Wróć do katalogu

Wojna o

Sytuacja się rozwija. Niedługo zrobi się gorąco...

tomekzhp, opublikowano , 19 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Starszy szeregowy James Will stał już trzecią godzinę na posterunku przy głównym wjeździe do bazy Key West. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział. Na godzinę przed jego wartą w całej bazie ogłoszono alarm. Po pół godzinie z bazy wyjeżdżał niekończący się sznur pojazdów. Wyjeżdżał cały garnizon Marynarki Wojennej USA. Z portu wypłynęły wszystkie statki, a z lotniska wystartowały samoloty. Od pół godziny w bazie panowała niczym nie zmącona cisza. Jedyną oznaką życia były przechadzające się wzdłuż płotu i po całej bazie patrole oddziału ochrony bazy. Dowódcy poszczególnych sektorów objeżdżali je samochodami, a do wart skierowano dodatkowe siły. Jednym słowem w bazie działo się coś niezwykłego. Odkąd wstąpił do armii przeżył tylko trzy próbne jednodniowe alarmy. Nagle, w dali przed główną bramą ujrzał wznoszący się tuman kurzu. Natychmiast podniósł lornetkę do oczu. Po chwili zza horyzontu wyłonił się wojskowy samochód typu HUMMER, a zaraz za nim ciężarówka. Za nią ukazywały się kolejne. Natychmiast zgłosił to swemu dowódcy. Po chwili do bramy podjechał JEEP z jego przełożonym. Gdy James pokazał mu długą kolumnę pojazdów otrzymał rozkaz zamknięcia bramy i nie wpuszczania nikogo bez jego zezwolenia. - Mamy rozkaz nie wpuszczać nikogo, choćby to był sam prezydent! Wpuszczamy tylko na rozkaz z góry. A ja o tym transporcie nic nie wiem. JEEP z piskiem opon odjechał w stronę zabudowań bazy. Po kilku minutach do wartowni Jamesa podbiegły dwie drużyny z rezerwy ochrony. - Co tam masz? – spytał dowódca oddziału. - Jedzie do nas kolumna wojskowych samochodów. Są jakieś dziesięć minut od nas. – odpowiedział James podając mu lornetkę. Dowódca oddziału obserwował transport dokładnie przez dłuższą chwilę, po czym oddał lornetkę. - Ok. To, co prawda wygląda na naszych, ale jak rozkaz to rozkaz. – westchnął – Chłopaki! Obstawiamy bramę tak jak to było na ćwiczeniach! A ty stój jakby nigdy nic. – klepnął go po ramieniu. Oddziałek rozbiegł się w mgnieniu oka. Wszyscy poukrywali się w okolicznych zaroślach i po chwili widać było tylko końcówki luf sterczące w kierunku bramy. W tym czasie dowódca schował się za wartownię i przez radio poinformował zwierzchników o sytuacji. W odpowiedzi kazano mu nie wpuszczać nikogo do bazy bez zgody szefa ochrony, choćby miało to oznaczać strzelaninę. James wziął z wartowni swojego M-16 i przeładował go. Zawsze dodawało mu to odwagi, ale teraz jakoś nie pomogło. Minuty wlokły się jak godziny. Wreszcie konwój dojechał i zatrzymał się przed bramą. James podszedł do furtki, a w jego stronę wyszedł z HUMMERA mężczyzna w marynarskim mundurze z wysokimi dystynkcjami – niestety, James nie znał się na stopniach marynarskich, a szczególnie tych wyższych. - W czym mogę pomóc? – spytał idącemu ku niemu oficera. - Mamy rozkaz rozlokowania się w tej bazie. Proszę otworzyć bramę! - Niestety nie mogę otworzyć. Mam zakaz wpuszczania kogokolwiek bez zgody dowódcy ochrony. - Co to za porządki?! – oficer wyraźnie się zdenerwował – Najpierw wyrywają mnie od obiadu, potem każą tłuc się tym cholernym HUMMEREM po lokalnych upałach, a na koniec nie wpuszczają do bazy którą mamy obsadzić i przygotować. Co to ma być, do kroćset?! - Przykro mi. Proszę się wylegitymować i okazać papiery. Potem postaramy się to wyjaśnić – James starał się mówić w miarę opanowanym głosem. - Synu! Ja nie dostałem żadnych papierów! To wszystko było załatwione tak szybko, jak nigdy! Chłopaki nie zjedli nawet lunchu do końca! – oficer darł się na całego. W tym momencie zza wartowni wyszedł dowódca oddziału, który skrył się wokół wartowni. - Panie oułkowniku! – Natychmiast rozpoznał stopień – Proszę się nie denerwować! Proszę powiedzieć coście za jedni i kto was tu przysłał. Inaczej nie wjedziecie! – Mówił twardym, lecz opanowanym głosem. Widok wprawnie wycelowanej broni w rękach żandarma wyraźnie ostudził zapędy oficera. - 1 specjalny pułk saperów marynarki. Porucznik Clerk. Z rozkazu dowódcy Marynarki Wojennej USA mamy obsadzić bazę Key West i przygotować ją na przybycie sił specjalnych. Dowódca machnął Jamesowi, żeby poszedł i zajął się przekazaniem tych informacji do szefostwa. Po minucie na wartownię przyjechał sam dowódca ochrony bazy. Podszedł do oficera saperów i rozmawiał z nim kilka chwil. Potem zasalutowali sobie, a szef ochrony rozkazał otworzyć bramę i wycofać oddział wsparcia. Kolumna pojazdów wjechała do bazy.

... - Panie admirale! – usłyszał w słuchawkach wyraźny głos – Saperzy dojechali do Key West i zaczynją wszystko szykować. - Dobrze, dziękuję. – odpowiedział Reg do mikrofonu w swoim hełmie. Od godziny leciał już w szyku z samolotem wiozącym resztę sztabu. Autopilot utrzymywał go w stałej odległości za prawym skrzydłem transportowca, na którego pokładzie trwała nieustająca praca. Przychodziły raporty, analizowano je, a wnioski przekazywano mu przez radio. Od godziny siedział tak i potwierdzał otrzymanie informacji. Nudziło mu się. Dlaczego nikt jeszcze nie wymyślił jakiejś gierki na ten komputer pokładowy, zastanawiał się. Trzeba to zgłosić naszym informatykom, pomyślał i uśmiechnął się do siebie. - Tu transport1! 015 alpha alapha foxtrot zgłoś się! – odezwał się dowódca formacji, czyli kapitan samolotu transportowego. - 015 alpha alpha foxtrot. Transport1 mów! - Zbliżamy się do lotniska w bazie Key West. Za trzy minuty wchodzimy na krąg okołolotniskowy. - Zrozumiałem! Siadaj pierwszy! – powiedział Reg. Po dłuższej chwili formacja zaczęła skręcać. Reg wyłączył autopilota i przeszedł na sterowanie ręczne. Na ekranie komputera nawigacyjnego zobaczył coś co kształtem przypominało bieżnię wokół boiska i punkt wskazujący jego samolot. Transportowiec obok niego poszedł nagle w górę i zacieśnił skręt. Po chwili leciał już kursem na pas startowy. John zgłosił się w kontroli lotów i czekał na swoją kolejkę do lądowania. Zataczał chyba już piąty krąg wokół pobliskiego miasteczka, gdy usłyszał: - Tu wieża! 015 alpha alpha foxtrot zgłoś się! - Tu 015 alpha alpha foxtrot. Wieża mów! – odpowiedział wyrwany z lekkiego letargu. - Masz pozwolenie na lądowanie na pasie drugim. Dane podejścia przetransmitowałem do twojego komputera nawigacyjnego. - Dziękuję, widzę. Proszę o stan na ziemi. Kontroler milczał przez chwilę zdziwiony. Ta procedura została przecież wycofana już kilka lat temu. Po chwili przypomniał sobie i odpowiedział: - Ziemia czysta, wiatr słaby z północy. Temperatura pasa 30oC. Ta procedura wyszła już z użycia! - Rzeczywiście, zapomniałem. Nie przeszkadzaj mi wieża! Schodzę! Komputer nawigacyjny właśnie nakazał zwrot na kurs prowadzący bezpośrednio na pas. Teraz wszystko według procedury. Szybko otworzył książkę na udzie. Zawsze lepiej mieć ściągawkę, nie robię tego codziennie, pomyślał. Podwozie wysunięte. Klapy w dole. Ciąg do połowy. Trzy... do jednej trzeciej Dwa... do jednej piątej Jeden... Jest nad pasem. Zejść na metr nad ziemię. Zamknąć przepustnicę. Pisk podwozia trącego o uciekający pas wystraszył go jak kontrolowany strzał z rewolweru. Przepustnica do zera. Ciąg wsteczny. Hamulec aerodynamiczny. Przy prędkości kołowania włączyć hamulce kół i ciąg na zero. Schować hamulec aerodynamiczny. Jak się okazało, pamiętał procedurę dość dobrze. - Tu wieża! 015 alpha alpha foxtrot wysyłamy ci przewodnika! - 015 alpha alpha foxtrot zrozumiałem. Czekam! Po chwili z bocznego wjazdu na pas wyjechała żółta półciężarówka z tablicą każąca jechać za nią. Reg zwiększył ciąg i ruszył za pojazdem – przewodnikiem. Przez dłuższą chwilę kluczyli po płycie lotniska, aż wyjechali na prostą prowadzącą pod hangar, przy którym właśnie zawracał transportowiec ze sztabem. Gdy dojechali, wóz stanął, a ze środka wysiadł żołnierz z dwoma żółtymi lizakami i kierował Regiem ręcznie. W końcu rozkazał mu zatrzymać się i wyłączyć silniki. Zasalutował, wsiadł do swojego samochodu i pojechał. Reg, gdy ucichły silniki, otworzył kabinę i wysunął stopnie umożliwiające zejście na ziemię. Kilkoma sprawnymi ruchami zeskoczył na dół i zaczął rozciągać zasiedziałe mięśnie. Od kilkugodzinnego siedzenia w samolocie bolało go prawie wszystko. Ledwie zdołał się jako tako doprowadzić do stanu używalności, a już podbiegł do niego żołnierz w mundurze saperów. - Panie komandorze. - Słucham. - W tym hangarze – wskazał na hangar, przed którym stały samoloty – będzie sztab. Jest stąd najbliżej do wszystkich kluczowych punktów bazy - Dobrze. Do kiedy uda się wam wszystko przygotować? - Za około godzinę dotrą dodatkowe agregaty i wyposażenie zaplecza socjalnego, ale do pracy możecie się brać od zaraz. Cały sprzęt łącznościowy i biurowy jest gotowy do pracy. - Dziękuję. Saper odszedł spiesznym krokiem rozmawiając przez swoje radio. Reg spojrzał na swoich ludzi. Była to grupa oficerów, nieprzywykła do takich wyczynów. Wielu z nich miało, co prawda, doświadczenie z sił specjalnych, ale już wiele zapomnieli. - Dobra! Tutaj będzie nasz sztab! – krzyknął Reg wskazując na hangar przed nimi – Wprowadzamy się i bierzemy się do roboty. Chcę jak najszybciej mieć raporty z postępu prac! Przed hangarem zawrzało. Wszyscy wynosili z samolotu komputery i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych