Zaczarowany Kuferek - Część VIII
Czy Aslynn i jej towarzyszom uda się wydostać z Kuferkowa? Atak na Wiszącą Twierdzę może znacznie bohaterom pokrzyżować plany...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-= 13 =- Na powrót w szeregach Hafciarzy
Przyjemnie było tak unosić się w niezmierzonej, bezosobowej czerni. Nie znając kierunku, nie licząc się z czasem, nie czując żadnego bólu... Aslynn powoli zapadała się coraz głębiej i głębiej gdzieś w tym nieokreślonym, lecz jakże przyjemnym miejscu. Coś jednak nie dawało jej spokoju. Jakaś myśl, że coś powinna zrobić, że nie może się teraz poddać, czaiła się gdzieś na samym skraju jej świadomości, zakłócając spokój niczym natrętna mucha. Jak kamień rzucony w wodę i burzący jej spokojną powierzchnię kręgami zmarszczek zapowiadających zmiany. A przecież dziewczyna chciała tylko odpocząć. Co w tym złego, że na chwilkę przymknie oczy i odpłynie w świat snu? Oszałamiający ból, który eksplodował w jej głowie miliardami drobnych ukłuć, przywrócił ją do rzeczywistości. Kolejne jego ogniwo rozlało się w piersi Aslynn i popłynęło wszystkimi arteriami, w mgnieniu oka pochłaniając całe jej ciało, obezwładniając każdy najmniejszy mięsień i najdrobniejszą kosteczkę. Dziewczyna miała wrażenie, że jest rozrywana niemal na atomy przez jakąś przedziwną siłę, która próbuje wyrwać ją z czarnej głębi odrętwienia. Przez dłuższą chwilę, sparaliżowana bólem, nie była w stanie wykonać żadnego ruchu, zdolna jedynie do leżenia, a i to było dosyć bolesne dla wszystkich tych miejsc jej ciała, które stykały się z podłożem. Kiedy w końcu nieprzyjemny stan zaczął ustępować, ostrożnie zamrugała oczyma, spoglądając na zwieszające się tuż nad jej twarzą girlandy plecionych liści i wysokich traw. Czuła ogromny ciężar spoczywający na jej piersi i utrudniający oddychanie, i dopiero po dłuższej chwili zorientowała się, że jest to Księga Wzorów - a raczej większa jej część - którą udało jej się uratować przed niecnymi zabiegami Ashego Kheroona. Materiałowe karty i oplecione o nadgarstek czerwone nici niemal paliły jej ciało żywym ogniem i Aslynn z wielkim trudem zdołała zewlec je i położyć obok siebie. W głowie zakłębiło jej się od myśli i natrętnie powracających pytań o wiele różnych spraw. Łącznie z najważniejszym - co stało się z jej towarzyszami? Czy Lionel i Rachelka nadal byli uwięzieni w Obserwatorium Szarego Kamienia? A jeżeli, podobnie jak jej, udało im się wydostać z tego przedziwnego miejsca, to gdzie są teraz? Czy nic im nie grozi, a może przeżywają podobne do niej katusze? Aslynn nie darowałaby sobie, gdyby coś im się stało, chociaż ten sposób myślenia był do niej zupełnie niepodobny. Przecież nigdy nikim się nie przejmowała. Z głuchym stęknięciem dziewczynie udało się stanąć na nogi i oprzeć o konar rozłożystego drzewa, co kosztowało ją niemało wysiłku. Czuła się tak, jakby właśnie pierwszy raz wstała z łóżka po długiej i wyczerpującej chorobie, po której nie wszystkie jeszcze mięśnie doszły do stanu używalności. Po dłuższym namyśle Aslynn zdjęła gruby sweter, który w ciepłym klimacie Kuferkowa tylko ją grzał, i ostrożnie zapakowała w ten prowizoryczny węzełek karty Księgi Wzorów, starając się jak najmniej je dotykać. Widoczne na przedramionach ślady - dziwnie podobne do oparzeń - zaczęły już pokrywać się bąblami i piekły dziewczynę niemiłosiernie. W głowie wirowało jej z wysiłku a przed oczyma widziała czerwone plamy. Zabawne, że wcześniej nie czuła się tak bezgranicznie wyczerpana, nawet po morderczym marszu do Ostoi, który zaserwowała jej Jagodzianka. Gdyby mogła, najchętniej ułożyłaby się na powrót na wyszywanej trawie i pozwoliła pogrążyć w tej przyjemnej nicości, lecz musiała dowiedzieć się, co stało się z Lionelem i Rachelką. A przynajmniej musiała dotrzeć do Hafciarzy, by ostrzec ich przed nadciągającą armią Zjadaczy Nici, gdyż nie wątpiła, że teraz, gdy udało jej się zbiec z Obserwatorium, Ashe Kheroon nie będzie marnował czasu. Przynajmniej to była im winna, wspominając umowę zawartą z Kuferkową Panią. Teraz naprawdę w jej interesie leżała wygrana tych obłędnych maniaków wyszywanek, bo u Ashego nie mogła liczyć na jakąkolwiek pomoc w powrocie do normalnego świata. Gdyby tylko jeszcze miała pojęcie, w jaką część Kuferkowa rzuciło ją przeznaczenie. Aslynn żałowała, że nie miała więcej czasu, by przyjrzeć się dokładniej mapie w Obserwatorium. Być może teraz wiedziałaby, z której strony wznoszącego się za jej plecami lasu szukać obozowiska Hafciarzy... A może leżało ono bliżej tych majaczących w oddali stromych szczytów gęsto pokrytych bielą? Ta informacja była teraz na wagę złota. Na mapie wszystko wydawało się tak mało odległe... Dziewczyna czuła przytłaczającą presję czasu, nie mogła się jednak zdecydować, w którym kierunku podążyć. Nie lubiła braku wskazówek, nawet w RPG-ach, w których i tak z reguły dokładnie sprawdzała każdy zakamarek lokacji, wypłaszając przy okazji hordy przeciwników i grabiąc ich sakiewki ze zbędnych miedziaków. -Niech to szlag! - syknęła do siebie, mocniej przyciskając do piersi sweter z owiniętą nim Księgą. Mimo, że została w samym podkoszulku, nie odczuwała żadnego chłodu. - Przydałby mi się teraz Figiel. Rudy zawsze wiedział, gdzie iść. Nagle zdała sobie sprawę, że od pewnego już czasu do jej uszu docierają odgłosy czyjejś ostrej wymiany zdań. Głosy płynęły z głębi niciowego lasu i Aslynn niepewnie zerknęła na tę zieloną gęstwinę, przycupnąwszy na wszelki wypadek za gęsto plecionym kłębem zarośli. Zjadacze Nici chyba zachowywaliby się ciszej, prawda? Gdy przez dłuższą chwilę nikt nie pojawił się w jej polu widzenia, opuściła kryjówkę i ruszyła tropem dźwięków, ostrożnie kryjąc się za wielkimi, omszałymi konarami tworzącymi siatkę wspornikową tej części Kuferkowa. Wiszące wysoko w górze setki malutkich lampek zdradzały jej obecność wysyłając w ślad za nią drżące cienie, lecz w gąszczu niciowych zarośli trudno byłoby prześledzić ich ścieżkę. Im bardziej dziewczyna zbliżała się do źródła głosów, tym więcej potrafiła zrozumieć z toczącej się wymiany zdań i była coraz bardziej pewna tego, że trafiła na Hafciarki. Zjadacze Nici na pewno nie dyskutowaliby o technice haftu hardanger i przydatności szydełka w wyplataniu serwetek. Jeden z głosów był nawet Aslynn znajomy, chociaż nie potrafiła połączyć go w myślach z żadną twarzą. W pewnym momencie, wybiegając zza kolejnego, dosyć sporych rozmiarów dębu, niemal zderzyła się z idącą ścieżką kobietą. Hafciarka, zaskoczona niespodziewanym spotkaniem, powaliła pannę Foreignet jednym ciosem trzymanego w dłoni białego kostura i przygwoździła nim dziewczynę do podłoża. Długie, wyszywane rękawy tuniki zafurkotały przy nagłym ruchu, oplatając ciało Strażniczki zielonymi pasami. Aslynn głośno przełknęła ślinę na widok długiego, rozszczepionego i na dodatek bardzo ostrego końca hafciarskiej broni, która sprytnie zakleszczyła się na jej gardle pozbawiając możliwości ucieczki. Podobną bronią przeważnie posługiwali się znani jej z RPG-ów czarodzieje i panna Foreignet miała tylko nadzieję, że laga dzierżona przez kobietę nie jest równie umagiczniona i przypadkiem nie wyrządzi jej krzywdy kulą ognia czy równie przerażającym zaklęciem. -Nie rób mi krzywdy! Jestem przyjacielem! - zawołała Aslynn, próbując choć o centymetr oddalić od swojego gardła ostre końce kostura dzierżonego przez Strażniczkę. Kobieta z gniewnie błyskającymi oczyma ani myślała jej słuchać a prężąca się tuż przy jej nogach kotka wściekle zasyczała, uderzając ogonem o podłoże. - Nie poznajesz mnie... Piwoniu? Dziewczyna nie była pewna imienia, lecz to było pierwsze, które przyszło jej na myśl, kiedy zobaczyła wojowniczo nastawioną kobietę. Jej myśli podsuwały jeszcze obraz ciemnobrązowej torby, w której zamknęła Figla a należącej do wymienionej Strażniczki, i Aslynn nieco się spociła, przypominając sobie o zwrocie owego przedmiotu. Miała tylko nadzieję, że torba, obecnie będąca w posiadaniu Lionela, nadaje się jeszcze do użytku, inaczej marny jej los. Wysoka, ciemnowłosa osóbka w niedowierzaniu uniosła brwi słysząc imię, lecz nie odsunęła dzierżonego kostura od szyi dziewczyny. -Wstawaj, Zjadaczko - padł rozkaz. Aslynn bez mrugnięcia okiem pozbierała się z ziemi, nie spuszczając wzroku z agresorki. - Talie, zobacz, co ona tam trzyma. Nie podoba mi się to zawiniątko. Ann ma już dosyć tych podchodów, a ostatnio aż roi się tutaj od tych przeklętych stworzeń. Myślałby kto, że Zjadacze Nici robią sobie w Srebrnym Lesie piknik! - Piwonia rzuciła złapanej przeciągłe spojrzenie, jakby z jej twarzy chciała wyczytać, czy ma rację. Aslynn uważnie spojrzała na towarzyszącą Strażniczce osobę, czując wracającą nadzieję. -Talie, ty też mnie nie pamiętasz? - zapytała żałośnie, kiedy kobieta wyciągnęła dłonie ku przyciśniętemu do piersi dziewczyny zawiniątku. -A powinnam? -Spotkałyśmy się na trakcie. Mój kot... Figiel... dopadł Zjadacza Nici, który ukradł twój worek. Pamiętasz? Talie zatrzymała się w pół kroku, niezdecydowana, co powinna teraz uczynić. Owszem, doskonale pamiętała tamto wydarzenie. -Pamiętam osobę, która nie była Zjadaczką Nici - powiedziała w końcu. -Nie była również Hafciarką. Nigdy nie wyhaftowała żadnego obrazka ani nie wydziergała żadnej serwetki a do Kuferkowa trafiła zupełnym przypadkiem. Nie pamiętasz Aslynn? Aslynn Foreignet? W oczach Talie pojawił się nagły błysk. Owszem, pamiętała. Lecz trudno było jej zaakceptować to, co widzi. -Lynnka? - oczy kobiety zrobiły się wielkie niczym spodki ze zdumienia. - Jak to się stało, że... że jesteś Zjadaczką Nici? Miałaś... kolory! No i myślałam, że wróciłaś do siebie! -Powinnaś zapytać Jagodziankę. Ona wie trochę więcej na ten temat i widziała jak... -A gdzie twój kot? Co stało się z Figlem? - weszła jej w słowo Piwonia, która nagle ożywiła się na dźwięk imienia dziewczyny. Aslynn nie wątpiła, że Strażniczka przypomniała sobie także o pożyczonej torbie. -Ja... gdzieś mi się zapodział - powiedziała panna Foreignet, oddychając z ulgą, kiedy bojowy kostur Piwonii odsunął się od jej piersi. - Muszę natychmiast zobaczyć się z Kuferkową Panią. Ashe może nas lada chwila zaatakować! - nie bacząc na resztę, żwawo ruszyła w kierunku, z którego, jak przypuszczała, przyszły Hafciarki. - Musimy się przygotować! -Hola, moja panno! - Piwonia szarpnęła ją za ramię, przytrzymując w miejscu i odwracając ku sobie. - Jaki atak? Do czego mamy się przygotować? -Kim jest Ashe? - zawtórowała jej Talie. -Nie mamy czasu! Ashe jest przywódcą Zjadaczy Nici i ledwie mu uciekliśmy. -My? - zdziwiła się Talie. -Lio i Rachelka. Muszą być gdzieś niedaleko! -Pewnie mówi o tej dwójce, którą niedawno złapała grupa Rablinki - Piwonia westchnęła, zgrabnym ruchem zakładając swoją broń w specjalne uchwyty na przewieszonych przez plecy pasach. Zakrzywione końce białego kostura groźnie wychylały się zza jej głowy niczym zabójcze loki meduzy. - Ciągle coś bredzą o jakichś żarłocznych niciach, które kogoś zjadły. Kobieta rzeczywiście przypomina jej towarzyszkę - dodała zwięzłą uwagę, bardziej do Talie niż Aslynn. - Rachelka, powiadasz? To chyba ona. Prowadziłam was wąwozem - panna Foreignet szybko skinęła głową na potwierdzenie. - Faceta w ogóle nie znam. Wariat jakiś! -Czy ma torbę? -Torbę? -No tą, którą od ciebie pożyczyłam - wypaliła Aslynn. Mina Piwonii wyrażała krańcową konsternację i chwilę później przeobraziła się w grymas przerażenia. -Chcesz powiedzieć, że te strzępy, które ma ten facet na plecach... -Nazywa się Lionel - odważyła się wtrącić dziewczyna. -...to moja... torba?! - ostatnie słowo zostało podkreślone niemal piskiem. -No tak. Powinien być w niej Figiel. Nie miałam innego wyjścia, zresztą pamiętasz. Piwonia spojrzała na Talie z osłupieniem a potem ukryła twarz w dłoniach. Kręcąca się przy jej nogach kotka miauknęła cichutko, zdenerwowana niecodziennym zachowaniem swojej pani. Aslynn spodziewała się wybuchu gniewu, wyzwisk, nawet przygotowała się już na obronę przed kosturem Strażniczki, lecz gdy usłyszała jej głośny śmiech, jej twarz wyraziła bezgraniczne zdumienie. -Tylko mi nie mów, że sterroryzowałaś tego twojego przyjaciela... kotem! Kotem w moim worku! - teraz to już i Talie zaczęła chichotać. - Brak mi słów! Uziemiłaś Zjadacza Nici kotem w worku! -Ej, co jest! - Aslynn zdębiała. -Ten cały Lio, czy jak mu tam, nawet nie dał dotknąć tej torby a minę miał taką, jakby ktoś zrobił z niego poduszeczkę do igieł - wyjaśniła Piwonia. - Chyba ten twój Figiel wkurzył się nie na żarty. -To nikt nie wyjął kota z torby? -No... nie - Talie, ze zmieszaną miną spojrzała na Piwonię. - Żadnej ze Strażniczek nie udało się dostać do tej torby. Wątpię, czy nawet Kuferanka byłaby w stanie przemówić Lionelowi do rozsądku. Zresztą nie przypuszczałyśmy, że w tym worku może siedzieć kot! Uwaga przypomniała Aslynn o pilnym kontakcie z Kuferkową Panią i z jej podwładną - Jagodzianką - której własność wciąż przyciskała do piersi. Biedny Lionel. Jeżeli jej rudzielec rzeczywiście wyostrzył sobie na nim pazurki to mogła tylko współczuć mężczyźnie przeżytej katorgi. Z drugiej strony, przecież sam się o to prosił. -Musicie mnie natychmiast zaprowadzić do obozowiska i skontaktować z Kuferkową Panią. Możliwe, że nie mamy zbyt wiele czasu. -Nic mi nie wiadomo o tym, by Zjadacze Nici w większej liczbie kręcili się po okolicy - zaoponowała Piwonia. - Owszem było kilku zabłąkanych, ale to raczej nie wygląda na przygotowania do najazdu. A w wąwozie po naszej wycieczce nie pojawiło się już więcej wyblakłych. Zupełnie jakby wyparowali! -Jeżeli mam rację, to armia Ashego może pojawić się znikąd. On ma możliwości niesamowitego przemieszczania się po Kuferkowie i pojawiania się tam, gdzie się go najmniej spodziewają. My tak uciekliśmy z jego twierdzy, a obawiam się, że nie będzie miał większych trudności w posłaniu naszym śladem sporej liczby podwładnych. Piwonia bez słowa odwróciła się na pięcie i skinęła na Aslynn. Talie ruszyła tuż za nimi, przy każdym podejrzanym dźwięku oglądając się za siebie. Wesoły nastrój gdzieś się ulotnił bez śladu.
Aslynn, nawet gdyby chciała, nigdy nie zapamiętałaby drogi do obozowiska Hafciarzy leżącego gdzieś w głębi lasu pod okazałym baldachimem potężnych konarów. Wszystkie ścieżki wyglądały tak samo i równie szybko niknęły pod płaszczem tkanego, opadłego listowia i delikatnych mchów, co znów pokazywały na wapiennej, wyżłobionej w schodki skale. Aslynn dwa razy niemal wywróciła się na tych nierównościach, zaczepiając nogawkami spodni o przypadkowe krzewinki wrośnięte, a raczej sprytnie przymocowane do podłoża. Jednak Księgi Wzorów, otulonej w wyblakły sweter, nie odważyła się wypuścić z rąk. W końcu dotarły do zagłębienia terenu otoczonego wyjątkowo gęstą ścianą tkanych zarośli i wysokich paproci. -To tutaj - powiedziała Piwonia i w umówionym sygnale, trzykrotnie uderzyła kosturem o najbliższe drzewo. Głuchy odgłos rozniósł się po dolince zwielokrotniony echem. Aslynn ze zdziwieniem popatrzyła na Strażniczkę, lecz gdy nagle, tuż przed jej nosem, opadła cieniutka sznurowa drabinka, uzyskała odpowiedź na pytanie cisnące się jej na usta. Talie pierwsza rozpoczęła wspinaczkę. Panna Foreignet, przywiązawszy pakunek do pasa, ruszyła w ślad za nią, a pochód zamknęła Piwonia. Niewielkie, plecione altanki wzniesione na szerokich podestach, ciasno przylegających do grubych konarów, wznosiły się na znacznej wysokości nad podłożem i kto nie wiedział, gdzie szukać, ten mógł przejść tuż pod Wiszącą Twierdzą i nawet jej nie zauważyć. Aslynn przypomniały się kadry z niedawno oglądanej trylogii Władcy Pierścieni i widok Lorien położonego na rozłożystych mallornach. Byłaby nawet skłonna powiedzieć, że tutejsza Wisząca Twierdza została zainspirowana tolkienowską książką, tak bardzo był to podobny widok. Plecione podesty łączyły między sobą konary potężnych drzew tworząc często ogromne place, z których rozciągał się niezwykły widok na większość lasu i prowadzące do dolinki drogi. Dziewczyna mocno wątpiła, by ktoś zdołał się niezauważenie tutaj przemknąć, niemniej na myśl o Ashem Kheroonie dreszcze przebiegły jej po plecach. Dla Szarego Kamienia nie było rzeczy niemożliwych. Uważając na śliskie szczeble, pannie Foreignet w końcu udało się wdrapać na najniższy z tarasów Wiszącej Twierdzy, na którym czekał już na nią komitet powitalny. Pięć wysokich, ubranych w długie suknie postaci - ledwie jej głowa pojawiła się w wąskim otworze - natychmiast wycelowało w nią ostre końce dzierżonych w dłoniach kosturów podobnych do tego, którym posługiwała się Piwonia, i taksującym wzrokiem zmierzyło Aslynn. Na twarzach Strażniczek dziewczyna nie dostrzegła żadnych emocji. Rozpoznała w tym gronie Rablinkę i Mirankę, lecz kobiety zdawały się jej nie kojarzyć, zapewne uznając ją za jeszcze jednego natrętnego Zjadacza Nici, którego należało wyeliminować. Podobnie jak futerkowi podopieczni kobiet, którzy na widok panny Foreignet zgodnie zasyczeli i wysunęli pazurki, nerwowo zamiatając ogonami. -Po co sprowadziłaś tutaj tę istotę? - Rablinka zapytała chłodno Piwonię, kiedy ta w końcu wdrapała się na podest i wciągnęła drabinkę. -Obawiam się, że to nasza zguba, Aslynn, którą Kuferkowa Pani wysłała na przeszpiegi do Zjadaczy Nici. Kobieta, którą wcześniej znalazłaś, jest jej towarzyszką, podobnie jak ten bełkoczący o kotach mężczyzna. Aslynn prosiła mnie o pilne spotkanie z Kuferanką. Podobno to coś ważnego. -Aslynn nie może być Zjadaczką Nici, spotkałam już wcześniej tę dziewczynę i wyglądała zupełnie normalnie - stwierdziła Strażniczka, podejrzliwie przyglądając się pannie Foreignet. - Słyszałam, że Ann wysłała kogoś na przeszpiegi do Zjadaczy. Pomysł raczej ryzykowny. Nie, żebym kwestionowała decyzje Kuferanki, ale wyblakłym nie można ufać. Powtarzałam to już setki razy - pokiwała głową z ubolewaniem i na powrót skierowała wzrok na jeńca. - A więc twierdzisz, że jesteś Lynnką? - pełne sceptycyzmu pytanie zostało zadane takim tonem, jakby stojąca przed Strażniczką istota zupełnie nie przypominała człowieka a bardziej jakieś egzotyczne zwierzę, które próbuje go nieudolnie naśladować. W Aslynn niemal się zagotowało. Czy jako wyblakła uległa aż tak wielkiej przemianie, że już nikt jej nie rozpoznawał? Przecież ledwie straciła kolor! Czy to aż tak wielka różnica? -Tak, do jasnej cholery! Jestem Aslynn Foreignet i muszę natychmiast porozmawiać z Kuferkową Panią! - warknęła dziewczyna, na co Strażniczki cofnęły się o kilka kroków, zaskoczone jej gwałtowną reakcją. - Już niedługo Ashe Kheroon może zrobić tutaj niezłą rozróbę i rozwalić wam pół Kuferkowa a wy co? Bawicie się w CBA? Szkoda, że jeszcze nie macie lampy do świecenia po oczach! Jakiego dowodu potrzebujecie, by mi uwierzyć? Co jeszcze mam zrobić?! -No wiesz... - Talie uspokajająco położyła dłoń na ramieniu Aslynn, lecz dziewczyna jednym ruchem ją strąciła, mocno zaciskając pięści. Nie lubiła, kiedy się ją lekceważyło. Do głosu doszła natura dawnej, rozkapryszonej, małej dziewczynki, z której fochami każdy musiał się liczyć. -Zresztą, nie będę nic udowadniać! Którędy do Kuferkowej Pani? -J-jeżeli jeszcze nie odleciała Latawcem, t-to powinna znajdować się w altanach na wy-wyższym poziomie - wyjąkała Miranka, która jako pierwsza ochłonęła po wybuchu dziewczyny. Wskazała palcem na podesty, których cały labirynt wypleciono w wyższych rozgałęzieniach potężnych drzew. Uczepiona jej ramienia pręgowana kocica zasyczała gniewnie i nastroszyła futerko. Aslynn zadarła głowę i natychmiast mina jej zrzedła na myśl o czekającej ją karkołomnej wspinaczce śliskimi szczeblami i wąskimi mostkami. -Dajcie drabinę! - westchnęła, a gdy żadna ze strażniczek nie zareagowała, dodała opryskliwie: - Skrzydła mi jeszcze nie wyrosły a muszę się jakoś dostać na ten wyższy poziom! To jak będzie? -T-trzeba przejść pomostem. Tam s-są drabiny - wyjąkała jedna z nieznanych pannie Foreignet Strażniczek i wskazała kierunek. -Znam lepszą drogę. Zaprowadzę cię - Talie szybko pociągnęła dziewczynę za ramię i nim Aslynn zdążyła zareagować, już wdrapywały się po kolejnej sznurowej drabince na wyższy pomost. Na widok Zjadaczki Nici dumnie kroczącej po terenie Wiszącej Twierdzy Hafciarze przerywali swoje rozmowy i zaprzestawali robótek. Owszem, całkiem niedawno sprowadzono tutaj dwoje innych podejrzanych typów, którzy podobno pozostawali na usługach Kuferanki, lecz widok Aslynn był jedyny w swoim rodzaju. Mina rozsierdzonej dziewczyny mogłaby przyprawić o atak serca nawet najgorszego typa spod ciemnej gwiazdy a czerwień gniewnych policzków słabo maskowała szarość jej wyblakłej twarzy. Dziewczyna nie zwracała uwagi na otwarte ze zdziwienia buzie i ciche komentarze szeptane tuż za jej plecami. Czuła się jak dziwadło i chciała jak najszybciej dotrzeć do przywódczyni Hafciarek, która w końcu za wywiadowczą akcję w obozie Zjadaczy Nici obiecała jej pomoc. Krocząca pół kroku przed Aslynn Talie miała równie poważną minę co idące tuż za nimi Piwonia i Rablinka. Ta ostatnia, znana ze swych plotkarskich nawyków, była mocno zaintrygowana dalszym rozwojem wypadków, chociaż w pogotowiu wciąż trzymała biały, misternie rzeźbiony kostur. Aslynn nie zdziwiłaby się zbytnio, gdyby do tego małego pochodu nie dołączyli kolejni, żądni wrażeń bywalcy porozmieszczanych gęsto na podestach plecionych altanek i niewielkich domków. Dziewczyna zauważyła, że im wyżej się wspinali, tym liście tworzące korony drzew stawały się coraz gęstsze, by u samego szczytu tworzyć niemal plecione, zielone ściany, w których gdzieniegdzie poupychano małe foteliki i stoliki. Mimo wszystko łukowate sklepienie wznosiło się jeszcze spory kawałek od górnego poziomu Wiszącej Twierdzy, dając złudne poczucie otwartej przestrzeni. Najwyższa platforma obozowiska Hafciarzy wznosiła się już ponad poziomem liści i w tym właśnie momencie Aslynn dostrzegła dobijający do jej brzegu wielki Latawiec. Dziewczyna zaczęła biec, czując, że może się spóźnić, gdy drogę zagrodziła jej dwójka wysokich Hafciarzy pilnujących dostępu do wielkiego, kolistego placu, na którym centralnie wznosił się wykonany z beży i brązów niciowy pałacyk z łukowatymi okienkami i przestronnym wejściem. Całość wbudowana została w wierzchołek rozłożystego drzewa i trudno byłoby określić, gdzie kończył się konar a zaczynała płaszczyzna budowli. Dookoła trzech ścian siedziby Kuferkowej Pani wiły się stopnie prowadzące na platformę cumowniczą dla Latawca. -Co to, do licha? - zaczął jeden ze stróżujących Hafciarzy, gdy Aslynn zanurkowała pod jego ramieniem, próbując dostać się dalej. - Hola, szarzeńcu! Nie wolno! -Muszę natychmiast porozmawiać z Kuferkową Panią, zanim będzie za późno! - krzyknęła Aslynn, próbując wyrwać się z uścisku. Podążająca za nią grupka Strażniczek i ciekawskich Kuferkowiczów uważnie przyglądała się szarpaninie, trzymając jednak w bezpiecznej odległości. -Przepuść ją, Tomeh - odezwała się Piwonia. -To jedna z nich? - ciemnowłosy mężczyzna zmarszczył brwi, lecz ani myślał puścić intruza. - Kuferanka mówiła tylko o dwóch. -Bo były dwie, tylko zaszły pewne... -Ashe Kheroon może nas lada chwila zaatakować! - warknęła dziewczyna, wchodząc w słowo Strażniczce. - Puszczaj! -Puść ją, Tomeh. Aslynn, kim jest ten Ashe Kheroon? Aslynn zamilkła na pytanie, które zostało zadane spokojnym, lecz dostojnym tonem. Nikt nie zauważył, kiedy z głębi plecionego pałacu na platformę wyszła Kuferkowa Pani. Zebrani przed placem skłonili głowy w geście pozdrowienia, a Aslynn niespodziewanie wylądowała na ziemi. Nie zdążyła jednak odpowiedzieć, gdyż właśnie w tym momencie dwie rzeczy wydarzyły się niemal równocześnie. Gdzieś z dolnych poziomów Wiszącej Twierdzy rozległ się głuchy dźwięk gongu, na który zgromadzeni na podeście zaczęli po sobie z niepokojem spoglądać. A tuż nad ich głowami wielki, niciowy stwór, który pojawił się jakby znikąd, owinął swym długim cielskiem płaszczyznę Latawca, miażdżąc gondolę i wyszywane skrzydło, których szczątki posypały się na zebranych. -No i zaczęło się - mruknęła ponuro Aslynn.
-= 14 =- Atak na Wiszącą Twierdzę
Zebrani na podeście w pełnym przerażenia milczeniu przyglądali się, jak bezwładne ciało pilota Latawca zaczepia o wyszywane gałęzie wystające nieco poniżej platformy lądowiska a później, nie zatrzymane przez drobne palce niciowego drzewa, szybuje dalej w dół, lekko wirując wokół własnej osi. Aslynn miała wrażenie jakby czas zwolnił, niemal wlókł się, klatka po klatce, ukazując każdy szczegół upadku. Gdy ciało pilota w końcu z głuchym trzaskiem uderzyło w wyszywany placyk, tuż u stóp Kuferkowej Pani, nagle wszystko na powrót ożyło, a z gardeł zebranych dobyła się kakofonia pokrzykiwań i pełnych przerażenia jęków. Panna Foreignet, niezdolna do wypowiedzenia jakiegokolwiek frazesu, oczy wielkie jak spodki wlepiła w nieszczęśnika, który, jak gdyby nigdy nic, podniósł się z ziemi, poprawił mundurek, z niesmakiem obejrzał rozerwane pasy z mieszkami, i ostrożnie poruszył prawym barkiem, sprawdzając, czy nie doznał żadnego uszczerbku. W mężczyźnie rozpoznała Zasiwego - pewnie był jednym z nielicznych, a może i jedynym pilotem, gdyż Aslynn nie miała zielonego pojęcia iloma Latawcami dysponują Kuferkowicze - i głośno odetchnęła z ulgą, gdy złotowłosy zaczął wyrzucać z siebie pełne gniewu obelgi na niciowego stwora, który zaatakował prowadzony przez niego pojazd. W normalnym świecie upadek z takiej wysokości na pewno połamałby delikwenta w kilku miejscach, ale panna Foreignet przyzwyczaiła się już, że ciężko doznać uszczerbku na zdrowiu w tej niezwykłej, mulinowej krainie. -Kto odpowiada za te żarłoczne gryzonie?! - okrzyk Zasiwego ledwie przebijał się przez chaos, który panował na podeście przed pałacem. - Niech no ja dorwę bydlaka! - dodał, wprawnie podwijając rękawy i rozglądając się za sprawcą, lecz niciowy stwór zdążył już gdzieś się ulotnić. - Dopiero co zreperowałem skrzydło! Cała praca na marne! -Zasiwy! Uspokój się! - Kuferkowa Pani pochwyciła za ramię mężczyzny, zatrzymując go w pół kroku. - I wy również! Cisza! - krzyknęła na szerokie audytorium stłoczone wokół jej osoby. Przerażone okrzyki natychmiast umilkły i nastała ponura cisza, w której brzmiał tylko nieustannie wybijany sygnał gongu gdzieś z niższego podestu. Aslynn zauważyła, że zebrany na placu tłumek nieco się powiększył, zasilony Kuferkowiczami, którzy zaczynali przybywać z niższych podestów, zdezorientowani w sytuacji. Dziewczyna dostrzegła także dwójkę wyblakłych, Lionela i Rachelkę, przyczajonych w wejściu do plecionego pałacyku Kuferanki, lecz nie odważyła się odezwać. Zapewne przybycie Aslynn przerwało prowadzone przez Kuferkową Panią przesłuchanie Zjadaczy Nici. -Stało się to, czego obawialiśmy się od dawna. Zostaliśmy zaatakowani przez Zjadaczy Nici - kontynuowała Kuferkowa Pani już nieco bardziej opanowanym głosem. - Czy chcecie ułatwić szarym zwycięstwo, zbiegając się tutaj i wywołując panikę? W tym momencie jest to nam najmniej potrzebne, bo nasz przeciwnik jest o wiele przebieglejszy, niż sądziliśmy! -To ten kolorowy stwór jest od Zjadaczy? - zapytał jakiś męski głos w tłumie. Aslynn wydawało się, że należał do Tomeha. Dziewczyna wzrokiem przeszukała niebieską płaszczyznę nieba, lecz po owym incydencie z Latawcem niciowy stwór gdzieś zniknął. Kuferanka popatrzyła na pannę Foreignet, która lekko skinęła głową, na potwierdzenie pytania czającego się we wzroku Ann. -Nasz przeciwnik, Ashe Kheroon, dysponuje nie tylko armią Zjadaczy Nici. Przypuszczam, że niejednym może nas dzisiaj zaskoczyć. Sarna, zrób z kilkoma Hafciarkami rekonesans na niższych poziomach. Chcę wiedzieć, czemu zabrzmiał gong. Alja i Derrek... W tym momencie tuż nad głowami z przeciągłym wizgiem przemieściły się sylwetki trzech niciowych stworów, z których grzbietów na podest zeskoczyło kilkunastu wyblakłych. Aslynn szybko zatkała uszy, gdy powietrze przeszył ochrypły ryk niconi uderzający w coraz wyższą gamę dźwięków, aż zupełnie zaczął przypominać gwizd czajnika, boleśnie drażniący słuch. Dziewczyna poczuła, jak wyplatany podest drży, kiedy latające stwory zaczęły atakować go od spodu łbami, w szybkim tempie krusząc brzegi i wyrywając kilkoma kłapnięciami wielkie płachty powierzchni. Po jednym z silniejszych uderzeń większość zebranych wywróciła się. Zebrani Strażnicy otoczyli półkolem Kuferankę i dobywszy broni - jedni kolorowych kosturów, inni mając na podorężu siatki i krótkie pejcze - zaczęli odpierać atak Zjadaczy Nici. Aslynn ledwie umknęła przed kłapiącą paszczą niconia i odtoczyła się, szukając bezpiecznej kryjówki w powstałym właśnie, bitewnym zamieszaniu. W RPG-ach problem bywał załatwiany kilkoma kliknięciami myszki, które na ekranie komputera zostawały przetwarzane w sekwencję wymyślnych ciosów i uników, nad których złożonością nigdy się głębiej nie zastanawiała. Na żywo i w kolorze bijatyka wcale się pannie Foreignet nie podobała. Do licha, co jeszcze mogło ją tutaj spotkać? Musi naprawdę jak najszybciej się stąd wydostać, w przeciwnym wypadku istnieje duże prawdopodobieństwo, że zostanie w końcu zjedzona! Panna Foreignet pisnęła na widok wznoszącej się tuż nad nią niciowej formy i dała nura w rzednący szereg Hafciarzy. -Szarzeńcy zajęli najniższy poziom! - rozległ się kobiecy okrzyk i Aslynn, mozolnie brnąc na kolanach w kierunku pałacu, gdzie miała nadzieję znaleźć schronienie, zobaczyła jak nad krawędzią podestu pojawia się szczuplutka postać o długich, rudych lokach. Dziewczyna dopiero teraz dostrzegła grubą linę gęsto pokrytą węzłami, której uczepiła się Hafciarka przy wspinaczce. -Rablinka! Piwonia! Zbierzcie wszystkich na drugim poziomie! Opuśćcie ruchome platformy, to powinno ich zatrzymać! Przynajmniej na jakiś czas! Wymienione Strażniczki nie czekając, aż przebrzmi ostatnie słowo rozkazu, zręcznie wyłamały się z półokręgu Kuferanki i zatknąwszy swoje kostury na mocowaniach na plecach, szybko zjechały w dół na grubych linach w ślad za rudowłosą. Kocica Kuferanki właśnie powaliła kolejnego wyblakłego, który z cichym jękiem rozsypał się w tysiące drobnych nitek, pozostawiając po sobie jedynie niepozorną, szarą kupkę. Stojący po prawej stronie Ann Tomeh uderzył swym kosturem po żebrach kolejnego agresora, powalając go na kolana. Niczym Huck Norris okręcił się wokół lagi przykopując z półobrotu Zjadaczowi czającemu się tuż za Kuferanką. Wyblakła istota bezwładnie padła na podest a tam już czekało na nią posykujące groźnie kocie stadko. -Dzięki - Kuferkowa Pani uśmiechnęła się do mężczyzny i chwilę później zatrzymała swoim kosturem szarżującą na towarzysza szarą kobietę. - No to jesteśmy kwita. Na chwilę oddechu było jeszcze za wcześnie. Tuż przed stopami obrońców przez wyplatany podest przebiła się głowa niciowego stwora i stojąca obok Kuferanki jasnowłosa Strażniczka tylko jęknęła na widok ogromnej, szczerzącej się do niej paszczy. Pozostałe dwa niconie również przebiły się przez przestrzeń platformy, pozostawiając za sobą nierówne, wyszarpane dziury. Podest przechylił się niebezpiecznie pod stopami obrońców, gdy stwory zniknęły w otworach ciasno oplatając konar wspornikowego drzewa. -Niech to szlag! - zawołała jedna z Hafciarek. - Próbują złamać konar!
Rablinka i Piwonia szybko opadały w dół trzymając się grubych lin. Wiązane w równych odstępach węzły dawały rękom i stopom potrzebne oparcie. Tą metodą można było o wiele szybciej pokonać znaczne odległości między poszczególnymi poziomami - co w przypadku systemu drabin i pomostów zajęłoby kilkakrotnie więcej czasu - i już kilka chwil później kroczyły tuż za rudowłosą Hafciarką po podestach drugiej kondygnacji. -Zjadacze Nici pojawili się tak nagle i zarzucili hakami prawie cały dół! - wyjaśniła gorączkowo kobieta. - Zanim się zorientowaliśmy, co się stało, zdążyli zająć połowę podestów. -Reja, nie zauważyliście, kiedy weszli do doliny? - zdziwiła się Rablinka. Rudowłosa zaprzeczyła a jej krótkie włoski zatańczyły zabawnie przy tym ruchu. -To było tak, jakby wyskoczyli znikąd. W jednej chwili dolina była pusta, a już w następnej mieliśmy na karku tę szarą bandę! Kilka osób widziało jakieś dziwne, latające zwierzę... -Sprzymierzeńcy Zjadaczy Nici - Piwonia ucięła czające się w słowach rudowłosej pytanie. - Dosyć silne cholerstwo i lepiej trzymać się od tego z daleka - dodała a rudowłosa szybko przytaknęła. Strażniczka zdała sobie sprawę, że dźwięk gongu brzmi teraz zupełnie inaczej, nierównomiernie i jakby mniej dźwięcznie. Gdy dotarła do grubego konara, wokół którego owinięto stopnie prowadzące w dół, ze zdziwieniem zabarwionym wesołością zobaczyła, jak odpowiedzialna za to urządzenie Kuferkowiczka okłada nim zawzięcie Zjadaczy Nici, zupełnie jakby było ono patelnią. Widząc zbliżające się Strażniczki kobieta wykonała ostatnie uderzenie, które skosiło z pionu pięciu agresorów i przerzuciwszy sobie przez ramię pasy przytrzymujące gong, wspięła się zręcznie na drugi poziom. -Nikus, zwołaj kogo się da do centralnej rozdzielni linowej - poleciła Rablinka. - Musimy opuścić dół, zanim całkiem się na nim rozpanoszą. -Już się robi - Nikus, z gongiem obijającym się o plecy, pognała po podestach. Rablinka, Piwonia i Reja tymczasem pobiegły dalej, do wielkiego, owalnego pomieszczenia upchniętego w gruby konar wspornikowego drzewa. Całe plecione wnętrze mieściło w sobie skomplikowaną strukturę lin, kołowrotów, zębatych kół i przekładni służących do manipulowania poszczególnymi podestami i linami wspinaczkowymi. Wkrótce na niewielkiej przestrzeni zrobiło się tłoczno od przybyłych Hafciarzy, którzy pod dyktando Rablinki, zaczęli poruszać jednym z wielkich kołowrotów. Wprawione w ruch grube liny wychodzące po czterech stronach z centralnej rozdzielni linowej utrzymywały w poziomie najniższe podesty, które teraz zaczęły powoli przechylać się pod coraz większym kątem, a zebrani na nich Zjadacze Nici z dzikim wrzaskiem osuwali się w dół, pchani siłą grawitacji. W kilka chwil większość agresorów zaścielała dno doliny a tylko nieliczni, którym udało się zaczepić o wyszywaną powierzchnię podestów lub złapać jakiejś liny, teraz dyndało w powietrzu niczym przezabawne pajęczaki na zerwanych sieciach. -No, to teraz się porządnie zastanowią, zanim zaszarżują na kolejny poziom - Rablinka wyszczerzyła się w złośliwym uśmiechu i zatarła radośnie dłonie.
Aslynn w ostatniej chwili uskoczyła przed szarżującym Zjadaczem Nici, który w rozpędzie potknął się o jej stopę i z przeraźliwym krzykiem fiknął koziołka tuż za brzeg podestu. -Punkt dla mnie - mruknęła dziewczyna ostrożnie wychylając się zza krawędź i śledząc lot wyblakłego, który wylądował gdzieś na niższym poziomie w samym środku hafciarskiej gromady i zakończył istnienie pod pazurkami jakiegoś rozeźlonego kota. - Kiedy wy się nauczycie, że z Lynnką się nie zadziera? - dodała wesoło i zamilkła, czując tuż za plecami obecność jeszcze jednego przeciwnika. - Oops! - wyjąkała, zerkając przez ramię i nie namyślając się wiele, rzuciła się w bok, uskakując przed gradem wymierzonych w nią uderzeń. Dziewczyna stęknęła, zatrzymawszy się na czyichś stopach, a jej napastnik padł na podest, uziemiony celnym uderzeniem pięści posiadacza nóg, o które się obiła. -Dzięki - wyjąkała Aslynn, gramoląc się z ziemi i podpierając się wyciągniętą ku niej dłonią, gdy jej wzrok padł na podartą, wyblakłą kamizelkę wybawcy. -Zabierz w końcu ode mnie to narwane kocisko! - syknął Lionel, bo to on był owym skutecznym pięściarzem, i wskazał na przewieszoną przez plecy torbę. - Mam już dosyć tej darmowej akupunktury! Dziewczyna szybko wykonała polecenie, uwalniając rudego Figla z dotychczasowego więzienia, i rozejrzała się po pustoszejącym placu, na którym niepodzielnie panowali Hafciarze, starając się usilnie zepchnąć opierających się wyblakłych w dół. -Gdzie Rachelka? -Spryciula pewnie przyczaiła się w pałacu. W tym całym zamieszaniu bardzo łatwo nas pomylić z agresorami - zauważył Lionel. Poparł go nagły cios przez barki autorstwa Zasiwego. - Spokojnie, chłopie! - warknął, podcinając nogi pilotowi, który z głuchym jękiem rąbnął o podest, aż się zatrzęsło. - To tylko ja, twój niciowy koszmar! Zasiwy z sykiem roztarł brodę. -Dobrze wiedzieć, skubańcu. -Ha! Zawsze wiedziałem, że ten typ na mnie leci! - Lionel syknął do Aslynn, puszczając porozumiewawczo oko, lecz mina Zasiwego, który…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil carys
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…