Wróć do katalogu

Tak właśnie chcę go poznać

To będzie opowiadanie o tokio hotel ,niemiecki zespole. Tak wyobrażam sobie pozanie mojej pierwszej miłośći, nie ma to być Bill ale na jego przykładzie opiszę moje marzenia...Wiem, że to moze trochęgłupie, że wyobrażam sobie jakby to było... ale koch

nacia, opublikowano , 21 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Stała przyciśnięta do barierki, nie słyszała nawet własnych myśli, tylko te krzyki…I jeden cudowny głos. Od zawsze miała do niego słabość. Łzy szczęścia spływała po oczach. Płakała słysząc: ,,chodź i uratuj mnie…uratuj mnie! Ja nie tworze bez Ciebie…’’ Była tak wrażliwa… Serce delikatne niczym ranna rosa było jej jedynym przyjacielem. Co prawda miała jeszcze rodziców. Ale oni nie pozwali jej na nic, traktowali jak psa. Ciągłe zakazy, nakazy i wybieranie wszystkiego za nią skłoniły ją do ucieczki z domu. Wiedziała, że ja kochają ale nie znosiła tych kazań…Chcieli ją sobie podporządkować. W końcu była wolna…lecz wciąż taka samotna…brakowało jej kogoś komu mogła bezgranicznie zaufać…kogoś kto by ją pokochał taką jak jest, kogoś komu mogłaby się wyżalić, wypłakać, kogoś kto by ją przytulił…pocałował…Tak bardzo tego potrzebuje… A teraz stała z nutką nadziei przy scenie i patrzyła w te piękne brązowe oczy, tak smutne…Wiedziała, że nigdy nie odwzajemnią jej spojrzenia… Chłopak w czarnych włosach śpiewał ostatni kawałek ,,schrei’’ a ona nieświadoma niczego co wokół niej się dzieje, stała samotnie pod sceną wbijając wzrok w zgniecioną puszkę po piwie. Nagle ktoś złapał ją za rękę i wciągną na scenę, stała jak wryta .Kompletnie nie wiedziała co zrobić. Widziała tylko te wściekłe twarze fanek i czuła zapach męskiego dezodorantu, podajże axe. Przez całe życie była przyzwyczajona do tego, że marzenie są tylko po to, by były, a w żadnym wypadku się nie spełniały. Nie mogła uwierzyć, że stała obok Billa Kaulitza i wydzierała się do jego mikrofonu. Czuła się trochę nieswojo, gdy na koniec piosenki przytulił ja mocno do siebie i w podziękowaniu pocałował delikatnie w policzek. W sumie to nie wiedziała, za co jej podziękował, ale szepnął do ucha – Danke, i lekko cmokną. Zeszła powoli ze sceny i wkroczyła w tłum zazdrosnych fanek… Była oszołomiona tym wszystkim. Szła przez długi rynek, aż do bramki. Rzuciła ostatnie spojrzenie na oddaloną scenę i wyszła. Koncert już się skończył, ale gadali jeszcze cos na koniec.Nie wiedziała gdzie spędzi noc, gdzie będzie dalej żyła…Myślała o powrocie do domu…ale nie. Nie wytrzymałaby tego dłużej. Koncert chyba się skończył, bo ludzie powoli się zbierali. Po pół godziny została sama. Nikogo już nie było, tylko ta czarnowłosa szesnastolatka.Niezauwazalna…niekochana…Taka samotna. Było strasznie zimno. Widząc, że zespół idzie w jej kierunku trochę się wystraszyła i zaczeła uciekać.

-Zaczekaj!- krzykną Bill

Chłopak próbował dogonić Nacie, ale ta zwiewała jak przed śmiercią. Potkneła sie o wystający korzeń i przewróciła,po zranionej twarzy ciekła krew.Czarnowłosy podbiegł do dziewczyny i uklęną.

B-Nic Ci nie jest?-zapytał

N-Nie...poradzę sobie-odpowiedziała wystraszonym głosem.

B-Dlaczego uciekałaś?

N-Spieszę sie-odpowiedziała wymijająco.

B-Gdzie mieszkasz? Odprowadzę Cie.

N-Nie...Mieszkam blisko-skłamała.

B-Boisz się czegos prawda?

Nic nie odpowiedziała,tylko spuściła głowe i otarła łzy.

B-Nie płacz...

N-Nie płacze...czasem oczy same mi łzawią...

B-hmmm...

N-Moge juz iść?

B-Poczekaj...Nie płacz.Coś jest nie tak?

N-Nie...nic...poprostu...a nieważne.

B-Powiedz.

N-Nie znam Cie.Dlaczego mam Ci sie zwierzać?

B-Nie wiem.Ale prosze.

