Wróć do katalogu

Sylwestrowa opowieść (I)

Napisana dla młodszych czytelniczek, nieoczekiwanie okazała się hitem wśród starszych, na dodatek płci obojga...

agausia78, opublikowano , 23 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nawet sama Kitty nie pamiętała skąd wzięła się jej ksywka. Tak naprawdę miała na imię Katarzyna, dziewiętnaście lat i pierwszy raz w życiu złamane serce. A to wszystko za sprawą pewnego chłopaka, w którym tak beznadziejnie się zakochała. To miał być cudowny sylwester, organizowany przez grupę znajomych z jej klasy. Oczywiście ona nie należała do tej bananowej młodzieży i zaproszenie na wyjazd zdobyła z wielkim trudem, posługując się kłamstwem i podstępem. Po prostu w odpowiednim momencie, beztroskim głosem oznajmiła, że brat przywiózł w prezencie z podróży do Francji, kilkanaście butelek wytrawnego szampana. Tylko częściowo była to prawda, bo owszem, przywiózł, ale nie dla niej, a dla całej rodziny. Na razie dwanaście flaszek leżało w piwnicy, czekając na odpowiednią okazję. Kitty nie przejęła się widmem awantury, która z pewnością wybuchnie, gdy domownicy zorientują się w poniesionej stracie. Było jej to całkowicie obojętne. Grunt, że miała możliwość spędzenia kilku cudownych dni w towarzystwie Tobiasza. Siedziała więc w pociągu, wtulona w kąt przedziału i z cichym uwielbieniem wpatrywała się w obiekt swych marzeń. Dość nierealnych trzeba przyznać. Była od wszystkich starsza o rok. Z powodu chorób, które przebyła w dzieciństwie, poszła do szkoły o rok później. Poza tym nie miała szałowych ciuchów, beztroskiego życia, a nade wszystko wyglądu gwiazdy filmowej lub modelki z żurnala. Bardzo wstydziła się swoich zbyt obfitych bioder, zbyt masywnych nóg i w jej mniemaniu, oblicza tak okrągłego jak księżyc w pełni. Ciemne włosy nosiła związane w ciasny kok z tyłu głowy, prawie żadnego makijażu, a na dodatek te okropne, szare i nijakie ubrania. Nic dziwnego, że wolała nie rzucać się w oczy i z ukrycia wzdychać do swego wymarzonego chłopaka. A jeśli chodzi o Tobiasza, to stanowczo było na co popatrzeć. Wysoki, wysportowany, o nienagannej opaleniźnie, złocistych włosach i szerokim, olśniewającym uśmiechu. I jeszcze te cudownie błękitne oczy, niezwykłe poczucie humoru i beztroska, wynikająca z braku poważniejszych problemów. On jako pierwszy dostał od ojca szałową brykę, on jako jedyny mógł się pochwalić wakacjami na Hawajach czy wycieczką dookoła świata. Na dodatek prymus w szkole i doskonale zapowiadający się sportowiec. Ideał, o którym marzyły wszystkie znające go dziewczyny, a nawet i niektóre dojrzałe kobiety. Kitty cichutko westchnęła. Gdzie jej było do niego! Nawet w marzeniach nie potrafiła posunąć się dalej niż poza zdawkową rozmowę. A pocałunek? Wyznania miłosne? Tutaj niestety zawodziła nawet jej bujna wyobraźnia. Całą podróż spędziła milcząc, nie odezwała się też ani słowem podczas jazdy busem do ich wynajętego domku. Zresztą, pochłonięta zachwytem nad otaczającym ich krajobrazem, wcale nie tęskniła do rozmowy. Nie zaprotestowała i wtedy, gdy dostała najzimniejszy pokój, klitkę prawie, na dodatek na samej górze. Za to od razu zakochała się w widokach, jakie roztaczały się z okna. Do sylwestra pozostały dwa dni. Lecz towarzystwo zaczęło dość ostro imprezować od samego przyjazdu. Alkohol lał się strumieniami, nie obyło się również bez bardziej konkretnych używek. Nieco przerażona Kitty, pierwszego wieczoru wymówiła się bólem głowy. A wczesnym rankiem natknęła się na Tobiasza, który w pustej kuchni czule obcałowywał jakąś obcą jej dziewczynę. Wcale nie zmieszany tym, że został przyłapany, przedstawił Samantę jako swoją narzeczoną. Jednak prawdziwy cios w serce miał dopiero nadjeść w przed sylwestrowy wieczór. Kitty jak zwykle została wysłana po zakupy. Posłusznie zabrała torby i pieniądze, ale nie przeszła zbyt długiej drogi, gdy przypomniało jej się, że nie wzięła rękawiczek. A na zewnątrz panowało prawie minus dziesięć i zapowiadano spore opady śniegu, a nawet śnieżycę. Bez namysłu zawróciła. Tuż przed drzwiami kuchennymi usłyszała rozbawiony głos Tobiasza. Tym razem był on również poirytowany. – Czyś ty do reszty zwariowała? Twoja zazdrość bywa nie tylko chorobliwa, ale i kuriozalna! – Wpatruje się w ciebie, jak w obrazek. Może to jakaś psycholka? A może dałeś jej powód do tego zainteresowania? – To zwykłe, zakompleksione dziewczę, z dupą jak szafa. Naprawdę sądzisz, że ja mógłbym zakochać się w takiej niezgrabnej krowie? Od samego początku wiedziała, że mówią o niej. Tobiasz i ta jego Samanta. Dotychczas prawie nie zwracał na nią uwagi, a jeśli już, to posyłał promienny uśmiech, który wprawiał jej ciało w drżenie, a serce zmuszał do szaleńczego galopu. Niezgrabna krowa? Z dupą jak szafa? A więc tak ją widział chłopak, w którym była zakochana od trzech lat? Wymarzony, wyśniony i tak naprawdę całkowicie niedostępny. Kitty rzuciła siatki pod drzwi, a później łykając łzy upokorzenia i żalu, popędziła przed siebie. A ponieważ ich dom był ostatnim na ulicy, a dalej rozciągał się ogromny las, podążyła prosto w całkiem nieznane tereny. Szła przed siebie tak długo, aż nie wypłakała wszystkich łez. A potem stanęła i z przerażeniem stwierdziła, że nie tylko nie ma pojęcia, gdzie się znajduje, ale także i to, że powoli zaczyna zapadać zmrok. Co oznaczało, że ten „spacer” trwał prawie trzy godziny. Dookoła same drzewa, skrzący się śnieg i bezlistne gałęzie jakiś krzaków. Na dodatek wzmógł się wiatr i zaczęło padać. W panice przypomniała sobie, że na dziś wieczór zapowiedziano śnieżną zawieruchę i nawet radzono, by kto mógł, pozostał w domu. Kitty jęknęła, a potem zaczęła biec z powrotem, po własnych śladach. Ale było coraz ciemniej i coraz mocniej padało. Po chwili prawie nie widziała niczego w promieniu dwóch metrów. Kuliła się pod naporem coraz silniejszych podmuchów, dygotała z zimna. Czuła, jak drętwieje jej twarz, jak bolą spierzchnięte wargi. I nagle zrozumiała, że jeśli w ciągu godziny lub dwóch nie znajdzie ratunku, to zamarznie na śmierć, pośród tej nieprzebytej puszczy i nieskazitelnej bieli. Więc brnęła dalej, obejmując się ramionami i z rozpaczą myśląc, jak niewiele jeszcze przeżyła. Nie miała faceta, nie uprawiała seksu, nawet nie całowała się z żadnym chłopakiem tak na poważnie. Nic, po prostu nic! Była tak beznadziejna, jak widzieli ją inni. Zaczęła się śmiać, a potem upadła. I kiedy nadeszła ciemność, Kitty myślała tylko o swym beznadziejnym życiu. I o tym, jak było ono ubogie we wszelkie doznania. Czuła żal, a później i on rozpłynął się w błogiej nieświadomości. *** To był jak powrót z zaświatów. Najpierw otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą pociemniały ze starości, niski sufit drewnianej chaty. Później przekręciła głowę w kierunku blasku bijącego z rozpalonego ognia. Jedynego źródła światła w małym, obskurnym pomieszczeniu, którego kąty pogrążone były w mroku. Leżała na obszernej kanapie, która stała przed ogromnym, kamiennym kominkiem. Po lewej stornie widziała coś, co przywodziło na myśl kuchnię, po prawej masywne drzwi. Kiedy usiadła z cichym stęknięciem, zobaczyła że po przeciwległej stronie są dwa nieduże okna i kolejne drzwi, tym razem z pewnością prowadzące na zewnątrz. Cały wystój chaty był skromny, wręcz surowy i nieco staroświecki. Kitty ostrożnie wstała i otuliła się kocem, którym była przykryta. Zniknęły gdzieś przemoczone buty i spodnie, a także kurtka, czapka i szalik. Została w samych majtkach i swetrze. Powoli podeszła do wysokiej półki, na której tłoczyły się dziesiątki drewnianych rzeźb. Czegóż tam nie było! Ludzie, starzy i młodzi, zwierzęta i rośliny, kilka budynków i nagie, smukłe kobiety, jakby specjalnie pozujące nieznanemu twórcy, prężące swe gibkie ciała. To przywołało wspomnienia. Dziewczyna wróciła na kanapę i zapatrzyła się w ogień, czując jak po policzkach spływają kolejne łzy. Podskoczyła, gdy z hukiem otwarły się drzwi wejściowe. Do środka wdarł się silny podmuch mroźnego wiatru, a później kolejny raz coś rąbnęło. Powoli obejrzała się za siebie. Stał tam mężczyzna, prawdziwy olbrzym. Z ramion zrzucił ogromny worek, z którego wysypały się ośnieżone kawałki drewna. Energicznie ściągnął płaszcz i powiesił go na stojącym nieopodal krześle. A później spojrzał wprost na skamieniałą z zaskoczenia Kitty. – Obudziłaś się w końcu – burknął mało uprzejmie. Podszedł bliżej, stając w kręgu światła. Dopiero teraz mogła dojrzeć wiele szczegółów jego wyglądu. Miał złoto rudą czuprynę, która od dawna nie widziała nie tylko fryzjera, ale i zwykłego grzebienia. W surowej twarzy dominował wydatny, garbaty nos i przenikliwe, ciemne oczy. No i po raz pierwszy Kitty widziała tak piegowatego mężczyznę. – Czy to ty mnie uratowałeś? Wzruszył ramionami i podszedł do stołu, stojącego tuż za kanapą. Ze stojącej na nim butelki nalał sobie pełną szklankę złocisto-brunatnego płynu i wypił go jednym haustem. Potem napełnił drugą szklankę i podał ją siedzącej w bezruchu dziewczynie. – Pij! – rozkazał krótko. Nie ośmieliła się sprzeciwić. Od samego początku budził w niej respekt, a nawet odrobinę strachu. Ale już po pierwszym łyku, zaczęła się krztusić. – Co to jest? – spytała słabo. – Coś, co pomoże ci uniknąć przeziębienia, a może i zapalenia płuc. Kiedy cię znalazłem, byłaś nieprzytomna, zmarznięta i mokra. – Zabłądziłam. Nie odpowiedział, tylko obszedł kanapę i kucnął tuż przed Kitty. Migoczący za muskularnymi plecami blask ognia spowodował, że jego włosy były bardziej złociste, przy czym oczy stały się jeszcze mroczniejsze, niczym ciemne studnie bez dna. Dziewczyna wpatrywała się w niego z fascynacją połączoną ze strachem. Pierwszy raz miała do czynienia z kimś tak odpychającym i pociągającym zarazem. Przy kim czuła się taka bezbronna i maleńka. – Nie mam tu telefonu – odezwał się w końcu. – A na zewnątrz szaleje śnieżyca. Musisz zostać, dopóki pogoda się nie unormuje. – Jeśli mi pozwolisz? – A mam inne wyjście? – spytał z nagła poirytowany. – Chyba, że zaczną cię szukać, bez względu na wszystko? Pomyślała o towarzystwie, z którym przyjechała, a które z pewnością nawet nie zorientuje się, że jej nie ma. Bo kogo tam obchodziła? Nikogo… Mężczyzna bacznie wpatrywał się w jej twarz. I wyczytał z niej chyba więcej niż chciałaby powiedzieć. – Nikt nie będzie mnie szukał. – Nikt? – A kogo obchodziła by taka zakompleksiona, niezgrabna krowa jak ja?! – wyrwało się Kitty z goryczą. – Nikogo! Nikomu nie będzie mnie brakować, bo dla wszystkich jestem niczym! – Nie użalaj się nad sobą – odparł ostro. – Ludzie widzą cię taką, jaką chcesz by cię widzieli. I to tyle na temat. Nie mam zamiaru wysłuchiwać jęków i żalów, nieszczęśliwie zakochanej nastolatki. – Nie będziesz musiał – powiedziała cicho. No jasne, przecież nie może wymagać od dojrzałego, kompletnie obcego faceta, pocieszenia w sprawach sercowych. – Mam na imię Kasia, ale wszyscy mówią do mnie Kitty. Przez długi moment miała wrażenie, że nie zachce się przedstawić. – Wiktor – odpowiedział z niechęcią. – I najlepiej jeśli nie będziesz mówiła do mnie zbyt wiele. Nie lubię tego. – Rozmowy? – Rozmowy. I obcych ludzi. A zwłaszcza fiksujących na tle swego wyglądu nawiedzonych dziewczynek. – Jak mogłabym fiksować na temat czegoś, co jest tak pospolite i oczywiste? – A, widzisz? Znów zaczynasz! – Już nie będę, słowo honoru – nagle poczuła się rozbawiona. – Zresztą, nie powiedziałabym o sobie nastolatka. W przyszłym roku kończę dwadzieścia lat. – Też mi! – mruknął i wstał. – Wypij do końca – wskazał na szklankę, którą trzymała, obracając w dłoni. – Rozgrzeje cię. – Najpierw wypali mi cały przewód pokarmowy! Ale posłusznie upiła małego łyczka, obserwując jak nieznajomy krząta się po kuchni. Analizowała każdy szczegół jego

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych