Wróć do katalogu

wiara

dziecięce bzdury

szczypta_cukruopublikowano 16 sierpnia 200813 min czytania 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Szukałem. Bardzo długo go szukałem. Drzewa zdążyły kilka razy zapaść w zimowy letarg nim go znalazłem. Znów jestem starszy. Postarzałem się. Nie jestem w stanie policzyć swoich lat. Nie chcę. Bo czy prócz przygniatającej wiedzy o mojej nadchodzącej starości będę miał z tego jakąś lepszą korzyść? Ludzie mają mnie za prostaka. Mylą się. Bardzo. Sądzą, że jeśli człowiek żyje sam, z dala od wszystkich tzw. uciech fizycznych, ulotnego szczęścia jest prostakiem. Takie myślenie jest dopiero prostactwem. Ja świadomie wyrzekłem się wszystkiego co materialne. Nawet swego imienia. Człowieka nie można nazwać, oswoić. Związać z jakimś imieniem, by móc go potem przyzywać. Człowiek to coś więcej. To nie tylko namacalne ciało. Prawdziwy człowiek nie ma imienia. Ja nie mam imienia. A Ty? Imię może mieć zgubny wpływ na człowieka. Może gdyby Syna Bożego nazwano Judaszem i doznałby szykan z tego powodu, może byłby innym człowiekiem? Nie… Ja deklarowałem wiarę w Chrystusa. Boga. Ale jednak zabiłem. Zabiłem… Zabiłem dla krążka. Nie, mój drogi… Zabiłeś dla prawdy. Dla prawdy, którą w końcu znalazłem. Chcecie o niej usłyszeć? Dobrze. Słuchajcie. Usłyszcie prawdę. Nie zacznę swej opowieści od ,,dawno, dawno temu żył sobie…”. To niepotrzebne. Zbędne. Rutyna. Nie będzie też ,,pewnego dnia…”, ani tym bardziej ,,pewnego, jakże słonecznego poranka…”. Po prostu idąc wieczorem na stare cmentarzysko, na które chodziłem każdego wieczora, by w ciszy się pomodlić, spotkałem Jego. Jego w czarnej szacie. Z pożółkłymi zębami… Nie, nie. To nie ta bajka… Przepraszam. A więc (nigdy nie zaczynaj zdania od więc) spotkałem jego. Zwykłego człowieka. Ze zwykłym imieniem zapewne. Czasem spotykam w lesie na jakiejś drodze jakiegoś człowieka z jakimś imieniem. Zwykle nie zaszczyciłbym go nawet spojrzeniem. Po co? By zobaczyć na jego twarzy pogardę zmieszaną z litością i pełen wyższości uśmieszek? Nie, dziękuję. Ja jestem ponad to wszystko. Sam. On był inny. Obojętny. Z pustym wzrokiem. Czy ta jego obojętność, czy może poczucie pokrewieństwa zmusiło mnie bym przystanął? Nie wiem. Już nie wiem. - Czego tu szukasz? - spytałem. - Witaj bezimienny. Jestem wysłannikiem. Wysłannikiem Prawdziwego Boga, z podziemi, który… - A zacny Isern, król Secgenów, to Twój brat, tak? - przerwałem mu ironicznym tonem. - Isern, którego zabiłeś 4 lata 36 dni 5 godzin 3 minuty temu, nie był moim bratem- odrzekł człowiek podający się za wysłannika i korzystając z mojego chwilowego zaskoczenia i niepewności kontynuował swoją wypowiedź. - Deklarujesz prawdziwą wiarę w Chrystusa, tak? Skoro w niego wierzysz, dlaczego podważasz jego istnienie? To nie jest wiara. Nie ta prawdziwa. Widzisz w niej sens? Ja nie… Wysłano mnie, by pokazać Ci prawdziwego Boga. Pokażę Ci… - Moją przeszłość i przyszłość. No i teraźniejszość. Wzruszę się i zmienię moją postawę, tak? Nie rób mi z życia ,,Opowieści wigilijnej”, proszę… Nie ma czegoś takiego jak nagła wewnętrzna zmiana człowieka. Ja jestem sobą. Prawdziwy. Nie zmienię się… - Nie. Ty stoisz na krawędzi… A tak przy okazji, tego szukasz piąty rok? - spytał wyjmując coś z kieszeni. To coś było zwykłym lusterkiem. Znów. Znów doznałem zawodu. Znów miałem nadzieję, że może jednak… Jednak, jak widać, nadzieja jest zbędna. - Wybacz, ale nie potrzebuję lustra ani lustereczka… Zachowaj je dla siebie, może dzięki niemu ułożysz sobie wreszcie wymarzoną fryzurę, ponury materialisto? - odpowiedziałem znów głosem pełnym kpiny. Rozdrażniony. Znów nieufny. - A byłem przekonany, że to ten słynny krążek Odyn. Dający władzę i potęgę, której zapragnąłeś. Chciałem Ci pomóc. Znalazłem go dla Ciebie. - powiedział wyciągając do mnie dłoń z krążkiem. - Dzięki. - rzuciłem bezbarwnie biorąc krążek. I podążyłem w stronę cmentarzyska. Znów. Smutek na twarzy. Złość. Jeszcze tylko jeden zakręt. Pomodlę się. Tylko czy mam tak naprawdę do kogo? - myślałem idąc. Czy zmówienie kilku pacierzy, litanii będzie prawdziwą modlitwą? A może rozmowa, a raczej monolog, nią będzie? Tylko, że On mnie nie usłyszy. Znów. A krążek okazał się zwykłą mistyfikacją. Był dwustronny. Nie jednostronny. Uwierzyłem w słowa tego samozwańca. Wiara sprawiła, że dostrzegłem tylko jedną jego stronę. Siła umysłu. Siła manipulacji. Czuję zimny chłód lusterka Odyna. Upadłem na dno ludzkiej bezsilności i beznadziejności. Zabiłem. Czy Chrystus znów ukrzyżuje się, by odkupić, tym razem, moje grzechy? Wątpię. Bóg nie istnieje, bo gdyby… - I znów to robisz. Nie możesz podważać i jednocześnie Wierzyc w to z czego kpisz. - mój wewnętrzny monolog brutalnie przerwał głos ,, wysłannika”. - Słucham? Bądź łaskawy i nie idź za mną. - narastał we mnie niepokój. Irytacja. - Ja po prostu chcę Ci pomóc. Muszę. - Zupełnie bezinteresownie, tak? - Może niezupełnie. Nie w sensie materialnym. Pozwól mi. A pokażę Ci Boga… - Kusząca propozycja. Niemoralna wręcz. Dobrze… Nie mam nic do stracenia… Prócz siebie. A każde zdarzenie wzbogaca umysł. Ponoć. Milczenie. Droga w milczeniu. Bez skrępowania. Dziwne. - Musisz tylko zrozumieć, że jesteś jedyny wśród milionów takich jak Ty… - powiedział wysłannik. Tylko to jedno zdanie w trakcie drogi. Drogi na cmentarz. Cmentarz. A raczej cmentarzysko. Pełne nagrobków. Starych, zmurszałych, zapomnianych. - Żyjemy po to, by umrzeć… - Ty żyjesz po to , by umrzeć… Nie wszyscy obrali taki sam cel jak Ty. - odpowiedział ,,mój towarzysz”. - Nie każdy z nich wierzył w Chrystusa, lecz każdy wierzył w coś,. Boga. Każdy z nich umarł inaczej. Każdy był inny. A każda inność jest taka sama. Wszyscy umarli. Jedyni. - Kim Ty właściwie jesteś?- spytałem. - Za kogo Ty mnie właściwie uważasz? Pytanie za pytanie. Brak odpowiedzi. Zrozumienie. Rozważność. Powaga. Dalsza droga. Tą samą ścieżką. Ku dawnej wiosce. Skupiłem uwagę na lusterku Odyna. Na ludzkiej twarzy, którą odbijało. Czy, aby na pewno ludzkiej? Trudno było mi się z nią utożsamić. Tylko twarz. Tylko moja. Jedyna. Wioska, a może raczej miasteczko, pełna różnych ludzi. Jednocześnie takich samych materialistów. - Spójrz. Widzisz tamtą grupkę małych dzieci?- tym razem to wysłannik przerwał milczenie. - Tamtą grupkę małych, brudnych, zapewne rozpieszczonych i nieznośnych dzieci?…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych