Wróć do katalogu

Zaczarowany Kuferek - Część IV

kogo Aslynn spotkała w zniszczonym Cienistym Dworze i do czego jest potrzebna księga wzorów.

carys, opublikowano , 24 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

-= 7 =- Jagodzianka

Aslynn nie potrafiła uwierzyć temu, co widziały jej oczy. Jeszcze do niej nie docierało, jak kruche może być Kuferkowo i jak łatwo je zniszczyć. Ze zdumieniem pomieszanym z przerażeniem wpatrywała się w rozpadający obraz Cienistego Dworu, kiedy kolejna część tkaninowej ściany zmarszczyła się i opadła na zielony trawnik pozostawiając nierówną, wystrzępioną dziurę i odsłaniając delikatny stelaż, na którym opierało się piętro budynku. -Wykrakałaś - powiedział Lionel do Rachelki. - Uprzedzili nas. Dziewczyna spojrzała na towarzyszy i zmarszczyła brwi. Jej pełne zdumienia oblicze domagało się odpowiedzi, lecz w końcu pojęła. Za taką dewastację mogli być odpowiedzialni tylko Zjadacze Nici, a to oznaczało, że teraz owe nieprzewidywalne istoty mogą czaić się gdzieś zupełnie blisko. Może nawet krążą w pobliskich niciowych zaroślach i bacznie ich obserwują, zastanawiając, czy zaatakować przybyszy. Aslynn nerwowo wytarła w spodnie spocone dłonie i szybko przebiegła wzrokiem po otaczającej dwór zieleni, wypatrując każdego podejrzanego ruchu. Jeszcze jedna myśl tłukła się dziewczynie po głowie, potęgując jej strach. Co stało się z tymi, którzy przebywali w Cienistym Dworze? Aż do tej chwili liczyła, że uzyska tutaj pomoc - właściwie kurczowo uczepiła się tej myśli - i nagle zdała sobie sprawę, iż nie wie, co powinna teraz zrobić. Gdzie teraz szukać rady i wsparcia? Nie miała przy sobie nawet rudego mruczka, do którego mogłaby się przytulić. Aslynn poczuła się mała i zagubiona w tym ogromnym, przerażającym ją niciowym świecie. Z trudem powstrzymała łzy bezsilności cisnące się do oczu. -No to wycieczkę do Cienistego Dworu mamy już zaliczoną. Jaki jest kolejny punkt programu? - zapytał stojący obok Lionel. Aslynn wyczuła sarkazm w jego głosie i chętnie odwdzięczyłaby się mężczyźnie jakąś ciętą ripostą, gdyby tylko coś mądrego przyszło jej w tej chwili do głowy. -Powinniśmy sprawdzić, czy nikt tam nie został - powiedziała cicho, siląc się na spokój. -Lynn ma rację. Ktoś może potrzebować naszej pomocy - podchwyciła Rachelka, z przyganą patrząc na towarzysza. -Oszalałaś? Jeszcze ten kram zawali nam się na głowy - wybuchnął Lionel. - To by dopiero była heca! Zjadacze Nici pogrzebani żywcem pod stertami muliny! -Ty zawsze jesteś takim... optymistą? - żachnęła się Aslynn, krzywo łypiąc na wyblakłego mężczyznę. - Zawsze musisz przedstawiać najgorsze scenariusze? Wybacz, ale nie mogę już tego słuchać. I... pal licho! Wolę skończyć pod stertami nici, niż wysłuchiwać takiej pustej gadaniny! - I nie czekając na komentarz Lionela, szybko ruszyła ku rozpadającej się budowli. Niciowe deski zaskrzypiały pod nogami dziewczyny, gdy przemierzała pomost zawieszony nad cekinowym potokiem. Przez moment wydawało jej się nawet, że "woda" jest prawdziwa i słyszy szmer leniwie płynącego strumyka wesoło pluskającego na przybrzeżnych kamieniach, ale szybko stwierdziła, że to tylko gra światła, która udanie okłamuje jej zmysł wzorku, i praca wyobraźni dodającej do złudzenia swoją dźwiękową interpretację. Minęła pokryte pnączami kwitnącego groszku altanowe wejście, przy którym porozstawiano plecione krzesełka i niewielkie stoliki - teraz powywracane lub połamane i rozrzucone na znaczną odległość - i weszła na kamienną drogę biegnącą środkiem trawnika. Aslynn nie interesowało, czy jej towarzysze pójdą za nią. Była na nich zła. Właściwie była wściekła na Lionela za jego złośliwe docinki i ironię. Sprawiał wrażenie zupełnego ignoranta - jakby mu nie zależało na wydostaniu się z tego przeklętego Kuferkowa. I dlatego właśnie Aslynn miała nadzieję, że znajdzie w Cienistym Dworze jakąś bratnią duszę. Byłby to idealny pretekst by powiedzieć Zjadaczowi Nici: "A nie mówiłam?" a potem napawać się jego baranią miną. Kątem oka dostrzegła niewielki rudy kształt czający się przy żywopłocie i gdy rozpoznała w nim Figielka, od razu poczuła ulgę. Mruczek cicho pomiaukując otarł się o jej nogi i nastroszył grzbiet, domagając się pieszczoty. Aslynn podrapała kota za uszkiem i pogłaskała miękkie futerko. -Miałeś sprowadzić pomoc, nicponiu - syknęła na kota. - Ale i tak się cieszę, że cię widzę, wiesz? Figiel popatrzył na nią zielonymi oczyma, w których czaił się wyrzut. Zupełnie jakby chciał powiedzieć: "Ależ, kochanie, przecież wysłałaś mnie do Cienistego Dworu. Czy to moja wina, że ubiegli mnie Zjadacze Nici i dlatego nie mogłem odnaleźć żadnej kuferkowej strażniczki?" -O, widzę, że i nasz rudy włóczęga się znalazł - Aslynn usłyszała uwagę Lionela. Wyblakły mężczyzna stał tuż obok z naburmuszoną miną i z rękoma wciśniętymi w kieszenie spodni. Dziewczyna domyśliła się, że to Rachelka musiała powiedzieć coś do słuchu swojemu towarzyszowi. Coś, co niekoniecznie mężczyźnie musiało się spodobać. Nagle kot trącił ją noskiem w kolano i z podniesionym ogonem podreptał prosto w szeroką, okoloną zwisającymi luźno nićmi dziurę, na miejscu której kiedyś musiały znajdować się misternie haftowane drzwi dworu. Przystając na progu popatrzył na Aslynn, jakby przynaglając, by za nim ruszyła, i zniknął w ciemnym wnętrzu. Dziewczyna niepewnie popatrzyła na trzeszczącą konstrukcję i przygryzła wargę. Ogarnęła ją nagła wątpliwość, czy aby na pewno dobrze zrobi, wchodząc do środka i ryzykując. Utarcie nosa Lionelowi to jedno, ale czy warto przy tym narażać swoje życie? Z drugiej strony, jeżeli w środku był ktoś, kto potrzebował jej pomocy, jak by potem czuła się z myślą, że jednak zrezygnowała? Z pewnym ociąganiem Aslynn przekroczyła haftowany próg i poszukała wzrokiem rudzielca. W mrocznym wnętrzu dworu panował trudny do opisania chaos. Niegdyś pięknie urządzone i ozdobione wnętrza teraz ledwie przypominały konkretne pomieszczenia. Wiele ze ścian działowych w strzępach walało się po tkanej z nici podłodze. W pozostałych stertach trudno było rozpoznać meble i inny drobny sprzęt wypełniający przestrzeń. Aslynn ostrożnie stawiała stopy na poszarpanych skrawkach kanwy, zastanawiając, czy materiał wytrzyma jej ciężar, i czy pod tą haftowaną w dywany i deski podłogą znajduje się jakaś piwnica. Dotarła w końcu do obszernego holu, w którym wcześniej musiały znajdować się schody prowadzące na piętro. Teraz o ich istnieniu świadczyła jedynie kupka podartej kanwy i luźno zwisające z wyższego piętra grube liny - zapewne przytrzymujące wcześniej konstrukcję. Strop tuż nad jej głową załamywał się coraz bardziej, grożąc zawaleniem, a w miejscu, w którym łączył się wcześniej ze schodami, w wyszywanej płaszczyźnie widniała ogromna wyrwa z wystającymi pogiętymi lub nadłamanymi białawymi prętami. Figiel skierował się wprost do pozostałości po schodach i miauknięciem przywołał swoją panią, spoglądając na nią fosforyzującymi w ciemności ślepkami. Aslynn niepewnie podeszła bliżej i przykucnęła przy stercie podartej kanwy i skołtunionych nici. Kot wyraźnie dawał jej do zrozumienia, że powinna coś z tym zrobić i gdy dziewczyna dojrzała w półmroku wystającą spod tego rumoszu drobną dłoń, zrozumiała, o co chodzi mruczkowi. Serce zabiło jej żywiej, gdy usłyszała dobiegające stamtąd pojękiwanie. Zadanie nie było proste. Kanwa grubo haftowana nićmi okazała się cięższa, niż zakładała Aslynn i panna Foreignet porządnie się spociła zanim udało jej się przesunąć kilka większych fragmentów na tyle, by odsłonić przysypaną nimi kobietę. Wkrótce uwięziona pod stertą odetchnęła z ulgą i wygramoliła się z pułapki. Tuż za nią przecisnął się pręgowany dachowiec, pomiaukując żałośnie i łasząc się do właścicielki. -Wielkie dzięki - kobieta uśmiechnęła się do Aslynn. Dziewczyna oceniła, że wiekowo jest zbliżona do Rablinki, w czym się upewniła widząc kilka siwych pasm przetykających gęstą kruczoczarną czuprynę nieznajomej. Czuła na sobie świdrujące spojrzenie niebieskich oczu, w których czaiła się wdzięczność. Nieznajoma w pewnym sensie przypominała jej babcię Helenę; miała tak samo szczerą i miłą twarz, lecz spojrzenie piekielnie bystre, co pozostawiona gdzieś w innym świecie staruszka i Aslynn od razu poczuła do niej symaptię. - Już myślałam, że wszyscy zapomnieli o starej zrzędzie Jagodzie - dodała kobieta, otrzepując podartą tunikę z wyimaginowanych zabrudzeń i strzepując z niej luźno zwisające nitki. Przez jej twarz przebiegł nieokreślony grymas, gdy uważnie lustrowała naderwany rękaw i rozerwany szew na spodniach rybaczkach. - Chyba będę musiała skubnąć jakiś nowy ciuch od dziewczyn, bo ten kompletnie nie nadaje się już do noszenia. Same łaty... Ale my się chyba jeszcze nie znamy, prawda? - zmarszczyła brwi, próbując przywołać jakąś zapomnianą informację. - Pierwszy raz cię widzę. -Aslynn Foreignet - dziewczyna podała dłoń kobiecie. - Ma pani rację. Jestem tutaj nowa i raczej pierwszy raz w Cienistym Dworze... -Parszywa okazja na zaproszenie na herbatkę - mruknęła kobieta, rozglądając się po zrujnowanym wnętrzu i szybko się przedstawiła, podając Lynnce dłoń: - Jagha Vrycesca... Ale dziewczyny mówią na mnie Jagodzianka... albo Jagoda - dodała, mrużąc łobuzersko oko. - Lepiej będzie, jak stąd wyjdziemy. Wolałabym nie ryzykować powtórnego przysypania nićmi - zerknęła na coraz niżej opadający sufit. - Dwór nadaje się już tylko do odbudowania. Szlak by trafił te żarłoczne stworzenia! -Co się właściwie stało? - zapytała Aslynn przedzierając się ku wyjściu przez niciowe przeszkody w ślad za Jagodzianką. -Zjadacze Nici. Od czasu do czasu, kiedy bardzo ich przyciśnie, zdobywają się na desperackie kroki i wpadają nieproszeni do naszych miejsc spotkań. Jak już się wgryzą, są gorsi od bandy korników! - kobieta westchnęła. - A szkody, jak sama widzisz, są potem do reperowania na lata. Żałosne... - nagle urwała i stanęła jak wryta. Aslynn zobaczyła, że kobieta z nieodgadnioną miną spogląda na stojącą przed wejściem dwójkę wyblakłych postaci. Zajęta ratowaniem Jagodzianki zupełnie zapomniała o Lionelu i Rachelce, i dopiero teraz zdała sobie sprawę, że ich obecność może nie być mile widziana w tym miejscu. Zwłaszcza po niedawnym ataku ich żarłocznych "pobratymców". -Jeszcze wam mało? - syknęła Jagha, zaciskając pięści. - O, tym razem nie dostaniecie już ani kęsa! Dosyć się nachapaliście naszych nici! -Pani Jagodo, niech pani czeka... - Aslynn próbowała jakoś uratować sytuację, lecz było już za późno na jakiekolwiek wyjaśnienia. -Micia, bierz ich! - warknęła Jagodzianka i pręgowana kotka, obnażając ostre pazurki, jednym susem rzuciła się na Lionela. Mężczyzna zdążył tylko krzyknąć i zasłonić twarz, gdy po ataku kota dosięgnął go cios żwawej hafciarki. Aslynn z przerażeniem patrzyła jak Lionel pada na niciową murawę nie dając znaku życia. Szybko doskoczyła do Jagodzianki i schwyciła ją za ramiona, gdy ta właśnie przymierzała się do uderzenia Rachelki. -Proszę, niech pani przestanie! - zawołała błagalnie. - To nieporozumienie! Oni są ze mną! -Co? - Teraz to na twarzy Jaghy rozlał się wyraz zaskoczenia i dezorientacji. Przytrzymywana przez Aslynn dłoń nadal groźnie zaciskała się w pięść i mierzyła wprost w skuloną postać wyblakłej kobiety. - Jak to - są z tobą? Tylko mi nie mów, że już zdążyłaś się skumplować ze Zjadaczami Nici! -Można raczej powiedzieć... że mamy pewien wspólny interes. Rachelka ma moje nici... -Rachelka? Dałaś jej nici? - Jagha uważniej spojrzała na kobietę i gdy dostrzegła czerwieniący się na jej nadgarstku mulinowy splot, znów zaczęła wyrywać się przytrzymującej ją Aslynn. - Co za nieodpowiedzialność! Jak mogłaś dać nici tej... tej... Po co tu w ogóle przyszłaś, co? Pewnie najazd szkodników to też twoja robota! -To nie tak, jak pani myśli - zaczęła dziewczyna usprawiedliwiająco. - Oni mi zabrali nici i potem zawarliśmy umowę. Muszę wypleść Przewodnika. Szukam Strażniczki Rablinki, chyba że pani może mi pokazać, jak to się wyplata. Nie mamy

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych