trójka wybiegła na rynek, gdzie czekała ich reszta ludzi. Powiedzieli im co zamierzają, a potem udali się w stronę Czarodzieja.

Czarodziej był w najlepszej formie. Miał pod kontrola wszystko to na czym tak bardzo mu zależało. Jutrzejszy dzień. Należał do niego i nikt nie mógł mu już przeszkodzić. Nikt nie mógł stanąć na jego drodze. Niczego się już nie musiał obawiać.

Gdzieś w niedalekiej czasoprzestrzeni żył sobie biały Bard. Nosił biały kaptur i był bardzo wysoki. Chciał się udać się do swojego ukochanego siostrzeńca, który mieszkał niedaleko Moulike. Nie widział go od bardzo dawna i teraz chciał go w końcu zobaczyć. Miał dla niego prezent – starą wełnianą czapkę i pewien drobiazg zwany Polif. Była to nieduża laska. Z zewnątrz niczym nie różnica się od zwykłych lasek. Była jednak inna. Miała moc, której mógł jej pozazdrościć nawet największy mag. Poza tym miała jeszcze jedną zaletę. Potrafiła mówić. A robiła to nadzwyczaj często. - Czy niesiesz mnie do swojego siostrzeńca? – zapytała, gdy biały Bard wyjął ją z worka. - Tak, mam taki zamiar – oznajmił i pchnął laskę z powrotem do środka. Nie lubił, gdy mu przeszkadzała, a od pewnego czasu robiła to nadzwyczaj często. Miała tą przewagę nad innymi laskami, że potrafiła rozmawiać w pięciu językach, a każdy obcy był dla niej nieprzyjacielem. W myśl przysłownia „nieprzyjaciel mojego przyjaciela jest moim wrogiem”.

Zbliżał się zmrok, a człowiek Z nadal nie widzał swojego przyjaciela. Szukał go wszędzie. Był w karczmie, koło długiego mostu i na placu koło fontanny. Był tak blisko, a zarazem tak daleko. W końcu udało mu się. Znalazł go. Tam, gdzie się tego najmniej spodziewał. Był w tamtejszej szkole. Nieopodal czarnego drzewa i starej studni. Był tam i czekał na niego. Był pewien, że przyjdzie. Tak się przecież umówili. Nie umówili się jedynie co do miejsca. Było parno. Niebo robiło się coraz ciemniejsze, a chmury były teraz mało widocznymi plamkami. Kupiec był już blisko Moulike, kiedy zatrzymał go dzienny elf i gnom. - Dokąd idziesz kupcu? – zapytał gnom. - Skąd wiesz, że jestem kupcem? – zapytał. Gnom spojrzał na dziennego elfa, a potem powiedział: - Stąd, że wieziesz cały rynek za plecami. Kupiec odwrócił się i ujrzał swoje towary. - Jadę do Moulike. – powiedział. - A po co tam jedziesz? – zapytał dzienny elf. - Jadę oddać pewne towary pewnemu człowiekowi – powiedział. Gnom popatrzył ze zdziwieniem na kupca. - Nie będziemy ci więc przeszkadzać i zejdziemy z twojej drogi, ale musimy zadać ci jeszcze małe pytanie – powiedział dzienny elf. - Tak? – powiedział kupiec. - Od kiedy nastaje nowy dzień? – spytał gnom. Kupiec zastanowił się chwilę, a potem powiedział: - Od jutra. – powiedział kupiec i poszedł w stronę Wielkiej Bramy, gdzie stało dwóch strażników. Na pożegnanie z nieznajomymi krzyknął tylko: - Nie traćcie ani chwili. Jutrzejszy dzień może się okazać waszym ostatnim. – powiedział i przekroczył granicę Moulike.

Drzewo stało dokładnie tam, gdzie wcześniej. Stało nieruchome. Tylko czasami odczuwało pewne impulsy od świata, które jak się wydaje było nieco niepokojące. Dzisiaj drzewo odebrało kilkanaście takich sygnałów. Było smutne. Stało na środku pustego pola i jedyne, co widziało, to dach domu czarodzieja, komin miasta, do którego pofrunęła czarodziejka i horyzont dachów miasta Moulike. Może jednak może coś zrobić – pomyślało. Swoimi sposobami przeniosło pewną wiadomość do dziupli, która była wydrążona dokładnie 20 cm poniżej jego środka. Tam siedziała pewna stara znajoma, która dostarczy wiadomość w odpowiednie miejsce.

Sikorka wyleciała dokładnie w chwili otrzymania wiadomości. Była szybka. Leciała z nadmierną w niektórych miejscach prędkością. Miała ciemne oczy i żółty ogon. Przelatywała nad górami i morzami. Była zaledwie parę minut od celu, gdy zahaczył ją lecący obok bocian. - Dokąd się udajesz? – zapytał bocian. - Lecę do Groomlike – odpowiedziała sikorka. - Ja też tam lecę – powiedział bocian. - Czy nie wiesz, kiedy znowu dzień będzie tak przepiękny jak dzisiaj? – zapytała sikorka. - Prawdopodobnie jutro – odpowiedział bocian. - Dzisiejszy dzień jest chyba najpiękniejszy i najgorszy w moim życiu – powiedziała sikorka. – A teraz żegnaj, lecę do starego burmistrza – powiedziała i zanurkowała w dół do miasta Groomlike. - Do sobaczenia – powiedział bocian i też wybrał kierunek Groomlike.

Stali na samym środku ulicy Koło studni. - Mam nadzieję, że wiesz, co mówisz – powiedział przyjaciel człowieka Z. - Jestem tego tak samo pewien jak tego, że czarodziejka rozmawiała dzisiaj rano ze mną o pogodzie – powiedział człowiek Z. - Hm. - Hm? To trochę za mało – powiedział człowiek Z. - Chcę pójść do średniego maga – powiedział przyjaciel człowieka Z. - Dobrze, chodźmy natychmiast. O tej porze możemy go nie znaleźć... tak łatwo – powiedział człowiek Z.

Drzewo stało pośrodku drogi. Po swojej prawej stronie widziało Las Irrid. Znało tam kilka drzew. Było o wiele starsze od najstarszego drzewa w lesie Irrid, a jednak nie wiedziało, co zrobić. Było w potrzasku. Chciało się jakoś z tego wyrwać, ale nie mogło. Jedyna szansa odleciała kilka chwil temu i to podtrzymywało go na duchu.

Dzienny elf zastanawiał się chwilę. - Chodźmy do Drzewa – powiedział do gnoma. - Dobrze – odpowiedział. – Mam nadzieję, że wiesz, co robisz.

Znaleźli się w lesie Irrid. Myśleli tylko o jednym miejscu, gdzie mogą znaleźć średniego maga. - Myślisz, że studnia obok której mamy szansę znaleźć średniego maga, będzie nadal tak uprzejma jak zazwyczaj? – zapytał człowieka Z jego przyjaciel. - Mam taką nadzieję – odpowiedział człowiek Z.

Chmura była już wysoko. Widziała wszystkich razem i każdego z osobna. Wznosiła się nad jeziorem, za którym leżało…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych