Wróć do katalogu

Trochę z innej strony.... i trochę wymysłu

można nazwać prolog... PO prostu pisałam... Efekt:

Paula127, opublikowano , 29 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Po raz któryś znowu się budzę. Nawet nie wiem czy jest teraz rano czy wieczór, bo dawno straciłam TU poczucie czasu. Jak mieszka się w takim miejscu jak to nic dziwnego. Dlaczego po raz któryś musiałam się obudzić z takiego pięknego snu? W którym ja i on byliśmy razem i patrzeliśmy w rozgwieżdżone niebo? Najchętniej wcale bym się nie budziła. Po co? By czekającym mnie bezsensownym dniu zaznać tyle pustki, cierpienia i bólu! By znowu przed oczami widzieć te jego błękitne oczy w miłości i w cierpieniu skierowane na mnie? Ja w ogóle nie widzę sensu by znowu budzić. Naprawdę ja już nie chcę zaszczycać świata swoją obecnością. Dawno . BA, od razu po trafieniu tu chciałam zakończyć swój żywot. Bo co to jest za życie bez niego? Bez mojego ukochanego błękitnookiego. Z idealną, umięśnioną figurą, czarnymi włosami lśniącymi na brązowo w słońcu. Ustami miękkimi, cudownie całującymi. Z ogrzewającym oddechem i zapachem tak pięknie apetycznym że ślinka napływa. Codziennie męczę się różnymi pytaniami które nie dają mi nigdy spokoju. Gdzie jest mój Kris? Czy żyje? Co teraz robi? Zrobiłabym wszystko by móc spojrzeć jeszcze raz w te jego piękne, wymarzone błękitne oczy, zrobiłabym wszystka by móc wbić się w jego usta, by poczuć jego przepiękny zapach, pogłaskać po niesfornej czuprynie. Wydaje mi się że w tym miejscu jestem tylko ja i ONI. Jedyna myśl która chroni mnie przed odebraniem sobie życia to że może Kris gdzieś tam jest. Może uciekł i próbuje mnie uwolnić. A może jest tak samo jak ja gdzieś uwięziony i wzdycha i płacze za mną tak jak ja za nim. Dlaczego na mnie nie przyszedł jeszcze czas? Zapomnieli o mnie? Przecież minął już rok cierpień i pustki rozrywającej mnie i moje wnętrzności na kawałki. Im bardziej i mocniej o nim myślę tym potwór we mnie zadaje mi większy ból. Oddychaj. Wdech i wydech. Uffhhhff Ten potwór rośnie moim bólem i żalem, łzami ciężkimi. Kiedyś miałam swoje motto. Jak każdy. Tylko że moje różniło się od innych. Bo było przekazywane z ust do ust w mojej rodzinie. Prawdę mówiąc sama nie wiem który z moich pra pra dziadów je wymyślił. Po prostu jest w mojej rodzinie i koniec. ,,Pamiętaj jeżeli ty jesteś dobra dla świata to on jest dobry dla ciebie". Jednego jestem pewna, jeżeli będę miała kiedyś dzieci ( na pewno tak nie będzie bo wątpię w to że kiedyś stąd wyjdę cała) to na pewno nie przekaże im tego głupiego motto bo ono nie ma żadnej wartości. Dziwie się że moja rodzina je przekazywała... Lecz kiedyś miało ono dla mnie znaczenie... Bo wtedy poznałam Krisa... Miłość mojego życia...

-Dlaczego ty nigdy się nie umawiasz ani z koleżankami ani z chłopakami? Edmund ma wyraźnie na ciebie oko- dodał to ze swoim olśniewającym uśmiechem. Spojrzał głęboko w moje oczy. Jego błękitne oczy zaiskrzyły. Przyciągały mnie do niego jak magnes. Musiałam spuścić wzrok, bo wyraźnie rzuciłabym się w jego ramiona. Odpowiedź była prosta. Bo jestem po uszy w tobie zakochana. Kocham cię za to, że oddychasz i patrzysz na mnie. Że jesteś cały. Choć nawet bez tego kochałabym cię całkowicie. -Tak trudno rozszyfrować cię- powiedział za inspirowany to swoim dźwięcznym i pięknym jednocześnie głosem. Swoim wzrokiem próbował odnaleźć mój. Ale ja żeby się nie kusić zwinnie przed nim uciekałam. W końcu zaskoczył mnie i spojrzał tak głęboko, że zachciałam tylko jednego. Rozmarzyłam się. Po chwili zauważyłam, że jestem bardzo, bardzo blisko mojego towarzysza z ławki. Zdziwił się moim zachowaniem. -Naprawdę, naprawdę nie mogę z tobą być- powiedział smutno i natychmiast szybko się od mnie odsunął. Uśmiech znikł z jego twarzy. Teraz nie patrzył mi w oczy. W ogóle nie wyglądał na to, że by się na coś patrzył. Wydawał się być myślami bardzo daleko. -Nie jestem taki jak inni chłopcy... -Jak Edmund czy Harry- patrzyłam z takim wielbieniem na jego twarz, usta wypowiadające te piękne dźwięczne słowa. -Mi... Mi tto nie przeszkadza- z całej siły starałam się, aby głos mi nie zadrżał, ale bez skutku. Znowu wydawał się być zdziwiony. Pierwszy raz przy nim wypowiedziałam swoje pragnienia. Tak, ja marze o tym by z nim być. Ale to tylko marzenia. Dlaczego miałby chodzić z kimś takim przeciętnym jak ja? Dlaczego w ogóle mną się interesuje? Jest tyle pięknych dziewczyn w koło, a on akurat mnie wybrał jako swoją przyjaciółkę i... Przewodnika. Nigdy nie miałam jakiegoś specjalnego szczęścia do chłopaków. Nikt nigdy nie chciał takiej szarej myszki jak ja. Miałam koleżanki. Paula i Jane są spoko, ale nigdy nie łączyła nas jakaś specjalna więź. Pogadać, poplotkować z nimi zawsze mogłam. Ale tylko tyle... Dopóki on się tu nie pojawił. Dopóki nie zaczął chodzić do mojej klasy, siadać ze mną w ławce. No cóż, zawsze i ciągle mnie pociąga... i przyciąga. -Jesteś taka.... Inna- spojrzał na mnie z satysfakcją. Jego wargi znowu się uchyliły w lekkim uśmiechu. Po chwili spostrzegłam się, że gapię się na niego z otwartą buzią. Pierwszy raz się tak do mnie uśmiechnął. -A ty to, co? Nie wydajesz się być przeciętnym chłopakiem- powiedziałam z sarkazmem. Uśmiechnął się jeszcze szerzej. -Obaj jesteśmy tacy odmieni...- Powiedział to raczej do siebie. Znowu poczułam pragnienie by go mocno do siebie przytulić. -Ale przecież, możemy zawsze spróbować- gdybym nie słyszała własnego głosu w życiu bym nie uwierzyła, że to mówię. Zamarł. Jego uśmiech natychmiast zszedł z jego ust. Wydawał się mieć nieokreślony wyraz twarzy. -Nie sądzę- powiedział smutnie. -Ale dlaczego? Poczułam chęć ciągnąć tą rozmowę. Ale dlaczego? Poczułam olbrzymie pragnienie dowiedzenia się o nim czegoś więcej. Zawsze byłam jego ciekawa. Od kiedy dumnie wkroczył do mojej klasy i usiadł razem ze mną. -Czy ty nie słyszałaś co wcześniej do ciebie mówiłem- wyglądał na lekko pod denerwowanego naszą rozmową. Po wcześniejszym uśmiechu nie było ani śladu. -Słyszałam, że nie możesz ze mną być, ale dlaczego? Zapytałam cicho, zbita z tropu. Nie poddawałam się. Nie teraz. -Ja należę do innego świata, niż ty. Nie możesz z kimś takim chodzić- powiedział zrezygnowany. Odszukał mój wzrok i spojrzał tak błękitnie i głęboko, że przez chwilę czułam, że nic nie istnieje oprócz tych pięknych oczu. Potrząsnęłam głową by wybić się z tej przyciągającej mocy. Przez chwilę namyślałam się, o czym wcześniej rozmawialiśmy. Postanowiłam zaryzykować. -To, kim ty jesteś? Teraz to on wyglądał na zbitego z tropu. Milczał. -Kim jesteś? Głośno powtórzyłam pytanie. -Osobą, z którą nie powinnaś chodzić! Warknął. Zabolało. W ułamku sekundy zobaczyłam w jego oczach gniew. Potem odwrócił głowę i zmuszał się do słuchania lekcji. Wyglądał jakby z sobą wewnętrznie walczył. Zaczęłam czuć wyrzuty sumienia, że ciągnęłam tą rozmowę. Ale z drugiej strony byłam na niego zła. Po chwili spojrzał na mnie. Nie było już w nim żadnego śladu gniewu. -Prze... Przepraszam- rzekł skruszony. -To nie twoja wina- dodał. Starał się uśmiechnąć, ale coś mu nie wyszło. Zrezygnowany powiedział. -Nie mogę przed tym uciekać. To nie twoja wina- powtórzył. Nie rozumiałam, o czym mówi. Po mojej minie musiał wywnioskować to, że się dziwie. -Może masz racje. Powinniśmy spróbować- powiedział cicho. W jego oczach zobaczyłam wesołe iskierki. Uśmiechnął się łobuzersko. Odwzajemniłam uśmiech. Nie miałam siły ze sobą walczyć. Rzuciłam mu się na szyje. Te jego piękne oczy mnie przyciągnęły. -Julio Whitler, co ty wyprawiasz? Oburzył się Pan Duńczyk. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że pokazowo siedzę, na Krisa kolanach tuląc go do siebie. Nie miał nic przeciwko temu. Głaskał mnie po głowie i uśmiechał się od ucha do ucha. Nie wydawał się być zaskoczony. -Widzisz, ja też ciebie pragnę- wyjaśnił mi to swoim aksamitnym, przyciągającym, dźwięcznym głosem i przycisnął mnie mocniej do siebie. -Julio Whitler zejdź proszę z pana Banera. Takie rzeczy to po lekcjach- nauczyciel powiedział srogo. Czułam na sobie zdziwione spojrzenia całej klasy. Posłusznie i czerwona na twarzy jak burak zeszłam z mojego nowego,,chłopaka". Przez całą lekcję nie mogłam się skupić obrzucana zaskoczonymi spojrzeniami uczniów. Co rusz patrzyłam na Krisa szeroko uśmiechającego się i zadowolonego z siebie. Nie mogłam uwierzyć, że Kris jest teraz mój. Tak właśnie jest mój i nikogo innego. Lekcje bardzo mi się dłużyły. Kiedy nastąpił oczekiwany koniec. Szybko rzuciłam się do drzwi. Przy nich stał mój chłopak. Tak ładnie to brzmiało,,Kris mój chłopak". To był taki piękny obraz. Wyglądał jak anioł. Na mój widok cały się rozpromienił. -Idziemy gdzieś? Jego brew przyjaźnie się uniosła. -Marze o tym- powiedziałam całkowicie szczerze zatapiając się w jego pięknych oczach. Nie wiedziałam gdzie idziemy, pozwoliłam się prowadzić. Nawet mnie to za bardzo mnie nie obchodziło. Byle być z nim jak najdłużej. I trzymać tą gładką dłoń. Widzieć go i jego oczy. Nagle sobie coś przypomniałam. -Co miałeś na myśli mówiąc,,jestem inny", że należysz do innego świata? Byłam dumna z siebie. Nigdy wcześniej nie byłam taka śmiała jak teraz. Cały się spiął. Westchnął. Spojrzał na mnie smutnie. -No cóż... Nie wiem czy zrozumiesz- wydawał zmuszać się do tej rozmowy. Wyczułam w jego głosie dziwne drżenie. Potem nagle otrzeźwiał. Rozluźnił się. Znowu wyglądał jakby przeszedł ze sobą wewnętrzną walkę. Spojrzał na mnie jakoś tak nie zdrowo. Złapał mnie mocno. Przyspieszył tempo. Zaczęłam się bać. Gdzie on mnie ciągnie? Nigdy tu nie byłam. -Co robisz? Gdzie mnie ciągniesz- krzyknęłam panicznie. Zatrzymał się. Złapał mnie za ręce. Spojrzał mi głęboko w oczy. W jego oczach widać było zacięcie... i podniecenie. -Musisz, musisz mi obiecać, że nikomu nie powiesz! Prawie krzyknął. Zawahałam się. O co chodzi? -Oobiecuje- zająknęłam się. Świdrował mnie wzrokiem próbując wykryć czy kłamie. Widząc szczerość w moich oczach odetchnął. Znowu zaczął mnie ciągnąć. Nie dość, że prawie biegliśmy to i tak przyspieszył tempo. -Mogę wiedzieć gdzie idziemy? Starałam się żeby w moim głosie nie było słychać paniki. Udawał, że nie słyszy mojego pytania. Powoli zaczął zmniejszać tempo. Byłam taka zachwycona jego biegiem. Te włosy rozwiane na wietrze. Gdy odciągnęłam od niego wzrok zdałam sobie sprawę że stoimy na pięknej polanie. Kwitły na niej różnokolorowe kwiaty, a obok przepływał cichy strumyk. Odszedł od mnie. Zostawił mnie z rozdziawioną gębą. Usiadł na środku polany. Zamknął oczy. Potem je otworzył. Dziwnie się uśmiechnął. -Pewnie masz mnie za wariata- zaśmiał się. -Nie, chcę wiedzieć, powiedz mi, co chcesz mi pokazać? Wyczułam dziwny spokój w swoim głosie. -To może być dla ciebie za trudne boje się, że nie wytrzymasz- przybrał otępiały wyraz twarzy. -Czy znasz może jakąś osobę z darem, a raczej umiejętnością przenoszenia w inne miejsce? Zamyślił się. -Coś jak teleportacja? Dziwnie spokojna zapytałam. Na moje przypuszczenie wybuchł śmiechem. -Podobne do teleportacji, ale przenoszę w inny świat- próbował opanować śmiech. -Chcę to zobaczyć! Byłam strasznie tego ciekawa. To mogło być ciekawe doświadczenie! Podeszłam do niego, usiadałam. Przytulił mnie do siebie. Poczułam ten niezwykły zapach. Nawet przez głowę mi nie przeszło, że może kłamać. No cóż, tacy piękni, idealni faceci mają na pewno mnóstwo niezwykłych zalet. -Jesteś pewna, że wytrzymasz? Zapytał zrezygnowany. Byłam tak odurzona jego zapachem, że teraz widziałam tylko jego. Po kilkunastu sekundach zorientowałam się, że zadał mi pytanie. -Nie zostawię cię- nie bałam się. Za bardzo go kochałam. -Na pewno? Zaczęło denerwować mnie te jego bezpieczeństwo. Pokaż mi. -Na pewno, jestem gotowa, pokaż mi ten inny świat- rzekłam stanowczo z nutą sarkazmu. Przytulił mnie mocniej do siebie. Złapał mnie za rękę. Poczułam od niego taką jakąś dobrą energie płynącą ku mojemu sercowi. Zdziwiona puściłam jego rękę. -Boisz się? Zaśmiał się. -Nie! Udowadniając złapałam jego rękę. Spojrzał na mnie niezdecydowany. -Nie boisz się, że będziesz w zupełnie innym świecie niż ten? Upewniał się. -Z tobą nie- uśmiechnęłam się zachęcająco. I pogłaskałam go po policzku. -No dalej- popędziłam. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Pokręcił głową, zamknął oczy. Znowu poczułam te szczęście i dobro płynące z jego ręki ku mojemu sercowi. Patrzyłam na niego z satysfakcją. Cisza. Po chwili zobaczyłam nicość. A w niej siebie i Krisa. Lecieliśmy ku błyszczącemu światowi. Czułam się taka szczęśliwa. Uśmiechał się i mnie przytulał. Coś zaczęło mnie razić. Instynktownie zamknęłam oczy. Kiedy je otworzyłam byłam w jakimś pięknym miejscu. Niebieski, albo biały, a może czarny, a może te wszystkie kolory tworzyły przestrzeń. Nagle zobaczyłam coś, co o mało nie zwaliło mnie z nóg. Zaskoczona wydusiłam z siebie pytanie. -Mama? Co ty tu robisz? Tak, naprawdę przede mną stała moja zmarła mama. Nie zwariowałam. Wyglądała zupełnie tak jak przed śmiercią. Przyjaźnie się do mnie uśmiechała. Była w długiej białej sukni. Właśnie w tej, której została pochowana! -Kocham cię córeczko-spojrzała na mnie z miłością. Przetarłam ze zdziwienia oczy. Czy to sen? Jeżeli tak to nie zaszkodzi odpowiedzieć... -Ja też, mamo-odpowiedziałam szczerze. -Julio czy ty ją słyszysz? Zapytał zdziwiony Kris. Przyjrzał mi się uważnie. -Ty ją widzisz! Krzyknął zadziwiony i przerażony swoim odkryciem. -Tego jest za wiele natychmiast wracamy- Spojrzał mi głęboko w oczy (znowu poczułam ochotę przytulenia go). Złapał mnie za rękę. Znowu poczułam tą dobrą energię płynącą ku mojemu sercu. Byłam rozdarta. Tak bardzo chciałam pobyć ze swoją matką, której mi tak w życiu brakuje. Ale jednocześnie chciałam się słuchać mojego Krisa. Wiedziałam, że on chce dla mnie dobrze. Stałam po między mamą a Krisem niezdecydowana. -Dosyć, przestań! Natychmiast wracamy! Zobaczyłam przerażenie w jego błękitnych jak poranne niebo oczach. -Julio puść! Puszczaj! A więc tak, nie mogliśmy wrócić... Odruchowo puściłam jego dłoń, ale chyba nie o to mu chodziło. -Co mam puścić? Zdziwiona zapytałam. Spojrzałam pytająco na niego. Zdawał się być przerażony. -Nie wiedziałem, że too zobaczysz... Myślałem, że będzie tak jak z innymi... JULIO MUSISZ MNIE POSŁUCHAĆ, PROSZĘ MUSISZ PODJĄĆ DECYZJĘ!! Krzyczał panicznie. Zaczęłam się bać. Tak bardzo chciałam być z mamą... Porozmawiać, choć przez chwilkę... Od kiedy ona umarła czułam się taka samotna, a tata nie uzupełniaj tej luki w moim życiu. Choć chwilkę, dwie. -Mamo tak długo czekałam, tak mi cię brakowało- łzy zaczęły mi się zbierać pod powiekami. Jeszcze chwila a wybuchłabym płaczem. -Kris, co ci jest? Złapałam go za rękę. Łzy cicho spływały mi po policzkach. -Julio... Starał się uspokoić, ale nadal widziałam, że trzęsie się z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych