Wigilijna opowieść
soft
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jola postawiła kołnierz swojego płaszcza wtulając w niego twarz. Było jej zimno. Śnieg sypał od rana a wiatr sprawiał, że białe płatki wirowały w powietrzu wdzierając się gdzie tylko mogły. Spojrzała na zegarek i przyśpieszyła kroku. Dochodziła piętnasta. Muszę jeszcze przygotować kolację, pomyślała brnąc pod wiatr. To była specjalna kolacja, jedyna w roku. Wigilijna. Chciała zdążyć przed mężem. Wokół wszędzie przemykali ludzie, skuleni, z twarzami pochylonymi w dół. Każdy starał się ukryć przed wiatrem i śniegiem. Wszyscy chcieli się znaleźć jak najszybciej w domach. Nawet samochody przemykające tuż obok chodnika zdawały się mruczeć zniecierpliwione. Póki, co centrum tętniło życiem. Jednak było tylko kwestią czasu, kiedy miasto wyludni się niemal zupełnie. Do pierwszej gwiazdki, pomyślała kobieta idąc pod wiatr. Jeszcze tylko jeden zakręt, sklep z biżuterią, i już. Zatrzymała się w bramie i wyjęła w pośpiechu klucze. Nie zauważyła samochodu zaparkowanego po drugiej stronie ulicy. Gdyby się odwróciła, być może dojrzałaby twarz mężczyzny oglądającego ją w skupieniu. Wbiegła na klatkę schodową i otrzepała się ze śniegu. Nie chciała czekać na windę. Po schodach wbiegła na trzecie piętro. W domu zaparzyła sobie gorącej herbaty. Usiadła w kuchni przy oknie. Trzymając w splecionych dłoniach gorący kubek, spoglądała za okno. Na widok śnieżycy i mrozu przeszły ją ciarki. Jednak ciepło w dłoniach sprawiło, że poczuła się dużo lepiej. Wzięła łyk i z uśmiechem powitała gorąco wypełniające ją od wewnątrz i rozchodzące się w dół aż do żołądka. Pozwoliła żeby unosząca się z kubka para pieściła jej zmarzniętą twarz. W mieszkaniu panowała niemal absolutna cisza. Jedynie przytłumione dźwięki z ulicy mąciły ciszę. Zadumała się na chwilę. Jola i Adam byli małżeństwem od dziesięciu lat. On trzydzieści sześć ona trzydzieści trzy lata. Jednak wciąż bez dzieci. Wróciła pamięcią do początków małżeństwa. Wtedy jeszcze się starali. Tak było przez pierwsze dwa lata. Końcu poddali się. Lekarze nie stwierdzili u żadnego z nich bezpłodności. Ich zapał gasł z każdym rokiem. Chociaż ona wciąż chciała żeby ich mieszkanie wypełnił radosny szczebiot dziecka. Złapała się nawet na tym, że nigdy, nawet w myślach, nie określiła płci. Zawsze było, ono. Nieokreślone, nieuchwytne. Wreszcie odsunęła od siebie te myśli. Wstała przeciągając się i rozejrzała się po kuchni. Wszystko było przygotowane, wystarczyło tylko przebrać się i wziąć do pracy. Przeszła do dużego pokoju i przez ułamek sekundy znowu przyszło jej do głowy, że ta ogromna przestrzeń, mogłaby być lepiej wykorzystana. Zauważyła na stole kartkę. Wzięła ją do ręki i przeczytała. Po chwili przewróciła oczami i przeczytała drugi raz.
Kochanie, załóż na siebie coś ładnego i wyjdź z domu. Wsiądź do czerwonego seata, taxówka podjedzie pod klatkę. Kocham Cię, Adam.
Nie mogła zrozumieć, o co chodzi. Przecież w domu tyle do zrobienia, zamyśliła się. Siedziała chwilę a jej myśli krążyły bez większego ładu i składu. W końcu wstała i podeszła do szafy. Chwilę zastanawiała się, co na siebie włożyć aż w końcu wybrała. Przebrała się i wyszła z mieszkania podejmując jego grę.
Kiedy Jola była w środku, Adam przestawił samochód nieco dalej od wejścia. Widząc ją wychodzącą na zewnątrz, wykręcił numer i rzucił do słuchawki. - Może pan podjechać - po czym odłożył telefon, zapalił silnik i sam ruszył przed siebie. Koła lekko zabuksowały w miejscu aż w końcu odjechał.
Jola znowu znalazła się wśród padającego śniegu i dokuczliwego wiatru. Mam nadzieję, że nie karze mi tu długo marznąć, pomyślała zdegustowana zimnem. Jednak nie zdążyła dobrze skończyć swojej myśli, kiedy tuż przed nią zatrzymał się samochód. Taxi, zauważyła, czerwony seat, tak jak napisał. Uśmiechnęła się i z ulgą weszła do środka. Wewnątrz było ciepło i przytulnie. Duży kontrast z szalejącą zamiecią tuż za szybą tylnych drzwi. - Dzień dobry - przywitała niepewnie kierowcę. - Dobry - rzucił od niechcenia taksówkarz. Mężczyzna na oko pięćdziesięcioletni z pomarszczoną zmęczoną twarzą nie wykazywał chęci do konwersacji. I dobrze, pomyślała, nie lubię, kiedy kierowcy zaczynają rozmowę na siłę. Samochód ruszył ostrożnie włączając się do ruchu. Jechali w milczeniu. Kierowca nie zapytał jej, dokąd mają jechać. Złapała się na tym, że jej ciekawość rośnie z każdym zakrętem. Zakładała, że pojadą chwilkę, jednak, kiedy zbliżali się do wylotu z miasta, poczuła się zaintrygowana. Jednak mężczyzna siedzący za kierownicą prowadził samochód pewnie, bez najmniejszego zastanowienia. On wie, dokąd jedziemy, pomyślała z zazdrością uśmiechając się pod nosem. Minęło jakieś piętnaście minut, od kiedy wsiadła do taryfy. Wjechali z miasta. Niebo szarzało z każdą chwilą. Zrobiło się ciężkie, ołowiane. Niemal zahipnotyzowana wpatrywała się w płatki śniegu przylepiające się do przedniej szyby i monotonny ruch wycieraczek. To i ciepło panujące w środku sprawiło, że poczuła się senna. Jej powieki robiły się coraz cięższe, kiedy taxówka zjechała na pobocze. Otworzyła szeroko oczy. Odruchowo spojrzała szybko przez jedno i drugie ramie. Stali w totalnym pustkowiu. Poza szosą, i tak przysypaną śniegiem, nie było tam nic. Pola i w oddali lasy, wszędzie jak okiem sięgnąć biało. - Co się dzieje - zapytała i chociaż nie chciała tego jej ton zdradził poważne zaniepokojenie. - Pani się nie boi - rzucił uspokajająco i pochylając się na fotel pasażera sięgnął do schowka. Jola z coraz większym lękiem śledziła jego ruchy. Była gotowa w każdej chwili wyskoczyć z samochodu. Gdyby tylko, no właśnie, niby, co, pomyślała, gdyby wyjął nóż? A może pistolet. Przeszły ją ciarki. Chwila, choć w rzeczywistości trwała może dziesięć sekund, dla niej była wiecznością. Wreszcie wyjął dłoń ze schowka a jej oczy zrobiły się okrągłe ze strachu. Wreszcie dostrzegła w jego ręce jakiś przedmiot. Nie był to ani nóż, nie był to też pistolet. W jego ręce wisiała czarna jedwabna apaszka. Kobieta wypuściła wstrzymywane powietrze z płuc. I znowu zrobiła to głośniej niżby chciała. - Nie ma strachu - jego usta zdawały się wykrzywić w lekkim uśmiechu, ale może tylko tak się wydawało - Pani to założy, przewiąże oczy. Podał jej apaszkę. Wzięła ją od niego i przyjrzała się jej. Poczuła przyjemny zapach. Zapach piżma. Przesunęła dłonią po delikatnym gładkim materiale. Dotyk był przyjemny. I ten zapach. Zaskoczyła ją dbałość o szczegóły. Dziesięć lat małżeństwa i nawet mi do głowy nie przyszło, że Adam jest taki skrupulatny, pomyślała. - Śmiało pani zakłada - ponaglił ją mężczyzna - tylko bez oszukiwania. Przewiązała oczy opaską. Poczuła jak kierowca odwraca się w jej stronę. Pewnie sprawdza czy widzę. Musiał ruszać dłonią, poczuła na twarzy lekki powiew. Czuła się nieswojo, siedząc w samochodzie z obcym mężczyzną, na pustkowiu i nie widząc nic a nic. Jednak poczuła jak samochód rusza i to ją uspokoiło. Nie potrafiłaby powiedzieć jak długo jechała. Jednak każdy zakręt, zwolnienie prędkości czy przyśpieszenie, sprawiało, że jej ciekawość rosła i rosła. Złapała się na tym, że przestała już myśleć o wigilii. Z każdym kilometrem jazdy w niewiadome, przestawało to mieć jakiekolwiek znaczenie. Nagle podróż stała się nieco bardziej intensywna. Zwolnili dość znacznie i pokonywali jakieś wyboje. Korciło ją żeby uchylić apaszkę i zerknąć. Nie zrobiła tego. Samochodem rzucało na wszystkie strony. Jechali tak może pięć, może dziesięć minut. Czas dla niej przestawał mieć znaczenie. W końcu seat zatoczył kółko i zatrzymał się. Jej podróż dobiegła końca. Bardziej czuła to niż wiedziała. - Teraz może pani zdjąć - mężczyzna przetarł zmęczone oczy. Kiedy zdjęła opaskę spodziewała się, że zaraz poczuje ból. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Nie uderzyła jej jasność. Zaskoczona spojrzała przez okno. Na zewnątrz było już ciemno. Spojrzała na zegarek, dochodziła osiemnasta. - Jeśli o mnie chodzi to tyle, kurs już zapłacony, dowiedzenia - położył ręce na kierownicy dając jej do zrozumienia, że mu się spieszy. Jola wysiadła trzymając w dłoni apaszkę. Rozejrzała się dokoła. Otworzyła usta ze zdumienia. Znajdowała się w lesie. Wszędzie dokoła otaczał ją las. Widok był fascynujący. Ciemne niebo nadawało wszystkiemu niesamowitego klimatu. Śnieg padał tu swobodnie, spokojnie nie poganiany wiatrem opadał niemal pionowo w dół. Drzewa były przykryte białym puchem. Jednak najbardziej niesamowity widok znajdował się tuż przed jej oczami. Piękny malowniczy dworek. Nie znała tego miejsca. Nie przyszłoby jej do głowy, że w takim miejscu może znajdować się jakakolwiek budowla. Domyśliła się, że to hotel. Ruszyła przed siebie. Kiedy weszła do środka zauważyła po prawej stronie recepcję. Podeszła do niej. - Witam panią - młody mężczyzna uśmiechnął się do niej ciepło. - Dzień dobry - odparła zmieszana. Właśnie zdała sobie sprawę, że nie ma pojęcia, co powiedzieć. - Jestem tutaj umówiona - zdecydowała iść na żywioł. - Pani godność? Przedstawiła się a młody recepcjonista uśmiechnął się do niej. - Proszę chwileczkę zaczekać. Odwrócił się bokiem odchodząc kilka kroków i wykonał krótki telefon. - Sekundkę, zaraz ktoś po panią przyjdzie. Serdecznie witamy w naszym zajeździe. Uśmiechnął się szeroko. Nie minęło pół minuty, kiedy zbliżyła się do nich kobieta. Ubrana była jak klasyczna pokojówka. Ciemny strój, spódniczka ledwie odsłaniała jej kolana okryte czarnymi pończochami. Dziewczyna była młoda. Miała dwadzieścia dwa lata. Czarne lśniące włosy upięła starannie z tyłu głowy. Ładna, zauważyła Jola bezwiednie. - Witam panią - uśmiechnęła się do niej - proszę za mną. Jola przywitała się i ruszyła posłusznie za dziewczyną. Poszli schodami na górę. Weszli na drugie, ostatnie piętro. Dziewczyna zatrzymała się przy ciemnych dębowych drzwiach, po czym odwróciła się do Joli. - Proszę wejść do środka, niech się pani nie przestraszy. Proszę podejść do stołu. Uśmiechnęła się tajemniczo. Wtedy Jola poczuła po raz drugi tego dnia przyjemny zapach piżma. Zaskoczona zacisnęła palce na apaszce. Dziewczyna zauważyła ten gest. - To już nie będzie potrzebne - delikatnie wysunęła ją z ręki zaskoczonej kobiety. Jola zdążyła tylko poczuć delikatny dotyk materiału, który jakby ożył i wysunął się z jej dłoni, została sama. Odprowadziła wzrokiem pokojówkę, kołyszącą biodrami, aż ta znikła w korytarzu. Dopiero, kiedy została sama odchrząknęła. Czuła, że się denerwuje. Sama nie wiedziała, czym. Nacisnęła klamkę, ta poddała się i drzwi stanęły otworem. Weszła do środka. W pokoju panował półmrok. Jedyne światło docierało z drugiego końca pokoju z kominka. Poczuła jak dreszcz podniecenia i adrenaliny przeszył jej ciało. Zamknęła drzwi, natychmiast zrobiło się ciemniej. Ostrożnie ruszyła przed siebie w stronę kominka. Było bardzo cicho. Żaden dźwięk z zewnątrz nie docierał do pokoju. Tylko radośnie strzelające płomienie. Spojrzała na drewniany sufit. Pod stopami miała miękki dywan. Tuż przed kominkiem stał niski stół. Ogień odbijał się od politury blatu. Pomieszczenie było dużo większe niż jej się z początku wydawało. Choć kominek dawał światło, nie oświetlał wszystkiego. Nie wiedziała jak duży jest pokój, w którym się znajdowała. Mogła tylko zgadywać. Na stole leżała karteczka. Schyliła się po nią.
Skarbie, stań twarzą w kierunku kominka, nie odwracaj się za żadne skarby. Pamiętasz żonę Lota? Zaufaj mi, Kocham Cię.
Uśmiechnęła się do papieru. Wiedziała, co się stało z żoną Lota. Rozbawiło ją to. Chciała już jak najszybciej zobaczyć swojego męża, pocałować go i podziękować za wspaniałą niespodziankę. Ale odłożyła kartkę na stół i posłusznie stanęła patrząc w płomień. I znowu znalazła się w tej magicznej krainie, w której czas przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Czuła przyjemny zapach dochodzący z ognia. Ktoś wrzucił tam gałązki młodej jodły. Zapach lasu, świeży i przyjemny rozchodził się po pokoju. Czuła, że wszystko może się wydarzyć. Może znajduje się w ogromnej sali balowej, za chwilę zapali się światło i okaże się, że kilkadziesiąt osób wpatruje się w nią. Jej wyobraźnia zaczęła pracować na wysokich obrotach. Ogień podobnie jak wcześniej śnieg i wycieraczki, hipnotyzował ją. Skaczące płomienie, syczące i strzelające szczapy, zapach i cienie. Nie usłyszała żadnych kroków. Nie widziała jak z drugiego końca pokoju wyłoniła się postać mężczyzny. Zbliżał się aż stanął tuż za nią. Poczuła ciepłu oddech na karku. Drgnęła wystraszona. Niewiele brakowało a odwróciłaby się na pięcie. Jednak powstrzymała się. Zaufaj mi przypomniała sobie słowa Adama. Ufała mu. Żyli razem dziesięć lat. To były dobre lata. Mimo braku dziecka. Czuła, że włoski na jej skórze stają dęba, kiedy ciepły oddech zbliżył się do jej karku. Czy to Adam? Zastanawiała się gorączkowo, a może ten
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil orfeusz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…