Wróć do katalogu

Teen Spirit

Wściekłość...nuda...samotność...apatia. Czyli najpiękniejszy okres w życiu. W natarciu Bardzo Dziwna Emilka. Historia w czarno-różowe paski, ale mam nadzieję,że raczej Joy Division niż Fall Out Boys.

Koralina, opublikowano , 45 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

TEEN SPIRIT Chciałam podziękować Autorce opowiadania Utracona niewinność, które znalazłam na tym portalu, za inspirujący tekst. Poprosiłam Ją o zgodę o własne zmierzenie się z tematem, który podjęła, ale nie potrafiłam znaleźć po weekendzie Jej utworu. Na razie próbnie go zamieszczam. Mam nadzieję, że nie będzie miała nic przeciwko. W sumie wszystkie motywy literackie były już dawno wykorzystane, teraz pozostaje tylko kwestia tego, w jaki sposób je podejmiemy. Mam nadzieję, że moje opowiadanie Was zirytuje ;).

Emi obudziła się z przeświadczeniem, że wszystko dookoła jest dziwne, obce i umowne. Ostatnio coraz częściej tak miała. Pudełko- pomyślała- ten pokój jest jak cholerne pudełko. Jasne dziewczęce mebelki z Ikei, żółto-niebieskie zasłony i kapa na łóżku, wypasiony laptop podłączony do najlepszej wieży, plakat z Petem Doherty’m z Babyshambles i drugi z Brianem Molko z Placebo, staroświeckie tremo z rozsypanymi kosmetykami, wielki drewniany czarny kot na półce koło łóżka, wszystkie te urocze, dziewczyńskie drobiazgi pieczołowicie kupowane przez jej kochających rodziców w kontekście niedawno przeczytanej książki o wojnie czeczeńskiej wydawały jej się naiwne, sentymentalne i absolutnie nie na miejscu. Nie można mieszkać w pudełku, kiedy na świecie ludzie giną- myślała Emi.- To by było za głupie. Wczoraj czytała tę książkę z płonącymi policzkami do drugiej w nocy- gwałcone kobiety, zabijane dzieci, ludzie w dołach z gaszonym wapnem, ludzie porywani na handel narządami- i zastanawiała się gorączkowo, gdzie można coś podpisać. Podpisać petycję do prezydenta Rosji, poświęcić godzinę swojego czasu na pokojową demonstrację, wpłacić skromny datek ludziom, którzy sprawie czeczeńskiej oddali swoje życie, i wrócić do szkoły, lekcji tenisa, zakupów i ploteczek z przyjaciółkami z uspokajającym przeświadczeniem, że coś się przecież zrobiło w sprawie. W miarę swoich skromnych, prawie piętnastoletnich możliwości, rzecz jasna. Niestety do książki nie załączono żadnej petycji i teraz biedna Emi czuła, że została skazana na wieczny niepokój. Dokładnie w swoje 15 urodziny- dzięki ci za ten prezent dobry-zły nauczycielu. To nie była zresztą jedyna książka, która doprowadzała ją do takiego stanu. To chyba sam ogoniasty sprowadził na jej drogę pana Stolarczyka. Był sobotni ranek, więc podczas porannej toalety starała się być cicho. Kiedy była sama w domu, a było tak w sumie codziennie przez kilka godzin, włączała na cały regulator Joy Division albo The Cure- kiedy wyznała panu Stolarczykowi, że uwielbia Fall Out Boys i My Chemical Romance spytał czy słyszała coś o Ianie Curtisie, Robercie Smithcie i Kate Bush, a gdy ze wstydem przyznała się, że nie, pan Stolarczyk przyniósł jej do szkoły te płyty; oczywiście co było do przewidzenia, okazały się dużo lepsze niż to, co słuchała do tej pory, zawsze tak było, pan Stolarczyk miał nad nią przewagę 20 lat- słuchała więc mrocznej muzyki na cały regulator, rozbijała się po kuchni gotując dziwne, indyjskie potrawy i przelewała wodę w wypasionej wannie z jacuzzi robiąc sobie dekadenckie kąpiele z pianką. Ale kiedy wracali Rodzice grzecznie wywracała rebelię na niewidoczną stronę powiek i pamiętała, żeby starannie powycierać za sobą podłogę. Rodzice byli zmęczeni. Ciągle bolała ich głowa. Nie tolerowali podnoszenia głosu i jazgotliwej muzyki. Całe życie walczyli z chaosem i próbowali umeblować sobie życie. Oddzielić elementy pożądane, racjonalne i jasne od dzikich, mrocznych i nieprzewidywalnych, cokolwiek o tym sądził pan Stolarczyk. Zresztą kim był ten cały pan Stolarczyk? Sfrustrowanym nauczycielem polskiego w samorządowym gimnazjum. Natomiast Rodzice Emi odnieśli sukces. Jeździli samochodem ze ślicznego domku na przedmieściu do klimatyzowanych biurowców w centrum, natomiast w sobotę relaksowali się w starannie zaprojektowanym centrum handlowym. Najpierw robili drobne zakupy do ogródka (Tata), odwiedzali kosmetyczkę i fryzjera (Mama) albo szperali w księgarniach w poszukiwaniu nowych książek (Emi), potem wybierali się razem na pizzę albo sharmę z frytkami, a na końcu szli do multipleksu na film o odlotowych pingwinach lub czaderskich łosiach nawijających hip-hopowym slangiem. Wszystko w jednym budynku, co za wygoda! Potem wracali samochodem do domu i Emi mogła spotkać się z przyjaciółmi, oczywiście jeśli najpierw przedstawiła ich Rodzicom i zadzwoniła, zaraz po przybyciu na miejsce, że nic jej nie jest. W tym czasie Rodzice Emi mieli czas dla siebie i mogli wypić dobrego szampana, zapalić świece i kochać się według najnowszych poradników, które Emi odkryła któregoś popołudnia w ich sypialni- czytała je z płonącymi policzkami nerwowo nasłuchując zgrzytania klucza w drzwiach. Mimo że bardzo się starali o odpowiednią muzykę, ładną bieliznę i satynową pościel, seks nie sprawiał im zbyt wiele radości. Nie wiedzieli, dlaczego tak właśnie jest. Postanowili się skonsultować z odpowiednim specjalistą. Zawsze tak robili. Rodzice Emi nie wiedzieli jeszcze jednego. Że pod ich bokiem wyrasta im dziwne dziecko, które kocha ich, jak najbardziej, ale coraz mniej je rozumieją i prawie zupełnie nie wiedzą, co siedzi w jej głowie. Zakładali, że chce skończyć studia, dostać dobrze płatną pracę, mieć dom, samochód, przystojnego męża i udane dzieci, które postąpią w przyszłości mniej więcej tak samo jak ona powielając pasmo sukcesów i udanego życia w nieskończoność. To się rozumiało samo przez się. Bardzo by się zdziwili, gdyby wiedzieli, że Emi boryka się z nadmiarem energii, która płonie jej gdzieś w kościach. Że czasem skacze po łóżku i wrzeszczy coś bez sensu przekrzykując muzykę albo zaczyna się chichrać bez powodu z koleżankami w autobusie. Że zamiast Pamiętnika Księżniczki i Letniej Szkoły Złamanych Serc, czyta My dzieci z dworca ZOO, Buszującego w zbożu i Pannę Nikt- i dzięki temu dowiedziała się, że gdzieś poza pudełkami toczy się jeszcze jakieś życie, którego jest bardzo ciekawa. Że pan Stolarczyk na początku złamał jej serce, bo kiedy napisała wypracowanie Spacer po Magicznym Krakowie dopieszczając każde zdanie, powykreślał wszystkie przymiotniki grubą czerwoną krechą i wstawił jej trzy z plusem. Emi nigdy nie dostała jeszcze trójki. Pan Stolarczyk odpowiedział jej, że w takim razie ma nowe doświadczenie w życiu, a to, jeśli potrafimy wyciągnąć z niego odpowiednie wnioski, jest zawsze sprawą niezmiernie cenną. - A jakie wnioski mam niby z tego wyciągnąć- wściekła się Emi. - Używaj mniej przymiotników. - Pani Kasia lubiła przymiotniki. - Och, pani Kasia! - Pani Kasia twierdziła, że jestem wybitnie uzdolniona- Emi złościła się coraz bardziej. - Bo jesteś moje dziecko- pan Stolarczyk nagle spoważniał.- Parę zdań jest tam takich, że można przed nimi uklęknąć. Och, nie nadymaj się tak. To tylko parę zdań, ale fakt jest faktem, masz fenomenalny potencjał. Formułujesz śmiałe sądy zdumiewające u dziecka w twoim wieku. Ale te nieszczęsne przymiotniki. Te cukierkowe zdanka. To może być dobre u szóstkowej uczennicy- Emi coraz mniej z tego rozumiała, jakim cudem w takim razie dostała trzy z plusem?- Ale nie u kandydatki na pisarkę. Napisałaś w ankiecie, że chcesz w przyszłości pisać. Czy to prawda, Emilio? Emi kiwnęła głową. - Umówmy się zatem tak. Albo przyjmiesz moją skromną pomoc. Myślę, że potrafię ci służyć jak to się teraz mawia informacjami zwrotnymi. Studiowałem polonistkę i choć byłem bardzo, bardzo złym studentem, chyba znam się na tyle na literaturze, żeby zatruć życie ambitnej pannicy z zadatkami na drugą Masłowską. Więc możesz przyjąć moje zjadliwe uwagi. Albo daję ci spokój i masz u mnie dożywotnią szóstkę z polskiego, cokolwiek mi nie oddasz. Tyle, że wtedy sama będziesz musiała zatroszczyć się o swój rozwój. To co, którą opcję wybierasz, Emilko? Emi uważała, że w jej życiu przytrafiło się tak rozpaczliwie mało, w porównaniu do bohaterów czytanych przez nią książek, że skwapliwie przystawała na każdą propozycję, jaką jej tylko złożono. Po za tym pochlebiło jej to, że ktoś tak inteligentny jak pan Stolarczyk rozmawiał z nią jak z dorosłą osobą. Dlatego postanowiła przyjąć jego ofertę. Cierpliwie znosiła uwagi pana Stolarczyka. Nawet jeśli czasem czuła wobec nich sprzeciw, po kilku tygodniach musiała przyznać mu rację. W pewnym momencie odkryła, że wyrwała się z dyktatury gładkich, dopieszczonych zdań i jej myśli płyną teraz wielką czarną rzeką, porywającą wszystko po drodze. Wszystkie pudełka. Emi nie lubiła pudełek, ale o tym jej Rodzice także nie mieli pojęcia. Nie wiedzieli również, że Emi przyjaźni się z Kaśką. To był kolejny pomysł pana Stolarczyka. Na godzinie wychowawczej porozsadzał ich na przedziwne sposoby, rozwalając wszystkie klasowe grupki i kliki, po czym kazał rozmawiać im z sąsiadem tak długo aż znajdą jedną cechę wspólną i jedną cechę, której sami nie mają, ale podziwiają ją u swojego rozmówcy. Emi spojrzała sceptycznie na ospałą blondynkę z tandetnymi pasemkami we włosach. Spod ozdobionych brokatem biodrówek wystawały jej czerwone stringi wżynające się w sadełko. Emi patrzyła na nią z obojętnie uprzejmą maską na twarzy. Kaśka odpowiedziała jej jawnie pogardliwym spojrzeniem. Dla Emi było to za wiele. - Przepraszam pana, ale dlaczego musimy to robić? - Nie zawiodłaś mnie, Emi. Jak zawsze refleksyjna i krytyczna- pan Stolarczyk zaczął się już do niej zwracać tak, jak jej najbliżsi przyjaciele.- Widzicie, tu, w tej szkole, macie jedyną i niepowtarzalną szansę, żeby wyrwać się ze swojego getta i zobaczyć w jak nieskończenie różnorodny sposób ludzie radzą sobie z zadaniami, które postawiło przed nimi życie. W ten sposób możecie sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wasz pomysł na życie, jest rzeczywiście najlepszy z możliwych. Być może jest to jedyna naprawdę ważna rzecz, której was tu nauczę. Emi nie była pewna, czy dobrze zrozumiała swojego ukochanego nauczyciela, ale miała wrażenie, że podobnie jak czytanie książek, rozmowa z Kaśką otworzy ją na świat gdzieś poza pudełkami. Czytanie jest bezpieczniejsze. Jeśli książka cię przerazi i obrzydzi, zawsze możesz ją odłożyć. No i od książki nie dostaniesz w zęby. Co prawda pan Stolarczyk miał czarny pas karate. Tak przynajmniej powiedział Maksiorowi, kiedy próbował rozwalić lekcję swoimi obleśnymi uwagami. Ale Emi mimo wszystko się bała. Chociaż z drugiej strony. Wszystko, co ma w życiu jakikolwiek sens na początku nas przeraża. Może zaryzykuję. Jak nie teraz, to kiedy? - Słuchaj- nachyliła się nad Kaśką.- Może jak zrobimy to szybko, on da nam spokój i będziemy mogły się zająć swoimi sprawami. Zdaniem Kaśki brzmiało to sensownie. Zaczęły rozmawiać. Punkty wspólne: poszło prościej niż myślały. Obydwie uwielbiały zwierzęta. Mogły godzinami rozmawiać o małych szczeniakach, kociątkach i koniach. Kaśka chodziła do stadniny, gdzie w zamian za pomoc przy koniach mogła przez godzinkę pojeździć za darmo. Rodzice Emi opłacali jej kurs w szkółce jeździeckiej. Ale tak czy inaczej obydwie uwielbiały konie. - Mam w domu trzy psy i dwa koty- powiedziała Kaśka. - Naprawdę? Niesamowite! Rodzice Emi nie lubili zwierząt. Uważali, że brudzą, hałasują i sprawiają masę problemów. Natomiast Emi marzyła o zwierzaku- najbardziej ucieszyłby ją piesek, ale zadowoliłaby się także kociakiem a nawet świnką morską. Przynajmniej coś żywego chodziłoby po domu w długie samotne popołudnia. - Chcesz je zobaczyć?- spytała się Kaśka. - Jasne! - No to chodź do mnie po szkole? Starej nie ma w domu. Kolejna rzecz, która je łączy, zanotowała w głowie Emi. Pokój Kaśki. Te same plakaty nad sprężynującym, starym tapczanem przykrytym kiczowatą narzutą w kwiatki. Tandetna, rozklekotana meblościanka w ciemnobrązowym kolorze. Stary dywan pełny psiej i kociej sierści. Znalazłam już jedną cechę, której nie mam, a podziwiam, panie Stolarczyk- pomyślała Emi. Kaśka się bardzo stara. Powycinała plakaty z gazet, żeby zasłonić grzyba. Ufarbowała włosy szamponetką dołączoną do Bravo. Maluje usta tanim owocowym błyszczykiem z Tesco. Zawsze ma ponaklejane kwiatki na paznokciach. Nowe, ładne stringi. Stara się. Walczy. Nie chce się osunąć w dziadostwo jak jej tłusta, zaniedbana matka. Podobno też kiedyś była ładna i młoda, ale Kaśka jej nie wierzy. Siedziały i piły piwo. To było pierwsze piwo w życiu Emi. W głowie jej się kręciło i myśli formułowały się prościej. Ustaliły co następuje: Emi podziwia u Kaśki to, że kiedy mieszkały jeszcze z ojcem, stawała w obronie matki i młodszego rodzeństwa. Kaśka podziwia u Emi to, ze umie wymyślać i zapisywać nieprawdziwe historie. - A czy twoi bohaterowie się tenteges? - O co ci chodzi? - Nno- zapytała Kaśka czerwona z emocji.- Czy się ten…no…bzykają? - Chodzi ci o seks?- spytała się z przejęciem Emi. - No. Jak w fotostory. - Myślę, że potrafiłabym wymyślić coś takiego- odpowiedziała Emi nonszalancko. - Naprawdę?- Kaśka patrzyła na nią z autentycznym podziwem.- Zawsze myślałam, że jesteś cnotka. - Nie no, co ty? Pewnie, że napisałabym coś takiego. I napisała opowiadanie o chłopaku i dziewczynie, którzy wyjeżdżają razem pod namiot, a tam... Prędzej by się dała usmażyć na żywym ogniu niż by pokazała je panu Stolarczykowi, ale Kaśka, która szybko awansowała na jej najlepszą przyjaciółkę, uważała, że to, co napisała, jest absolutnie, ale to absolutnie genialne. O tym także Rodzice nie mieli najmniejszego pojęcia. Co prawda, kiedy Emi dostała okresu, jej Mama wygłosiła jej krótką i rzeczową prelekcję na temat używania podpasek, ale to było wszystko, co miała do powiedzenia na temat dojrzewania jej jedynej córki. Uważała, że na resztę jeszcze przyjdzie czas. Tak miały się sprawy na ten moment. Był sobotni ranek. Padał deszcz. Emi skończyła właśnie 15 lat. Kiedy zeszła na dół po schodach, zobaczyła swoich Rodziców, jak stoją w salonie z wielkim pudłem w rękach, a na twarzy mają uroczyste, urodzinowe miny. - Kochamy cię, córeczko- powiedziała wzruszona Mama. - Opiekuj się swoim nowym przyjacielem. Liczymy, ze zachowasz się odpowiedzialnie. Uszczęśliwiona Emi zajrzała do pudła. Świnka morska. No tak. To się chyba nazywa kompromis, prawda? Nie można przecież mieć wszystkiego. Przywołała na twarz zachwycony uśmiech i ucałowała Rodziców w policzki. I tak się postarali. - Co dzisiaj robisz, córeczko?- zapytała się Mama, kiedy usiedli do stołu w sterylnie czystej biało-beżowej kuchni. - Pewnie spotkam się z koleżankami, a potem umówiłam się z Krzyśkiem. Ma dla mnie urodzinową niespodziankę. Krzysiek był jej chłopakiem. Poznali się na kortach tenisowych. Emi chodziła tam z ojcem i spod powiek zerkała na cudownego przystojniaka grającego obok. Wszystko było w nim promienne, szerokie i olśniewające. Barczyste ramiona, blond czupryna, szczery, łobuzerski uśmiech. Emi czuła, jak uginają się pod nią kolana, a w brzuchu trzepoczą skrzydełka motyli. I czy ona śni? Podszedł do jej ojca i zapytał, czy może zagrać z jego córką. - No proszę, proszę- powiedziała ironicznie, choć wszystko w niej chciało tańczyć z radości- Transakcja zawarta, ale nikt nie raczył zapytać o zdanie samej zainteresowanej. Krzysiek zamrugał bezradnie oczkami. Nie mógł oderwać wzroku od tej tajemniczej, intrygującej istoty. Inna piszczałaby ze szczęścia, gdyby tylko na nią spojrzał. - Czy zechciałabyś…- tylko tyle był w stanie wydukać. - Och, ostatecznie- westchnęła Emi.- Grasz całkiem nieźle, trzeba ci przyznać. Tylko proszę cię patrz na piłeczkę, a nie na moje nogi. To na pewno nie wpływa dodatnio na jakość twoich serwów. Po czym obciągnęła spódniczkę i z fałszywym ociąganiem ruszyła przed nim na drugi kort. Natomiast jej biedny ojciec próbował dociec, gdzie to się takie ulęgło. Po meczu poszli razem do kawiarni. Krzysiek postawił przed nią puchar z płonącymi lodami i Emi poczuła się zupełnie jak kobieta światowa. Trochę ze sobą porozmawiali. Ona powiedziała mu, że ostatnio pan Stolarczyk całkiem miłościwie obszedł się z jej esejem o blokersach i że chciałaby mieć kota Mruczysława, broń Boże Mruczka, żaden szanujący się kot nie pozwoliłby na takie spoufalanie się. Zaś on powiedział, że oprócz tenisa interesuje go również żeglarstwo i snowboard, a Emi ma piękne oczy i podoba mu się do szaleństwa. Była to bardzo owocna rozmowa. Zakończyła się prośbą o chodzenie- rozpatrzoną pomyślnie- i nieśmiałym pocałunkiem pod drzwiami domu Emi. Zaraz po wejściu dostała esa, że był to najpiękniejszy pocałunek w życiu Krzyśka i całą noc nie będzie spał tylko myślał o niej. Emi uznała, że to niedorzeczne, aczkolwiek, nie czepiajmy się, cholernie, ale to cholernie miłe. Krzysiek oszalał na jej punkcie, ciągle zabierał ją w sympatyczne i nastrojowe miejsca i zabawiał na przeróżne sposoby. Emi mimo że ciągle mu docinała, także polubiła go po swojemu, o ile nie przeszkadzał jej w pisaniu. Ich rodzice spotkali się na grillu i przypadli sobie do gustu. To przypieczętowało sprawę. Nic dziwnego, że Rodzice uśmiechnęli się z aprobatą i wygłosili swoje sakramentalne: - Tylko nie rób głupstw, ufamy ci. Cokolwiek to miałoby znaczyć. Czasem Emi miała ochotę robić spektakularne głupstwa. Idiotyzmy, o których będą pisać w gazetach i szeptać na imprezach zgorszonym, zafascynowanym głosem. Iskrzyła energia płonąca gdzieś w kościach, w którą hojną ręką zaopatrzyła ją młodość. Mogłabym zużyć ją inaczej, na przykład napisać pełne przymiotników opowiadanie na konkurs Fundacji Młodzież Przyszłość Europa- tak żeby wszystkie starsze panie z komitetu jurorskiego uznały, że jestem wybitnie uzdolniona. Ale. Uwaga. Mam w dupie przyszłość i Europę. I jeszcze raz. Mam w dupie przyszłość i Europę. Mam w dupie przeszłość i Europę. Mam w dupie małe miasteczka. Pan Stolarczyk miał rację. Andrzej Bursa był genialny. Popełnił samobójstwo. Jak większość ludzi, którzy są genialni- zauważyła przytomnie Emi. Wykończyły ich te pudełka. Pudełka, pudełka, wszędzie pudełka. Lepiej albo gorzej wyposażone, ale do tego i tylko do tego sprowadzają się różnice między nimi. Wszędzie takie same pokoje. To Marek Hłasko. Też zajebisty pisarz. Też się zabił. Była ulubiona pogoda Emi. Pogoda wiedźm, jak mawiała o takiej intrygującej szarówce, kiedy można przemykać się uliczkami, gapić się na złociste światła w blokach i myśleć o tych wszystkich mieszkających tam ludziach szczęśliwych albo nie. I wiatr. Czochrał jej długie ciemne loki. Bawił się pasiastym szalikiem. Wywiewał myśli z głowy. Emi wskakiwała w kałuże. Rozsypywała kupki wielkich soczyście żółtych liści. Kasztanek. Na szczęście. Pogoda wiedźm. Właśnie skończyła 15 lat. Kaśka uściskała ją serdecznie. Dała jej w prezencie malinowy błyszczyk w kształcie serduszka. Pewnie zwinęła go ze sklepu. Kaśka chronicznie nie miała forsy. Wszystko, co jej mama zarobiła na poczcie i dostała z alimentów- przychodziły opornie, ale jednak- szło na najtańsze żarcie z supermarketu i rachunki. Emi grzecznie podziękowała za prezent i pieczołowicie zawinęła go w chusteczkę. Miłość to właśnie coś takiego- pisała Yoshimoto Banana. Też fajnie pisze. Że trzeba żyć. Choćby ci wszyscy poumierali dziewczyno trzeba ciągnąć to dalej. - Chodź, staruszko. Zaraz zrobię ci chleba z dżemem. Usiadły w zagraconej kuchni. Kaśka karmiła psy kręcące się pod stołem. Psy jadły w jej domu to samo co ludzie. - Może imprezka? Moja starsza wyjechała dzisiaj do dziadków na wieś. Bratecki ma sprosić paru kumpli, ja podzwoniłabym do dziewczyn z klasy. Co o tym myślisz? - Z przyjemnością. Ale umówiłam się już na wieczór z Krzyśkiem. - To może tu podejdzie? Emi rozejrzała się po mieszkaniu Kaśki. Było stare, zagracone i biedne. Emi z góry wiedziała, jak będzie. Krzyśka najzwyczajniej w świecie zażyje, że ludzie tak mieszkają. Oczywiście będzie próbował udawać, że wszystko jest w porządku, ale kiedy Krzysiek brał się za udawanie, lepiej było, żeby w ogóle się nie odzywał. To jego szczere, źle maskowane zaskoczenie pewnie zaboli Kaśkę bardziej niż złośliwa drwina. - Wiesz, przygotował dla mnie urodzinową niespodziankę- wyłgała się dyplomatycznie.- Pewnie już wszystko przygotowane. Nie chciałabym mu psuć planów, rozumiesz? - Rozumiem-westchnęła ciężko Kaśka.- W sumie lepiej do siebie pasujecie, niż ja i moi znajomi. Ale może posiedzisz ze mną jeszcze z godzinkę. - Oczywiście, Kasieńko- Emi uściskała ją serdecznie.- I nie schizuj, bardzo cię proszę. Krzysiek mnie nie zmieni. Zawsze zostaniemy przyjaciółkami. Rozumiem jej rozgoryczenie. To niesprawiedliwe, że mi trafił się taki cudowny przystojniak, a ona męczy się z jakimiś ziomami, którzy nie uczą się i nie pracują. Tylko dlatego, że nie stać jej na fajne kosmetyki i ciuchy z klasą. Że nie bywa we właściwych miejscach. Że nikt nie miał czasu z nią rozmawiać jak była mała, więc nie nabrała ogłady. To nie w porządku, że wszystko jest już przesądzone na starcie. Nic dziwnego, że tyle w ludziach agresji. Chciałabym to zmienić. Ale jak? Ja mam się dobrze uczyć, iść na studia, dostać dobrą pracę, mieć dom, samochód, założyć rodzinę. Nic nie było mówione o zmienianiu czegokolwiek. Ale darujmy sobie ten dół. Będę na imprezie, na imprezie, prawdziwej imprezie z alkoholem i chłopakami. Właśnie skończyłam 15 lat. Zrobiły sobie mocny makijaż tanimi kosmetykami Kaśki. Emi zdjęła sweter. Pod spodem miała seksowną bluzeczkę na ramiączkach dopasowaną do biodrówek. Przejrzała się w lustrze. Pełny makijaż, błyszczące z podniecenia oczy, zarumienione policzki, ciemne loki. Wyglądała super. Wiedziała to doskonale, nawet bez entuzjastycznych zapewnień Kaśki. Grała głośno Shakira. Pachniało dezodorantem. Małe iskierki wyładowywały się w powietrzu. Dzwonek. Emi zbiegła podekscytowana na dół. Tylu nowych ludzi! Faceci! Tylu facetów! Niektórzy wyglądali na jakieś 20 lat! Mieli piwo i wódkę w reklamówkach! Chciałaby się upić, tak porządnie, naprawdę mocno i zrobić coś szalonego. Tańczyć na stole, wirować do utraty tchu, wyć na balkonie do księżyca. Spoglądała roziskrzonym wzrokiem na gości. Natomiast Kaśka nie wyglądała na zachwyconą. - Więcej was matka nie miała?- zapytała rzeczowo. - Przecież powiedziałaś, że chcesz, żebym zabrała znajomych- zdziwiła się Milena. - Znajomych, a nie, kurwa, pół miasta. Skąd ich kurwa wytrzasnęłaś? Dałaś se opis na gadu, że szukasz chętnych na imprezę? - Oj, Kaśka, wyluzuj- Wiolka uściskała ją i podała reklamówkę pełną dźwięczącego szkła.- Będzie zajebisty melanż. Im więcej, tym weselej. Nie, chłopaki? Chłopaki potwierdzili entuzjastycznie. - No dobra- Kaśka obcięła towarzystwo krytycznym spojrzeniem.- Ale nie demolujcie sprzętu. Ani w ogóle niczego. Rzygać

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych