Wróć do katalogu

SZMARAGDOWA KSIĘŻNICZKA- Rozdział 10: Santa Cruz

Ema jest typową nastolatką o nietypowym imieniu. Jej sytuacja rodzinna również jest orginalna, gdyż zamiast rodziców wychowuje ją wujek- zapalony geograf, który postanawia, że najbliższe wakcaje spędzą na Wyspach Galapagos. Niestety wycieczka nie będ

luminka, opublikowano , 21 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

O w jedenastej wsiedliśmy w pangę i popłynęliśmy na Santa Cruz. To znaczy konkretnie ja, wujek Marielisa i Adrian, ponieważ Alex, Luiz i Jorge uznali, że zwiedzali te tereny milion razy i już im się nie chce. Gdy tak siedzieliśmy w pandze nikt się nie odzywał. Naprawdę nie wiem, dlaczego. Zresztą powinnam się cieszyć, bo cisza była mi jak najbardziej na rękę. Cały czas patrzyłam w głąb wody, ale jakoś już nie myślałam już o rekinach. Chyba zostałam uleczona. Gdy dopływaliśmy na zboczu gór można było zobaczyć opuncje. To takie wyrośnięte kaktusy, które mogą osiągnąć nawet dziesięć metrów. Oczywiście nie mogliśmy zatrzymać się przy jakiejś ładnej plaży tylko przy skałkach, po których trzeba było wejść żeby dostać się na w miarę płaski i równy teren. Najpierw wysiadł wujek. Potem Marielisa, Adrian i ja. Ruszyliśmy. Nie była to jakaś wielka wspinaczka, ale jednak trzeba było piąć się w górę. Nagle koło mojej nogi przebiegło coś małego i czerwonego. - Aaaaa- wrzasnęłam a wszyscy obrócili się do tyłu, bo oczywiście telepałam się na końcu. - Co się stało?- spytał wujek - Coś mi przemknęła koło stopy. - Zdefiniuj „coś „- powiedział Adrian - Gdybym wiedziała, co to było to od razu nazwałabym rzecz po imieniu- warknęłam do niego- ale było czerwone. - Och, to pewnie krab- odezwała się Marielisa - Krab?- mocno się zdziwiłam- Taki ze szczypcami? - Oczywiście- roześmiała się nasza przewodniczka- chyba, że mu je odgryzł jakiś rekin. Na słowo „rekin” lekko się skrzywiłam, po czym zaczęłam się rozglądać czy kraba nie ma nigdzie w pobliżu. Ubranie sandałów na bose stopy to była zdaje się wielka głupota. Ostatnia skała, na którą trzeba było wejść była dość wysoka. Dla wujka nie stanowiła ona naturalnie problemu i po jednym zgrabnym podskoku znalazł się na górze. Tylko, że on jest bardzo wysportowany. Jakoś szczerze wątpiłam w to, że drogą, którą zmierzamy jest szlakiem turystycznym. Normalny, potencjalny turysta wieku średniego musiałby chyba wypić pół litra żeby wejść na tą skałę. Tak jak podejrzewałam Marielisa nie potrafiła poradzić sobie z nią sama, dlatego Adrian podniósł ją i posadził na górze. Ku mojej wielkiej i niepohamowanej rozpaczy nie wskoczył na skałę zaraz po tym jak Marielisa się na niej znalazła, tylko odwrócił się zaczekała na mnie. - Dlaczego nie wchodzisz?- spytałam, kiedy dotarłam już do przeszkody. - Bo ty sobie sama nie poradzisz- odparł sucho - A właśnie, że dam radę sama! - Tak?- jego oczy się zaświeciły - TAK!- byłam zdecydowana Albo raczej zdesperowana. - No to dalej!- powiedział Adrian a w jego dało się wyczuć coś z furii. Szczerze, to nie bardzo się tego spodziewałam. Myślałam, że zacznie protestować i mówić, żebym dała sobie spokój wypowiadając przy tym moje imię z taką jak zawsze miękkością w głosie. Zamiast tego zdaje się, że lekko wyprowadziłam go z równowagi. Trzeba być chyba mną żeby wkurzyć tak niebiańsko spokojnego faceta, któremu na dodatek najprawdopodobniej zawdzięczam życie. Och, pięknie. No, ale cóż. Stało się. Mimo, że mój entuzjazm mocno zmalał trzeba się było zabrać do wspinania. Skała sięgała mi mniej więcej do szyi nie była, więc aż tak wielka. Po prostu muszę się podciągnąć. Nic specjalnego. Jasne. Wrzuciłam plecak na górę. Podejście pierwsze. Myślę, że oderwałam stopy od ziemi na jakieś dziesięć centymetrów. Adrian prychnął szyderczo. Tym samy sprawił, że miałam o wiele więcej zapału przy podejściu drugim. No dalej ty skończona idiotko! Chcesz dać mu satysfakcje. Nie? To rusz ten tyłek do góry! Pamiętasz jak pocałował cię z litości? Albo, kiedy wpychał w ciebie puste kalorie, które nie były ci potrzebne? A teraz masz zamiar się poddać!? Chcesz żeby się dowiedział, że najprawdopodobniej ważysz tyle samo, co dorodny zapaśnik sumo. Po pięciu minutach męczarni znalazłam się na górze. Padłam na plecy i leżałam jak kłoda próbując przy tym złapać oddech. Po trzech sekundach stanął nade mną Adrian i zaczął mi klaskać. Widziałam jednak, że było to czysto zjadliwe zachowanie. Pomimo to byłam z siebie dumna. Po chwili podszedł do nas wujek a kiedy zobaczył, że ledwo dycham spytał: - Co się znowu stało? - Twoja siostrzenica uparła się żeby samemu wspiąć się na skałę. - Dlaczego?- wujek nie krył zdziwienia - Bardzo dobre pytanie Piotr- odpowiedział kpiąco Adrian- powinieneś je zadać Emie. Wujek spojrzał na mnie i zrobił srogi wyraz twarzy. - Chciałam być samodzielna- odparłam przymilnie i wróciłam do stabilizowania oddechu, racząc przy tym Adriana pełnym złości spojrzeniem. - No ładnie. W takim razie wstawaj- odpowiedział stanowczo wujek a kiedy jęknęłam dodał- samodzielni ludzie muszą być odpowiedzialni za swoje czyny. I odszedł do Marielisy, która stała parę metrów dalej i podziwiała jakieś rośliny. Adrian nie ruszył się z miejsca. Kiedy wstawałam patrzył na mnie, jednak nic z jego wzroku nie mogłam wyczytać. Gdy podniosłam leżący obok mnie plecak zgięłam się w pół. Wydawało mi się, że waży sto kilogramów. - Pomóc ci?- usłyszałam głos Adriana Spojrzałam na niego. Z jego twarzy znów biła łagodność. A mówią, że to kobiety mają huśtawki nastrojów. - Chcesz mi pomóc?- spytałam niedowierzając tej propozycji. - Tak- odpowiedział jakby to było naturalne zachowanie - Przecież ty masz już swój plecak. - Ale przynajmniej mam sprawne ręce- w jego głosie wyraźnie było słychać nutkę drwiny. Dlatego postanowiłam zrezygnować z jego usług. Kiedy jednak chciałam założyć plecak na ramię zachwiałam się jak niedoświadczona tancerka przy skomplikowanym piruecie. Adrian podszedł do mnie i za nim zdążyłam zaprotestować wyrwał mi plecak. Potem ruszył w stronę Marielisy i wujka. A ja poszłam za nim. Na szczęście weszliśmy na normalny szlak turystyczny, bo tak jak podejrzewałam skałki były dodatkową atrakcją, której szlak nie obejmował. Trochę głupio się czułam bez mojego plecaka jednak, kiedy co jakiś czas spoglądałam na Adriana to nie wyglądał na szczególne przemęczonego. A powinien. Bo naprawdę zabrałam stertę niepotrzebnych rzeczy(nawet mój gaz obezwładniający). No, ale jak widać oprócz niebiańskiej urody ma jeszcze niebiańską siłę. Czemu Adrian nie jest zgarbionym kujonem w okularkach? Albo hipisem? Metalem z irokezem? Byłoby mi wtedy znacznie prościej. Rozmyślanie przerwał mi bardzo donośny krzyk: - MARIELISA! Zaczęłam się rozglądać i zobaczyłam, że w naszą stronę biegnie jakiś niski facet w kapeluszu panama. Gdy już dobiegł dało się zauważyć, że jest bardzo stary. Na oko tak koło sześćdziesiątki. Za starszym panem przybiegły dwie młode dziewczyny i tyle samo chłopaków. Sytuacja zrobiła się bardzo niezręczna, ponieważ Marielisa gawędziła sobie z facetem w kapeluszu panama a reszta(czyli my i tamci od starszego pana) stała naprzeciwko patrzyła na siebie. Jak na mój gust dziewczyny miały coś pod dwudziestkę i były oczywiście obrzydliwie chude. Faceci obok nich byli chyba mniej więcej w tym samym wieku jednak nie byli przerażająco przystojni. Po prostu normalni. Dziewczyna stojąco bliżej nas miała kasztanowe włosy związane w kucyk i ubrana była w letnią obcisłą sukienkę, która ledwo zakrywała jej tyłek. Ciekawy strój jak na wyprawy po lesie. Przy okazji zauważyłam, że wpatruje się w Adriana jak ciele w malowane wrota. Druga dziewczyna była typową blondynką a mimo to ubrana była o niebo lepiej. Niebieskie rybaczki i biała bluzeczka z krótkim rękawkiem. Ona z kolei pożerała wzrokiem wujka. Co za perwersja. Jeśli on ją obdarzy jednym z tych uśmiechów zachęcających do flirtu to go chyba zabije. Czy ona nie widzi, że mój wujek jest czterdziestolatkiem! No dobra na pierwszy rzut oka tego nie widać. Ale na pewno nie wygląda na dwudziestolatka. W końcu dziewczyna w nieprzyzwoicie krótkiej sukience wyciągnęła rękę do Adriana i powiedziała(bogu dzięki po angielsku): - Mam na imię Simone. Przynajmniej wiadomo, że nie jest Angielką. Już ja mam lepszy akcent. - A ja jestem Jutta- dodała blondyneczka uściskając przy tym dłoń wujka.- A to Sven i Thomas. Po imionach facetów można by było wydedukować, że są Niemcami. Jednak coś mi się nie zgadzało. Zawsze myślałam, że Niemki słyną z potężnej budowy ciała a te tu były patykami. No cóż nie można uogólniać. Sven i Thomas kiwnęli tylko głowami i zaczęli dalej wpatrywać się w ziemie. Kiedy Adrian i wujek ładnie się przedstawili Marielisa przypomniała sobie o naszym istnieniu i przedstawiła nam pana w kapeluszu panama: - To jest Edwin. Mój dziadek. Widocznie rodzina Marielisy prowadzi interes rodzinny. Założę się, że gdzieś niedaleko jej rodzice też oprowadzają turystów zarabiając przy tym niezły szmal. Ewin ukłonił się i powiedział, że powinniśmy już iść, co dla mnie oznaczało po prostu rozdzielenie i pozbycie się tych napalonych chudych patyków. Niestety nie miło się rozczarowałam, ponieważ wszyscy razem ruszyliśmy dalej. Niemniej jednak uformowaliśmy się w bardzo ciekawym szyku. Na przedzie szli: Marielisa, jej dziadek i Thomas zacięcie o czymś dyskutując. Za nimi mój wujek i Jutta, która wyraźnie z nim flirtowała a wujek ku mojej rozpaczy wcale nie zbywał tych wszystkich sztuczek. Wręcz przeciwnie. Wyglądał na bardzo zadowolonego. Jak go wieczorem dorwę to się nie pozbiera. Czy on naprawdę nie potrafi sobie znaleźć normalnej kobiety w jego wieku? Jednak jeszcze ciekawszy obrazek malował się przede mną. Simone bardzo zgrabnie wypróbowywała swoje wdzięki na Adrianie. Przed chwilą potknęła się o nieistniejący kamień i udając, że upada chwyciła ramię Adriana. I już nie puściła. Szli, więc teraz tak do siebie przytuleni jak zakochana para. Nie widziałam jednak żeby Adrian jakoś specjalnie się buntował. Widocznie odpowiadało mu to wszystko. Ja szłam na końcu ze Svenem, który już na początku wyraźnie był nie w sosie a teraz zachowywał się jeszcze gorzej, ponieważ jak mi powiedział szaleje za Simone a ta jak wcześniej wspomniałam podrywa Adriana przed naszym nosem. - Dlaczego ona się tak do niego przymila- spytał w pewnej chwili bardziej jednak ze smutkiem niż ze złością. - No cóż- popatrzyłam na, Simone, która śmiała się do rozpuku z czegoś, co przed chwilą powiedział jej Adrian- On jej się chyba podoba. - Ale dlaczego? Ponieważ, ma cholernie seksowny uśmiech, boskie ciało i poruszające do głębi wnikliwe brązowe oczy? - Nie mam zielonego pojęcia- odpowiedziałam - To znaczy, że on ci się nie podoba?- Sven był wyraźnie zdziwiony - Oczywiście, że nie. My się tylko…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych