W objęciach Morfeusza
-No wiesz, laleczko, sny są ponoć odzwierciedleniem naszych marzeń, może jednak skusisz się na jakiś smakowity trójkącik z jakąś panną?...Auć!- dostał poduszką po głowie za głupie żarty wobec mojej nocnej tragedii.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kolejny fatalny piątek. Poniedziałki są fatalne dla wszystkich- dla mnie, chyba z racji przekory Pana Boga, trudne są piątki. Bo dużo pracy, bo mało czasu, bo tramwaj wolno jeździ, bo nie było mojego czasopisma w kiosku, a babie w sklepie śmierdziało z ust kapustą i popsutymi zębami. Żebym nie miała zbyt dużej radości z weekendu i żebym ten weekend bardziej doceniała, gdy ten w końcu nadejdzie. Właśnie w takie dni najbardziej docenia się powrót do domu, w którym czeka ukochana osoba, która samą tylko obecnością sprawia, że wszystkie smutki idą w pizdu, a ten piątek nie wydaje się znowu taki straszny. Uwielbiam te dni, kiedy i ja i mój narzeczony, Amos, mamy wolny wieczór. Razem szykujemy kolacje, przekomarzając się o kolor papryki, który najlepiej odzwierciedla naszą miłość. Banalne i gówniarskie, ale daje nam poczucie, że mamy swój mały intymny światek, do którego nikogo nie wpuszczamy. Wróciłam do domu, Amosa jeszcze nie było. Miałam przygotować mu kolację, ale włączyłam telewizor i zasłuchałam się w wywiad z jakąś puściutką jak wiadro gwiazdką. Ze zmęczenia i głupoty tej panienki moje oczy sennie zamknęły się, aż w końcu odpłynęłam….
Wchodzę do domu, zmęczona i zestresowana. Zapominam kodu antyalarmowego….122…62?....122..66? Kurde, ciągle nie tak. O, w końcu drzwi otwiera mi rozbawiony Amos, w rozpiętej koszuli wyciągniętej ze spodni. Cieszę się, że w końcu jestem w domu, zaraz się w niego wtulę najmocniej jak potrafię i będę go całować i całować jakby to był nasz pierwszy po wielu latach rozłąki całus…Lubię go takiego…ubranego jakby od niechcenia, rozkosznie rozleniwionego, jakby zaraz po jakimś cudownym bzykaniu…Przechodząc od salonu pytam co go tak rozbawiło, ale jak tylko przekraczam próg pokoju widzę Karolinę na kanapie. Półnagą, zmysłowo i leniwie rozciągniętą w poprzek łóżka. Karolina to moja ‘przyjaciółka’ ze szkoły, z którą kumplowałam się przez dobre parę lat, dopóki nie wykręciła mi takiego świństwa, że pod koniec szkoły nie chciałam jej już znać. Dlaczego do cholery leży właśnie w moim salonie? I czemu Amos tak się zachowuje? Przecież zawsze mówił, że ten facet Karoliny, Mariusz, jego dobry kolega, powinien ją zostawić w cholerę, bo jest problemowa, konfliktowa, fałszywa i gruba i nieatrakcyjna. -O co chodzi? Co tu się dzieje?- pytam już potężnie zdezorientowana zastaną sytuacją. -No jak to co? Przecież nie umawialiśmy się, że mamy siebie na wyłączność, myślałem, że akceptujesz to, że mogę mieć inną kobietę? – nie wierzyłam własnym uszom- Amos, moja miłość, mój paprykowy potwór, mój…Z takim spokojem, jakbym to ja była nienormalna pytając co laska, która okazała się być wredną małpą i której nie widziałam od 10 lat i mój narzeczony, na którego widok przed chwilą tak bardzo się ucieszyłam robią razem w moim salonie [nasz salon, był wtedy MÓJ i tylko mój jak nigdy wcześniej i to bolało najbardziej]. -Karol, powiedz jej jak fantastycznie jest kiedy jesteśmy razem..no wiesz, w jaiim sensie...…-Karolina uśmiechnęła się rozkosznie. Rozkosznie?! Diabelnie! Potwornie! To ten rodzaj uśmiechu, który mówi Ci, że nie jest ci dane być wpuszczonym do czyjegoś tajemnego światka…Miałam właśnie wyzwać ich oboje od skończonych łajdaków, gdy zadzwonił budzik… Budzik! To sen! To tylko sen…o Boże, jak dobrze…Amos oddycha głęboko i miarowo, nieznośnie wdmuchując powietrze w moje ucho…To co, tak zawsze mnie drażniło, to dmuchanie w uszy, teraz było najprzyjemniejszą rzeczą na świecie! Wtulam się w niego mocno i po raz setny…milionowy! Dziękując Panu Bogu za mojego mężczyznę upajam się jego oddechem i bliskością… Rankiem opowiedziałam Amosowi mój sen bardzo dokładnie. -No wiesz, laleczko, sny są ponoć odzwierciedleniem naszych marzeń, może jednak skusisz się na jakiś smakowity trójkącik z jakąś panną?...Auć!- dostał poduszką po głowie za głupie żarty wobec mojej nocnej tragedii. -Mówiłam ci już dzisiaj, że cię kocham?- pytam tak bardzo szczęśliwa, że to był tylko jakiś koszmar senny -Owszem, ale powtarzaj mi to w nieskończoność…no dawaj! -No kocham przecież w nieskończoność-próbowałam się bronić. -Powtarzaj!- uśmiechnął się rozbrajająco a jego dłonie powędrowały w stronę mojej pupy… -Kocham! Kocham! Kocham! Kocham…..
Muszę pędzić do pracy, bo jak zwykle poranne wstawanie i wyznawanie miłości w nieskończoność odrobinę się rozciągnęło i teraz zostały mi dwie minuty do odjazdu autobusu. Jak na złość przy furtce z pośpiechu wypadają mi klucze z rąk, pochylam się żeby je podnieść ale czyjaś dłoń mnie uprzedza. -Cześć, Marysiu…- nie wierzę własnym oczom: mój były facet, z mojego rodzinnego miasta zostawionego dawno dawno i bez sentymentów, wpada na mnie pod moim własnym domem. -Adam? Co ty tutaj do cholery robisz?- nie kryję swojego zdziwienia…ba! Zszokowania! Adam należy do tej części mojego życia, która jest już dawno za mną. Nie rozstaliśmy się w zbyt przyjaznych stosunkach i niekoniecznie miałam ochotę na spotkanie go właśnie w takiej chwili a tym bardziej na spotkanie jego z Amosem. -Spieszysz się?- pyta głupio, zupełnie jakby nie widział rozwianych w pędzie na cztery strony świata włosów, nerwowego spoglądania na zegarek czy też pogubienia kluczy z pośpiechu -Jeśli chcesz to przyjechałam tu autem, podrzucę cię- no pewnie, zupełnie przypadkiem mój były facet zjawia się pod moim domem i zupełnie przypadkiem jest przygotowany na moje próby ucieczki od niego. Prawda jest taka, że autobus odjechał już w siną dal, więc mijając czarne ekskluzywne volvo (miałam nadzieję, że w takiej sytuacji, chociaż ta bryka okaże się być jego a przejażdżka nią zrekompensowałaby mój stres) wsiadam do starego, czerwonego poloneza i jedziemy. Dopiero po chwili uprzytamniam sobie, że całej sytuacji przyglądał się jakiś grubawy łysy koleś i jak gdyby nic stał obok i bez skrępowania gapił się na nas i podsłuchiwał. Podjeżdżamy pod kawiarnię „Pod srebrnym muflonem” a mnie, nie wiedzieć czemu, zupełnie to nie dziwi, że zamiast w pracy jestem na kawie z byłym chłopakiem. Jestem dziwnie spokojna, jakbym była na to przygotowana. Rozmawiam z Adamem przez chwilę, nawet nie wiem o czym, potakuje tylko głową w reakcji na potok jego słów. Podchodzi kelner i pyta o zamówienie. To on! To ten facet, którego widzieliśmy dzisiaj przed furtką, ten łysol który nam się przyglądał! Przepraszam i wychodzę do toalety, muszę ochłonąć, bo popadam w paranoję. Po kilku minutach wracam na salę, a w kącie kawiarni siedzi Karolina. Nie no, to chyba przegięcie, dwoje ludzi, o których chciałabym zapomnieć i których zostawiłam jakieś 500 kilometrów za sobą, znajduje się w tym samym miejscu, w tym samym czasie i jak na złość, ja też tam jestem. Ale podchodzę do niej. Nie wiem czemu, przecież mnie nie zauważyła, mogłabym wyjść a ona nawet nie wiedziałaby że tu byłam, że to właśnie tutaj uciekłam, żeby zacząć swoje życie od nowa, inaczej. Podchodzę do niej, ona wita mnie z przesadną wylewnością. -Maria? Co za spotkanie! Ach, jak ty pięknie wyglądasz, służy ci to mieszkanie na wsi. Co tam u Ciebie, opowiadaj, tyle czasu cię…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MałaSmutnaKrolewna
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…