Uśmiech Anioła
...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ida chodziła po zapleczu, które jak zawsze było zagracone różnymi pudłami, popsutymi stolikami i krzesłami. Usiadła na jednym z nich „Trochę się chwieje...” pomyślała. Krzeseł było dość dużo, tak więc gdyby z tym oprócz chwiejności było coś nie tak mogłaby je zmienić. Przez lodziarnie przewijały się tłumy pragnących ochłody dzieci, młodzieży i dorosłych. - Ida chodź już! Zaczynają schodzić się klienci, a sama nie mam zamiaru pracować- w drzwiach pojawiła się Aśka. Dziwiło Ide, że dziewczyna jest cały czas uśmiechnięta. Rok temu, kiedy przyszła pierwszy raz do pracy, powitała ją z uśmiechem. Od tamtej pory ani razu nie widziała jej zasmuconej. No ale nie ma się czemu dziwić; ta brązowo-oka dziewczyna miała duże „branie” u chłopców. Nie było się czemu dziwić- miała długie ciemny blond włosy, długie, zgrabne nogi, smukłą sylwetkę i niezwykle czarujący uśmiech. Nie to co Ida. Powszechnie nie lubiana, przezywana w szkole z powodu rudych włosów i piegów. Miała lekko zaokrąglone biodra z czego nie była zachwycona. Czasami patrzyła na Aśke z zazdrością, ale nie mogła mieć do niej pretensji, że jest od niej ładniejsza, bardziej lubiana i bardziej otwarta dla świata. - Dobra zaraz... Pozwolisz mi założyć choć fartuszek? No nie patrz tak! Zaraz przyjdę!!!- zaczęła ubierać fartuszek w pomarańczowo- białe paski. Miała wrażenie, że te pasy ją pogrubiają jeszcze bardziej niż obcisłe spodnie, czy bluzki. W końcu wyszła za ladę. Jeszcze większe tłumy niż wczoraj! Spojrzała na kasę, przy której stała Aśka... Wszyscy fajni goście ustawiają się do niej. A ona? Jakaś para staruszków, jakieś dwie dziewczynki i... On. Niebieskooki blondyn w czarnej bluzie, z uśmiechem Anioła. Obok niego stało dwóch chłopców, ale ona nie mogła oderwać wzroku od niego. Myślała, że to sen... - Hej panienko! Obsłużysz nas dzisiaj, czy mamy zmienić kasę?- usłyszała głos z przed lady. Para staruszków dotarła przed kasę- jakimś cudem... - Przepraszam bardzo, myślałam, że ktoś za szybą mnie woła- skłamała- Co państwu podać? - Dla mnie dwie gałki czekoladowe z polewą truskawkową. A dla ciebie co Zbysiu? - Ciekawe połączenie Krysiu. Dla mnie też dwie, ale waniliowe i śmietankowe też z truskawkową polewą.- podeszła do lodówki. Wiał od niej przyjemny chłód. Nabrała do wafelków po dwie gałki, podstawiła pod maszynę i polała sosem truskawkowym. - Proszę bardzo! Pięć złotych. Smacznego!- kto tam za nimi stoi? Boże, to On!!! „Idź sobie chłopie do innej kasy!!! Ja obsługuję tylko staruszków i dzieciaki!” pomyślała.- Co podać? - Dla mnie deser lodowy powiedział pierwszy chłopak. No co? Mogę wybrać co chcę! -W sumie to tak Figo... Dla mnie orzechowe- orzechowe... To jej ulubione- To moje ulubione!- chłopak, który tak jej się spodobał lubił takie same lody jak ona, a do tych jego cudownych oczu, włosów i w ogóle doszedł ten cudny głos! Chłopak z anielskim uśmiechem i głosem zamówił u niej lody! Orzechowe!!! Miała wrażenie, że patrzył na nią kiedy nakładała lody najpierw do pucharku, a później do wafelka. Kiedy odwróciła się natrafiła prosto na jego wzrok. Zmieszana szybko odwróciła głowę w stronę maszyny, żeby polać pucharek polewą. Sos prawie się wylewał ze szklanego naczynia, więc szybko zakręciła kurek. - Proszę!- kiedy oddawała mu loda poczuła jego dłoń na swojej, poczuła, że się czerwieni więc szybko wysunęła swoją dłoń spod dłoni chłopaka. Była taka ciepła i miękka... Poczuła coś zimnego na twarzy. Tak szybko wysunęła rękę, że aż lód spadł i rozprysł się na wszystkie strony. - Przepraszam! Kaleka ze mnie! Zaraz. Zaraz dam nową gałkę...- powiedziała wycierając się fartuchem. Wzięła ścierkę i posprzątała na ladzie. Chłopak sięgnął po mopa- Nie zostaw! Ja posprzątam... - Ej no weź się nie wygłupiaj! Jest też w tym trochę i mojej winy!- zamoczył w wodzie i zaczął wycierać roztopionego orzechowego loda.- proszę bardzo! Wyczyszczone na błysk! A w zamian za tego drugiego loda umówisz się ze mną, ok.? - Eee... No właściwie to ja cię nie znam... I było by tak jakoś... dziwnie?- Nie mogła uwieżyć własnemu szczęściu- ten boski chłopak chce się z nią umówić! Z nią, z tą Idą Kotowską, która miała zaokrąglone biodra, z którą nikt nigdy się nie umówił. A może on tylko stroi sobie żarty? - No dobrze... Skoro tak- „Nie! Tylko nie rezygnuj! Boże, czy ja zawsze musze wszystko spieprzyć?”- William jestem.- uśmiechnął się szeroko i wyciągnął rękę w kierunku jej twarzy.- Lody orzechowe.- długo czuła jego rękę na swoim policzku.- A ty jak masz na imię? - Ja? Ida...- „największa kaleka na świecie” ciała dodać. Wyciągnęła rękę w jego kierunku. Myślała, że zaraz zejdzie ze świata żywych! Chłopak zachował się jak prawdziwy dżentelmen, pocałował ją w rękę.- Miło mi- zdołała tylko tyle z siebie wydusić. - Aaaa! Jeszcze wy sierotki! To jest Rafał, mój brat- zero podobieństwa. Jej Anioł miał ciemną karnację, a jego brat był biały jak kreda.- A to Sebek. Wszyscy wołają na niego Figo. - Hej wszystkim...-nawet razem wzięci nie byli w stanie przebić w urodzie Williama. I w dobrym wychowaniu również. W tym przy Williamie byli bez szans. Żaden nie podał jej nawet ręki. Tylko marne „Cześć”. - No możecie już iść. No to jak będzie? Umówimy się czy nie? Mam nadzieję, że mi nie odmówisz.- spojrzał na nią wymownie. - No dobra... To gdzie i kiedy?- spytała - Może dziś? O której kończysz pracę? - Dzisiaj... Za pół godziny. - To ja się zmywam i za pół godziny będę. Trzymaj się.- „Czemu ja nie powiedziałam nie? A właściwie to jak ja wyglądam!” Wybiegła na zaplecze. O mały włos nie potknęła się o wielkie pudło. Podeszła do lustra. Fartuszek wyglądał okropnie. Ona też... Klakson. To pewnie on! „A dokąd my w ogóle jedziemy? Weź kurtkę Ida. Na śnieg wyjdziesz bez kurtki! Czasami idiotka ze mnie...” - Hej. Ładnie wyglądasz.- kłamczuch... Chciał jej tylko zrobić przyjemność, a ona dobrze wiedziała jak wygląda. Pewnie wyjechała gdzieś błyszczykiem, albo nie rozczesała dobrze rzęs po tuszu. - Hej. To gdzie jedziemy? - A tak jakoś przypadkiem mam bilety ma mecz koszykówki. Lubisz?- „(..)Koszykówka to był jej ulubiony sport” nasunął jej się fragment piosenki WSZ & CNE. Uwielbiała kosza! Trudno w to uwierzyć ale w całej klasie była najlepsza. Była to jedyna gra w której wybierano ją od razu na początku podziału drużyn. - Jasne!- w samochodzie było przyjemnie ciepło, pomimo to, że na zewnątrz panował mróz. Nie pamiętała takiej zimy jak ta. W samochodzie, a później na hali dowiedziała się, że William mieszkał przez kilka lat w Wielkiej Brytanii, w Bristolu. Tam jego rodzice się rozwiedli, a matka wraz z nim i bratem wróciła do Polski. Miał podobnie jak ona dwadzieścia lat i podobnie jak ona mieszkał z bratem. Kiedy jeszcze mieszkał w Brytanii przezywano go Spodek, chociaż nawet teraz tak na niego wołają. Chyba każdemu wiadomo, że Spodek to jedna z postaci występujących w dramacie Szekspira „Sen nocy letniej”, a jeśli nie to narrator wam to oznajmia. Dowiedziała się też, że brat Spodka był narkomanem od czterech lat. Teraz już zrozumiała dlaczego był taki blady... I trochę powoli do niego docierały wiadomości z otoczenia... Było jej go żal. William z kolei dowiedział się, że matka Idy zmarła kiedy ta miała dziesięć lat, a po jej śmierci ojciec wpadł w alkoholizm. Dlatego wraz z bratem zamieszkali razem z dala od niego. - Spotkamy się jeszcze kiedyś?- spytał kiedy podwiózł ją pod blok. - No czemu nie- uśmiechnęła się. „Chyba się zakochałam” pomyślała kiedy pocałował ją w policzek. Weszła na klatkę schodową, usiadła na oknie i odprowadzała powoli, powoli znikający z horyzontu czarny samochód Willa. Kiedy wróciła od razu weszła pod prysznic. Wciąż nie mogła oderwać ręki od policzka, w które ją pocałował. W myślach miała obraz jego niebieskich oczu i dołeczków, które robiły mu się przy każdym uśmiechu. Nie mogła uwierzyć w swoje szczęście, najprzystojniejszy chłopak jakiego kiedykolwiek spotkała umówił się z nią i pocałował. Nie miało dla niej znaczenia, że w policzek, ważne, że w ogóle był! Na łóżku myślała już jak będzie wyglądać ich następne spotkanie. „Za dużo się spodziewam po tej znajomości” myślała. A może on też czyje to samo co ona? Dla Idy było to bardzo mało prawdopodobne. Jak można zakochać się w kimś takim jak ona? Chociaż na świecie działy się większe cuda... Nie wiedzieli się przez trzy tygodnie. Ida myślała nawet, że William zrobił sobie z niej jaja, a tego bardzo nie lubiła! Nie miała nawet jego numeru telefonu, czy gadu-gadu... Zapomniał o niej! „Pewnie zabawia się teraz z jakąś drugą Pamelą Anderson czy jak ona się nazywa” myślała. „A może z Aśką? Jej dzisiaj nie ma... Ale jego nie było trzy tygodnie... Najlepiej będzie o nim zapomnieć!” postanowiła. Teraz będzie myślała tylko o pracy i o Kamilku . Nie ma zamiaru uganiać się za jakimś chłoptasiem, który może mieć każdą dziewczynę jaką tylko spotka. O nie!!! Wszystko tylko nie to! Ale im bardziej starała się o nim zapomnieć tym więcej o nim myślała. „Chociaż jeden, jedyny ostatni raz... Boże pozwól mi go jeszcze kiedyś zobaczyć. Nie, nie pozwól! Chcę o nim zapomnieć! On na pewno mnie już nie pamięta!” myślała tak cały czas, ale nie mogła uwolnić się od „wirtualnego” widoku niebieskich oczu i dołeczków w policzkach... Po raz kolejny nasunął jej się obraz jak wchodząc do lodziarni macha do niej i zaprasza ją na spotkanie... - Hej Iduniu- powiedziało domniemane złudzenie- długo mnie nie było i mam nadzieję, że z tego powodu nie obraziłaś się na mnie...- była taka szczęśliwa. Chciała opowiedzieć mu jaka była nieszczęśliwa przez te trzy tygodnie, jak czekała na niego każdego dnia, ale wstydziła się, że ją wyśmieje. - Cześć. Rzeczywiście, dosyć długo cię nie było... Nie, nie gniewam się... - No ale przyznasz, że mogłem podjechać do ciebie, bo mniej więcej wiem gdzie mieszkasz, albo jak normalny chłopak wziąć numer telefonu...- puścił do niej oczko.- Może miałabyś ochotę wpaść do mnie do domu po pracy?- Sama nie wiedziała czy ma na to ochotę. Przyjeżdża po trzech tygodniach i tak po prostu zaprasza ją do siebie. - Nie wiesz co, nie... Przyjeżdżasz tak po trzech tygodniach jak gdyby nigdy nic i zapraszasz mnie do siebie- nie wierzyła w to co powiedziała... Cicha Ida zaczęła wyrażać własne zdanie. To był dla niej wielki sukces! - Więc się obraziłaś?- William spochmurniał. –Obraziłaś się? Ida proszę cię tylko ten raz... I później możesz zapomnieć o tym, że się kiedykolwiek spotkaliśmy, ok.? Muszę... Muszę powiedzieć ci coś, coś bardzo ważnego...- Spodek był coraz bardziej zrozpaczony. - Skoro to aż takie ważne... – Ida stawała się dawną, uległą Idą- to możemy się spotkać. - Jeśli nie chcesz, to po prostu powiedz nie... - Ale ja mówię : „ TAK”. Kończę o piętnastej... - Ok. to przyjadę parę minut przed trzecią. Na razie... Papapa - Cześć...- ważna sprawa... Ciekawe... Bardzo ciekawe. William przyjechał za pięć trzecia. Lubiła jak ktoś był punktualny. Jechali w milczeniu przez kamienne uliczki na przedmieściu. Śnieg dodawał im jeszcze większego uroku i magii. Dotarli na miejsce. William mieszkał w kamienicy z czerwonej cegły, która leżała naprzeciwko dużego, białego parku. Drzwi otworzył i m Rafał. - No dzień dobry! Kogo widzą moje przepiękne oczy? Pani Ida z lodziarni „UMF’a”. Braciszku chcesz mieć darmowe lody? - Znowu się naćpałeś palancie? - Jak ty się wyrażasz przy kobietach. Zabij tą muchę co tu lata!!!- zawsze kiedy był po prochach wygadywał dziwne rzeczy. Gdy wziął za dużo nie poznawał swojego brata, kumpli, nie rozróżniał nawet kolorów.- Wziąłem tylko dwie tabletki. Zawszę biorę tylko dwie. Chociaż trzy działają lepiej...- Rafał od kilku miesięcy brał LSD, zamierzał znowu się przerzucić na coś mocniejszego... - Jak coś będziesz chciał, to jesteśmy u mnie w pokoju. Nie rozwal chaty, dobra? - No nie bój się o mnie!- William i Ida weszli do pokoju chłopaka. Dziewczyna była zdziwiona jak w pokoju chłopaka może być tak czysto! Wszystkie książki były poustawiane w kolejności od największej do najmniejszej, na biurku leżała błyszcząca polityczna mapa świata. Na ścianie obok okna wisiało kilka plakatów. Łóżko stało na przeciwko okna, z którego widać było śnieżnobiały plac zabaw. - Ładnie tu masz.– powiedziała w końcu. - Dzięki...Ale nie zaprosiłem cię tu po to, żebyś zobaczyła jak sobie mieszkam. Widzisz Ida- powoli podszedł do okna- Nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil teraz_ja
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…