TUNEL
Losy rodzeństwa po ucieczce z domu dziecka.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
TUNEL
...Pewnego dnia moi rodzice zginęli w wypadku autobusowym i zostaliśmy wraz z siedmioletnim bratem i trzyletnią siostrą sami. Mieliśmy w końcu oprócz siebie tylko ciocię i wujka, którzy mieli czwórkę własnych dzieci, i którzy mogli nam ofiarować tylko pomoc w trudnych chwilach. Rozumiałam to i dlatego nie byłam zła, że muszę iść do domu dziecka. Był jednak jeden szczegół, który mnie niepokoił. Taki, iż rodzeństwo trafiło do domu maluchów, a ja zostałam umieszczona w domu z dziećmi powyżej ósmego roku życia. Ponieważ mieszkali także w innym mieście miałam problem by z nimi jak najdłużej bywać. No i jeszcze szkoła, do której musiałam chodzić zabierała mi dużo czasu. Chodziłam do jednej klasy z moją przyjaciółką Kornelią. Tam także zapoznała mnie ze swoim chłopakiem Przemkiem... Po jakiś trzech, czterech miesiącach, gdy przyjechałam do rodzeństwa siostra przełożona zawołała mnie do siebie by powiadomić: "Są państwo, którzy chcą adoptować Angelikę, więc za jakiś czas będziecie się musiały rozstać..." Na drugi dzień rano, pojechałam do pracy wujka i wyjaśniłam mu wszystko. Poprosiłam go także o jakieś pieniądze i podanie miejscowości gdzie się kryje opuszczony budynek, gdzie niegdyś bawił się z moim ojcem. Tam miałam zamiar zamieszkać z rodzeństwem, aby nikt nas nie znalazł. Na szczęście zgodził się, po czym zadzwonił do cioci i wszystko jej wyjaśnił. Poprosiłam także Kornelię, aby spakowała mi rzeczy oraz umieściła je w tym budynku. Powiedziała, że się boi, ale zgodziła się. I za to jestem jej bardzo wdzięczna... Pojechałam do domu wujków, gdzie ciocia dała mi oszczędności ze sprzedaży domu, oraz powiedziała, że wszystkie zakupy mój kuzyn Marek umieścił już na miejscu. Pojechałam więc do rodzeństwa i jakby nic się nie stało wyszłam z nimi na dwór, poczym wsiedliśmy do autobusu... Pomyślałam o tym, że będą mnie szukać i mogę mieć kłopoty jak mnie znajdą, ale to mnie już nie obchodziło. Najważniejsze było to, abyśmy byli razem... Po miesiącu przesiadywania cały czas w tym samym budynku, wyszłam by kupić coś do jedzenia i farbę do włosów by częściej móc wychodzić po coś do jedzenia...
TUNEL DO KTÓREGO SIĘ DOSTAŁAM, JEST W NIM CIEMNO I STRASZNIE
Na szczęście moje rodzeństwo nie sprawiało mi kłopotów. Było dla mnie dziwne, że takie maluchy umieją zrozumieć sytuację. Pewnego dnia gdy byłam w supermarkecie zauważyłam transmisję wiadomości, w której podano, że ja i moje rodzeństwo zginęliśmy w autobusie jadącym przez granice do Niemczech. Autobus został ostrzelany przez "mafię". Wiedziałam, że była to totalna bzdura, ale cieszyłam się iż nie będę się już musiała martwić glinami. Po przyjściu do "domu" zauważyłam, że Kornelia siedzi z Przemkiem przy Tomku i Zuzannie. - Co Wy tu robicie? - zapytałam ze zdziwieniem, a zarazem ze szczęściem w sercu. - Cześć ruda. Chciałam sprawdzić, czy już wiesz o tym, że nie musicie się już obawiać, że was złapią?! - Tak wiem... To Wasza sprawka? - Nie - odezwał się Przemek - Mojego brata. Jest artystą, no nie? - Gdzie on pracuje? - pytałam dalej - Nie mówiłeś, że masz brata. - Bo to jest brat przyrodni. Dopiero co się o nim dowiedziałem, przez przypadek właściwie... O właśnie. Teraz jak jesteś "wolna" to możesz zamieszkać z nami, ze mną i z moim bratem. - To raczej niemożliwe. Kornelia sobie źle o mnie pomyśli. - Od jakiegoś miesiąca nie jesteśmy razem. - odezwała się Kornelia - No to jak, pakujecie się ruda? Przepraszam, ale nie podoba mi się twój kolor włosów. Wolałam Cię jako blondynkę. - A mnie się właśnie bardzo podoba - powiedział z uśmiechem chłopak - No nie wiem, zastanowię się jeszcze. Kolejne dni mijały spokojnie. Nie musiałam się już nikogo obawiać. Lecz przyszedł taki dzień, w którym zorientowałam się, że moje oszczędności już się kończą i muszę iść do pracy. Nie chciałam być cały czas ciężarem dla moich wujków. ...Kolejne sklepy odmawiały mi pracy. Nie wiedziałam co począć. Pewnego dnia, gdy moje pieniądze się "rozsypały" stwierdziłam, że muszę zrobić rzecz nie moralną. Co było dziwne, nie pomyślałam o tym żeby iść do Przemka by poprosić go o pomoc. Poszłam więc do domu publicznego i poprosiłam o przyjęcie mnie do pracy. Odmówili twierdząc, że nie mam skończonych osiemnastu lat i nie chcą mieć żadnych problemów. - Na tym jednak nie skończyłam... Gdy przyszłam do domu i położyłam rodzeństwo spać przebrałam się w krótką spódniczkę i wyszłam na ulice. Podeszłam do jakiegoś chłopaka i zapytałam: - Chcesz się ze mną pieścić? - Jesteś dziwką? - zapytał chichocząc pod nosem. - Ja bym siebie tak nie nazwała, ale jak chcesz to mogę nią być. Chłopak zgodził się ze mną kochać. Pomyślałam, że jeżeli dziewczyna jest dziewicą to powinna dostać więcej pieniędzy, ale on stwierdził, iż tak nie jest. Poszliśmy więc do lasu, a tam napotkaliśmy Przemka: - Cześć Smerfetko - przywitał się - Przedstawisz mnie swojemu koledze. - Nie jestem jej kolegą! Ona jest dziwką, z którą mam zamiar się przespać. - Już nie jest! - zezłościł się - Możemy Lidko porozmawiać?! - zwrócił się do mnie - Tak oczywiście Po odejściu podniósł na mnie głos: - Jak możesz to robić? Nie poznaje Cię zupełnie. - Muszę przecież zarobić jakoś na jedzenie dla mojego rodzeństwa. - Proponowałem Ci przecież, abyś zamieszkała u mnie i mojego brata. To chcesz iść teraz?! - ...Tak. Tylko muszę iść do domu po rodzeństwo.. - No to chodźmy. - Ej, szmato! - chwycił mnie za rękę nieznajomy - mieliśmy chyba coś do załatwienia. Chyba nie masz zamiaru się wymigać. - Puść ją gnojku. Ona idzie ze mną. - Po moim trupie - powiedział i uderzył go pięścią w brzuch. Zaczęła się bójka, a ja nie wiedziałam jak pomóc Przemkowi. Gdy przestali się bić, Przemek poszedł ze mną do domu po rodzeństwo. - Gdzie byłaś tak długo Nikita? - zapytał się brat - Niepokoiliśmy się o Ciebie. Zuzia prawie cały czas płakała. A Tobie co się stało? - Nic takiego. Nikita, Zuzia? Co jest grane Lidia? - zdziwił się kolega. - Ostatnio zmieniłam imiona, aby nikt się nie domyślił, kim jesteśmy. - A jak Przemek ma teraz na imię? - Tomek... Chodź opatrzę Ci rany. - Nic mi nie jest. - Nie udawaj bohatera i chodź. - No dobra... - Dlaczego mówicie o mnie w liczbie trzeciej? - oburzył się Tomek - Przepraszamy cię Tomaszku... - powiedzieliśmy. - Lidia może się już zbieramy? - Tak! Już zbieram nasze rzeczy, ale pamiętaj, że mam na imię Nikita. - Dobrze, zapamiętam. - Gdzie my idziemy? - zapytał się Tomek. - Do Przemka domu. - Ale dlaczego? Przecież tu nam jest dobrze. - Niezupełnie. Chodź pakuj swoje rzeczy. - Ale ja nie chcę! - zaprotestował. - Przemek mógłbyś mi pomóc spakować rzeczy Tomka i Zuzanny, a ja za ten czas z nim porozmawiam. Proszę. - Oczywiście - odpowiedział Gdy on pakował, ja przekonałam brata, że musimy się przenieść. Na szczęście zrozumiał. Po dojściu do domu Zuzanna się obudziła i zaczęła płakać, iż chce wracać do domu. Po półgodzinnej udręce udało mi się ją uspokoić.
GDY ZAUWARZYŁAM ŚWIATEŁKO W TUNELU, WIEDZIAŁAM, ŻE JUŻ BĘDZIE WSZYSTKO DOBRZE
- Masz na imię Kacper, no nie? - zapytałam się po przyjściu do ich domu - A możesz mi powiedzieć ile masz lat? - Jak to jest takie ważne. Mam trzydzieści lat, a Ty jesteś o cztery lata młodsza od mojego brata, prawda? A na imię masz Lidia? - Tak mam szesnaście lat. Ale na imię mam teraz Nikita. - Jak to? - Musiałam zmienić swoje i rodzeństwa imiona, żeby nikt się nikt nie domyślił, że to my. - No tak. Mądre posunięcie. - Dziękuję. - To jak twoje rodzeństwo ma teraz na imię? - Zuzanna i Tomek. - Cześć Smerfetko. - przywitał się rano Przemek - Jak spałaś? - Dobrze, a Ty? Dzieci Ci nie przeszkadzały? - Nie. - To dobrze - ledwo wypowiedziałam te słowa, a w drzwiach pojawił się Kacper z Zuzanną na rękach - Zuzia chciała Cię zobaczyć - powiedział z uśmiechem po czym podszedł z nią do łóżka i położył ją koło mnie - Przemek możesz ze mną porozmawiać?! - Tak, oczywiście - odpowiedział - Przepraszam Was na chwilę. Po jakimś czasie usłyszałam trzask w kuchni. Miałam zamiar iść zobaczyć co się stało, ale nie mogłam, gdyż się przebierałam. Chwilę później, gdy Przemek wparował do pokoju ja stałam w pół ubrana. - Przepraszam, że nie zapukałem ale Przemek..., a raczej Tomek rozwalił sobie rękę. Ubrałam się szybko i pobiegłam do kuchni, gdzie Kacper robił Tomkowi opatrunek. - Coś Ty zrobił - krzyknęłam, a brat jak na żądanie zaczął płakać. - Nie krzycz na niego - próbował mnie uspokoić Przemek - To nie jego wina. Tomek zamiast przestać płakać, zaczął jeszcze bardziej. - Przestań - krzyknęłam, bo wiedziałam, że zaczyna histeryzować - Marsz do małego pokoju. - powiedziałam jeszcze i uderzyłam go w tyłek. - Dlaczego jesteś dla niego taka surowa. Przecież, mówiłem, że to nie jego wina. Powinnaś go do siebie przytulić, a nie drzeć się. - Możesz się nie wtrącać. Mam dosyć problemów, więc przestań. Jak Ci się nie podoba to się wyniosę... - No coś Ty?! Idę do niego. A Ty Kacper powiedz jej coś. - Nie wtrącam się...szczególnie, dlatego że muszę iść do pracy. Nie mam czasu. - Najlepiej tak powiedzieć. - oburzył się Przemek i wyszedł trzaskając drzwiami. Patrzeliśmy się przez chwilę z Kacprem na siebie, aż zdecydował się wyjść. Nie wiedziałam co zrobić. Czułam się w tym domu nieswojo z powodu, że jestem krótko... i na dodatek ta kłótnia. Poszłam do małego pokoju, gdzie siedzieli Przemek, Tomek oraz spała Zuzanna. I widząc, że mała śpi szybko wyszłam. Przez jakieś piętnaście minut chodziłam z kąta w kąt, lecz w końcu zdecydowałam się pójść się położyć, by poczytać. Po około godzinie przyszedł Przemek i stwierdził: - Idę z Przemkiem do parku. Zaraz Ci przyniosę Angelikę, aby nie była sama w pokoju jak się obudzi. - gdy chciał wyjść z pokoju odezwałam się - Stój! Musimy porozmawiać. Tomek idź do siostry! - nakazałam braciszkowi - Ale... - W tej chwili. Muszę z nim porozmawiać. Po wyjściu brata znów zaczęłam rozmowę. - Po pierwsze dlaczego mówisz ich poprzednie imiona i dlacze... - Dla... - Nie przerywaj mi. - No dobra. Mów. - Dlaczego nie zapytałeś się mnie, czy możesz z nim wyjść, tylko stwierdzasz fakt iż masz zamiar wychodzić. - Teraz mam pozwolenie, na odpowiedź? - Tak. - Dziękuję bardzo. Po pierwsze nic się nie stanie jak w domu będę mówił poprzednie imiona, a jeśli chodzi o drugą sprawę to dlatego to zrobiłem ponieważ Przemek... - Tomek! - Przepraszam, Tomek był smutny, więc mu to zaproponowałem. Nie sądziłem, że będziesz o to zła. Chociaż widać, że dzisiaj wstałaś lewą nogą. To co możemy iść? - Nie! Nigdzie z nim nie pójdziesz. - Zachowujesz się jakbyś miała ze czterdzieści lat i była starą panną. - Jesteś bezczelny. Już wiem dlaczego nie jesteście już razem z Kornelią. Pewnie miała dosyć twoich docinek. - Po pierwsze Kornelia ze mną nie zerwała. Oboje zdecydowaliśmy się na rozstanie, a po drugie nie mówiłem jej takich rzeczy, gdyż nie musiałem. Ona się tak głupio nie zachowuje. I na pewno nie myśli, że jest pępkiem świata. A teraz tak jak obiecałem Tomkowi, idę z nim do parku i nie próbuj mnie powstrzymać. - Jak możesz - krzyknęłam, po czym podbiegłam pod drugi pokój, aby nie mógł do niego wejść. - Odejdź Lidia. - Nic z tego. Wiedziałam, że jak by chciał to by mnie odsunął siłą, a i tak postanowiłam stanąć przed nimi. I zrobił to. Wziął mnie na ręce i idąc w kierunku dużego pokoju stwierdził: - Widać, że nasza rozmowa się jeszcze nie skończyła. - Skończyła się. Puść mnie. I idź już z nim do cholery. - Zaraz z nim pójdę tylko z Tobą jeszcze porozmawiam - stwierdził i położył mnie na wersalce w dużym pokoju - Czego jeszcze do cholery chcesz? - Tego np. żebyś nie klęła. - Bo co mi k... Nic więcej nie mogłam powiedzieć gdyż zaczął mnie całować. Najdziwniejsze było to, że się nie broniłam, a nawet przedłużałam nasz pocałunek. - Nikita - zawołał nagle z progu Tomek - Zuzanna się obudziła i chce pić. Przestaliśmy się całować. Zeszłam z wersalki i poszłam w stronę małego pokoju po Zuzannę i poszłyśmy do kuchni. W czasie gdy ja szykowałam picie i jedzenie Zuzannie Przemek z Tomkiem ubrali się i wychodząc usłyszałam. - Lidia idziemy - zawołał kolega. - Możesz tu jeszcze przyjść? - zapytałam. - Oczywiście - odpowiedział i za chwilę obydwoje byli już w kuchni - Powiedziałam abyś nie mówił do mnie Lidia? Jesteś głupi, czy złośliwy, że nie możesz zapamiętać iż na imię mam Nikita - Ok. Ale zmień swoje imię, bo nikt takiego imienia nie używa i ludzie mogą się domyśleć, że zmieniłaś imię. - Jak uważasz, że powinnam zmienić imię, to zmienię, ale nie wiem na jakie. - To później na tym pomyślimy. Na razie idziemy. - Czekaj! - zatrzymałam ich znowu - A co powiecie jak ktoś będzie pytał, kim on jest i jak ma na imię. - No tak. Przecież nie wiadomo co powiedział Kacper. Że też nie pomyślałem o tym wcześniej. Przepraszam Cię Tomku, ale zdaje się, że pójdziemy jak mój brat przyjdzie i się dowiemy co powiedział. - Nigdy nie pójdziemy - zaczął płakać brat - Nienawidzę was. - krzyknął jeszcze i pobiegł do małego pokoju. - Idę do niego - stwierdził Przemysław - Poczekaj! Ja z nim porozmawiam. Ostudź jeszcze tą herbatę i zrób coś do jedzenia. Jak oczywiście możesz. - Mogę. Po przyjściu do pokoju gdzie leżał siadłam na łóżku i powiedziałam: - Przepraszam Cię bardzo. Musisz to zrozumieć, że musimy wiedzieć co jego brat powiedział. Kim jesteśmy itp. Nie chcesz chyba znowu uciekać?! - Najchętniej bym uciekał. Nienawidzę tego miejsca. Ty widać także nie. - Dlaczego tak sądzisz? - przerwałam mu. - Dlatego, że się z Przemkiem co chwilę kłócisz. Nie podoba mi się to, bo go lubię. Jak bym miał co chwilę się z kimś kłócić to wolałbym nie odzywać się, albo z tym kimś nie mieszkać. - Nie zrozumiesz tego, dlaczego prowadzę do kłótni. - Bo go kochasz? - zaskoczył mnie pytaniem. - Coś w tym stylu. - To dlaczego nie powiesz mu o tym? - Nie mogę, nie chcę. I tak nic z tego nie zrozumiesz... Prześpij się, albo poproś Przemka aby w coś z Tobą zagrał, a później z Tobą wyjdzie. - powiedziałam po czym wyszłam z pokoju. Wchodząc do kuchni zauważyłam, że Zuzanna jadła grysik. - Co tam ciekawego Bączku jesz? - Przemek zrobił mi grysik. Chcesz? - Nie dziękuję. Mam pytanie. - zwróciłam się do Przemka - Na którą mam zrobić obiad? - Teraz trzeba przecież zrobić śniadanie, a Ty już myślisz o obiedzie. Zrobię śniadanie i pomyślimy. Ile kromek? - Ja później zjem. Nie jestem teraz głodna. Jest coś do zrobienia, bo jak nie to idę spać. - Nic nie ma. A jak tam z Tomkiem. Dalej jest na mnie obrażony? - Nie! - odpowiedział stojąc przy progu do kuchni. Położyłam się w małym pokoju. Wiedziałam, że mogę spaść z tego małego łóżka, ale nie chciałam nikomu przeszkadzać śpiąc w pokoju Przemka i Kacpra. Gdy się obudziłam zauważyłam, że śpię w ich pokoju, przykryta i na dodatek w samych majtkach i staniku. Po tym jak się ubrałam wyszłam do przedpokoju gdzie stali wszyscy w czwórkę. - Już przyszedłeś? - zapytałam ze zdziwieniem Kacpra. - Na chwilę. Zjem obiad i lecę dalej. - Przecież jeszcze nie ma. Nie zrobiłam jeszcze. - Ja zrobiłem - odezwał się Przemek - Tak smacznie spałaś, więc Cię nie budziłem. Chodźmy do dużego pokoju, a Ty jak wstałaś możesz pomóc mi nałożyć. Wiesz ile oni jedzą, a tak w ogóle będzie szybciej. - Oczywiście. Szczególnie, że muszę Cię opieprzyć. Po przyjściu zaczęłam się pytać: - Dlaczego przeniosłeś mnie do swojego pokoju i na dodatek zdjąłeś mi spodnie i bluzkę? Co Ty sobie myślisz?! - Przecież nic takiego nie zrobiłem. Wstydzisz się swojej bielizny? Zastanawiam się jak Ty chciałaś zostać prostytutką?... Nie chodziło mi przecież żeby Ci coś zrobić. A może dalej chcesz się kłócić. Jak coś do mnie czu... - przerwał nagle. - Dokończ! - rozkazałam - Rozmawiałeś z Tomkiem? Po dłuższym patrzeniu się w moje oczy, pokiwał głową. - Długo jeszcze? - otwarł drzwi Kacper. - Nie - odpowiedziałam po czym podałam mu talerz i wyszłam - Ja nie jem. Nie jestem głodna. Wychodząc usłyszałam Kacpra: - A ją co znowu ugryzło? - Wszystko. Tomek. Chodź jeść! Gdy poszłam do pokoju się przebrać by wyjść z domu przyszedł Kacper - Mógłbyś wyjść?! Nie widzisz, że się przebieram?! - Już wychodzę. Ale za pięć minut przyjdę, bo chcę z Tobą porozmawiać. - Ale ja nie chcę z Tobą rozmawiać. Ani z nikim innym... Gdy wyszłam przebrana do dużego pokoju wszyscy siedzieli i jedli obiad. - Siadaj i jedz! - powiedział Przemysław - Po co dałeś mi to na talerz jak powiedziałam, że nie będę jadła. - Przestań i jedz - podnieśli obydwoje głos. - Chciałeś porozmawiać Kacper! To mów! Powiedz mi tylko co mam powiedzieć sąsiadom, bo zaraz wychodzę. A nie chcę by pomyśleli, że ich okłamuje. - Tomek i Ty jesteście naszymi kuzynami, a Zuzanna jest twoją córką. Ty zaś na imię masz Marcela. - Po co jej to mówiłeś? Tak by nie wyszła. - Nie wtrącaj się. Dużo Ci jeszcze zostało Zuzanna? Chcesz iść na dwór? - Tak - ucieszyła się bardzo. - Najpierw zjesz - oświadczył Przemysław - Nic z tego. Nie będziesz mi rozkazywał. Kacper możesz mi dać jakieś pieniądze, to sobie kupię zapiekankę. - Zjedz obiad. Nie wiem o co obraziliście się na siebie, ale to nie jest powód, aby nie jeść obiadu, przy którym on się namęczył. - Nikita mogę iść z wami na dwór? - wtrącił się brat - Później pójdziesz ze swoim kolegą. Do mnie się nawet nie odzywaj. - Nie rozumiem o co Ci chodzi?! - udawał głupiego Tomek. - To się do cholery zapytaj niego. - pokazałam ręką na Przemka - Może on Ci na to odpowie. Chodź Zuzanna. Idziemy na dwór. A tak na marginesie. Teraz mam na imię...Marcela. - Zjedz chociaż coś - poprosił Kacper. - No dobra - poszłam do kuchni by wziąć kotleta. Wieczorem już byłam z Przemkiem pogodzona, pomagałam nawet w przenoszeniu mebli. Szczególnie łóżek. Teraz w małym pokoju było łóżko Kacpra. Ja miałam łóżko Przemka na spółkę z Zuzią, a Tomek w tym samym małe łóżko. Przemek miał spać na wersalce w dużym pokoju. Kolejne dni mijały bez kłótni i spięć. A najlepsze, że między mną a Przemkiem było coraz większe uczucie.
PO WYJŚCIU Z TUNELU ZAUWAŻYŁAM ROŚLINKĘ I ZERWAŁAM JĄ...
Pewnego dnia gdy byliśmy razem z rodzeństwem w parku, siedząc na ławeczce mój kochany zapytał się mnie: - Chcesz zostać moją dziewczyną? - Tak - ucieszyłam się z propozycji. Chciałam go z tego powodu pocałować, ale on się obrócił, więc pocałowałam go w policzek. - Dlaczego to zrobiłeś? - zdziwiłam się. - Tutaj musimy się zachowywać jak kuzyni, a nie jak para. Kto to widział, żeby kuzyni całowali się w usta?! Nie chcesz żeby coś podejrzewali, co? - No. Chyba nie?! Uważałam, że to jest głupie, aby parą być tylko w domu, aby nikt tego nie zauważył, ale widać tak musiało być. Wieczorem, gdy Przemek bawił się z moim rodzeństwem ja zaczęłam rozmowę z Kacprem: - Przemek dzisiaj poprosił mnie o chodzenie. - Co? - zapytał się z niedowierzaniem - I co zgodziłaś się? - Tak. - Dlaczego? - Jak to dlaczego? Ponieważ mi na nim zależy. - Wiecie przecież, że swojej miłości nie możecie okazywać na ulicy. Nie lepiej abyś poszła z nim na dyskotekę. Może kogoś fajnego poznacie?! - Nigdzie nie idę. Często przebywamy razem w domu, więc nie ma przeszkód, abyśmy byli razem. - Róbcie co chcecie. Ja uważam to za głupotę. - Marcela! - podbiegła do mnie Zuzanna. - Mów mi mamo. - Co chwilę coś zmieniacie. Co ja z wami mam. A dlaczego mamo? Przecież mówiłaś, że mama jest w niebie. - Tak kochanie, ale Kacper powiedział, że jesteś moją córeczką. - Ale to nie prawda przecież. - No tak ale musiał tak powiedzieć. Nie zrozumiesz tego kochanie... A co chciałaś w ogóle? - Chciałam powiedzieć, że Przemek z Tomkiem się cały czas kłócą. Nie mogę już tego słuchać. - To co zrobimy Zuzia? Idziemy ich okrzyczeć, aby się nie kłócili?! - Tak - powiedziała poczym wzięła mnie za rękę by zaprowadzić do pokoju. - Zuzia prosi mnie abym was uspokoiła, byście się już nie kłócili. - To dlaczego nie przychodzi wtedy, gdy wy się kłócicie? - oburzył się Tomek. - Nie denerwuj się Tomek. Zuzia nie miała złych zamiarów. - próbował załagodzić sprawę Przemek - A Ty Zuzia chodź tu na chwilę. - wziął ją na kolano i rzekł - Myśmy Żabko się nie kłócili, tylko spierali, a to jest różnica. - Nieprawda - zaprzeczyła siostra. - Jesteś za mała by wiedzieć jaka jest różnica między kłótnią, a dyskusją - powiedziałam pochylając się nad nią i głaszcząc ją po głowie, po czym planowałam wyjść z pokoju. - Nie prawda - rozpłakała się mała po czym wybiegła z pokoju. Gdy chciałam za nią wyjść Przemek powstrzymał mnie mówiąc: - Poczekaj ! Ja z nią porozmawiam, a Ty jak możesz to złóż z Tomkiem grę. - Ok. Po jego wyjściu poprosiłam brata o wyjaśnienie o co się kłócili, ale nie chciał mi nic powiedzieć... Wieczorem kiedy kładłam rodzeństwo spać przyszedł do pokoju Przemek i poprosił bym spała dzisiaj z nim w jego pokoju. Za pozwoleniem maluchów zgodziłam się. Od tej pory każdej nocy spaliśmy razem, aż do czasu gdy pokłóciłam się z Przemkiem z powodu pewnej dziewczyny o imieniu Magda. Ta szmata wpieprzyła się w "nasze" życie. A mianowicie dwa tygodnie po poproszeniu przez Przemka o chodzenie poszłam z nim na dyskotekę i po jakimś czasie siedzenia przy stoliku zauważyłam podchodzącą do nas Magdę. - Zatańczysz ze mną blondynie? - Nie dziękuję. Rozmawiam jak widzisz. - Zostaw kuzynkę i chodź się pobawić. - Chyba słyszałaś, że masz się odczepić?! - zabrałam głos i z nienawiścią popatrzałam na Magdę. Po dziesięciu minutach Przemek oznajmił, że chce jednak z nią zatańczyć i choć bardzo go prosiłam aby tego nie robił, poszedł do niej. Wtedy wyszłam niezauważona i poszłam do mojego "starego" domu. Ku mojemu zdziwieniu gdy położyłam się spać zauważyłam Kacpra u swojego boku. - Co Ty tu robisz? - zapytałam zaskoczona. - Przyszedłem po Ciebie Smerfetko. - Po pierwsze proszę abyś nie mówił już tak do mnie, a po drugie nigdzie dzisiaj nie idę. - Ale dlaczego?.. O co tak w ogóle się na Przemka wkurzyłaś? Za to, że zatańczył z inną dziewczyną? - O to, że ją znam i wiem o co jej chodzi. Prosiłam go więc, aby z nią nie tańczył, ale niestety mnie olał. - Chodź porozmawiamy w domu. - Nie proś bo i tak nie pójdę. - Możesz mi powiedzieć chociaż skąd ją znasz? - Tak. To koleżanka z klasy, która mnie nienawidzi i niestety mnie poznała. - Dlaczego Cię nienawidzi? Co jej zrobiłaś? I skąd wiesz, że Cię poznała? - Nieważne co się stało, że mnie nienawidzi. Ważne, że wiem iż mnie poznała i będzie szukać zemsty. Zapewne będzie chciała mi odebrać Przemka. - Głuptasie jak może Ci odebrać Przemka? - Zobaczysz. Wspomnisz moje słowa jak będzie za późno. - Zobaczysz, że to tylko twoja zazdrość i wybujała wyobraźnia. No idziesz, czy nie - Nie!!! Ku mojemu zdziwieniu wziął mnie na ramię i zaniósł do domu. - Jutro pogadamy, a teraz idź spać. - Gdzie? - Jak to gdzie? Do Przemka. - Nie ma mowy. - No dobra. To ja idę do niego spać, a Ty idź do małego pokoju byś nie budziła maluchów. Przez jakiś czas był spokój i myślałam, że jednak się myliłam, lecz pewnego dnia, Przemek po przyjściu ze sklepu, wszedł do kuchni i rzekł: - Spotkałem dziś Magdę. Skąd ją znasz? - A o co chodzi? - Mówiłaś abym trzymał się od niej z daleka. - Tak! - Więc wiedziałaś co może się stać?! - Tak. Może powiesz mi, co powiedziała?! - Poprosiła mnie o chodzenie, a że powiedziałem iż nie jestem zainteresowany, stwierdziła że jak nie chce z nią być to Cię wyda.
PRZEWRÓCIŁAM SIĘ PRZEZ WIELKI KAMIEŃ I PRZEZ TO WYPADŁ MI UKOCHANY KWIATEK...
- Spodziewałam się tego. I zapewne powiedziała także iż chce się do nas wprowadzić?! - Tak. Możesz mi powiedzieć w końcu skąd ją znasz? - Ta dziwka jest dziewczyną z klasy do której chodziłam przed ucieczką. To kiedy się wprowadza? Jutro? Podobnie jak on nie wiedziałam co począć. Wiedzieliśmy tylko, że obojętnie, czy Magda przyprowadzi się do nas, czy też nas wyda i tak nie będziemy razem. Z tą tylko różnicą, że ja nie będę w więzieniu, a rodzeństwo w domu dziecka. Mogliśmy sobie tylko przysiąc, że jeżeli nadarzy się tylko okazja będziemy "razem". Gdy dokończyłam obiad Przemek zawołał Tomka z dworu i przy stole opowiedziałam co jest grane: - Za dwa dni przyjdzie do nas pewna dziewczyna, która z nami zamieszka. Będzie spała w pokoju Przemka. - A dlaczego? - zapytała Zuzanna. - Ponieważ chce z nami zamieszkać. - Dlaczego. Nie ma domu, tak jak my? - Tak. To jest biedna dziewczyna, która potrzebuje pomocy. - okłamałam siostrę. - To dlaczego będzie spała w Przemka pokoju? - zapytał Tomek - Bo to jest jego dawna dziewczyna. - Nie rozumiem. - Zrozumiesz jak będziesz starszy... - Chodzi o Magdę? - drążył tym razem Kacper. - Ależ oczywiście - odpowiedziałam z cynicznym uśmiechem na buzi. - To chodź porozmawiamy na osobności. - Nie ma mowy. Jak chcesz rozmawiać to tutaj masz swojego brata, który może także Ci wszystko wyjaśnić. W sobotę rano puściłam Tomka na dwór i zaczęłam szykować ubrania do wyprowadzki, ale niestety niepotrzebnie, ponieważ gdy Magda przyszła i zobaczyła iż pakuję…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil duduś
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…