Wyznania
Opowiadanie o człowieku, który miał problemy ze swoją słabością i nałogiem. Zrozumiał błędy i pisze, by oczyścić się.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Boję się przeszłości, ze strachem w oczach i drżącym sercem przewracam karty pamiętnika. Wspomnienia bolą, rozdrapują niezabliźnione rany, odkrywają blizny na skórze. Najgorszy jest upływający czas, świadomość zła i popełnionych błędów, sąd własnego sumienia. Grzechy rzutujące na przyszłość, oczyszczenie i pokuta, które są tylko chwilową ulgą, ucieczką od walki. Upadam na kolana, żałuję, nieraz ronię łzę nad swoją słabością. Pytam i szukam odpowiedzi. Codziennie piję z kielicha goryczy, który sam napełniłem. Z pogardą spoglądam ku przeszłości, padole i bagnu, w których żyłem.
Piszę by oczyścić się i rozliczyć z przeszłością, dać świadectwo i przemówić, wyspowiadać się i otrzymać rozgrzeszenie. Z niechęcią wracam do tamtych czasów, a jednak nie mogę ich zapomnieć. Tkwią jak wrzód na ciele, przypominając, z nieraz najboleśniejszymi szczegółami, o wszystkich błędach, smutkach i postanowieniach.
***
Pamiętam dokładnie początek. Miałem wtedy trzynaście, może czternaście lat. Wyjechałem do wujka na wieś, aby pracować przez wakacje na farmie. Takie łączenie praktycznego z pożytecznym. Z pieniędzmi nigdy nie było u nas łatwo, a tu zawsze wpadł jakiś grosz, a poza tym malownicze krajobrazy, życzliwi i otwarci ludzie, słowem – idealny wypoczynek. Pierwsze dni dały mi trochę w kość. Nie byłem ani zbyt wysportowany i tęgi, ani przyzwyczajony do całodniowej pracy – w końcu żyłem w mieście, wszystko miałem pod ręką. Poznałem też grono fajnych ludzi, zarówno rówieśników, z którymi zawsze można było pogadać po pracy, jak starych, doświadczonych farmerów, którzy swoimi niezliczonymi opowieściami urozmaicali czas pracy. Perspektywa reszty wakacji zapowiadała się idealnie, wszystko przeszło moje wyobrażenia i czułem się naprawdę ... szczęśliwy.
***
Tego pamiętnego dnia słońce świeciło wyjątkowo mocno, w powietrzu panował zaduch. Każdy szukał choć cienia, by choć na chwilę odpocząć i przetrzeć pot spływający z czoła. W czasie przerwy obiadowej wujek poprosił mnie, żebym skoczył do szopy i przyniósł jeszcze kilka butelek wody, bo wszyscy umierają z pragnienia. Niezwłocznie wstałem i udałem się we wskazane miejsce. Szopa położona była trochę na uboczu, na skraju gaju. Przez rozłożyste konary drzew przedzierały się tylko pojedyncze promienie słońca. W takich dniach jak tamtejszy, to idealne miejsce na schronienie. Wszedłem do środka. Wewnątrz było dość wilgotno, wszędzie poukładane były wiązki siana. Przy przeciwnej ścianie znajdowały się butelki. Podszedłem i zabrałem kilka - tyle ile mogłem unieść. Kierowałem się do wyjścia, gdy mój wzrok przyciągnęła skrzynia, przysypana częściowo sianem. Zbliżyłem się, odgarnąłem ręką jej wieko. Okazało się, że jest to dość duży kufer o solidnej konstrukcji. Chciałem otworzyć, sprawdzić, co jest w środku, ale trzeba było zanieść wodę, zresztą i tak już zbyt długo tu siedziałem. Obiecałem sobie, że przyjdę tu wieczór, po pracy. Wtedy miałem dokonać szczegółowych oględzin kufra. Zżerała mnie ciekawość, jaka jest jego zawartość, jaką tajemnicę w sobie kryje. Miałem dziwne, dziecinne przeczucie, ze to zmieni moje życie, że jest tam coś nadzwyczajnego. W końcu to były wakacje, wyobraźnia była pobudzona, każdy miał prawo pomarzyć o skarbie czy o skrzyni złota.
***
Skończyliśmy pracować wcześniej, bo wszyscy padali z przemęczenia. Po kolacji każdy udał się w swoją stronę, oddał się własnym zajęciom. Wyszedłem na zewnątrz. Wraz z nastaniem wieczora nadszedł lekki podmuch wiatru. Na niebie pojawiały się pierwsze gwiazdy. Nie miałem nic do specjalnego do roboty, a siła ciekawości ciągnęła mnie do szopy, w której dziś byłem. Bez większego zastanowienia ruszyłem więc przed siebie. Wszedłem do szopy, zapaliłem światło i skierowałem się do najbardziej pociągającego miejsca – do kufra. Leżał tak jak go zostawiłem, z lekko odgarniętym z siana wiekiem. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, co jest w środku, ale przeszła mi przez głowę myśl, że może jednak nie powinienem zaglądać do środka. W końcu nie była to moja własność, nikt mi nie kazał, nie mam pozwolenia, a jeszcze ktoś zobaczy. Te i inne wątpliwości spowodowały coś w rodzaju walki wewnętrznej. Jednak ciekawość wzięła górę nad etyką i zabrałem się do otwierania. Ku mojemu zdziwieniu poszło nadzwyczaj łatwo. Kufer nie był zamknięty na klucz ani zabity gwoździami, więc otworzyłem go bez problemu. Zajrzałem do środka i trochę mnie zatkało. Mym oczom ukazał się widok, jakiego bynajmniej się nie spodziewałem. Kufer pełen był gazet, ale nie takich zwykłych, to były magazyny o treści pornograficznej. Wyciągnąłem jeden, drugi, trzeci i kolejne. To było całe archiwum, Wziąłem do ręki jeden i zacząłem przeglądać. Dotąd jakoś nigdy się tym nie zetknąłem. Wprawdzie czasem koledzy coś wspominali na ten temat, widziałem pojedyncze zdjęcia w gazetach czy okładki na wystawach kiosków, ale zawsze było to coś pośredniego, pozostawało na marginesie, nigdy mnie nie miałem z tym bliższego kontaktu. Ale teraz – czemu by nie spróbować. W końcu kiedyś musi być ten pierwszy raz, nikt nie widzi, niczego się nie dowiedzą. Przewracałem kolejne strony magazynu. Trochę zbladłem, czułem jak krew zaczyna szybciej krążyć, jak popadam w jakiś dziwny stan, coś na pograniczu strachu i ekscytacji. To był początek. Ten pierwszy raz miał potem okazać się zgubny i pociągnąć za sobą wiele goryczy i żalu. Ten pierwszy krok miał zaprowadzić mnie w przepaść, w drogę, z której już nigdy się nie wraca. A zaczęło się przecież tak niewinnie, z ciekawości i ekscytacji otaczającym światem.
***
Kolejne dni mijały na pracy i przebywaniu w szopie. Przestałem rozmawiać i spotykać się ze znajomymi, nie zachwycałem się już urokami wiejskich krajobrazów, nie czerpałem dłużej pozytywnej energii z żyjących tam ludzi. W szopie uwiłem sobie gniazdo, do którego wracałem każdego wieczora. Pod osłoną ciemności czułem się bezpieczny, aura tajemniczości pogłębiała moją ciekawość. Tam była moja kryjówka przed światem. W pejzażu półcienia, wśród snopków siana i zapachu zboża doznawałem mitycznej egzaltacji, odrywałem się od rzeczywistości i latałem po nieskończonym firmamencie pożądania, błądziłem po labiryncie snów. Po pewnym czasie znałem na pamięć wszystkie magazyny, w myślach miałem zarysowany obraz każdego zdjęcia, wiedziałem o najmniejszych szczegółach i detalach. Czułem jak to wszystko powoli staje się nieodzowną częścią mojego życia, jak kiełkuje i rozwija się.
***
Wakacje dobiegły końca, a ja wróciłem do domu. Ten sam, a jednak zupełnie inny. całkowicie zmieniłem swoje życie. Pornografię taktowałem jako lek na przykrości i niepowodzenia, uzdrowienie po chorobach, jakie przynosił mi dzień. W końcu urosło to do rangi ceremonii, rytuału, kultu, któremu się poświęcałem. Miałem swoje własne bóstwa, wymyśliłem bogatą liturgię, cichą i bezkrwawą.
***
Z początku wstydziłem się, kryłem ze swoimi grzeszkami i przyjemnościami, traktowałem to jako własność prywatną, część samego siebie, zamykałem temu drzwi na świat. Potajemnie, ze spuszczoną głową, kupowałem nieprzyzwoite pisemka. Kryłem się z tym, zamykałem się w pokoju i w sobie. Nikt nie wiedział o mojej ciemnej stronie życia, o czarnej plamce na sumieniu, o błędzie dorastania. Z czasem jednak to uległo zmianie. Otworzyłem się na świat za sprawą kolegów. Znów przypadkowo, przez zrządzenie losu. Byłem na urodzinach u kumpla, ot zwykła impreza, jakiś szampan, pizza, w tle utwory z listy przebojów. Potem jednak, pod sam koniec, kiedy zostało nas tylko kilku i nie było już nic do roboty, kumpel postanowił odkryć przed nami swe sekrety. Wtedy to nie było już dla mnie nic nowego, kilka magazynów, jakiś film. Ważne było co innego. Nawiązała się między nami nić braterstwa i solidarności. Szybko zebraliśmy pierwsze owoce. Rozpoczęły się wspólne seansy filmowe, wymiana archiwami i galeriami. Każdy z nas wnosił coś nowego, jednocześnie gdy wszyscy topiliśmy się w tym po uszy, nikt w grupie nie traktował tego serio. Myśleliśmy jedno, a mówiliśmy drugie, za niepisane hasła uznaliśmy sobie zabawę, infantylne przechytrzenie prawa i dorosłych, wmawianie sobie, że odkrywamy nowe horyzonty, ze jeśli nie dziś, to jutro, a lepiej wcześniej niż później.
***
Potem dostałem internet. Pod płaszczem nauki i rozrywki, kontaktu ze światem, kryła się druga, ciemna strona, ponure oblicze sieci. Bo oto otwarły się przede mną wrota do królestwa marzeń, gdzie księżniczki poza bucikami gubiły inne części garderoby. To był nieskończony wszechświat, nieprzebrane zasoby, niewyczerpalne źródło nowych doznań i uniesień. Początkowo ograniczałem się, miałem wyznaczone limity czasowe i pieniężne. Potem działałem wbrew zakazom i na przekór obowiązkom. Nie przejmowałem się wysokimi rachunkami i ostrzeżeniami ze strony rodziców. Noce spędzałem przed ekranem monitora, rano budziłem się niewyspany, bez chęci do życia. Obniżyłem się w nauce, szkoła przestała mieć dla mnie znaczenie. Żyłem w innym świecie.
***
Z czasem osiągnąłem kolejny etap wtajemniczenia. Przestałem być podmiotem, biernym obserwatorem wydarzeń. Zacząłem snuć wizje, pisać senne opowiadania ze znanymi kobietami w roli głównej. W mojej głowie rodziły się najdziwniejsze sceny, wyobraźnię miałem przepełnioną magiczną aurą. Na każdą napotkaną kobietę rzucałem lubieżne spojrzenia, definiowałem jej kształty, a potem umieszczałem na odpowiednim miejscu w hierarchii. Oddawałem się marzeniom i płynąłem z nurtem przyjemności. Byłem bogiem, wszechmocnym panem, posiadałem wszystkie kobiety, które zapragnąłem. Tak minął kolejny okres mojej ślepej fascynacji. Zbudowałem sobie mur, którego nie byłem już w stanie przeskoczyć. Pozostawało tylko brnąć dalej i czekać, co przyniesie czas. Zresztą wtedy to nie miało dla mnie znaczenia, nie zastanawiałem się nad tym. Mogłem przecież…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Avathar
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…