N-Może to troche dziwne...ale...nie mam nic,przyjaciół,domu,rodziny...Wiem...to nie jest powód do płąkania...Ale ...przepraszam...nie powinnam Ci tego mówć.

Chłopak zdją skórzą kurtke i otulił czarnowłosą.Mocno przytulił.Jego ręce topiły sie w gęstych włosach dziewczyny.Był o wiele wyzszy,opierał brode na jej głowie wtulonej w jegog klatke piersiową.Trzymał kurczowo szyje smutnej postaci,jego ciepłe palce masowały jej kark...Była tak szczęśliwa...czuła,że jemu możę zaufać...Ale czuła też,ze nie powinna...nie powinna...Odskoczyła dziko od Billa.

N-Przepraszm...nie powinnyśmy...Ja...

B-przestań...

Nacia wciąż płakała...nie dlatego,ze nie miała nikogo...dlatego,że czuła jego bliskość...ale nie mogła...nie mogła,zawsze chciała poczuć sie chodź przez chwile kochana...ale on i tak jej nie kochał...nawet jej nie znał.Czuła,że nie może naduzywać szczęścia...Kiedyś nie śmiała nawet marzyć o prawdziej miłości...Nie mogła z nim zostać ani chwili dłużej.W sercu miała szczęście i smutek...Łzy...usiadła znów na ławke głucho patrząc sie na Jego piękne oczy.Wiedziła,ze jest dla niej stworzony,gdyby tak nei było,nie wciągną by jej na scene...nie pocałowałby...to ona jest tą jedyna...ale nie może.Milczenie przerwał Tom,brat Billa.

T- Bill…chyba musimy już iść.

B- Idźcie. Dogonię was.

Chłopacy zaczeli się oddalać rzucając wścibskie spojrzenia na Billa. Zostali Sami. Chłopak klęczący przy kamieniu i ona siedząca na ławce bez najmniejszego ruchu. Wciąż zadawał te pytania…wciąż chciał rozmawiać w przeciwieństwie do niej.

B- jak masz na imię?

N- Natalia.

B- ładnie…- uśmiechną się.

N- Nie. Jest okropne. Mój ojciec je wymyślił.

B- zaraz…przecież mówiłaś, że nie masz rodziny…

N- No bo…Niby mam…ale…

B- Ale?

N- Do cholery przestań zadawać te pytania!

B- No ale…dobra. Dziewczyna podniosła oczy ku górze. Było już ciemno, ale rynek oświetlało światło księżyca. Podeszła powoli do chłopaka i przyklękła obok niego cały czas milcząc. Złapał ją za rękę i nie spuszczając wzroku z jej twarzy powiedział:

B- Nie jesteś sama. Masz mnie…

Ona tylko zamknęła powieki z pod których wypłynęły łzy.

B- Wiem, że Ty też to czujesz, i proszę, nie ukrywaj tego…Nie. Nie potrafisz kłamać. To widać…Te oczy…One wszystko mówią. Powiedz, że Ty też to czujesz…proszę…POWIEDZ!

N- Bill ja…

Nie dokończyła. To było silniejsze. Wstawali trzymając się za ręce. Oboje parzyli w pełne smutku oczy, oboje to czuli… Chłopak objął ją lekko i przytulił. Usta powili zaczęły się stykać. Trwali w uniesienu…Dwoje ludzi, dwa serca … Jedno uczucie. Tak silne , tak tajemnicze…Ale piękne. I znów dziewczyna wyplątała się z objęć Billa.

N- Nie możemy…Przestań!

B- Dlaczego …?

N- Nie wiem…Przepraszam…

B- Dlaczego chcesz to zepsuć? Zdeptać! To dopiero się rodzi…

N- Bill… nie powinnyśmy…

B- Przecież nic się nie stało!

N- Stało!

B- Ale ja Cię chyba kocham…

N- Nie! Nie…nie możesz! My się nie znamy! Zapomnij o tym pocałunku! Dobrze?!

B- Nie.

N- Musisz.

B- Nie chcę. Zrobię wszystko żeby o tym nie zapomnieć! Wszystko!

N- Nie…Musisz o tym zapomnieć. Bill między nami nic nie było, nie ma i nie będzie! Rozumiesz? Ty mnie nie znasz, ja Cię nie znam i po sprawie!

B- NIE! PRZESTAŃ! Okłamujesz samą siebie! Przecież Ty też to czujesz!

N- Ja nic nie czuję! Znam Cię dwie godziny i nie mam zamiaru poznawać więcej. Idź już.- mówiła ze łzami w oczach.

B- Dobrze. Pójdę. Daj mi tylko …A…nic…Na razie.

Dziewczyna czuła coś do niego ale to nie mogła być miłość. Przecież prawie się nie znali…Wiedziała, że źle zrobiła. Zmarnowała szanse… już nigdy może go nie zobaczyć… a przecież też to czuła…Było coś koło 2 w nocy. Siedziała na ławce a oczy same jej się zamykały. Podszedł do niej Tom. Nie wiedziała skąd się tu wziął i po co… Złapał chamsko za szyję i zaczął krzyczeć jej prosto w twarz: ,, Słuchaj ty suko! Zostaw Billa w spokoju. I nie odprawiaj takich scenek. On przez ciebie cierpi. A ty go omotałaś w parę minut. Masz go zostawić w spokoju! Rozumiesz?!’’

Puścił gwałtowine jej bluzę a ona upadła. Chłopak parskną śmiechem i odszedł z satysfakcją. Czuła, że musi do niego podbiec...musi. To była ostatnia szansa by zobaczyła jeszce kiedykolwiek jego brata.

N- Tom! Zaczekaj! – krzyknęła

T- Czego?

N- Wiem ,że uważasz mnie za jakąś napaloną fankę, ale to nie jest tak…

T- A jak? Co? Widziałaś Billa w telewizji spodobał Ci się i teraz będziesz go ranić? Taki mały człowieczek do zadawania ciosów?!

N- Nie!

T- A może po prostu chcesz go uwieść i mieć satysfakcję z tego, że masz ładnego chłopaka?

N- Nie! Przestań. Daj mi dojść do słowa.

T- No tłumacz się .

N- Nie będę się tłumaczyć. Powiem tylko jak jest. I wiem, że mnie wyśmiejesz, ale chcę mieć czyste sumienie.

T- no to co masz na swoje usprawiedliwienie?

N- Byłam kiedyś taką wredną fanką, prawda. Ale do czasu… Uciekłam z domu.

T- I co ? To wszystko?!

N- Nie przerywaj mi. Uciekłam bo oni mnie traktowali jak zwierzę. Poszłam na wasz koncert, żeby odpocząć od tego wszystkiego. No i tak to się zaczęło. Wciągną mnie na scenę…wtedy poczułam coś w sercu. Nie wiem co to za uczcie…radość mieszana ze strachem…ból i szczęście. Obiecuję, że zrobię wszystko by Bill był szczęśliwy. Po to prze zemnie …Gdybym nie została na tej ławce do niczego by nie doszło.

T- A do czego doszło?

N- On…powiedział, że mnie kocha. Ale to bzdura…nie może. Znamy się tylko parę godzin. Kłamał prawda?

T- Nie…

N-Kłamał!

T- niestety nie kłamał. Znam go zbyt dobrze… Nigdy jeszcze nie powiedział nikomu, że go kocha. Nigdy. Ale…przepraszam Cię… Chyba za bardzo na Ciebie najechałem. Myślałem, że jesteś kolejną napaloną dziwką.

N- nie szkodzi…

T- Ale przepraszam...Chodźmy już.

N-Gdzie?

T- Do domu.

N-Ale ja nie mam domu...

T- Nie o tym domie mówiłem, prześpisz się u nas, mama napewno się zgodzi.

N- Nie. Chyba oszalałeś. Zostaję tutaj.

T- Nie ma mowy.

Nacia nie miała dużo do gadania. Tom pchał ją przez rynek az do przystanku, tam też wsiedli do autobusu i jechali jakieś 15 minut.Przez całą droge Tom gapił się na nią jak na idotkę, a ona obserwowała kanaliki deszczu spływające po szybach. Oczą dziewczyny ukazała się mała wioska otoczona górami, było tam mozę z pięć domów...Dojechaliśmy, byłam tak szczęśliwa ale jeszcze nie do końca…Powoli wysiadłam z autobusu a za mną Tom.

T- To tutaj- oznajmił.

Nic nie odpowiedziałam tylko kroczyłam cicho za chłopakiem chłopakiem. Otworzył furtkę i gestem ręki zaprosił mnie do środka. Szli ścieżka wydeptaną w zroszonym trawinku.

T- Gdzie te cholerne klucze…?- mówił Tom przeszukując spodnie.

N- Może jest otwarte?- rzuciłam.

T- Zobacz- kontynuował wciąż szukając kluczy.

Rzeczywiście. Było otwarte, nacisnęła lekko klamkę, która miło zaskrzypiała. Weszl po cichu do środka. W drzwiach stał Bill ze zmieszaną miną. W jego oczach był strach i uczucie nienawiści ale widać było też szczęście… Wyciągnełam rękę, co miało oznaczać, że przepraszam. Na ten gest Bill rozpromienił się lekko, odetchną z ulgą i objął mnie mocno. Łzy dawały mi tyle…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych