Wróć do katalogu

Zamykam oczy...

....

Kimi, opublikowano , 14 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zamykam oczy. Pod powiekami przesuwają się obrazy. Szaleńcze myśli, pourywane kawałki kliszy, fragmenty układanki. Szybko, coraz szybciej. Zaczynają wirować, biegną w szaleńczym pędzie, nakładają się na siebie, cofają, kołują, obracają... milkną. Cisza. Lekkość. Śmierć świadomości. Wolność. I nagle z tej ciemności wyłaniam się ja. Rozpoznaję siebie, bo wyglądam jak zwykle- niska, szczupła, brązowowłosa, niebieskooka dziewczyna. To moja twarz, moje spojrzenie, mój oddech. Idę do góry. Jak po ruchomych schodach. Stąpam niepewnie, jakbym chodziła na szpilkach. W około nie ma niczego. Nicość. Pustka. Nagle zatrzymuje się. Spoglądam prosto na małe, szare drzwi. Całe są odrapane, brudne od farby i rdzy. U samej góry znajduje się jakiś napis. Staję na palcach i z trudem odczytuje go- Nie daj się zwieść okładce. Zdezorientowana pukam. Nikt nie odpowiada. Pukam jeszcze raz. Nic. Wreszcie uderzam pięścią. Bez efektu. Kopię z całej siły. Cisza. Dotykam klamki. Drzwi ustępują. Przechodzę przez nie i na centymetr przed moją twarzą coś się pojawia. Odsuwam się wyciągając przed siebie ręce, a to coś śmieje się cicho. Nie wiem co to jest. Nigdy wcześniej tego nie widziałam. Otwiera coś, co tylko nieznacznie przypomina usta i mówi. -Czasami to co najłatwiejsze odnajduje się najtrudniej. -Odchodzi. Zostaję sama i rozglądam się. Jest jakoś dziwnie zielono. Spodziewałam się, że będzie niebiesko...albo biało, ale raczej niebiesko. No, ale jest zielono. Nic na to nie poradzę. Naokoło znajduje się mnóstwo korytarzy. Nie wiem w który mam wejść, więc wybieram pierwszy lepszy. Idę przez chwilę. Pojawiają się drzwi. Pukam i wchodzę. W pomieszczeniu znajduje się mnóstwo ludzi. Wszyscy jednak się mieszczą. Pokój ten nie ma ścian, ani ograniczeń. Ciągnie się w nieskończoność. Podchodzę do nieznajomych i pytam. -Kim jesteście?- Opowiada mi jasnowłosy mężczyzna w średnim wieku. -Męczennikami. Umarliśmy dla Chrystusa. -Tak mi przykro, naprawdę... -Niby dlaczego ci przykro? Przecież jesteśmy szczęśliwi. Zobacz jak wszyscy się uśmiechamy. Zginęliśmy w imię miłości. Otrzymaliśmy zasłużoną nagrodę. -Jak... jak zginęliście? -To zależy. Jednych rozszarpały lwy, lub inne dzikie zwierzęta, drudzy zginęli od miecza, albo innej broni, jeszcze inni zostali spaleni, wykończeni torturami... -A ty? -A mnie ukrzyżowali. -Dlaczego się uśmiechasz? -Bo jestem z tego dumny. Bo umarłem jak Jezus.- Spoglądam na niego i widzę na jego twarzy prawdziwą radość. Czuje jak pod powiekami palą mnie łzy. Żegnam się i wychodzę. Odprowadzają mnie zdziwione spojrzenia. Odnajduję kolejny korytarz. Naciskam klamkę. W pokoju rozlegają się śmiechy. Kiedy wchodzę milkną. -Witajcie.- Spostrzegam młodego, sympatycznie wyglądającego chłopaka. Siadam naprzeciw niego. – Kim jesteś? -A jak myślisz?- Rozglądam się po zebranych tu ludziach. Tak, nie mam wątpliwości.. Znoszone mundury wciąż okalają ich ciała. -Jesteście żołnierzami. -Tak, a raczej walczącymi. Widzisz ci na przykład- wskazał ręką na odległy kąt pokoju- są jeszcze z czasów bitwy pod Grunwaldem, tamci- wskazał ręką nieco bliżej- z czasów pierwszej wojny... Widzisz jest tu mnóstwo mężczyzn pochodzących z różnych czasów, którzy oddali swoje życie za Ojczyznę, za to żeby inni mogli żyć w wolnym kraju, na swojej ziemi. -Tacy jak ja? -Tak, tacy jak ty.- Czuję na policzku coś mokrego. Chłopak zauważa to. -Dlaczego płaczesz? -Bo mi tak strasznie, tak cholernie żal... -Mnie? Nie żałuj. Nie żałuj nas. Teraz już nie ma czego. Jesteśmy wolni. Mamy to czego zawsze pragnęliśmy. Już nic nie boli, już nic... -Ale ja nie potrafię... Brzydzę się siebie. Nie zasługuje na to, aby dotykać ziemi, która pokryta jest waszą krwią! Nie mam prawa nawet jej całować! -Tak musiało być. My naprawdę jesteśmy szczęśliwi, że to zrobiliśmy. -Opowiesz mi o sobie? Proszę. -Jasne, że opowiem. Mam na imię Staszek. Urodziłem się w 1922 roku. Jak wybuchła wojna, to miałem 17 lat. Miałem wtedy narzeczoną. Miała na imię Anielka. Była całym moim światem. Kochałem ją do szaleństwa. Prosiła wtedy, żebym nie odchodził, żebym z nią został. Mówiła, że uciekniemy, ukryjemy się, że będziemy razem. Ale ja nie mogłem, wiesz? Nie potrafiłem. Serce mi się krajało, kiedy patrzyłem na jej zapłakane oczy, ale musiałem odejść. Musiałem walczyć. -Czy teraz, czy ona jest tutaj z tobą? -Anielka? Nie, oczywiście, że nie. Umarłem w 41, wszelki ślad po mnie zaginął. Mówi, że szukała, tęskniła, czekała. W końcu skończyła się wojna. Czekała jeszcze 5 lat. Później...tak, później znalazła sobie innego. Była taka śliczna i dobra, nie mogę jej mieć tego za złe. Czasami przychodzi tutaj, odwiedza mnie, ale nawet nie mogę jej dotknąć. Tamten mężczyzna jest jej mężem. Oddała mu siebie, ja nie mam już do niej żadnego prawa. – Zamiast słów z moich ust wydostaje się cichy szloch. -Nie płacz. Przecież to niczego nie zmieni. Wybrałem wojnę. Wybrałem miłość do Ojczyzny. Zginąłem dla niej. Kolejny korytarz. Kolejne drzwi. Tysiące maleńkich oczek wpatrujących się w moją twarz. Dziwne stworzenia leżące na ziemi. Kucam i biorę jedno na ręce. Patrzę na maleńkie rączki, usteczka jak płatki róż, przeźroczystą skórę, z pod której prześwitują naczynia krwionośne. Nawet nie muszę pytać. Wewnętrzny ból sprawia, że chwytam się za serce. Pięścią uderzam się w głowę. Wtedy maleńkie paluszki łapią moją rękę i odciągają. -Proszę, nie rób sobie krzywdy. -Ale ja...- Głoś więźnie mi w gardle. Nie mogę mówić. -Widzę, że wiesz kim jesteśmy. Dzieci nienarodzone. Dzieci zabite przed porodem.- Uśmiecha się. Widząc to odwracam głowę i zagryzam wagi. Nie mogę na to patrzeć. Tulę mocno maleństwo do siebie. Tylko tyle mogę mu dać. -Przepraszam, że nikt cię nie chciał. Że nikt cię nie kochał. Gdybym mogła... -To nie ma znaczenia. To już minęło. Dziękuję, że ty mnie kochasz. Że kochasz nas wszystkich, chociaż nie możesz nam pomóc. Bo my już nie potrzebujemy pomocy. Już jest nam dobrze, naprawdę, już dobrze. -Jak ci na imię? -Nie mam imienia. Przecież nie dano mi szansy, żeby się urodziła, nazywała, myślała, czuła... -A chciałabyś mieć imię? -Bardzo. -Wiem, że nie zasługuje na to, żeby dawać ci imię, ale chciałabym, żebyś nazywała się Julka. -Dziękuję. To piękne imię. Zasługujesz na wszystko, bo nie jesteś znieczulona. Bo ciągle czujesz. Wchodzę do następnego pomieszczenia. Tym razem bardzo trudno mi zdefiniować wśród jakich ludzi się znalazłam. Są tu osoby w różnym wieku. Młodzi, starzy. Nikt jednak nie siedzi sam. Podchodzę do dziewczyny, która tuli w objęciach swojego ukochanego, jakby był największym na świecie skarbem. -Cześć. Kim jesteście? -Nazywam się Basia, a to mój chłopak Paweł. -Dlaczego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych