Wróć do katalogu

Władcy krwi. rozdział 2

Amy pomimo wątpliwości postanawia zostać wśród nieznajomych. Czy dokonała właściwego wyboru?

curse, opublikowano , 22 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 2

Amy została sama w pustym pokoju. Nie wiedziała co ją czeka. Niezmiennie jednak towarzyszyło jej uczucie ciekawości wymieszane z odrobiną strachu, a może bardziej obawy, przed nieznanym. Spała prawie dwa dni, czyli minęły może trzy… Trzy dni od kiedy to wszystko się zaczęło. Jak można praktycznie od razu zaufać tak pomylonym ludziom? Albo i nie – ludziom. Dziewczyna leżała ciągle w łóżku i myślała o całym zdarzeniu. Analizowała wszystko kilka razy, zastanawiając się i szukając we wszystkim jakiejś luki. Czegoś, co by jej nie pasowało. Nie było takiej rzeczy. Nie wiedziała wiele o swojej najbliższej rodzinie, a co dopiero o przodkach. Nigdy nie zastanawiała się nawet kim byli. Jej rodzice zmarli w wypadku samochodowym, gdy miała 5 lat, a dziadków w ogóle nie znała. Słyszała tylko, że nie wyrażali ochoty na kontaktowanie się z własnymi dziećmi. Po śmierci rodziców pod swoja opiekę wzięła ją najbliższa przyjaciółka rodziny. Od tamtej pory jej życie toczyło się szybko i właściwie nie myślała o przeszłości. Po kilku latach poznała Toma, z którym wiele ją łączyło. Mieli ze sobą na tyle dobry kontakt, że szybko się zaprzyjaźnili. To był jej pierwszy i jedyny jak do tej pory przyjaciel. Jednak nawet ten przyjaciel potrafił zawieść. A kiedy dziewczynie wszystko sypało się na głowę, dodatkowo jej przyszywana ciotka uległa wypadkowi, w którym zostały sparaliżowane jej nogi i musiała wsiąść na wózek inwalidzki. Amy w wieku 17 lat rzuciła szkołę i zaczęła pracować. Na początku były to dorywcze prace w sklepach i zakładach fryzjerskich - zazwyczaj jako sprzątaczka. Nie przeszkadzało jej to - musiała pracować, by zarobić na siebie i swoją niepełnosprawną ciotkę. Po ukończeniu 18 roku życia odkryła swój mały talent do pisania. Zaczęła więc pisać reportaże, a lokalne gazety zainteresowały się nimi. Dawało jej to wystarczające pieniądze, a dodatkowo, jako że był to wolny zawód, miała całkiem sporo czasu dla siebie. Zaczęła spotykać się z dawnymi znajomymi, którzy w większości skończyli marnie – jako narkomani. Amy nie podobało się to, jednak nie miała nikogo innego. Poza tym, z tego właśnie środowiska pochodził Tom. Niestety i on wpadł w nałóg. Dziewczyna przeprowadziła z nim wiele rozmów, nierzadko kończących się krzykiem. W końcu nie miała już siły. Wiedziała, że trzeba mieć ogromnie silną wolę, by z tym skończyć. Ona sama też miała styczność z narkotykami, jednak nie była jeszcze uzależniona, kiedy zmądrzała. Pewnego wieczora bardzo się o to pokłócili. Amy wybiegła z lokalu, ale Tom nie zamierzał jej przepraszać. Poza tym, nie był w stanie. Ku jej zdziwieniu następnego dnia przyszedł do niej.

*

Usłyszała ciche pukanie do drzwi, więc podeszła i otworzyła je. Kiedy zobaczyła w nich bladą twarz Toma, miała ochotę z powrotem je zamknąć. Nie zrobiła tego. Odwróciła się od chłopaka i wróciła do biurka przy którym pisała swój artykuł. Nie słyszała, żeby Tom wszedł do środka, więc nadal musiał stać przy drzwiach. - Jestem zajęta, ale wejdź – powiedziała nie odwracając się. Kiedy nadal nie usłyszała kroków spojrzała w jego kierunku. Chłopak stał w drzwiach ze spuszczoną głową. - Długo masz zamiar tak stać? – spytała zirytowana. – Przecież mówię, żebyś wszedł. Wszedł. Zamknął za sobą drzwi i usiadł na kanapie. Ciągle gapił się w podłogę. Amy zdenerwowała się. Co on sobie myśli? Odwróciła się na krześle i spojrzała na niego. Nie podniósł głowy, ale spojrzał na nią. - Masz mi coś do powiedzenia? Czy chcesz tu tak tylko siedzieć? – zapytała. - Ja… Nie chcę, żeby tak dłużej było – powiedział cicho i znów odwrócił wzrok. - Powiem Ci jedno. Wczoraj po raz ostatni próbowałam – powiedziała łagodniej, jednak nadal była zła. – Nie mam już siły, Tom. Po prostu nie mam siły. Znów na nią popatrzył, a oczy miał bardzo smutne. - Ja nie umiem… z tym skończyć. Chcę, ale nie umiem – powiedział. - To idź na odwyk! – mówiąc to, na tyle podniosła głos, że Tom skulił się jak mały kotek. - Nie… To znaczy… Nie wiem – każde słowo wypowiadał coraz ciszej i słabiej, jakby wiedział co tyli słowami spowoduje. - To nie! – krzyknęła Amy i poderwała się z krzesła. – Rób co chcesz i wynoś się stąd! – wskazała ręką na drzwi. - Amy, proszę… - kiedy popatrzył na nią miał w oczach łzy. - Wyjdź! – krzyknęła, ale głos jej się załamał. Kiedy Tom wolno wstał, ona usiadła znowu na krześle, i schowała twarz w dłoniach. Łzy same zaczęły lecieć z jej oczu. Wstrzymywała je jak mogła, jednak kiedy chłopak był już przy drzwiach zaszlochała cicho. Nie udało jej się do końca powstrzymać. Tom zamarł. Popatrzyła na niego błyszczącymi od płaczu oczami. Podszedł i ukucnął przy niej. - Przepraszam – powiedział patrząc jej w oczy. – Już nie będę brał. Obiecuję. To brzmiało pięknie. Choć Amy wiedziała, że mówi szczerze, wątpiła, czy mu się uda. - Nie obiecuj, jeżeli nie spełnisz obietnicy – powiedziała nadal łamiącym się głosem. Jednak on ujął i pocałował jej dłoń. Po raz pierwszy zachował się jak mężczyzna, a nie jak mały chłopiec. Dodało jej to sił. - Przyrzekam. Jeżeli będzie trzeba, pójdę na odwyk. Uda się, tylko musisz we mnie wierzyć. Proszę. - Przecież wiesz, że wierzę – uśmiechnęła się. Może naprawdę mu się uda?

*

Udało mu się. Bez odwyku. Nie ćpał. Co prawda raz na jakiś czas zapalił skręta, ale nic innego. Była mu za to wdzięczna. Naprawdę, za bardzo jej na nim zależało, żeby pozwoliła mu stoczyć się, a kto wie, czy nie… umrzeć. Od tamtej pory razem chodzili na imprezy, ale on już nie brał. Byli chyba jedynymi lub jednymi z niewielu osób, które tego nie robiły. Amy bardzo się z tego cieszyła. Poza spędzaniem czasu z Tomem dalej pisała do gazet i część zarobionych pieniędzy oddawała ciotce, której zdrowie pogarszało się. Dawniej całkowicie sprawna fizycznie, teraz załamana wypadkiem popadła w depresję, a do tego przeszła zawał serca. Lekarze twierdzili, że następnym razem nie będzie miała tyle szczęścia i zostało jej niewiele czasu. Amy robiła więc co mogła, by być z nią jak najbliżej w tym trudnym okresie. Co więc teraz zrobi? Podjęła decyzję tak szybko i bezmyślnie. Ma tutaj zostać – kto wie, czy nie na zawsze. Przecież nie zostawi ciotki samej. A Tom? Co on sobie myśli o moim zniknięciu? Nawet nie wiem, która godzina, pomyślała nagle. Spojrzała na stolik, spodziewając się zobaczyć na nim zegarek, jednak nie była w ogóle nie była zaskoczona nie widząc go. No tak… przecież im nie są potrzebne zegarki. Zobaczyła jednak tackę przyniesioną przez Kristen. Popatrzyła łakomie na kanapki zdając sobie sprawę, jak bardzo jest głodna. Usiadła na brzegu łóżka i wzięła jedną z kanapek. Była smaczna. Zajrzała do filiżanki i ucieszyła się na widok herbaty. Kiedy skonsumowała cały, choć skromny, posiłek jak na zawołanie do pokoju wszedł Gabriel. - Twoje ubrania – podszedł do krzesła w drugim końcu pokoju i położył na nim ubrania, które trzymał w rękach. Amy poczuła jak rumienią jej się policzki. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że nie ma na sobie swojego ubrania, jedynie czyjąś luźną bluzkę, a myśl, że ktoś musiał ją przebrać, kiedy była nieprzytomna przyprawiła ją o niemiłe uczucie wstydu. - Kto… Kto mi zmienił ubranie? – zapytała nieśmiało. - Kristen. Kiedy będziesz gotowa przyjdź do trzeciego pokoju na lewo stąd – powiedział rzucając na nią krótkie spojrzenie, po czym wyszedł. Amy wzięła swoje rzeczy i przebrała się szybko w obawie, że wejdzie ktoś jeszcze. Rozejrzała się po pokoju szukając lustra, jednak żadnego nie zauważyła. Wyszła więc na korytarz, ostrożnie zamykając za sobą drzwi. Przez chwilę przemknęła jej przez głowę myśl, że ma jeszcze szansę uciec, jednak zaraz zdała sobie sprawę, że nie byłoby to najmądrzejsze. Nawet, jeżeli faktycznie nie mówią prawdy, to nawet nie wie gdzie jest wyjście i ile jest w tym budynku osób. Nie, nie ma sensu uciekać. Zgodnie z poleceniem Gabriela poszła w lewo i stanęła przed trzecimi od jej pokoju drzwiami. Wahała się przez chwilę, po czym złapała za klamkę i wolno je otworzyła. Zobaczyła duże pomieszczenie urządzone na kształt przestronnego salonu. Na środku stał podłużny, niski stół, a wokół niego dwie kanapy i fotel w kolorze ciemnego bordo. Naprzeciwko był marmurowy kominek, w którym trzaskał ogień. „Jak kominek może być pod ziemią?” zadała sobie w myślach pytanie. Dokładnie naprzeciw niej, przy odległej ścianie stał duży kredens. Amy nie widziała dokładnie jego zawartości, jednak była prawie pewna, że znajdują się w nim przeróżnego kształtu kryształowe kieliszki. To było dziwne wrażenie. Zauważyła, że na ścianach w kolorze ciemnego złota nie było żadnych obrazów ani innych ozdób. Reszta umeblowania była sprytnie wtopiona w całość, więc nic więcej nie zwróciło uwagi dziewczyny. Ogarnęła szybko wzrokiem osoby znajdujące się w pomieszczeniu. Przy kominku, odwrócony do niej plecami i z rękami w kieszeniach, stał Gabriel. Na fotelu, tym razem ubrana w sukienkę koloru ciemnej zieleni, siedziała Kristen. Obok niej na kanapie siedziała jeszcze jedna, śliczna kobieta, która w przeciwieństwie do uśmiechniętej na jej na widok Kristen, patrzyła gniewnie. W cieniu, obok kredensu, stał z założonymi rękami i oparty o ścianę Eric. Po krótkiej chwili Kristen wstała i nadal uśmiechając się zaprosiła Amy gestem, by usiadła na kanapie obok nieznajomej. - To jest Alva – przedstawiła jej kobietę z burzą czarnych loków. Była ubrana podobnie do Amy. W ciemne jeansy i luźny t-shirt. Wyglądała zupełnie inaczej niż wampirzyca siedząca obok niej, jednak dorównywała jej urodą, o ile nie była jeszcze piękniejsza – nawet w tak zwyczajnych ciuchach. Siedziała z jedną nogą założoną na drugą i oparta o ramię kanapy. Gdy Amy spojrzała na nią podchodząc, ta odwróciła głowę. - Alva jest naszym zwiadowcą – od kominka dobiegł głos Gabriela, więc Amy odwróciła głowę w jego stronę. - Zwiadowcą? – zapytała zaskoczona dziewczyna. - Coś w tym dziwnego? – spytała Alva uprzejmie, ale z nutą ironii w głosie. - Nie… To znaczy, nie wiedziałam, że macie zwiadowców… - odpowiedziała dziewczyna nieśmiało. - Dostosowujemy się do świata… - stwierdził beznamiętnie Gabriel. - Słuchajcie… - zaczęła, wykorzystując okazję, Amy – mam prośbę. Zanim to wszystko się zacznie i w ogóle… - Tak? – spytała nieco zaskoczona Kristen. - Chciałabym się zobaczyć z ciotką i Tomem. - Ach… oczywiście – odpowiedziała z ulgą wampirzyca. – Wiedzieliśmy, że będziesz chciała się z nimi zobaczyć. Gabriel – zwróciła się do niego – jest wcześnie. Może przybliżymy naszej przyjaciółce fakty, a potem… - Przyjaciółce? – Alva weszła jej w zdanie. – od kiedy pamiętam MY nie mamy przyjaciół. Zwłaszcza wśród ludzi. – mówiła oburzona. - Nie mów tak – odpowiedziała Kristen. – Amy jest teraz prawie jedną z nas, więc zdecydowanie zasługuje na miano naszego przyjaciela. - Akurat. Jeszcze czego? Może każecie mi myć stópki Szanownej Pani? – wstała. - Uspokój się – odezwał się spokojnym głosem Gabriel. - Nie mam zamiaru! Nie każecie mi kogoś lubić na siłę, a jeszcze zobaczycie, że miałam rację, co do tej, tu… – mówiąc to, obrzuciła Amy nienawistnym spojrzeniem. - Ale

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych