Wróć do katalogu

W pogoni za pracą

Głodny, niewyspany, wypruty na lewą stronę i przejechany przez czołg

kriss18opublikowano 3 listopada 20138 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pracowałem dla zachodniego koncernu, otwierającego sieć sklepów w całej Polsce. Zajmowałem się wszystkim, począwszy od zatrudniania ekip budowlanych, po przyjmowanie sprzedawców i rozkręcanie interesu. Zanim zdążyłem się zadomowić, wysyłali mnie dalej. Prosty układ, który był mi wtedy na rękę.

Maję poznałem na zakrapianej imprezie po dniu otwarcia w nowym mieście. Skończyliśmy o dwudziestej i korzystając z przyjemnego letniego wieczoru, spontanicznie poszliśmy wszyscy na wrocławski rynek do jednego z piwnych ogródków, aby uczcić dobry początek i zgrać się jako ekipa. Tam zjawiła się czarnowłosa piękność o wiecznym uśmiechu, pełna pozytywnej energii, siostra koleżanki, z którą pracowałem. Podkochiwałem się w niej od pierwszego spotkania. Miała w sobie coś magicznego i nigdy nie przestawała mówić. Niestety dla mnie, zawsze byliśmy tylko przyjaciółmi. Po cichu liczyłem na coś więcej, choć brak wiary w siebie hamował skromną odwagę. Zamiast być bohaterem, zostałem frajerem, pocieszającym ją po kolejnym nieudanym związku. Wiedziałem o każdym, z którym się pieprzyła, jak bardzo ją ranili. Zaciskałem zęby i pięści, służyłem radą i delikatnym ramieniem, do którego tak bardzo lubiła się przytulać. Chwilami czułem się jak pluszak, zdany na pastwę losu, bez prawa głosu, czasem kończył z rozprutym futerkiem, bez oczka. Tak i mi pękało często serce.

Pewnej soboty poszliśmy spontanicznie potańczyć. Maja dopiero co wróciła z wakacji w Hiszpanii, opalona, seksowna jak zawsze. Moja wybujała wyobraźnia zapędziła się daleko ponad rzeczywistość. Stęskniłem się za nią i nie mogłem doczekać spotkania. Nie widzieliśmy się od tygodnia, więc nawijała mi makaron na uszy bez końca, aż mnie piekły od nadmiaru wiadomości. Po kilku piwach natknęliśmy się na wspólną koleżankę. Babskie ploty wzięły górę nad szaloną zabawą i poszliśmy w stronę spokojniejszego, ustronnego miejsca porozmawiać. Tematem przewodnim był poznany przez Maję, podczas urlopu spędzonego za granicą, Francuz, podobno zabójczo przystojny i wysportowany, zajebisty jebaka o cudownie zmysłowym języku. Podniecenie i jęki zachwytu dziewczyn dały mi nieodparte wrażenie, że zapomniały kompletnie o mojej obecności. Po paru głębszych pozwoliłem sobie na wtrącenie do dialogu swoich dwóch groszy. Jednak nie licząc krzywych spojrzeń, zostałem zignorowany i uznany za pijanego. Uniosłem się więc honorem, co nie było dobrym pomysłem, biorąc pod uwagę mój stan upojenia, gdyż nogi nie były odpowiednio przygotowane do tego wyczynu. Na szczęście wybrnąłem z opresji klasycznym telemarkiem. W tym momencie zrozumiałem, jaki ciężar i presja spoczywa na sztangistach, kiedy podnoszą ogromne ilości kilogramów. Wszyscy ich dopingują, żeby ciągnąć! Wyrównać! Wyprostować! Starałem się trzymać tej taktyki, lecz co lekko wyrównałem, musiałem od razu prostować. Krok po kroku, zatoczyłem się w końcu do domu. Niestety nie poradziłem sobie z drzwiami, gdyż musiałem gdzieś po drodze zgubić klucze. Zamykałem i otwierałem oczy, jakby próbując cofnąć czas i magicznie sprowadzić zgubę. Sprawdzałem kieszenie od nowa, ale nie pomogło. Zadzwoniłem więc do kolegi, układając sobie powoli gniazdko na wycieraczce. - Halo? - wydukałem jakby z angielskim akcentem, starając się z całych sił mówić trzeźwym głosem, co przerastało w obecnym momencie moje możliwości. - Co robisz? - powtórzyłem parokrotnie ze względu na słabą jakość połączenia. Kolega jak zawsze w weekend spędzał czas na nocnych łowach uprawiając turystykę barową. - Siema, spotkałem Maję - chwalił się przebiegły łotr. - Z koleżanką, akurat wracały, to je odprowadziłem na przystanek. - To dobrze - westchnąłem z ulgą przymykając oko, przynajmniej bezpiecznie wrócą do domu,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych