Zaczarowany Kuferek - Część IX
Aslynn, Lionel i Rachelka wyruszają na Szare Ziemie. Co spotka ich w drodze? czy dotrą do Trzech Tkaczek?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-= 16 =- Ku Przygraniczu
Każda historia ma to do siebie, że od czasu do czasu przytrafiają jej się niespodziewane zwroty akcji - burzące dotychczasowe pewniki i kierujące losy bohaterów na zupełnie nowe, zaskakujące tory. Aslynn bardzo lubiła takie momenty, zwłaszcza kiedy w przygodzie wiało nudą - chyba najbardziej w grach RPG, co pozwalało jej nabijać na konto dodatkowe, bonusowe punkty, czy uzyskiwać ciekawe artefakty. Jednak teraz, będąc po tej "drugiej" stronie, nie bardzo spodobała jej się nagła przeszkoda uniemożliwiająca szybki powrót do domu. O ile czytających mogłoby ucieszyć, że dziewczyna i jej towarzysze muszą jeszcze zmierzyć się z kilkoma przygodami, o tyle panna Foreignet była tym faktem podłamana. Coraz mocniej odczuwała zachodzącą w niej przemianę i po prostu bała się, że dysponuje zbyt małym zasobem czasu na dojście do Trzech Tkaczek. Nie wszystkie historie kończyły się przecież happy endami! Aslynn wyczuła obawę brzmiącą w głosie Kuferkowej Pani, gdy ta mówiła o podróży na Szare Ziemie. Czy osławione Tkaczki - jeżeli uda się je odnaleźć - będą w stanie pomóc trójce Zjadaczy Nici? Nawet Kuferanka nie była w stanie powiedzieć, jakimi mocami dysponują, a więc była to wyprawa w ciemno, mająca dać im jeszcze jeden promyk nadziei... Chociaż nikt nie gwarantował, że nadzieja ta nie przemieni się w jeszcze jedno złudzenie. Dziewczyna westchnęła i oplotła ramionami kolana, opierając na nich brodę. W dłoni mocniej zacisnęła wyplecionego Przewodnika, który teraz pozostawał jedynie ozdobą odróżniającą trójkę wyblakłych od reszty im podobnych stworzeń, którymi już wkrótce Aslynn, Lionel i Rachelka mieli się stać na dobre. Jej wyblakli towarzysze siedzieli nieopodal, na korzeniach wspornikowych drzew i zbierali siły przed czekającą ich wyprawą, grzejąc się w migotliwym blasku umieszczonych między gałęziami lampek. Panna Foreignet ze złością cisnęła wisiorkiem, który z cichym brzęknięciem odbił się od najbliższego kamienia. Do licha! Nie potrzebowała już Przewodnika, skoro klucz okazał się bezużyteczny. Strażniczka Miranka, która właśnie zbliżała się do nich od strony prowizorycznego obozowiska, podniosła z ziemi przedmiot i podsunęła dziewczynie. -Zachowaj go na lepsze dni. Tkaczki na pewno wam pomogą - dodała cicho i uścisnęła ramię Aslynn, próbując dodać jej otuchy. Ostrożnie usiadła obok panny Foreignet i podrapała za uszami rudego Figla, który, zwinięty w kłębek, czuwał przy swej pani. Kot miauknął z aprobatą, i wygiął grzbiet, ocierając się o dłoń Miranki. - Ann chciałaby się z wami spotkać przed odlotem - obwieściła Strażniczka. Ku zdumieniu wszystkich, podczas planowania najkrótszej drogi, która doprowadziłaby Zjadaczy Nici do Przygranicza, Zasiwy - pilot Latawca - niemal wymógł na Kuferkowej Pani, aby część drogi odbyć na pokładzie jego latającego pojazdu. Byłoby to znaczne zaoszczędzenie czasu - argumentował Hafciarz - a Aslynn zauważyła, że na samą wzmiankę o tym oczy Lionela błysnęły z zachwytu. Dziewczyna nie przepadała za takimi środkami transportu. Niezbyt mile wspominała swoją pierwszą podróż samolotem i na samą myśl o tym robiło jej się gorąco. Kuferkowa Pani jednak zgodziła się na prośbę Zasiwego i teraz zastępy Hafciarzy pod jego komendą zszywały płótno trójkątnego skrzydła i łatały gondolę, tak, by można było wyruszyć w drogę jak najszybciej. Pojawienie się Miranki zwiastowało, że prace reparacyjne mają się ku końcowi i lada chwila Latawiec wzbije się w powietrze. Lionel i Rachelka niezgrabnie podnieśli się z korzeni drzewa, na których siedzieli, a w ślad za nimi ruszył rudy Figiel i Aslynn z dosyć nieszczęśliwą miną. Miranka poprowadziła grupę do obozowiska Hafciarzy mieszczącego się pod rozłożystą, jasną płachtą materiału. Tuż pod nią znajdował się Latawiec. Z bliska pojazd robił jeszcze większe wrażenie niż wtedy, kiedy Rachelka i Aslynn widziały to cudo po raz pierwszy. Wielki, trójkątny żagiel mienił się wszystkimi kolorami nieba - od złocistego blasku popołudniowego słońca na przednim zakończeniu skrzydła, przez różowiejące zachodem pasma, po granatową głębię nocy na jego tylnych krzywiznach. Cztery grube, mocne liny wychodzące ze środka płaszczyzny, spinały materiałowe skrzydło z podłużną gondolą, przypominającą wypleciony z trzciny koszyk o niskich ściankach. Tysiące drobnych splotów mamiły oczy nadając jej wrażenie lekkości i delikatności, jednak całość była wystarczająco mocna, by unieść w powietrze całkiem sporą grupkę osób. Pod gondolą przeciągnięto dwa grube sznury, które miały umieścić Latawiec na linach prowadzących, którymi usiane było niebo Kuferkowa. Zasiwy krążył wokół pojazdu, dokładnie sprawdzając każdy szew i łączenie, i mruczał coś z aprobatą na pracę koleżanek, które kręgiem otoczyły Latawiec i z niepewnymi minami przyglądały się poczynaniom pilota. -Melduję, że jestem gotów do drogi - powiedział w końcu mężczyzna, kończąc lustrację i salutując Kuferkowej Pani. Ann skinęła przyzwalająco głową. - Dziękuję za użyczone igiełki - Zasiwy mrugnął ku Hafciarkom, na twarzach których od razu odmalowała się ulga i radosne uśmiechy. - Mistrzowska robota, moje panie. Pozostaje tylko podpiąć Latawiec do liny prowadzącej - dokończył i spojrzał na Zjadaczy Nici. - To jak, lecimy? Aslynn miała minę, jakby za chwilę miała zwrócić dawno już zjedzone śniadanie. Pewnie pomimo szarości oblicza doskonale była na nim widoczna bladość strachu przed lotem. Zanim jednak Lionel, czy Rachelka zdążyli odpowiedzieć, z kręgu Hafciarek niespodziewanie wysunęła się Talie. -Zanim udacie się na Przygranicze, chciałyśmy was zapewnić, że cokolwiek się wydarzy, zawsze będziecie mile widziani w naszym gronie - powiedziała kobieta. -Chciałyśmy podarować wam coś na drogę - dodała jasnowłosa, niska kobieta, stojąca nieopodal - byście dobrze wspominali nasze towarzystwo. DCH, Piwoniu, Krzysiu... - kobieta skinęła na Strażniczki, które niepewnie zbliżyły się do wyblakłych. Aslynn zauważyła, że każda trzyma w dłoniach starannie poskładany, barwny materiał. Zanim dziewczyna zorientowała się w jego przeznaczeniu, z pomocą kilku innych Hafciarek Piwonia rozłożyła swoją płachtę w kolorze dojrzałej śliwki mirabelki i starannie okryła nią pannę Foreignet. Materiał szczelnie przylgnął do starego, wyblakłego stroju dziewczyny, marszcząc się pod dotykiem Strażniczki, łącząc brzegami i zwijając, aż utworzył tunikę, w kroju podobną do tych, które nosili mieszkańcy Kuferkowa. Podłużne pasy tkaniny owinęły się wokół nóg dziewczyny tworząc wygodne, miękkie, granatowe spodnie. Wysoka kobieta o kasztanowych włosach, nazywana przez Hafciarki DCH, kilkoma pociągnięciami szczupłych palców wymalowała na rękawach tuniki zawiłe, kwiatowe wzory mieniące się cekinowymi środkami. Aslynn prawie rozdziawiła buzię z zachwytu na widok tej hafciarskiej magii. -Co o tym myślisz, Celinko? - DCH zapytała jasnowłosą kobietę. -Przydałby się jeszcze pas - odparła zapytana. Z pomocą Piwonii skręciła długie mulinowe sploty, aż utworzyły czerwonawą wstęgę i przepasała nią Aslynn. Zadowolona ze swego dzieła uśmiechnęła się do panny Foreignet, podając jej niewielką sakiewkę. Lionel i Rachelka zostali poddani podobnym zabiegom i w chwilę później Zjadacze Nici ze zdumieniem przyglądali się swoim nowym, barwnym szatom. Aslynn nie wątpiła, że i ten ubiór szybko straci swoje żywe kolory, lecz przyjemnie było dotykać miękkiego, cieniutkiego materiału, który delikatnie przylegał do jej ciała. Drapiący, wełniany sweter i przydługie, wytarte spodnie dresowe zniknęły gdzieś bezpowrotnie, lecz dziewczyna wcale tego nie żałowała. -Ślicznie dziękujemy za prezent - powiedziała Rachelka w imieniu szarej trójki i mocno uścisnęła Celinkę i Piwonię na pożegnanie. Długie rękawy jej seledynowej tuniki załopotały wdzięcznie przy tym ruchu. Inne Hafciarki nie pozostały dłużne i długo trwało, zanim grono ostatecznie pożegnało się ściskami i cmoknięciami w policzki z wyblakłymi. Aslynn mocno zacisnęła zęby, gdy kolejne nieznane jej z imienia panie przyjaźnie poklepywały ją po ramionach, lub przytulały, życząc dobrej drogi. Jej zmieniające się w kłąb nici ciało parzyło przy każdym takim dotknięciu, lecz dziewczyna nie chciała okazać niewdzięczności. Jeszcze nigdy nie spotkała się z taką życzliwością ze strony całkiem obcych jej osób. Do tej pory licencję na obściskiwanie otrzymały od niej jedynie babcia Helena oraz jej nieznośna ciotka Rozalia, która z tego prostego gestu uczyniła już prawdziwy rytuał. Z tłumu Hafciarek wyłonił się nawet Tomeh i uprzejmie skłonił, podając dłoń. -Dobrej podróży - powiedział i poklepał przyjaźnie Lionela po plecach. - Podobno ktoś tu ma stawiać piwo, a ja na pewno nie przepuszczę takiej okazji. Więc wracajcie szybko, moje szare koszmarki. Lionel, Rachelka i Aslynn stanęli w końcu przed Kuferkową Panią i Zasiwym, który niecierpliwie zerkał już na Latawiec. -Na ziemi Ashego Kheroona będziecie zdani jedynie na siebie, chciałabym wam jednak ułatwić wędrówkę. Oto Nić Ariadny. Kiedyś należała ona do jednej z Tkaczek i została podarowana mojej poprzedniczce. Kiedyś Tkaczki częściej przemierzały ziemie Kuferkowa i bardziej interesowały się losem bywalców tego świata. Później jednak gdy Szare Ziemie zaczęły zajmować coraz większe przestrzenie, przestaliśmy je widywać - powiedziała Ann wyciągając ku wyblakłym dłoń. Aslynn dostrzegła kłębek nici mieniący się wszystkimi barwami tęczy. Sploty wiły się, zupełnie jakby były żywym stworzeniem. -Co mamy zrobić z tą nicią? - zapytała, niepewnie ujmując w dłoń kolorowy kłębek. Lionel ostrożnie dźgnął palcem sploty, lecz "żywa" nić zdawała się zupełnie nie zauważać tej zaczepki, dalej wijąc w swoim pokrętnym tańcu. -Wszystkie nici Kuferkowa zawsze podążały w jednym kierunku: do siedziby Trzech Tkaczek - wyjaśniła Kuferanka. - Kiedy rozwiniecie Nić Ariadny na Szarych Ziemiach zaprowadzi was wprost do celu. -Rozumiem. To taki... GPS - Aslynn błysnęła zębami w uśmiechu i szybko schowała Nić Ariadny w niewielką sakiewkę przypiętą do jej pasa, którą otrzymała od Celinki. -No, myślę, że na nas już pora - wtrącił się Zasiwy. - Wskakujcie - skinął na troje wyblakłych i sam zajął miejsce za konsolą gondoli pełną szpuli i małych dźwigienek nieznanego przeznaczenia. Na pokład Latawca wdrapała się jeszcze Talie i Celinka, które miały towarzyszyć podróżnikom do Przygranicza. Na polecenie Kuferkowej Pani dwa grube sznury oplatające Latawiec zostały wciągnięte wzdłuż pnia drzewa wspornikowego, a w ślad za nimi poszybował latający pojazd. Aslynn szybko zacisnęła oczy gdy ziemia zaczęła oddalać się w zastraszającym tempie. Poczuła niemiły ucisk w żołądku. Jak ona to przeżyje? Lekkie szarpnięcie skrzydła wprawiło w wahadłowy ruch przyczepioną doń gondolę, oznajmiając że latający pojazd został podpięty do lin prowadzących. Zasiwy poluzował nici na jednej ze szpuli i nawinął je na niewielkie koło pod skrzydłem. Mechanizm zaczął się obracać, ciągnąc linę, i Latawiec ruszył wytyczonym przez nią torem, unosząc się nad koronami wyszywanych drzew i powoli opadając w ślad za łukiem wyznaczającym przestrzeń nieba. Aslynn odważyła się wyjrzeć za plecioną ścianę gondoli i szybko skuliła się, gdy poczuła zawroty głowy. Widok z tej wysokości był... zatrważający. Mimo to Lionel i Rachelka z zachwytem wpatrywali się w przesuwające się tuż pod ich stopami gałęzie i z okrzykami zachwytu pokazywali sobie coś na horyzoncie. Panna Foreignet w końcu zorientowała się, że chodzi im o ośnieżone szczyty wysokich gór majaczące w tamtym kierunku za zieloną płachtą lasów, teraz oświetlane czerwienią zachodzącego słońca. Stojąca obok Talie uśmiechała się i odpowiadała na zadawane pytania, uzupełniając wiedzę topograficzną dwójki wyblakłych. -Dobrze się czujesz? - zapytała z troską Celinka, gdy po nagłym szarpnięciu Latawcem Aslynn zasłoniła dłońmi usta, czując jak żołądek podchodzi jej do gardła. Siedzący obok niej na dnie gondoli rudy kotek miauknął obojętnie, jakby chciał powiedzieć: "ona zawsze tak ma, nie przejmuj się". -Ch-chyba t-tak - wyjąkała dziewczyna. - Z-zaraz mi p-przejdzie. -Księżniczka nie lubi latania? - zapytał ze zdziwieniem Lionel i szturchnął dziewczynę pod żebro. - No co ty, Lynn, żałuj. Nie wiesz, co tracisz. Takie widoki! -Jakoś przeżyję - Aslynn łypnęła na niego groźnie, lecz nie dała się namówić na ponowne wyjrzenie zza bezpieczną ścianę gondoli. Przeżytych wrażeń chyba wystarczy jej do końca życia.
Podróż Latawcem trwała nieporównywalnie krócej, niż wyniosłaby piesza wędrówka tym samym szlakiem - ku wielkiej radości Aslynn i rozczarowaniu dwójki jej wyblakłych towarzyszy. Po krótkim przystanku nad Ostoją, z której pilot zabrał na pokład gondoli dwa pękate worki z nićmi, udali się dalej ku majaczącym na horyzoncie zielonym równinom porośniętym gdzieniegdzie rozłożystymi drzewami. -To Wielkie Wschodnie Równiny - Talie odpowiedziała na pytanie Rachelki. -Jak ustalacie w Kuferkowie kierunki? - zainteresował się Lionel. -To ustalenia bardziej umowne - Hafciarka potarła brodę, zastanawiając się nad odpowiedzią. - Nie działają tutaj żadne kompasy czy przyrządy wskazujące kierunki, ale takie nazewnictwo pomaga nam w rozeznaniu się w terenie. -Więc tak naprawdę wschód równie dobrze może się okazać północą? - Rachelka uniosła brwi w zdumieniu. -No... tak. Przysłuchująca się tej wymianie zdań Aslynn łypnęła na przyglądającą się jej z zainteresowaniem Celinkę. Czy Nić Ariadny też kierowała się tymi zwariowanymi metodami przy wyborze drogi, a może działała na innych zasadach? Pal licho, byle doprowadziła ich do Trzech Tkaczek. Aslynn nie zamierzała sobie zawracać głowy takimi problemami. Wkrótce widok w dole uległ kolejnej zmianie i zielone równiny zaczęły ustępować miejsca coraz głębszym rozpadlinom i skalnym wzniesieniom poprzecinanym drobnymi wstęgami cekinowych potoków tu i ówdzie tworzących lśniące wodospady. Latawiec coraz bardziej obniżał lot kierując się ku majaczącej tuż przed nimi strzelistej, wielokondygnacyjnej budowli. Talie nazwała tą lokalizację Podporą Niebios i Aslynn musiała przyznać, że nazwa była adekwatna do widoku. Podobnie jak w Ostoi, wiele z łukowatych podpór nieba zbiegało się i łączyło na samym szczycie wysokiej wieży. Jednak dużo innych, mniejszych, podobnymi łukami biegło ku gładkim, mulinowym ścianom przypominającym ceglasty mur, tworząc przedziwne girlandy pomostów. Zasiwy, zręcznie manewrując linami i przekładniami, opuścił Latawiec na jeden z czterech podestów przy szczycie Podpory Nieba i tam wysadził towarzyszy podróży, w powrotną drogę zabierając kilkoro Hafciarzy, którzy na ochotników zgłosili się do pomocy przy reparacji Wiszącej Twierdzy. Wieści o ataku na kuferkową siedzibę rozniosły się szybko i gdy bywalcy Podpory Nieba dowiedzieli się, skąd przybyła drużyna na Latawcu, podróżnych zarzucono mnóstwem pytań o różne kwestie dotyczące potyczki i poniesionych strat. Największą konsternację wśród zebranych budził jednak widok Figla nie odstępującego Aslynn ani na krok. Powszechnie było wiadomo, że wyblakli nie znoszą towarzystwa kotów i dziewczyna w oczach tutejszych Kuferkowiczów wyglądała nader podejrzanie. W ślad za Hafciarzami upchnięto na pokład Latawca kolejne worki z mulinami i już chwilę później pojazd wzbił się po łukach nieba. Aslynn, Lionel i Rachelka wpatrywali się w odlatującą machinę, póki ta nie stała się jedynie niewyraźną kropką na błękicie horyzontu. Talie i Celinka zdążyły już do tej pory wyjaśnić obecność trójki Zjadaczy Nici pozostałym w Podporze Nieba Hafciarzom i poinformować o wyprawie na Szare Ziemie. Większość tutejszych Kuferkowiczek nadal podejrzanie zerkało na nieoczekiwanych przybyłych i pewnie gdyby nie wstawiennictwo Talie i Celinki, już dawno przepędziłoby wyblakłych na cztery wiatry. -Na Szare Ziemie? Toż to szaleństwo - stwierdziła jedna z Hafciarek o imieniu Antonina, a stojąca obok niej kobieta żywo przytaknęła z przerażoną miną. - Nawet Zjadacze Nici z daleka omijają to przeklęte miejsce! Nigdy nawet nie zbliżyłam się do Przygranicza, ale podobno Szare Ziemie są bardzo rozległe i pełne różnych pułapek. -No i mieszkają tam straszne niciowe potwory, które tylko czyhają, by wciągnąć nieostrożnych podróżnych w niciowe bagna - dodała z przejęciem jasnowłosa, nazywana Myszką. -Niestety musimy tam iść - mruknęła Rachelka zza ramienia Talie. - To kwestia życia lub śmierci. Antonina popatrzyła na wyblakłą, jakby ta nagle zmieniła się w ogromnego, ziejącego ogniem smoka i westchnęła z rezygnacją. -Cóż, wasz wybór, ale ja bym się tam nie pchała w takie miejsce. Można łatwo zgubić drogę i już nie wrócić. -No to nam dodała otuchy - Lionel syknął do ucha Aslynn. - Jakbyśmy i bez tego nie mieli dość problemów. Dziewczyna wzruszyła ramionami i podążyła śladem Talie i Celinki. Próbowała jakoś nadrabiać miną, by nie pokazać towarzyszom obaw przed wkroczeniem na Szare Ziemie, które pogłębiły się jeszcze bardziej po komentarzach Antoniny, lecz nie wychodziło jej to za dobrze. Mieli tylko jedną szansę i jeżeli nie uda jej się wykorzystać, na zawsze zostaną uwięzieni w tym niciowym świecie. Aslynn mimochodem spostrzegła, że jej nowy ubiór zdążył już nieco przyblaknąć i zesztywnieć, tracąc przyjemną miękkość i gładkość splotów. Mimo to sakiewka, w której spoczywała Nić Ariadny dalej wyglądała, jakby dopiero co wyszła spod hafciarskiej igły, trzymając kolor i fason. Mała grupka otoczona gromadą Hafciarek przebywających w Podporze Nieba została odeskortowana schodami i pomostami w dół ceglanej wieży. Miejsce to było zupełnie różne od zielonych, tkanych lasów i Wiszącej Twierdzy. Mimo przysadzistego wyglądu z zewnątrz, w środku Podpora Nieba okazała się być wielopiętrową przestrzenią plecionych altanek i podestów o łukowato wykończonych sklepieniach. Tysiące kolistych okien, zamkniętych koronkowymi płaszczyznami (Celinka po pytaniu Rachelki określiła je jako frywolitkę) wpuszczało do wewnątrz żółte światło zawieszonych pod Kuferkowym niebem lamp. W końcu, w gwarze rozmów i nieustających pytań o poczynania Ann Dreyhan i bitwę z Ashem Kheroonem, Zjadacze Nici, Talie i Celinka dotarły do podstawy wieży i przeszedłszy przez wysokie wrota i łukowaty pomost spinający budowlę z otaczającym ją krajobrazem, zagłębili się w tunele skalistych wąwozów, skąd mieli udać się pieszo ku Przygraniczu. Zerkająca przez ramię Aslynn stwierdziła, że mieszkańcy Podpory Nieba długo jeszcze spoglądali w ślad za ich małą grupką, stłoczeni na plecionym moście. Kilkanaście postaci wyległo nawet na wyszywane podesty mieszczące się wiele pięter wyżej i póki ceglana wieża zupełnie nie zniknęła im z oczu, przysłonięta ostrymi, wapiennymi skałami, dziewczynie wydawało się, że wciąż dostrzega żegnających ich Hafciarzy, mimo, że niektórzy tylko kręcili głowami uznając tę wyprawę za zbyt ryzykowną. Aslynn jak zwykle zamykała pochód, wlokąc się coraz bardziej i z coraz większym trudem wspinając na kolejne, usiane skałami wzniesienia. Droga co i rusz zakręcała i opadała stromo w dół, by kilka metrów dalej nagle zacząć się wznosić pod ostrym kątem. -Daję radę - syknęła dziewczyna, gdy Talie po raz kolejny zerknęła przez ramię, by sprawdzić, czy Aslynn nadąża. - Trochę tylko odpocznę i do was dołączę. Hafciarka przytaknęła i zwinnie wspięła się po skalnych schodach, które zawiłym szlakiem kluczyły pomiędzy korzeniami bezlistnych drzew brązowawą siecią oplatających szarawe zbocze. Widok tych pozbawionych zieleni kolumn działał przygnębiająco. Wyczuwało się bliskość Szarych Ziem i coraz uboższy w kolory krajobraz zdawał się to potwierdzać. Aslynn oglądała kiedyś w internecie zdjęcia lasu nawiedzanego przez kwaśne deszcze i tutejsza okolica w znacznym stopniu przypominała tamte smutne obrazy. Brązowawe pnie pokrywały szare plamy, zupełnie jakby toczyła je od wewnątrz jakaś choroba. Nawet skały, wyszywane w imitację wapieni, były jakby poszarzałe i często ich sploty kruszyły się pod butami podróżnych powodując niespodziewane pośliźnięcia. W pewnym momencie Aslynn wydało się, że wpada w strumień przeraźliwego zimna, pod którego wpływem drętwieje jej całe ciało a świadomość zaczyna odpływać w bezosobową czerń. Z trudem poruszała nogami, stawiając kolejne kroki i próbując przezwyciężyć to dziwne wrażenie. Podłoże zdawało się grząskie i jakby próbowało wciągnąć ją między sploty nici. Jeszcze tylko kawałek i znów droga opadnie po zboczu i łatwiej będzie iść... Tylko pięć kroków... Drepczący przy dziewczynie kotek miauknął pytająco i zamienił się w niekształtną, rudą kulkę, a szarobury krajobraz nagle rozciągnął się i stracił swą ostrość stając rozmazaną plamą. Nogi Aslynn w końcu odmówiły posłuszeństwa i dziewczyna ześliznęła się po stromym zboczu przy akompaniamencie Figlowych miauknięć. Idący przodem natychmiast przerwali wspinaczkę i podążyli ku pannie Foreignet, która bez znaku życia leżała na niciowym szlaku, przygniatając do wyszywanej powierzchni rudego kota. -O, do licha - syknął Lionel, kiedy po pobieżnym oglądnięciu obtarć spowodowanych upadkiem stwierdził, że brzegi ran dziewczyny strzępią się podejrzanie niczym rozdarte nici. - Chyba film jej się urwał. -To coś poważnego? - zapytała Celinka, nachylając się nad nieprzytomną. Razem z Rachelką uniosły pannę Foreignet do pozycji siedzącej i uwolniły miauczącego wniebogłosy mruczka. -Nie jestem pewien. Takie omdlenia mogą zwiastować przyspieszenie procesu przemiany - mężczyzna z zadumą potarł brodę i lekko klepnął Aslynn po twarzy, badając jej reakcję. Jednak dziewczyna nie wydała nawet jęku. Jej głowa zwisała luźno na piersi, zupełnie jakby należała do szmacianej lalki. -To dziwne, że mnie jeszcze się to nie przydarzyło - zauważyła Rachelka. - Lynn jest w Kuferkowie o wiele krócej niż my, a tak szybko straciła kolory. -Ale księżniczka ma kota - uściślił Lionel, znacząco spoglądając na mruczka, który łapkami poprawiał zwichrzone włoski na pyszczku. - A wyblakli nie tolerują futerkowców, zapomniałaś? -No tak - westchnęła kobieta. - Ale wiesz, że Lynnka nie zostawi swojego rudzielca. W tym momencie dziewczyna niespodziewanie zamrugała oczyma i ze zdziwieniem popatrzyła na otaczającą ją gromadkę. W oczach towarzyszy natychmiast odmalowała się ogromna…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil carys
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…